czwartek, 01 listopada 2018

krajewski

Od czasu do czasu czytam sobie polskie kryminały. Jedne są gorsze, inne są lepsze, bo jedne są pisane przez płodnych grafomanów, a inne przez prawdziwych, dobrych pisarzy. "Aleja samobójców" należy do tej drugiej kategorii. Jej autorzy niewątpliwie są dobrymi pisarzami. Książka jest naprawdę dobrym kryminałem, chętnie sięgnę po następne części cyklu, zwłaszcza, ze ty razem, dla odmiany zacząłem od książki cykl rozpoczynającej. 

53/52

* * * * *

poniedziałek, 29 października 2018

guan

W jednym ze styczniowych wpisów postawiłem sobie cztery cele dla moich internetowych przedsięwzięć na ten rok:
1. Wejście mojego głównego bloga do pierwszej setki rankingu blox.pl
2. Osiągnięcie stu subskrypcji mojego kanału na YouTube
3. Zgromadzenie trzystu członków w Grupie Udostępniania Ankiet Naukowych
4. Zebranie stu polubień strony Refleksje o Postępie.

W kwietniu osiągnąłem pierwszy cel. Mój blog wszedł do setki w rankingu, której od kilku miesięcy już nie opuszcza, kilka razy był nawet w pięćdziesiątce. W przyszłym roku ustalę kolejny, znacznie ambitniejszy cel. 

Teraz udało się zrealizować cel drugi. Grupa Udostępniania Ankiet Naukowych liczy już ponad 300 członków. Dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. 

Zostały dwa cele na ten rok. Facebookowa strona "Refleksje o postępie - antologia" ma obecnie 34 polubienia. Liczę na setkę - ambitnie, ale realnie. 

Kanał Svetomirus na Youtubie, poświęcony głównie liturgii i folklorowi ma obecnie 70 subskrybentów. Też liczę na setkę. Proszę więc o polubienia strony i subskrypcje kanału. 

piątek, 26 października 2018

x

To jedna z najdziwniejszych książek, jakie w tym roku czytałem. Przez pierwszą część- zbiór absurdalnych opowiadań, trudno było mi przebrnąć. Na szczęście jednak przebrnąłem i dotarłem do części znacznie bardziej interesującej - do esejów, których część też nurza się w absurdzie. Najciekawsze są dla mnie trzy: o drugim Jerofiejewie, Wienedikcie, o Aleksandrze Marininej, popularnej również i u nas autorce kryminałów, która jest rosyjskim odpowiednikiem naszego Remigiusza Mroza. Mimo jednak tych kilku ciekawych esejów, nieprędko raczej wrócę do tego autora. Za dużo absurdu. Choć te eseje są znacznie łatwiejsze w odbiorze niż czytane przeze mnie niedawno eseje Michela Houellebecqa, to jednak chętniej będę wracał do Francuza. 

52/52

* * * *

poniedziałek, 22 października 2018

Psalm

Już jest po wyborach, mogę więc ten temat swobodnie poruszyć. W związku z zamieszaniem, jakie wywołały, zwłaszcza wśród letnich katolików słowa niedzielnego psalmu "On miłuje prawo i sprawiedliwość" uważam, że była to dobra okazja, by w tę niedzielę zastąpić psalm responsoryjny śpiewem z Graduału. "Zamiast psalmu wyznaczonego w lekcjonarzu można śpiewać także responsorium gradualne z Graduału Rzymskiego albo psalm responsoryjny lub allelujatyczny z Graduału zwykłego, tak jak jest on w tych księgach podany. " OWMR 61 Dowiedziałem, się, że nawet gdzieniegdzie się ten graduał pojawił.

W dyskusji pojawiła się też kwestia tłumaczenia. Okazuje się bowiem, ze różne przekłady różnie oddają słowa psalmisty:

Biblia Tysiąclecia: On miłuje prawo i sprawiedliwość: ziemia jest pełna łaskawości Pańskiej.

Biblia Warszawska, zwana też Brytyjską: On miłuje sprawiedliwość i prawo; Pełna jest ziemia łaski Pana.

Biblia Warszawsko-Praska: Kocha On wszystko, co czyste i prawe, a Jego łaskawość wypełnia całą ziemię.

Biblia Gdańska: Miłuje sąd i sprawiedliwość; pełna jest ziemia miłosierdzia Pańskiego.

Biblia Nowego Świata: Miłuje on prawość i sprawiedliwość. Pełna jest ziemia lojalnej życzliwości Jehowy.

Biblia Brzeska: Kocha się w sprawiedliwości i w sądzie, a miłosierdzia Pańskiego pełna jest ziemia.

Biblia Księdza Wujka: Miłuje miłosierdzie i sąd: miłosierdzia PANSKIEGO pełna jest ziemia.

Biblia Poznańska: On sprawiedliwość miłuje i Prawo, ziemię przepełnia Jego łaskawość.

Wulgata: diligit iustitiam et iudicium misericordia Domini plena est terra

Septuaginta: αγαπά ελεημοσύνην και κρίσιν του ελέους κυρίου πλήρης η γη (agapa elehmosunhn kai krisin tou eleous kuriou plhrhs h gh)

Biblia Tysiąca Błędów jest więc w tym "prawie i sprawiedliwości" dość odosobniona. Na obrazku powyżej (zaczerpniętym od jednego z dyskutantów) jest rozrysowane tłumaczenie interlinearne. Może więc warto pomyśleć o zastąpienie Biblii Tysiąclecia w roli przekładu liturgicznego innym, lepszym tłumaczeniem. 

