poniedziałek, 20 kwietnia 2015
niedziela, 05 kwietnia 2015
sobota, 04 kwietnia 2015

 

Resurrexit

Χριστός ανέστη εκ νεκρών,

θανάτω θάνατον πατήσας,

και τοις εν τοις μνήμασι,

ζω ήν χαρισάμενος!

 

Chrystus zmartwychpowstał

Śmiercią śmierć pokonał

Tym, którzy w grobach leżą

Żywot wieczny darował

Alleluja

Radosnych Świąt Wielkanocnych

życzą

Ela, Artur, Pawełek i Martusia Rumplowie

17:02, svetomir
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2015
piątek, 06 marca 2015
poniedziałek, 02 marca 2015

mapa

Nieraz już wzmiankowałem, że uważam, nie będąc zresztą w tym sądzie odosobnionym, że literatura piękna jest nie tylko przedmiotem badań humanistyki w ogólności, a antropologii kulturowej w szczególności, ale także jest sama sui generis antropologią kultury, należy więc do arsenału humanistyki. Dzieła literatury pięknej jednocześnie są składnikiem kultury i opisem kultury. Słusznie więc mają swoje miejsce w cyklu "Humanistyka z marketowego koszyka". Oczywiście dzieła literackie spełniają się w roli opisu kultury w różnym stopniu i z różnym powodzeniem. Szczególną rolę jako swego rodzaju prace antropologiczne odgrywają powieści mocno nasycone eseistycznymi dygresjami. Do takich właśnie utworów literackich należy "Mapa i terytorium" Michela Houellebecqa, którą ostatnim czasem nabyłem w Realu za sumę trzech polskich złotych. Akcja powieści sprowadza się do życiorysu fikcyjnego francuskiego artysty Jeda Martina. Jest ona prowadzona gładko, obfituje w ciekawe momenty i sprawia, że książkę dobrze się czyta. Toczy się we Francji i epizodycznie w Szwajcarii, w pierwszej połowie XXI stulecia. Właśnie tak, a nie jednym tylko słówkiem "współcześnie" trzeba określić czas akcji. Współcześnie to akcja się zaczyna (z pewnymi nawrotami ku przeszłości) a potem toczy się jeszcze przez lat kilkadziesiąt. Nie jest to jednak science fiction. Przyszłość jest tu bardzo podobna do teraźniejszości. Nie na tem jednak chciałem się skupić. Fabuła sama w sobie czyni tę książkę wartą przeczytania, trzeba jednak pamiętać, że stanowi ona jedynie pierwszy, najbardziej zewnętrzny jej krąg znaczeniowy. Przewodnią myślą tej książki, a zarazem jej drugim kręgiem znaczeniowym jest koncepcja głębokiego osamotnienia artysty, a w szczególności artysty genialnego, takim zaś jest Jed Martin. Człek ów nawiązuje co prawda relacje seksualne z kobietami, ale nie potrafi tworzyć z nimi trwałych związków, a nie ma przyjaciół, a relacje z ojcem ma trudne, mimo dobrej woli obydwu stron. To oczywiście nie pierwsza na świecie powieść opisująca podobne zjawisko. Zblíżony opis, dotyczący Paula Gaguina, można znaleźć w "Raju tuż za rogiem" Maria Vargasa Llosy. O ile jednak Vargas, opisując postać historyczną, musiał się trzymać faktów, to Houellebecq mógł sobie pozwolić na daleko idące przerysowania. Najgłębszym kręgiem omawianej ksiąźki są rozważania na temat roli w kulturze i życiu współczesnego i powspółczesnego człowieka dwóch freudowskich czynników: Erosa i Tanatosa. Rozważania te są prowadzone w dosyć drastyczny sposób, na przykład poprzez porównywanie funkcjonowania burdelu i zakładu eutanazyjnego. Te dwa wątki eseistyczne są niewątpliwie bardzo interesujące dla badaczy kultury i są ważnym głosem w dyskusji o niej. Są zresztą w tej książce jeszcze i inne antropologiczne wątki i motywy, ale te dwa uznałem za najważniejsze i w konsekwencji najbardziej warte zaprezentowania czytelnikom. Oczywiście ktoś inny, czytając tę książkę, może inne rzeczy silniej odebrać i w konsekwencji zupełnie inną recenzję napisać.

