Blog > Komentarze do wpisu

Monika Szwaja "Nie dla mięczaków"

 Szwaja

Mikropowieść Moniki Szwai „Nie dla mięczaków” można było ostatnio (a może nadal można) dostać za darmo w empiku. Ta niewielka książeczka stanowiła gratisowy dodatek do zakupów książkowych z okazji jakiegoś tygodnia książki, czy czegoś takiego. Akcje tego rodzaju uważam za bardzo pożyteczne. Sprawiają one, że dana pozycja trafia do rąk osób, które w innych okolicznościach by po nią nie sięgnęły, co w oczywisty sposób przyczynia się do poszerzenia horyzontów czytelniczych, tak indywidualnych, jak i ogólnospołecznych. W tym konkretnym przypadku przydarzyło się to między innymi mojej skromnej osobie. Dotąd nie kupowałem, ani nie czytałem książek tej autorki, nie miałem też zamiaru czynić tego w przyszłości. Uznawałem bowiem jej pisarstwo za literaturę przeznaczoną zasadniczo dla kobiet. Skoro jednak książka sama wpadła mi w ręce, przeczytałem ją i bynajmniej tego nie żałuję.

 

Nadal uważam, co prawda, że grupą docelową tej książki i jej podobnych są przedewszystkiem kobiety, jest to bowiem właściwie romans, a ten gatunek literatury bez wątpienia częściej czytuje płeć piękna, aniżeli brzydka. Uważam jednak, że również mężczyzna może tę książkę czytać z z satysfakcją i pożytkiem, a to przynajmniej z dwóch względów. Po pierwsze postacie bohaterów są tutaj nakreślone w sposób niezwykle interesujący. Głównym bohaterem jest informatyk, który odniósł sukces zawodowy jako przedsiębiorca branży komputerowej. Nie jest jednak typowym przedstawicielem inżynierskiej braci, ma bowiem szerokie zainteresowania daleko wykraczające poza ramy dyscyplin ścisłych i technicznych. Przez wiele lat śpiewa w chórze, ocierając się o zawodowstwo, organizuje też festiwale chóralne. Wykazuje się szerokim oczytaniem, posiada bogatą bibliotekę. Ma również bogate życie towarzyskie. Rozwodzi się z żoną, z którą ma dorosłą córkę, z inną kobietą ma dorosłego syna, o którym nic nie wie, a który okazuje się być homoseksualistą. Jakby tego było mało, ma też stałą, bezuczuciową kochankę, a bezpośrednio po orzeczeniu rozwodu wdaje się w burzliwy romans. Inni bohaterowie mają równie skomplikowane osobowości i życiorysy. Po drugie, książka ma interesujący wątek krajoznawczy, rozbity na dwa podwątki: szczeciński i beskidzki. Wchodzi w tej materii niekiedy w takie szczegóły, że może służyć za przewodnik. „Nie dla mięczaków” jest więc niewątpliwie romansem, ale bynajmniej nie tylko romansem. Dlatego jest to książka nie tylko dla kobiet.

piątek, 06 maja 2011, svetomir

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/05/15 12:51:17
A, to moja mama Szwaję czyta i dlatego jej nie czytam. Ot, stereotypowe myślenie. Bywa. Trzeba będzie nadrobić, bo to nigdy nic nie wiadomo z tymi książkami. A rozerwać się też trzeba. Nie samym Llosą żyje człowiek ;-)