 

 

11:42, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 października 2018

 tokarczuk

"E.E" Olgi Tokarczuk należy podobnie ja "Podróż Ludzi Księgi" do wczesnych powieści tej autorki. Podobnie jak w tamtej książce można tu dostrzec podobieństwa do stylu Hermana Hessego i Marguerite Yourcenar. Jest też podobnie uniwersalistyczna, może dotrzeć do czytelników na całym świecie. Akcja dzieje się we Wrocławiu na początku dwudziestego wieku we Wrocławiu. Głównym problemem fabuły jest wielość możliwych spojrzeń na jedno zjawisko. Pozycja bardzo solidna i ciekawa, choć nie tak zjawiskowa jak "Podróż Ludzi Księgi". 

* * * * *

51/52

21:16, svetomir
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 października 2018

W niedzielę 14 X bieżącego roku w Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze w ramach dorocznej pielgrzymki esperantystów została odprawiona Msza Święta w języku esperanto. Co ciekawe w przygotowanie tekstów liturgicznych w tym języku byli swego czasu zaangażowani głównie duchowni polscy. Więc również msze esperanckie należą do polskiego wkładu w katolicyzm światowy. Na nagraniu widzimy, że również pieśni religijne w tym języku, to zasadniczo przekłady z polskiego. 

środa, 10 października 2018

 

W tym roku kawałek wakacji spędziłem w Rowach koło Ustki. Poświęciłem już temu wyjazdowi jeden wpis na blogu, teraz poświęcam kolejny. Bardzo nam się podobał mały neoromański kościółek w Rowach, dlatego tym razem nie wędrowaliśmy po różnych kościołach, ale przez cały pobyt chodziliśmy do tego jednego. Kościół ładny, liturgia bez większych udziwnień (choć z nadmiarem dwójeczki), dobre kazania, tradycyjne pieśni (jak na filmie). Polecam wybierającym się nad polskie morze. 

poniedziałek, 08 października 2018

W poprzednim wpisie zapytywałem o przejawy twórczego wkładu polskiego Kościoła katolickiego. Pytałem o cztery wskaźniki:

1. Założony w Polsce zakon, najlepiej męski, który miałby swoje domy w co najmniej dziesięciu krajach.

2. Polską książkę katolicką przełożoną na co najmniej 10 języków.

3. Polskiego świętego, któremu dedykowano co najmniej sto kościołów poza Polską.

4. Powstałe w Polsce nabożeństwo obecne powszechnie co najmniej w dziesięciu krajach.

Ciekawa dyskusja wywiązała się pod tym postem na facebookowej grupie "Jak jest w katolicyzmie?". Nikt z dyskutantów nie znalazł przykładu do punktu drugiego. Do punktu pierwszego znaleziono mi marianów, zmartwychwstańców i felicjanki, a do czwartego Gorzkie Żale. Owszem, jakaś tam popularność tych bytów poza Polską jest, ale do światowej im daleko, zwłaszcza, że do obecności zagranicznej zaliczano obecność wśród zagranicznej społeczności polskiej, a to jednak nie to samo. 

Natomiast punktem trzecim zostałem pokonany. Okazuje, że Święta Jadwiga Śląska ma poza Polską wystarczającą liczbę kościołów, a Święci Wojciech, Jacek, Andrzej Świerad i Stanisław Kostka są jej bliscy. To, ze część z nich nie była Polakami, nie zmienia tego, że należeli do polskiego Kościoła, są więc polskimi świętymi. 

piątek, 05 października 2018

Dwukrotnie stawiałem tezę, że przed objawieniami Świętej Faustyny polski Kościół katolicki był prężny, ale odtwórczy. Nie zrodziło się w nim do końca XIX wieku nic, co by znacząco wpłynęło na Kościół powszechny. 

Najpierw, kilka lat temu, w tekście "Koronka do Miłosierdzia Bożego" napisałem tak: Kościół katolicki w Polsce mimo dziesięciu wieków historii i dominującej pozycji w społeczeństwie, legitymuje się stosunkowo skromnym wkładem w dorobek Kościoła Powszechnego. Nie mamy polskich Doktorów Kościoła, mamy niewielu zakonodawców, a do niedawna mieliśmy także niewielu świętych. Tak więc wpływ Kościoła w Polsce na Kościół w innych krajach jest znikomy. W ciągu ostatnich stu lat zaczęły się jednak pojawiać pierwsze jaskółki nadziei na zmianę tej smutnej sytuacji. Jedną z nich jest dzieło świętej Faustyny Kowalskiej. Jej "Dzienniczek" jest przetłumaczony na wiele języków, a zapoczątkowane przez nią nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, rozpowszechniło się w całym świecie katolickim.