środa, 25 lutego 2015

iwaszkiewicz

Pisząc swój cykl "Humanistyka z marketowego koszyka" zarówno humanistykę, jak i marketowy koszyk traktowałem i traktuję bardzo szeroko. Omawiam więc tu nie tylko literaturę naukową i popularnonaukową, ale także eseistykę a nawet beletrystykę, wygrzebaną nie tylko w tytułowych hipermarketowych koszach z tanią książką, ale też w innych kanałach wyprzedażowych, takich jak na przykład dodatki książkowe do różnego rodzaju czasopism. I właśnie jako dodatek do jakiegoś niezbyt ambitnego kobiecego pisemka, którego tytuł z litości pominę, wypełnionego naiwnymi, zmyślonymi opowiastkami udającymi historie prawdziwe, nabyłem autobiografię Jarosława Iwaszkiewicza zatytułowaną "Książka moich wspomnień". Nie wiedzieć czemu, książka ta została włączona do serii poświęconej literaturze kobiecej. Pan Bóg jeden raczy wiedzieć co też szczególnie kobiecego jest w autobiografii jednego z największych polskich pisarzy ubiegłego stulecia, który wszak ponad wszelką wątpliwość był mężczyzną. Podczas lektury nieodparcie nasuwają się skojarzenia z omówioną już w niniejszej serii tekstów "Rodzinną Europą" Czesława Miłosza. Oczywiście są to pod pewnymi względami bardzo różne książki. O ile bowiem Miłosz napisał w istocie zbiór esejów ubrany jedynie w formę autobiografii, to Iwaszkiewicz popełnił autobiografię typową, o wręcz pamiętnikarskim charakterze. Dzieło Miłosza ma konsekwentnie programowy charakter, przemyślany aż do najdrobniejszego szczegółu, zaś wspomnienia skamandryty mają cechy swobodnego przepływu strumienia świadomości. Są jednak mimo wszystko między tymi książkami liczne podobieństwa, przedewszystkiem dlatego, że życiorysy obydwu literatów są w wielu punktach zbieżne. Obydwaj pochodzili z Kresów (Miłosz z Litwy, Iwaszkiewicz z Ukrainy), obydwaj studiowali prawo, obydwaj w okresie międzywojennym pracowali w instytucjach państwowych (Miłosz w Polskim Radiu, a Iwaszkiewicz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych), obydwaj doskonale znali język rosyjski i dla obydwu duże znaczenie miała Francja. Kolejne podobieństwo tych książek to ich ramy czasowe. Obydwie obejmują okres pierwszej połowy dwudziestego stulecia ze szczególnym uwzględnieniem dwudziestolecia międzywojennego. Inny jest na pewno sposób pisania i to nie tylko w kwestii nasycenia tekstu dygresjami eseistycznymi, ale także w sposobie opisywania występujących w nim postaci. Miłosz metodycznie chronił prywatność wzmiankowanych przez siebie osób niepublicznych unikając wymieniania ich imion i nazwisk, Iwaszkiewicz zaś zupełnie się tym nie przejmował, sypiąc nazwiskami na lewo i prawo. A trzeba przyznać, że opowiadać tak o sobie, jak też o innych ludziach. Książka jest tedy skarbnicą wiedzy nie tylko o samym Iwaszkiewiczu, ale także o pozostałych skamandrytach (zwłaszcza Lechoniu i , nadto o Jerzym Liebercie, Karolu Szymanowskim i wielu mniej słynnych ludziach a w końcu też i o świecie polskiej szlachty na wschodniej Ukrainie, który to świat ostatecznie przestał istnieć w drugiej dekadzie ubiegłego stulecia.

piątek, 23 stycznia 2015

Na forach dyskusyjnych, oprócz właściwych głosów dyskusyjnych znajduje się mnóstwo wypowiedzi zarzucających interlokutorom błędy językowe: ortograficzne, gramatyczne, leksykalne i inne. Rzecz znamienna, nie wszystkie te wypowiedzi są prawidłowe. Nierzadko zdarzają się i takie, które krytykują formę prawidłową, a promują błędną. Kilka przykładów takich kuriozów, wraz z namiarami przytoczę poniżej.

 

Falcon Heene odnaleziony. 6-latka nie było w ba...

   vomitorium1 16.10.09, 01:13 Odpowiedz

a tak w ramach "pracy od podstaw"
to balonem sie nie lata (czy leci)
tylko "jedzie"



 

panie 'tan'

   kaworu_nagisa 28.10.09, 08:52 Odpowiedz

karoushi, karōshi a nie karoszi



 

Wpadka "Polityki", czyli studenci podpisali por...

   njap 24.10.09, 23:00 Odpowiedz

Hmmm... rzeczywiście - mało prawdopodobne, żeby ktoś, kto nie siedzi w temacie
to wychwycił. Chociaż autor wydaje się mało wiarygodny, bo jak traktować
kogoś, kto nie potrafi poprawnie po polsku napisać i odmienić nazwy stolicy
kraju europejskiego?
Stolicą Armenii jest Erewań. W tym Erewaniu. Tak mnie
przynajmniej uczono, jeśli się mylę - proszę pisać.
Może chodziło o oryginalną wersję, ale forma "wobec Erewanu" po prostu
zgrzyta... Równie dobrze można by napisać - jadę do Londona...



 

Re: Zgadzam się z przdmówcą i dodam...

Autor: Gość: billy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl   24.09.09, 07:55

Dodaj do ulubionych Skasujcie

Odpowiedz

ludkowie z flamandii to FLAMANOWIE.
więc o tej kobitce można pisac FLAMANKA.