Ostatnio powtórzyłem to innymi słowy w tekście "Plebiscyt na Polkę stulecia": Mnie bulwersuje co innego, a mianowicie brak na tej liście świętej Faustyny Kowalskiej. Moim zdaniem to ona jest tą Polką, która w ostatnim stuleciu wywarła największy wpływ na cały świat. Przed nią polski katolicyzm był odtwórczy, ona jako pierwsza osoba z Polski włożyła sporą cegłę z gmach światowej katolickiej religijności. Obrazy według jej instrukcji znajdują się w kościołach całego świata i to nie tylko katolickich, Koronkę jej autorstwa odmawiają ludzie na całym świecie i to nie tylko katolicy, jej Dzienniczek czytają miliony, nie tylko katolików, a jego nakład w kilkudziesięciu językach przekracza bez wątpienia sumę nakładów wszystkich książek napisanych przez kobiety umieszczone na liście.

W obydwu przypadkach ten odtwórczy charakter Kościoła w Polsce został podważony przez komentatorów. Oczywiście, mogę się mylić. Mogłem coś przeoczyć. Proszę więc o wskazanie przez moich oponentów jednego z czterech faktów z historii Kościoła polskiego sprzed 1900 roku:

1. Założonego w Polsce zakonu, najlepiej męskiego, który miałby swoje domy w co najmniej dziesięciu krajach.

2. Polskiej książki katolickiej przełożonej na co najmniej 10 języków.

3. Polskiego świętego, któremu dedykowano co najmniej sto kościołów poza Polską.

4. Powstałego w Polsce nabożeństwa obecnego powszechnie co najmniej w dziesięciu krajach. 

wtorek, 02 października 2018

millenium

Powrót do "serii szwedzkiej" i do czytania cyklów od dalszych tomów. Książka ciekawa, choć mnie mniej od szczegółów spisku w szwedzkiej tajnej policji interesowały kulisy pracy dziennikarskiej. Nie jestem przekonany, czy przeczytam wcześniejsze tomy, bo chyba nie mam po co. Co w nich ważne, to już wiem. Trochę problemów sprawiały mi szwedzkie nazwiska, które mi się myliły. Pewnie kiedyś do tego autora wrócę, ale chyba nie od razu, nie w tym roku.

50/52

* * * *


piątek, 28 września 2018

Opisany przeze mnie w poprzednim wpisie plebiscyt na Polkę stulecia nie jest jedynym tego rodzaju wydarzeniem w ostatnim czasie. Stulecie Niepodległości jest atrakcyjną okazją. Trzeci Program Polskiego Radia ogłosił plebiscyt na książkę stulecia. Tu również jest sto kandydatur: 

 