 

Naprawdę nie wiem, co pcha do udzielania rad, ludzi o tak małej wiedzy. Nie ma oczywiście czegoś takiego jak Flamandia. Mieszkańcy Flandrii zaś, bo tak się ta kraina nazywa naprawdę to oczywiście Flamandowie. Prawidłowa polska nazwa stolicy Armenii to Erywań. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że w języku polskim balonem się lata/leci, a nie jedzie/jeździ. Karoszi zaś to jak najbardziej prawidłowa polonizacja japońskiego słowa.



 

Jakie więc są przyczyny pojawiania się takich błędnych rad? Najczęściej są to kalki językowe. Karoushi i jeżdżenie balonem to kalki z angielskiego, Erewań z rosyjskiego, a Flamanowie prawdopodobnie z niemieckiego. Flamandia to zapewne wymysł niedouczonego autora wpisu. Dodać należy, że krytykowana przez jednego z wymienionych komentatorów wersja Erewan również jest błędna i jest kalką z angielskiego, francuskiego i hiszpańskiego.



 



 

Nie jestem wrogiem zapożyczeń, natomiast zawsze będę się sprzeciwiał kalkom. Szczególnie drażni mnie bardzo rozpowszechniona maniera zapisywania nazw własnych i słów zapożyczonych z języków nie używających alfabetu łacińskiego za pomocą transkrypcji za pośrednictwem języka angielskiego. Słowa takie należy bezwzględnie transkrybować bezpośrednio na polski. W przypadku języków ormiańskiego i gruzińskiego można ewentualnie, ze względów historycznych, dopuścić pośrednictwo rosyjskiego.

22:39, svetomir , JĘZYK
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 stycznia 2015
czwartek, 15 stycznia 2015
wtorek, 13 stycznia 2015

 

Radio Jasna Góra jest wśród polskich mediów katolickich przypadkiem szczególnym i wyjątkowym, bo też szczególne i wyjątkowe jest miejsce z którym jest związane, a mianowicie jasnogórskie sanktuarium. Co prawda, jak każda inna rozgłośnia religijna realizuje się ono na pięciu zasadniczych polach: liturgii, katechezy, publicystyki, literatury i muzyki, jednak w każdym radiu proporcje między tymi składowymi.

 

I właśnie kwestia owych proporcyj jest tym co odróżnia Radio Jasna Góra od innych rozgłośni religijnych w Polsce. Przedewszystkiem program tego radia jest znacznie silniej niż w innych stacjach nasycony elementami liturgicznymi. Zarówno w dni powszednie jak też w niedziele i święta, RJG kilka razy dziennie transmituje Mszę Świętą z różnych miejsc jasnogórskiego sanktuarium. Jest to na pewno rzecz pozytywna, obciążona jednakowoż pewnym dosyć poważnym zgrzytem. Otóż znakomita większość owych celebracyj odbywa się z użyciem II Modlitwy Eucharystycznej, która nie jest dopuszczona do użytku w niedziele i święta. Na plus wyróżniają się jedynie niektóre Msze dla pielgrzymów transmitowane z Wałów Jasnogórskich. Oprócz Mszy Świętych w RJG można znaleźć także liturgię godzin i paraliturgię (różaniec, godzinki, majowe etc.). Jest to zjawisko bardzo pozytywne, bowiem w moim mniemaniu katolickie media religijne powinny opierać się przedewszystkiem na rytmie liturgii. Dużo w jasnogórskiej rozgłośni jest publicystyki i reportażu, głównie o tematyce społecznej, nie zaś politycznej. Ten aspekt ramówki dowodzi, że również media niepubliczne potrafią realizować programy misyjne i to bez pieniędzy z abonamentu czy budżetowej dotacji. Sporo jest też w programie omawianej stacji profesjonalnie prowadzonej katechezy. Jest czytanie książek, kolejny punkt programu cechujący się misyjnym charakterem, kiedyś szeroko obecny w rozgłośniach publicznych, dziś obecny tam śladowo, pojawiający się za to w repertuarze stacyj religijnych. Mało natomiast jest w Radiu Jasna Góra muzyki. Są oczywiście piosenki, zarówno religijne, jak i świeckie, ale jest ich niewiele i są raczej przypadkowo dobrane. Podobnie jest z muzyką poważną. Niby jest, ale jest jej za mało, a audycje są za krótkie. Ewidentnie brakuje w tym radiu autorskich audycyj muzycznych.

 

Ogólnie Radio Jasna Góra to rozgłośnia profesjonalna, na dobrym poziomie, może jedynie ciut przegadana, ale to kwestia gustu. Boli natomiast promocja nadużyć liturgicznych. Miejmy nadzieję, że to się zmieni. Uważam bowiem, że do głównych zadań katolickich mediów religijnych należy promocja dobrych wzorców liturgicznych. Z tego zadania Radio Jasna Góra się nie wywiązuje.

poniedziałek, 05 stycznia 2015

tęcza

Od czasu któregośtam spalenia osławionej tęczy na Zbawiciela w Warszawie słychać coraz donośniejsze głosy z różnych stron, że katolicy i inni chrześcijanie nie powinni mieć nic przeciwko tej instalacji, gdyż tęcza jest symbolem biblijnym, a więc i chrześcijańskim, a co za tem idzie, również i oni powinni się z nią utożsamiać. Czy istotnie tak jest?

 

Tęcza jako symbol biblijny i chrześcijański

 

Tęcza istotnie jest symbolem biblijnym. Pojawia się na kartach Pisma Świętego wielokrotnie, zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. Najsłynniejsze i najbardziej spektakularne jest jej pierwsze pojawienie się, w Księdze Rodzaju, gdzie jest znakiem przymierza zawartego zawartego przez Boga z Noem po potopie: "Ja, Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię". Po czym Bóg dodał: "A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa. Gdy zatem będzie ten łuk na obłokach, patrząc na niego, wspomnę na przymierze wieczne między mną a wszelką istotą żyjącą w każdym ciele, które jest na ziemi". Rzekł Bóg do Noego: "To jest znak przymierza, które zawarłem między Mną a wszystkimi istotami, jakie są na ziemi". (Rdz. 9, 9-17). Tęcza pojawia się także w księdze proroka Ezechiela: Jak pojawienie się tęczy na obłokach w dzień deszczowy, tak przedstawiał się ów blask dokoła. Taki był widok tego, co było podobne do chwały Pańskiej. Oglądałem ją. Następnie upadłem na twarz i usłyszałem głos Mówiącego. (Ez. 1,28), deuterokanonicznej Mądrości Syracha: Patrz na tęczę i wychwalaj Tego, kto ją uczynił, nadzwyczaj piękna jest w swoim blasku: otacza niebo kręgiem wspaniałym, a napięły ją ręce Najwyższego. (Syr. 43,11-12) Jakże wspaniale wyglądał, gdy wracał do ludu, przy wyjściu z Domu Zasłony. Jak gwiazda zaranna pośród chmur, jak księżyc w pełni w dniach świątecznych, jak słońce świecące na przybytek Najwyższego, jak tęcza wspaniale błyszcząca w chmurach, (Syr. 50,5-7) i w Apokalipsie Świętego Jana Apostoła: A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu - podobna z wyglądu do szmaragdu. (Ap. 4,3) I ujrzałem innego potężnego anioła, zstępującego z nieba, obleczonego w obłok, tęcza była nad jego głową, a oblicze jego było jak słońce, a nogi jego jak słupy ogniste, (Ap. 10,1).



Pierwszy fragment jest szczególnie istotny dla wyznawców religii żydowskiej, która uznaje, że tak zwane przymierze noachickie nadal obowiązuje wszystkich ludzi nie będących żydami, bowiem w ujęciu judaistycznym późniejsze przymierze mojżeszowe dotyczy tylko narodu wybranego. Tęcza jest znakiem przymierza noachickiego, a jego zasady są podane w poprzednich wersetach tegoż rozdziału Księgi Rodzaju. Tradycja żydowska formułuje te zasady w siedem punktów:

Zakaz jedzenia części żyjącego zwierzęcia (Ewer Min ha-Chai)

Zakaz złorzeczenia Bogu (Birkat Haszem)

Zakaz kradzieży [rabowania] (Gezel)

Zakaz bałwochwalstwa (Awoda zara)

Zakaz niemoralnych stosunków seksualnych (Gilui arajot)

Zakaz mordowania (Szefichat damim)

Nakaz ustanowienia sądów do egzekwowania sześciu poprzednich praw (Dinim)

( Za Forum Żydów Polskich)

Siedem kolorów tęczy symbolizuje te siedem przykazań. Jest to jednak interpretacja pochodząca z czasów dużo późniejszych niż biblijne. Starożytni nie postrzegali bowiem tęczy jako siedmiobarwną lub sześciobarwną. Najczęściej wyróżniano trzy kolory tęczy. Dla Arystotelesa były to: czerwony, zielony i fioletowy, a dla Pliniusza: czerwony, fioletowy i niebieski.