1. Jerzy Andrzejewski „Miazga”,

2. Jerzy Andrzejewski „Bramy raju”,

3. Krzysztof Kamil Baczyński „Wiersze”,

4. Stanisław Barańczak „Widokówka z tego świata”,

5. Miron Białoszewski „Obroty rzeczy”,

6. Miron Białoszewski „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”,

7. Andrzej Bobkowski „Szkice piórkiem”,

8. Tadeusz Borowski „Pożegnanie z Marią”,

9. Kazimierz Brandys „Wariacje pocztowe”,

10. Leopold Buczkowski „Czarny potok”,

11. Józef Czechowicz „Nuta człowiecza”,

12. Józef Czapski „Na nieludzkiej ziemi”,

13. Florian Czarnyszewicz „Nadberezyńcy”,

14. Maria Dąbrowska „Noce i dnie”,

15. Tadeusz Dołęga-Mostowicz „Kariera Nikodema Dyzmy”,

16. Stanisław Dygat „Jezioro Bodeńskie”,

17. Tadeusz Gajcy „Wiersze”,

18. Konstanty Ildefons Gałczyński „Utwory poetyckie”,

19. Witold Gombrowicz „Dziennik”,

20. Witold Gombrowicz „Ferdydurke”,

21. Witold Gombrowicz „Ślub”,

22. Witold Gombrowicz „Trans-Atlantyk”,

23. Zygmunt Haupt „Pierścień z papieru”,

24. Zbigniew Herbert „Barbarzyńca w ogrodzie”,

25. Zbigniew Herbert „Pan Cogito”,

26. Zbigniew Herbert „Raport z oblężonego miasta”,

27. Gustaw Herling-Grudziński „Dziennik pisany nocą”,

28. Gustaw Herling-Grudziński „Inny świat”,

29. Marek Hłasko „Pierwszy krok w chmurach”,

30. Jarosław Iwaszkiewicz „Panny z Wilka”,

31. Jarosław Iwaszkiewicz „Lato 1932”,

32. Jarosław Iwaszkiewicz „Oktostychy”,

33. Paweł Jasienica „Rzeczpospolita Obojga Narodów”,

34. Juliusz Kaden-Bandrowski „Generał Barcz”,

35. Ryszard Kapuściński „Cesarz”,

36. Ryszard Kapuściński „Imperium”,

37. Tadeusz Konwicki „Mała apokalipsa”,

38. Tadeusz Konwicki „Sennik współczesny”,

39. Zofia Kossak-Szczucka „Pożoga”,

40. Hanna Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”,

41. Maria Kuncewiczowa „Cudzoziemka”,

42. Andrzej Kuśniewicz „Lekcja martwego języka”,

43. Stanisław Jerzy Lec „Myśli nieuczesane”,

44. Jan Lechoń „Karmazynowy poemat”,

45. Jan Lechoń „Aria z kurantem”,

46. Stanisław Lem „Solaris”,

47. Bolesław Leśmian „Łąka”,

48. Bolesław Leśmian „Napój cienisty”,

49. Antoni Libera „Madame”,

50. Józef Mackiewicz „Droga donikąd”,

51. Józef Mackiewicz „Nie trzeba głośno mówić”,

52. Hanna Malewska „Przemija postać świata”,

53. Bolesław Miciński „Podróże do piekieł”,

54. Czesław Miłosz „Trzy zimy”,

55. Czesław Miłosz „Ocalenie”,

56. Czesław Miłosz „Zniewolony umysł”,

57. Czesław Miłosz „Rodzinna Europa”,

58. Czesław Miłosz „Ziemia Urlo”,

59. Sławomir Mrożek „Tango”,

60. Wiesław Myśliwski „Widnokrąg”,

61. Wiesław Myśliwski „Kamień na kamieniu”,

62. Igor Newerly „Zostało z uczty bogów”,

63. Zofia Nałkowska „Medaliony”,

64. Zofia Nałkowska „Granica”,

65. Marek Nowakowski „Raport o stanie wojennym”,

66. Włodzimierz Odojewski „Zasypie wszystko, zawieje…”,

67. Teodor Parnicki „Srebrne orły”,

68. Jacek Podsiadło „Arytmia”,

69. Julian Przyboś „Równanie serca”,

70. Jan Polkowski „Cantus”,

71. Edward Redliński „Konopielka”,

72. Stanisław Rembek „W polu”,

73. Tadeusz Różewicz „Niepokój”,

74. Tadeusz Różewicz „Kartoteka”,

75. Tadeusz Różewicz „Do piachu”,

76. Jarosław Marek Rymkiewicz „Zachód słońca w Milanówku”,

77. Jarosław Marek Rymkiewicz „Wieszanie”,

78. Jarosław Marek Rymkiewicz „Rozmowy polskie latem roku 1983”,

79. Bruno Schulz „Sklepy cynamonowe”,

80. Bruno Schulz „Sanatorium pod klepsydrą”,

81. Jerzy Stempowski „Eseje dla Kasandry”,

82. Julian Strykowski „Austeria”,

83. Jan Józef Szczepański „Przed Nieznanym Trybunałem”,

84. Wisława Szymborska „Wołanie do Yeti”,

85. Wisława Szymborska „Ludzie na moście”,

86. Marcin Świetlicki „Zimne kraje”,

87. Julian Tuwim „Bal w operze”,

88. Julian Tuwim „Sokrates tańczący”,

89. Leopold Tyrmand „Dziennik 1954”,

90. Stanisław Vincenz „Na wysokiej połoninie”,

91. Melchior Wańkowicz „Bitwa o Monte Cassino”,

92. Aleksander Wat „Dziennik bez samogłosek”,

93. Aleksander Wat „Mój wiek. Pamiętnik mówiony”,

94. Kazimierz Wierzyński „Wiosna i wino”,

95. Kazimierz Wierzyński „Czarny polonez”,

96. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Nienasycenie”,

97. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Pożegnanie jesieni”,

98. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Szewcy”,

99. Józef Wittlin „Sól ziemi”,

100. Stefan Żeromski „Przedwiośnie”.

Jak zauważył znany blog literacki Niestatystyczni, na liście są spore braki. Nie ma fantastyki, poza jedną książką Lema. Brak Zajdla, Sapkowskiego i innych jest naprawdę poważną wadą. Brakuje też kryminałów i co gorsza, prawie całej literatury współczesnej. Na liście jest tylko kilku pisarzy żyjących, głównie starszych. Brak natomiast Tokarczuk, Pilcha, Masłowskiej, Twardocha, Dehnela i wielu innych. Zgadzam się z tymi uwagami w całej rozciągłości. Zresztą i spośród nieżyjących jest tu wielu pominiętych wybitnych literatów: Andrzej Szczypiorski, Jerzy Pietrkiewicz, Janusz Głowacki, Ludwik Jerzy Kern, Karol Bunsch, Sergiusz Piasecki i inni.

Wiem, że taka lista nie jest z gumy, ale zaradzić temu można byłoby poprzez ograniczenie do jednego dzieła jednego pisarza. Na przykład, potrafię cenić Rymkiewicza, ale czy musi mieć na liście aż trzy książki? Tyle samo, co Herbert, Iwaszkiewicz i Witkacy, a o dwie więcej od Mrożka?

Przyjrzyjmy się tym, którzy mają na liście co najmniej trzy książki: Ggombrowicz, Herbert, Iwaszkiewicz, Miłosz, Rymkiewicz i Witkiewicz. Chyba jednak co najmniej jeden do tej listy nie pasuje. 

 

 

środa, 26 września 2018

Faustyna

"Wysokie Obcasy", będące dodatkiem do "Gejzety Aborczej" ogłosiły plebiscyt na Polkę stulecia. Kandydatek jest sporo i bardzo różnorodnych: są pisarki, artystki, uczone i bohaterki wojenne, różnych opcyj światopoglądowych i politycznych. Jest spora nadreprezentacja lewicowych działaczek, ale to mnie nie dziwi. Sporo moich prawicowych znajomych bulwersuje się obecnością na tej liście Anny Grodzkiej. Ja się nie bulwersuję tym akurat, choć ja bym jej na swojej liście tego rodzaju nie umieścił.