Z chrześcijańskiego punktu widzenia równie istotne, jeśli nawet nie istotniejsze, są pozostałe biblijne wzmianki o tęczy. W dwóch miejscach, u Ezechiela i Świętego Jana (Ez. 1,28 i Ap. 4,3) tęcza jest tronem Boga. U Syracha jest wymieniona w pochwalnych hymnach. Pierwszy z nich to pochwała Boga we wspaniałości jego dzieł (Syr. 43,11-12). Drugi hymn jest pochwała arcykapłana Szymona (Syr. 50,5-7), dla chrześcijan jednak Stary Testament jest przede wszystkim typem nowego Testamentu, toteż arcykapłan Szymon jest w tym hymnie przede wszystkim figurą samego Jezusa Chrystusa. W drugim fragmencie Apokalipsy tęcza jest atrybutem jednego z aniołów. W Biblii zaś często aniołowie reprezentowali samego Boga i to, co się odnosiło się do aniołów, odnosiło się zasadniczo do Boga właśnie. Na podstawie tej grupy fragmentów Biblii tradycja chrześcijańska odnosiła symbol tęczy przede wszystkim do osoby Jezusa Chrystusa, który dokonał trwalszego i silniejszego niż noachickie pojednania ludzkości z Bogiem. Tak interpretowali ten symbol Ojcowie Kościoła. Widziano też w tęczy symbol Trójcy Świętej, która łączy w sobie trzy osoby boskie, podobnie jak tęcza łączy w sobie trzy kolory. Tak pisał o Niej Bazyli Wielki. Z kolei Święty Grzegorz Wielki dostrzegał w symbolice tęczy odniesienia do Ducha Świętego i sakramentu chrztu: W tęczy, jak powiedziałem, widoczne są woda [kolor niebieski] i ogień [kolor czerwony]. Po przyjściu Pośrednika moc Ducha Świętego tak bardzo zajaśniała w rodzaju ludzkim, ponieważ wybrańców Bożych obmył wodą chrztu i rozświetlił ogniem Bożej miłości. Jakby tęcza bowiem składająca się z barwy wody i zarazem ognia pojawia się w chmurach jako znak pojednania, gdy Prawda powiada: „Jeśli ktoś się nie odrodził z wody i Ducha Świętego, nie może wejść do królestwa Boga” (J 3,5). Gotfryd z Viterbo, saski historyk, teolog i poeta z przełomu tysiącleci uważał, że barwy tęczy symbolizują: potop za dni Noego (niebieska), ogień końca świata (czerwona) i żywotność przyszłego, nowego świata (zielona). W sztuce średniowiecznej nieraz przedstawiano Chrystusa Króla zasiadającego na tęczy. Stosowano także w ikonografii tęczowe aureole. Niekiedy też interpretowano tęczę jako symbol Matki Boskiej Pośredniczki Łask. Odkąd zaczęto uważać tęczę za siedmiobarwną (czerwony, żółty,niebieski, oranż, zieleń, indygo i fiolet), zaczęła ona symbolizować także siedem sakramentów i siedem darów Ducha Świętego.



Tęcza jako symbol pogański



Symbole wywodzące się wprost z natury z reguły są rozpowszechnione w wielu kulturach na całym świecie i zazwyczaj w różnych miejscach i czasach mają różne znaczenie. Tak jest też i z tęczą. W mitologii greckiej była ona atrybutem bogini Iris – wysłanniczki bogów olimpijskich. W mitach skandynawskich łącznikiem między niebem (Asgardem) a ziemią (Midgardem) był tęczowy most Bifrost. W starożytnych Chinach tęcza z jednej strony była symbolem zjednoczenia elementu żeńskiego (jin) z męskim (jang), a z drugiej seksu pozamałżeńskiego. W buddyzmie tybetańskim tęczowe ciało jest jednym z etapów na drodze do oświecenia. U Maorysów tęcza jest atrybutem Kahukury, boga wojny, śmierci i drogi do nieba. Na Jawie opowiadano o tęczowym wężu z dwoma głowami, który wypija wodę z morza na północy, a wypluwa na południu. Opowieści o tęczowych morskich potworach występują zresztą u licznych ludów i narodów Europy, Afryki, Azji i Australii. W ludowych wierzeniach różnych narodów europejskich tęcza wskazuje miejsce ukrycia skarbu. Na przykład w Irlandii krążą opowieści o gnomie, przechowującym na krańcu tęczy garniec złota,

Również na kontynencie amerykańskim występowały symboliczne odczytania tęczy. U dawnych Inków symbolizowała święte Słońce. Na fladze Indian Nawaho oznacza walkę o wolność i zjednoczenie wszystkich plemion. Również w innych częściach kontynentu oznacza walkę wyzwoleńczą ludów indiańskich. Właśnie od Indian, za pośrednictwem ruchów New Age, zaczerpnęły symbol tęczy środowiska LGBT (Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders) dla których jest ona symbolem walki o wyzwolenie seksualne i przywileje dla mniejszości seksualnych. Tęcza LGBT jest sześciobarwna i taką właśnie umieszczono na Placu Zbawiciela w Warszawie.



Wieloznaczność symboliki tęczy



Tęcza jest więc symbolem wieloznacznym, a jej odczytania w różnych kulturach i tradycjach są nie tylko bardzo odmienne, ale częstokroć też wzajemnie sprzeczne. W przypadku tak wieloznacznych symboli ich odczytanie zależy od kontekstu, w jakim są umieszczone. Tęcza jest symbolem chrześcijańskim wtedy i tylko wtedy, gdy jest umieszczona w jednoznacznie chrześcijańskim kontekście, a więc w połączeniu z wizerunkiem Chrystusa lub Matki Bożej, krzyżem, czy też cytatem biblijnym. Musi też być trójbarwna lub siedmiobarwna, w żadnym przypadku zaś sześciobarwna. Tęcza na Placu Zbawiciela tych warunków nie spełnia. Nie jest więc symbolem, który katolicy, czy inni chrześcijanie mogliby uznać za swój własny. Co więcej, jest symbolem wartości chrześcijaństwu obcych, a nawet wrogich.


Warszawską tęczę można uznać za odpowiednik pomników Lenina, które licznie zaludniały Polskę w poprzedniej epoce. Podobnie jak one ma symbolizować triumf w naszym kraju ideologii skrajnie sprzecznej z naszymi narodowymi tradycjami. O ile więc z jednej strony trzeba stanowczo potępić podpalanie tęczy, bo palenie dzieł sztuki jest sprzeczne z zasadami naszej cywilizacji, o tyle z drugiej strony równie stanowczo należy zaprotestować przeciwko jej odbudowaniu, jeśli znów ktoś ją spali.

09:16, svetomir
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 29 grudnia 2014

Equestria

Serial „Mój mały kucyk: przyjaźń to magia” (My Little Pony: Friendship is Magic) i towarzyszące mu zjawiska medialne należą do najciekawszych w dziecięco-młodzieżowej popkulturze ostatnich lat. Pozornie błahy serial dla dzieci w rzeczywistości jest naszpikowany rozmaitymi motywami i wątkami mitologicznymi. Dzięki niemu dzieci dowiadują się kim są centaury, gryfy, pegazy, minotaury i inne mitologiczne stworzenia kilka lat wcześniej niż poznają je z mitów greckich przerabianych w szkole, czy nawet z lektury przygód Harrego Pottera i oglądania filmów o nim. Jest to bardzo cenna forma inkulturacji, wprowadzenia w elementy kultury antycznej, będącej obok chrześcijaństwa jednym z dwóch fundamentów naszej zachodniej cywilizacji.



Wśród wspomnianych zjawisk towarzyszących szczególne miejsce mają dwa (na razie) filmy z cyklu „Equestria girls”, a mianowicie: „My Little Pony: Equestria Girls” z ubiegłego roku i „My Little Pony: Equestria Girls: Rainbow Rocks” z roku bieżącego. Obydwa rozgrywają się w świecie ludzi, do którego przez magiczny portal przedostaje się księżniczka kucyków Twilight Sparkle. W pierwszym musi się ona zmierzyć z Sunset Shimmer, która jest jednorożcem renegatem i pragnie podbić Equestrię. Rywalizacja dwóch kucykowych magiczek do pewnego stopnia przypomina rywalizację Harrego Pottera i lorda Voldemorta, co szczególnie jest widoczne w ostatecznym pojedynku przeciwniczek. Rzecz jednak znamienna, że w odróżnieniu od tegoż Voldemorta, pokonana Sunset Shimmer nie ginie, ale się nawraca i odtąd podąża drogą dobra. Nawrócenie negatywnych bohaterów jest zresztą częstym motywem w świecie „My Little Pony”.

Drugi film, który polską premierę miał 8 listopada tego roku, jest jeszcze ciekawszy, a to ze względu na dość niestandardowe nawiązanie mitologiczne. Otóż znaczącą rolę odgrywają w nim syreny, ale nie są to sympatyczne syrenki wymyślone przez Andersena i szeroko rozpowszechnione w popkulturze, ale syreny-potwory, takie, jakie znamy z mitologij antycznych, „Odysei” Homera i tradycji chrześcijańskich. Dlatego jest to film bardzo ważny, bo może przywrócić równowagę w kulturowym postrzeganiu syren.

Warto więc przyjrzeć się obrazowi syren w tradycjach europejskich, począwszy od antyku. Pierwotnie syreny były przedstawiane jako ptaki o kobiecej głowie. Później wykształciło się przekonanie o posiadaniu przez nie także innych niż głowa części kobiecego ciała, a także rybiego ogona. Z czasem zanikło też ich pokrewieństwo z ptakami, ale jego relikty utrzymywały się długo, bo jeszcze w średniowieczu syrena w herbie Warszawy ma ptasie łapy. W czasach przedhomeryckich były uważane za duchy zmarłych, podobne do wampirów i cechujące się raczej odrażającym wyglądem. Grecka nazwa syren pochodzi od słowa pętla, co dodatkowo kojarzy się ze śmiercią. Homer i inni greccy pisarze starożytni w znacznym stopniu zmienili postrzeganie syren, ale tylko na płaszczyźnie fizycznej. Odtąd były one przedstawiane jako istoty piękne, ale nadal złe. W „Odysei” mieszkają one na zielonym wybrzeżu i wabią żeglarzy swoim przepięknym śpiewem. Kto zaś da się zwabić i przypłynie do ich brzegu, traci życie. Były to więc demoniczne zwodzicielki prowadzące ludzi do zguby. Takie postrzeganie syren przejęła z kultury antycznej tradycja chrześcijańska. Ojcowie Kościoła widzieli w nich symbole pokus, a później także herezji. Takie postrzeganie syren przetrwało w kulturze zachodu do XIX wieku. Odwrócił je dopiero Jan Krystian Andersen, który w swej bajce „Mała syrenka” przedstawił bohaterkę jako istotę nie tylko nieziemsko piękna, ale także dobrą i kochającą, a nawet poświęcającą swoje życie dla miłości. Ta narracja, dzięki licznym przeróbkom, ekranizacjom i nawiązaniom zdominowała współczesne kulturowe postrzeganie syren.