Mnie bulwersuje co innego, a mianowicie brak na tej liście świętej Faustyny Kowalskiej. Moim zdaniem to ona jest tą Polką, która w ostatnim stuleciu wywarła największy wpływ na cały świat. Przed nią polski katolicyzm był odtwórczy, ona jako pierwsza osoba z Polski włożyła sporą cegłę z gmach światowej katolickiej religijności. Obrazy według jej instrukcji znajdują się w kościołach całego świata i to nie tylko katolickich, Koronkę jej autorstwa odmawiają ludzie na całym świecie i to nie tylko katolicy, jej Dzienniczek czytają miliony, nie tylko katolików, a jego nakład w kilkudziesięciu językach przekracza bez wątpienia sumę nakładów wszystkich książek napisanych przez kobiety umieszczone na liście.

Dlatego i ona powinna się na niej znaleźć. Ja w tym plebiscycie głosuję na nią, choć kandydatką nie jest. 

 

10:16, svetomir , LUDZIE
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 września 2018

trzy kobiety 

Sięgnąłem po tę książkę zainspirowany dwoma poprzednimi lekturami dotyczącymi wojny i holokaustu. Chciałem jakby pociągnąć taki mały wojenno-holokaustowy cykl lektur, bo i takie rzeczy czytać trzeba, by nie stracić z oczu owych największych okropieństw najnowszych dziejów ludzkości. 

Niespodziewanie książka francuskiej filozofki wpisała mi się w cykl lektur "mistycznych", który ciągnę od wiosny, a w którym mistycyzm kobiecy, z jego różnymi odcieniami odgrywa kluczową rolę. Nie spodziewałem się, że współczesna autorka francuska w książce o trzech kobietach w dobie ciemności poświęci tak dużo uwagi i sympatii kwestiom duchowości. Okazuje się więc, że osławiona laicyzacja Francji nie jest wcale tak zaawansowana jak się na pozór wydaje. W żyłach francuskiego narodu nadal więc tętni religijność i duchowość, choć tętno to nie dla każdego i nie zawsze jest wyczuwalne.

Jest to więc książka bardziej o filozofii, religii i duchowości niż o wojnie i holokauście. Owszem, jest tu dość szczegółowe kalendarium historyczne, ale stanowi ono jedynie tło dla właściwej narracji. Ta skupia się przedewszystkiem na stosunku trzech bohaterek do filozofii, religii i życia. Bo właśnie stosunek do religii najbardziej odróżnia od siebie te trzy kobiety. Wszystkie trzy urodziły się w rodzinach żydowskich, ale tylko Arendt pozostała żydówką do śmierci, notabene jako jedyna z nich nie miała predylekcji do mistycyzmu. Stein przyjęła chrzest w Kościele katolickim i wstąpiła do zakonu karmelitanek, a Weil wyznawała własną religię będącą swoistą syntezą katolicyzmu i kataryzmu. 

Autorka, omawiając szczegółowo te kwestie w oparciu o pisma tej trójki i osób z nimi mniej lub bardziej związanych, żywi do swoich bohaterek niewątpliwą sympatię. Jeśli którąś z nich krytykuje, to Weil, z powodu jej radykalnego odrzucenia żydowskiego, a szerzej starotestamentalnego dziedzictwa. Ze zrozumieniem i chyba pełną akceptacja podchodzi natomiast   do drogi życiowej Edyty Stein, z tym że, trzeba przyznać, iż jej zasadniczo poświęca najmniej uwagi, skupiając się na pozostałej dwójce. Książkę warto przeczytać, bo dostarcza ona wiele informacyj nie tylko o tych trzech kobietach, ale i o atmosferze intelektualnej dwudziestowiecznej Europy, a w szczególności Francji.

49/52

* * * * *

wtorek, 18 września 2018

ballada

Zbiór opowiadań Twardocha lokujący się na pograniczu literatury głównego nurtu z jednej strony, a fantasy i horroru z drugiej. Niektóre z nich lokują się w charakterystycznych dla tego pisarza klimatach śląskich, inne są bardziej uniwersalne. Jedne są równie mroczne jak jego powieści, inne są poważne, ale pozbawione grozy. W niektórych czuć powiew "Dracha", w innych "Króla". We wszystkich jednak mocno czuć Twardocha. We wszystkich, nawet tych nie mrocznych, sporo śmierci i strachu. Erotyki teń niemało, choć chyba mniej wulgarnej niż w "Królu". Warte przeczytania, zwłaszcza, gdy się lubi tego pisarza. 

48/52

* * * * *

czwartek, 06 września 2018

Dokładnie rok temu założyłem na facebooku "Grupę udostępniania ankiet naukowych". Od tego czasu pojawiły się na niej dziesiątki wpisów i setki komentarzy. Mam nadzieję, że pomogła wielu ludziom, szczególnie studentom, ale też uczniom i młodym naukowcom, w zgromadzeniu materiału do badań. Dziękuję wszystkim aktywnym uczestnikom grupy. 