Inwersje motywów w literaturze bajkowej występują stosunkowo często i same w sobie nie są niczym złym. W całej Europie można znaleźć na przykład wiele ludowych baśni, w których występują dobre smoki, czy węże, mimo że w chrześcijańskiej tradycji kulturowej zarówno smok jak i wąż maja konotacje jednoznacznie negatywne. Wiele podobnych przykładów mamy też w literaturze i filmie. Jednak nie jest zdrową sytuacja, w której motyw zinwertowany dominuje nad tradycyjnym, a nawet doprowadza do jego praktycznego zaniku, jak to miało miejsce w przypadku syren. Dobry smok funkcjonuje w kulturze na zasadzie wyjątku, gdyż stale jest w niej obecna cała rzesza smoków złych i potwornych. Widzimy to zresztą również w serialu „Mój mały kucyk”, gdzie jednym z głównych bohaterów jest sympatyczny smok Spike, ale inne smoki są raczej odrażającymi typami. Dlatego tak ważne jest, aby sympatyczną małą syrenkę zrównoważyć syrenami takimi, jakie spotkał Odyseusz. Ten film to krok w dobrym kierunku. Dzieciom, które go poznały, łatwiej będzie za kilka lat, gdy będą w liceum, zrozumieć przygody Odysa.

11:38, svetomir , FILM
Link Komentarze (1) »
środa, 24 grudnia 2014

Życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt! A na dobry świąteczny nastrój polecam:

21:24, svetomir
Link Komentarze (1) »
piątek, 12 grudnia 2014
niedziela, 12 października 2014

prawa człowieka

Organizacja Monarchistów Polskich i Portal Legitymistyczny

zapraszają na spotkanie z panem dr. Arkadiuszem Barutem

pt.

Prawa człowieka jako ideologia władzy

Wykład odbędzie się 15 października 2014 r., godz. 17.30.

Prelegent dokona krytycznej analizy idei praw człowieka, odwołując się zarówno do filozofii polityki, jak i swego doświadczenia adwokackiego. W szczególności rozważy, czy istnieją alternatywne narzędzia krytyki władzy.

Centrum Edukacji Historycznej Konspira , plac Solny 11 (w przejściu do ul. Karola Szajnochy) we Wrocławiu.

Wydarzenie na Facebooku 

niedziela, 28 września 2014

grzyb Rudy

 

Wczoraj byłem na grzybobraniu w Rudach. Żadnych grzybów ewidentnie jadalnych znaleźć mi się nie udało. Najwidoczniej przede mną inni grzybiarze byli tam czynni. Nie mogę jednak uznać grzybobrania za nieudane, a to z dwóch powodów. Primo, zażyłem spaceru na świeżym powietrzu, a to zawsze jest jakaś wartość. Secundo zaś, znalazłem pewną liczbę grzybów, które co prawda nie były jadalne, niewątpliwie jednak były piękne. Niniejszym prezentuję ich fotografie.

grzyb Rudygrzyb Rudygrzyb Rudygrzyb rudygrzyby Rudygrzyby Rudygrzyb Rudygrzyby Rudy

22:05, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (9) »
sobota, 27 września 2014

Tym wpisem chciałbym zapoczątkować krótki cykl, powstały w wyniku podróży do Chorwacji

10:39, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 czerwca 2014
sobota, 10 maja 2014
piątek, 18 kwietnia 2014

 

Biorę udział w konkursie na nazwę nowego biurowca w Rybniku.

Moja propozycja to „Dwa Miecze”

Proszę Was wszystkich o głosy na mój projekt.

Głosować można tu:

http://www.rybnik.com.pl/glosowanie,konkurs-na-nazwe-kbo,gl1-6.html

Niestety trzeba się zarejestrować. Głosowanie można powtarzać codziennie.

Proszę więc gorąco o głosowanie wielokrotne.

Można też głosować esemesem, ala tego nie polecam, bo to kosztuje.

12:10, svetomir
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 lutego 2014
wtorek, 31 grudnia 2013

Ile razy Miller skłamał,

Ile Kwach obietnic złamał,

Ile Beger owsa zjadła,

Ile Kalisz nosi sadła,

Ile Pęczak wziął na boku,

Tyle szczęścia w Nowym Roku.