Nadal jednak jest za mała, by dobrze spełniać swoją rolę. Ma obecnie 294 członków, a chciałbym by jeszcze w tym roku miała trzystu, a w kolejnych latach nadal systematycznie rosła. marzy mi się tysiąc członków za kilka lat. Wtedy będziemy naprawdę dobrze działać i zapewnić badaczom reprezentatywne grono ankietowanych. 

Zachęcam więc do wstępowania do grupy i rozpowszechniania informacji o niej.

środa, 05 września 2018

 

Długo się zastanawiałem, czy wpis ten umieścić na blogu kulturowym, czy politycznym. Zdecydowałem się na ten pierwszy, bo zarówno wydarzenie, jak i zjawisko, przynależą do świata religii, a nie polityki. 

W czasie Mszy w kościele św. Brygidy w Gdańsku odprawionej z okazji kolejnej rocznicy porozumień sierpniowych przemówienie wygłosił JE Andrzej Duda, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej etc. Zanim jeszcze zaczął mówić świątynię, zapewne na znak protestu, opuścił JE Lech Wałęsa, były Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej etc. 

Prawicowy internet huczy od oburzenia na prezydenta Wałęsę: "Jak on mógł wyjść z kościoła w czasie Mszy". Ja natomiast oburzam się na prezydenta Dudę: Jak on mógł przemawiać w czasie Mszy?! Człek świecki, nawet prezydent, w czasie Mszy przemawiać nie może. Wszelkie przemówienia świeckich, mające charakter religijny, np. Świadectwa, powinny mieć miejsce po liturgii, albo przed nią. Świeckich zaś przemówień, a takie było to prezydenckie, w ogóle w świątyni wygłaszać nie należy. Jak się prezydent bardzo upiera, by wystąpić w czasie Mszy, to może Lekcję przeczytać, albo wezwania modlitwy wiernych. Swoich przemyśleń politycznych, choćby najwznioślejszych,  w czasie Mszy wygłaszać mu nie wolno. Jeśli, chce kazania głosić, to niech diakonem zostanie, droga wolna. A w obecnej sytuacji, to przemówienie było poważnym nadużyciem liturgicznym. 

Dlatego słusznie JE Lech Wałęsa z kościoła wyszedł. Ja też bym wyszedł. A po przemówieniu bym wrócił. Tym więc bym się odróżnił od byłego prezydenta, który nie wrócił. 

11:24, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
wtorek, 04 września 2018

Wawel

Po tej książce wiele się spodziewałem i niestety trochę się na niej zawiodłem. Może nie bardzo, ale trochę na pewno. Męczyłem się z nią od początku stycznia do końca sierpnia. Nie dlatego, żeby to była zła książka, przeciwnie, jest dobra, ale nieco ciężka. Nie nudna, nie trudna, ale właśnie ciężka. Ciężka, przyciężkawa, ociężała. Za dużo stron, za mało werwy. 

Fabularyzowany esej jest obiecującym gatunkiem, rzadko na razie przez autorów książek wykorzystywanym. W zasadzie przed "Córkami Wawelu" czytałem tylko dwie pozycje tego rodzaju: "Szarą Eminencję" Aldousa Huxleya i "Ja, Michał z Montaigne" Józefa Hena. Przyznaję, że obydwie były od "Córek Wawelu lepsze. Huxley o wiele, Hen troszeczkę. 

Na okładce książka jest porównywana do esejów Pawła Jasienicy, ale te, choć niefabularyzowane, były jednak lżejsze i dynamiczniejsze. Więcej barwnych, pełnokrwistych postaci, więcej wydarzeń, więcej dynamiki.

W związku z tym mogę z czystym sumieniem polecić "Córki Wawelu" miłośnikom historii dawnej Polski. Nie mogę jej natomiast polecić miłośnikom literatury, czy po prostu czytania. 

Tą książką chyba kończę tegoroczny cykl 1500. Wątpię, bym do grudnia przeczytał jeszcze jakieś książki traktujące o tej epoce. Oczywiście w kolejnych latach do tej tematyki powrócę. 

 

* * * *

47/52


piątek, 31 sierpnia 2018

Tegorocznym hitem ulicznego grania na deptaku w Rowach było "Halleluyah" Leonarda Cohena. Miałem je okazje usłyszeć w ciągu dziesięciu dni w czterech różnych wersjach na trzech różnych instrumentach. Jestem przekonany, że do takiej scenerii dużo bardziej ten utwór pasuje, niż do wnętrz kościołów, gdzie też jest ostatnio często grywany, zwłaszcza na ślubom. Świątyniom zostawmy muzykę ściśle religijną i ściśle sakralną, a tę, której sacrum jest bardziej dyskretne, ogólnikowe, pielęgnujmy w przestrzeniach świeckich.

14:36, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 sierpnia 2018

Narodowe czytanie dzieł wielkiej polskiej literatury to już uznana tradycja. W tym roku padło na "Przedwiośnie" Żeromskiego. Pewnie bym o tym nie pisał, bo nie lubię ani tej książki, ani jej autora, ale sytuacja się zmieniła, gdy dowiedziałem się, że oficjalnie czytana będzie mocno uwspółcześniona wersja powieści. A uwspółcześnionych wersyj książek nie lubię jeszcze bardziej. 

Mam w swej biblioteczce uwspółcześnioną "Rodzinną Europę", którą czytałem z niedosytem, bo u Miłosza starannie dozowane archaizmy są jednym z wyznaczników stylu. Mam też uwspółcześniony "Komizm" Bystronia, którego nie przeczytałem w ogóle, bo uwspółcześniony to już nie Bystroń. Mam w końcu dwa wydania Biblii księdza Wujka, jedno transkrybowane z oryginału, drugie uwspółcześnione w Międzywojniu. Różnica jak między niebem a ziemią. 

W "Przedwiośniu" do narodowego czytania uwspółcześnienie miało polegać na usunięciu słowa "tudzież" i powtórzonych epitetów, podobno na życzenie JE Andrzeja Dudy. Okazało się, że zmiany poszły dalej i usunięto 30% tekstu powieści. większość krytyków skupia się na tej skali, ale ja wyrażam swoją dezaprobatę dla jakiegokolwiek uwspółcześniania. Usunięcie "tudzież" i powtórzeń już wystarczająco psuje styl, by nie uznawać tej wersji za dzieło Żeromskiego. Bo dzieło, to nie tylko treść, ale i forma. A formę w tym przypadku zniszczono. 

środa, 29 sierpnia 2018

Martel

Yann Martel jest dla mnie literackim odkryciem roku. Jest to w sumie pisarz w Polsce umiarkowanie znany, jego powieści lądują w marketowych koszach z tanią książką, a moim zdaniem należy on do najciekawszych anglojęzyczych autorów średniego pokolenia - takich, którzy są już bardzo dojrzali literacko, ale jeszcze mogą mocno namieszać w światowej literaturze.

Oczywiście, prawie wszyscy znają film "Życie Pi", ale mało kto wie, że powstał na podstawie książki, jeszcze mniej tę książkę czytało, a już tylko naprawdę nieliczni znają inne dzieła jej autora. A szkoda, bo są to książki naprawdę niebanalne i, nie waham się tego napisać, wybitne.

Każda z nich jest też zupełnie inna. "Ja", to fikcyjna autobiografia, przepełniona treściami erotycznymi i światopoglądowymi. W "Beatrycze i Wergilim" praktycznie nie ma seksu, ani religii, jest sporo wątków autobiograficznych, czy też pseudoautobiograficznych, ale ujętych nietypowo, w trzeciej osobie.

Powieść z elementami eseju (są w niej zresztą rozważania o powieściach i esejach i ich wzajemnym stosunku) aluzyjnie pisze o Holokauście, porównując go z zagładą całych gatunków zwierząt. Jest tu trochę przemocy i sporo informacji o taksydermii, co przywodzi na myśl "Biegunów" z ich plastynatami i preparatami. 

* * * * *

46/52

wtorek, 28 sierpnia 2018

1939

Ta mała książeczka może znacznie poszerzyć wiedzę przeciętnego Polaka o dyplomatycznych kulisach wybuchu II wojny światowej. Autor ukazuje mam działania rządów Francji i Wielkiej Brytanii oraz różnych rządowych i prywatnych mediatorów. Wahania, próby rozmów z Niemcami, w końcu decyzja o wypowiedzeniu Niemcom wojny. Kluczowe jest zdanie kończące książkę: 

"Bez względu na te ciągłe odwołania do honoru prawda o wojnie 1939 była taka, że nie chodziło w niej o wyzwolenie Polski spod okrutnej okupacji, lecz o uchronienie Wielkiej Brytanii i Francji przed groźbą rozpadu świata - ich świata".

Interesujące są też uwagi językowe - autor zauważa, że Brytyjczycy woleli mówić i pisać o nazistach, zaś Francuzi o Niemcach: "Po wybuchu wojny rząd francuski poprosił swego brytyjskiego sojusznika, by w dyskusji o celach wojny nie odróżniał tak mocno "nazistów" od "Niemców",  gdyż we Francji to wojna z Niemcami, trzecia w ciągu siedemdziesięciu lat, buduje waleczność narodu". To zdanie mówi trzy rzeczy: że ta kontrowersja językowa nie jest bynajmniej nowa, że Brytyjczycy, a szerzej Anglosasi mają we współczesnym świecie dużo więcej do powiedzenia, niż Francuzi i dlaczego części Polaków tak zależy na podkreślaniu roli Niemców, a nie nazistów w tych wydarzeniach. Narracja kładąca nacisk na Niemców w miejscu nazistów pozwala budować uproszczoną wizję odwiecznego konfliktu polsko-niemieckiego.

* * * * *

45/52

sobota, 25 sierpnia 2018
piątek, 24 sierpnia 2018

 ornaty

Kilka dni temu w internecie rozgorzała dyskusja na temat ornatów wyprodukowanych w Polsce na Światowe Spotkanie Rodzin. Wielu katolików, nie tylko zresztą tradycjonalistów, krytykuje te szaty, ja jednak chcę ich bronić, a nawet je chwalić.

Po pierwsze, wyglądają na wykonane z naturalnych materiałów, co bardzo cieszy w obecnym zalewie plastikowej tandety. Każdy naturalny, czy to wełniany, czy lniany, czy nawet bawełniany ornat, należy chwalić, zwłaszcza, że spotkanie się skończy, a setki ornatów pozostaną i będą służyć kapłanom przez lata.