 

23:42, svetomir , INNE
Link Komentarze (10) »
niedziela, 29 grudnia 2013

Dziś rano zmarł w Katowicach, w wieku lat 81, Wojciech Kilar, jeden z najwybitniejszych współczesnych kompozytorów, nie tylko w skali Polski, ale i świata. Przez wiele lat rozsławiał on imię Polski w świecie. Jego wkład w kulturę polską i światową jest niezwykle znaczący. „Krzesany”, oraz muzyka do ponad stu filmów na stałe weszły do kanonu światowej muzyki. Polonez z „pana Tadeusza” wyparł ze studniówek „Pożegnanie Ojczyzny” Ogińskiego. Wraz ze zmarłym kilka lat temu Henrykiem Mikołajem Góreckim sprowadził on polską muzykę poważna na powrót na tory osadzenia w Tradycji, przerywając awangardowe zaczadzenie. Jego zasługi można by opisywać latami i na pewno jeszcze kiedyś zrobię to obszerniej, ale dziś chcę ten tekst napisać i rozpowszechnić jak najszybciej, gdyż postulat, który chcę zgłosić uważam za niezwykle ważny i pilny.

Odszedł wielki Polak, jeden z największych. Requiem aeternam dona ei, Domine, et lux perpetua luceat ei. Requiescat in pace. Amen. Modlitwy teraz potrzebuje najbardziej.

Żeby zaś pamięć o nim w narodzie nigdy nie zaginęła, pochowajmy go w nowym Panteonie Narodowym w kościele św. św. Piotra i Pawła w Krakowie. Jest tego ze wszech miar godzien. Nie zawsze doceniamy naszych wielkich rodaków, tak, jak na to zasługują. Hańbą dla nas jest, że nie pochowaliśmy na Skałce Witolda Lutosławskiego. Właśnie jego sprawa zainspirowała mnie do walki o godne pochówki wielkich Polaków. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój głos jest słaby i ledwo słyszalny. Pamiętam jednak, że „lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach” (Cz. Miłosz). Dlatego nie zamierzam odpuszczać. W przypadku Czesława Miłosza stanęliśmy na wysokości zadania. Wtedy jeszcze swej walki nie prowadziłem i wkładu w ten pochówek żadnego nie miałem. Gorąco go jednak od samego początku popierałem w trakcie licznych dyskusyj na rozmaitych forach internetowych. Teraz czas, abyśmy ostatni hołd oddali Mistrzowi Wojciechowi Kilarowi To nasz obowiązek.

Kiedy kilka lat temu poświęciłem podobny apel Leszkowi Kołakowskiemu, spotkałem się z bardzo małą dozą zrozumienia, a bardzo dużą oburzenia i osobistych ataków. Rok później, gdy zaproponowałem Panteon Narodowy dla Henryka Mikołaja Góreckiego, uzyskałem spore poparcie, chociaż efektu moje działania nie przyniosły żadnego. W lecie bieżącego roku zaapelowałem o pochowanie w krakowskim Panteonie Narodowym Sławomira Mrożka. Faktycznie tak się stało, choć nie ma w tem żadnej mojej zasługi, bo moje teksty w tej sprawie przeszły tym razem bez echa. Teraz po raz kolejny zabieram głos w sprawie Panteonu. Bardzo dobrze by się stało, gdyby w nowym krakowskim Panteonie Narodowym Sławomir Mrożek nie leżał zbyt długo sam. Dlatego apeluję, by pochować tam również Wojciecha Kilara. A jeśli nie tam, to na Jasnej Górze, którą szczególnie ukochał.

 

 

 

 

 

 

22:33, svetomir , LUDZIE
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 grudnia 2013

ksi ażka

Dzisiejszy wpis ma jednoznacznie komercyjny charakter. Chciałbym bowiem sprzedać parę drobiazgów, które mi zalegają w domu, a poprzez łamy mojego bloga pragnę dotrzeć do potencjalnych nabywców. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, może więc komuś te drobiazgi przydadzą się na prezent.

 

Po pierwsze mam do sprzedania kilka egzemplarzy mojej książki "Religie w Polsce". Jest to pozycja dosyć gruntownie opisująca wszystkie znacząco obecne w Polsce nurty religijne, tak historyczne, jak współczesne, tak chrześcijańskie, jak niechrześcijańskie. Omówiona została ich doktryna, historia i współczesność, głównie w Polsce, ale także na świecie. Całość jest uzupełniona licznymi ilustracjami. Książka, wydana w twardej oprawie i na kredowym papierze, am nie tylko walory merytoryczne, ale też estetyczne. Może służyć nie tylko jako źródło wiedzy, ale też ozdoba domowej biblioteczki. Cena 50 zł za sztukę, o 10 zł mniej niż sugerowana przez wydawcę. Możliwość uzyskania autorskiego autografu o prawie dowolnej treści.

 

Po drugie chcę sprzedać kilka niebanalnych naszyjników w stylu „neolitycznym”, czyli kamienia gładzonego. Obróbka jest minimalistyczna i polega tylko na zrobieniu za pomocą ręcznych narzędzi otworu w naturalnych rzecznych kamieniach z Soły. Część tych kamieni, to wygładzone przez rzekę kawałki cegieł. Cena 10 zł od egzemplarza.

\

Zainteresowanych zakupami proszę o kontakt: svetomir@gazeta.pl

 

Lub na allegro:

http://allegro.pl/show_item.php?item=3783200300

http://allegro.pl/show_item.php?item=3783226555

kamienie

22:47, svetomir
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34