Po drugie, wykorzystany na nich symbol stylizowanego triskelionu jest zakorzeniony w zachodnim, zwłaszcza zaś celtyckim katolicyzmie jako symbol Trójcy Świętej. Na zarzuty, że symbol ten nie jest rozpoznawalny poza kręgiem celtyckim, odpowiem, że wręcz przeciwnie, jest to symbol rozpowszechniony w całym zachodnim Kościele, o czym świadczy np. fasada kościoła Świętego Krzyża w Żywcu. 

żywiec

Po trzecie, kolory tych ornatów są najwyraźniej liturgiczne, wbrew niektórym opiniom. Na zdjęciu widzimy ornaty biały i zielony. Dziwi jedynie różowa dalmatyka, wszak do trzeciej niedzieli adwentu jeszcze daleko.

Po czwarte, owszem odnoszą się również do symboliki tęczy,, ale w jej tradycyjnie katolickim ujęciu trójbarwnej, też między innymi odnoszącej się do Trójcy Świętej. Odsyłam do mojego artykułu sprzed kilku lat: Czy tęcza na Placu Zbawiciela jest symbolem biblijnym?

Po piąte, jak dla mnie są zwyczajnie ładne, ale to już kwestia gustu. 

Akurat prawda o Trójcy Świętej jest obecnie słabo prezentowana we Mszy Świętej. Zniknęło wiele modlitw trynitarnych, zniknęło potrójne Kyrie, zniknęła Prefacja o Trójcy Świętej w niedziele zwykłe. Należy więc się cieszyć, że choćby te ornaty przypomną o Trójcy w czasie Mszy.

08:33, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 sierpnia 2018

komisarz

Po kilku książkach niezmiernie poważnych, trzech tomach esejów i autobiografii naukowca, przyszedł czas na przeczytanie i omówienie jakiegoś lekkiego czytadła.

Znowu się tak zdarzyło, że zaczynam serię od drugiego tomu i nie mam z tym problemu, co więcej, dostrzegam w takim sposobie czytania wiele zalet. Warto też pamiętać, ile problemów narobił Szwejk dostarczając panom oficerom drugi tom "Grzechów ojców" zamiast pierwszego.

"Komisarz" Pauliny Świst, kimkolwiek ona jest, to powieść erotyczna, z lekka zabarwiona wątkiem sensacyjnym raczej niż kryminalnym. Czyta się to łatwo, ale nie za bardzo jest po co. Po pierwszy i kolejne tomy raczej już więc nie sięgnę. Poziom literacki wyższy niż u Mroza, co nie dziwi, bo nawet książka telefoniczna ma poziom wyższy niż powieści Mroza, ale niższy niż u Bondy, czyli nadal bardzo niski. 

Zaskakuje więc doskonała znajomość topografii Gliwic i okolic. W połączeniu z niskim poziomem literackim czyni to raczej niemożliwą wersję oficjalną, jakoby autorka była z Wrocławia. Tak marnie piszący ludzie nie robią dobrego researchu. Powraca więc pytanie, kto się ukrywa za pseudonimem. Na pewno nie Mróz, bo u niego topografia leży, research nie istnieje, a poza tym nie pochodzi z okolic Gliwic, ani tam nie mieszka. Znam co prawda jednego polskiego pisarza, który bardzo dobrze zna te okolice, ale nie za bardzo wierzę, że mógłby napisać coś tak słabego. No chyba, że celowo i dlatego pod pseudonimem. No dobrze, zaryzykujmy. Stawiam tezę, że Pauliną Świst jest .... Szczepan Twardoch.

44/52

* * 

środa, 22 sierpnia 2018

allegra

Ta książka dziwnym trafem wpadła w moje ręce. Dał ją moim dzieciom franciszkański kleryk, gdy zaniosły mu drobną ofiarę na seminarium w czasie kwesty pod kościołem, po Mszy. Jak widać książki się do mnie garną. Temat mnie bardzo zainteresował, więc tę pozycję z chęcią i uwagą przeczytałem. Nie czyta się jej łatwo, z powodów: przydługiego wstępu, chaotycznego stylu samego błogosławionego i złego tłumaczenia całej książki. Przydługi wstęp jest pewnie po to, aby za autora książki mógł uchodzić Oppes, a nie Allegra.

A naprawdę ciekawe w tej książce są właśnie wspomnienia bł. Gabriela, resztę można by spokojnie pominąć. Dostarczają one wielu cennych informacyj na temat sytuacji Kościoła w Chinach i metodologii tłumaczenia Pisma Świętego. Najciekawsze są jednak refleksje, w których autor ubolewa nad zanikiem używania łaciny w Kościele, zwłaszcza w sprawowaniu liturgii i nauczaniu teologii. Zacytuję krótki fragment poświęcony reformie liturgii: "W końcu doszliśmy do zgody z nim i z innymi, aby wprowadzić język ojczysty do czytań, modlitw i Ewangelii, ale by zostawić po łacinie przynajmniej kanon, i to jeden jedyny kanon, który sięga zasadniczo pierwszych wieków Kościoła."

Cieszy mnie bardzo fakt, że Benedykt XVI zdążył beatyfikować tego świątobliwego kapłana. 

* * * *

43/52

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40