poniedziałek, 20 maja 2013
1 czerwca ukaże się czwarta płyta grupy Testimonium podsumowująca dotychczasową twórczość grupy.
Jest to swoisty “The Best Of” zawiera bowiem przeboje najchętniej śpiewane przez publiczność
podczas koncertów zespołu.
Dla odbiorców tej wiadomości bonus! pełna wersja utworu “Lawina 2013”
Krążek zawiera 11 utworów. Między innymi rockową wersję pierwszego hymnu Polski “Bogurodzica”.
W utworze “Instrukcja Obsługi” gościnnie śpiewają: Beata Bednarz, Magda Anioł, Adam Szewczyk,
DKA, Andrzej Budny – wokalista zespołu Underground. Dźwięki gitar elektrycznych, realizacja nagrań
oraz produkcja płyty wyszły spod palców Sebastiana Drążczyka – założyciela i lidera grupy.
Tytuł “W porę i nie w porę” to cytat z Pisma Świętego” "Głoś słowo, nalegaj w porę i nie w porę, upominaj,
karć i zachęcaj, nauczając z wielką cierpliwością” (2Tm 4,1-2)
Nasza działalność często bywa “nie w porę” ponieważ przypominanie o wartościach nie zawsze spotyka się z dobrym przyjęciem. Podczas koncertów poruszamy trudne tematy dotyczące naszej kondycji moralnej a także przyszłości każdego człowieka w perspektywie transcendentnej zgodnie z nauczaniem Kościoła Katolickiego.
To nie są wygodne słowa których chcą słuchać ludzie - ale taka jest nasza misja.
Sukces zespołu Testimonium upatrujemy nie ilości fanów, koncertów, popularności medialnej i tak zwanej sławie,
ale w możliwości wzięcia udziału w służbie dobra prawdy i piękna czyli w szeroko rozumianym kreowaniu kultury,
która powinna zawierać właśnie te trzy elementy a także w nowej ewangelizacji.
Najbliższe czas jest zapełniony koncertami. Trasa promująca nową płytę zakończy się jesienią.
W sumie zaplanowanych jest kilkadziesiąt koncertów w całej Polsce.
Utworów przedpremierowo można posłuchać na www.testimonium.pl
wtorek, 14 maja 2013
Sektor mediów medyczno-farmaceutycznych jest w naszym kraju dobrze rozwinięty. Przedewszystkiem istnieje co najmniej kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset czasopism poświęconych tej tematyce, od stricte naukowych, poprzez popularne przeznaczone dla fachowców, aż po periodyki dla pacjentów, poradnikowe i reklamowe. Sporo jest też portali internetowych, ale ciągle znacząco mniej niż czasopism, co musi nieco dziwić, zważywszy na sytuację na rynku medialnym, gdzie prasa drukowana słabnie, a internet stale umacnia swoją dominację. Jest więc rzeczą naturalną, że ciągle powstają nowe strony i portale. Jednym z najnowszych jest e-hipokrates. Jest on projektem ze wszech miar wartym uwagi. W swojej podstawowej funkcji jest przedewsystkiem platformą oferowania towarów i usług dla medycyny i farmacji. Zawiera też giełdę pracy i bazę artykułów fachowych. Wszystkie funkcjonalności będą rozbudowywane. Myślę, że wszyscy lekarze i farmaceuci oraz przedsiębiorcy działający w tej branży powinni przynajmniej rozważyć dołączenie tego portalu do listy regularnie przeglądanych mediów.
poniedziałek, 06 maja 2013
wtorek, 23 kwietnia 2013
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wczoraj złożyli mi życzenia urodzinowe na facebooku i w innych miejscach.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
środa, 03 kwietnia 2013
piątek, 01 marca 2013
Przed zbliżającym się konklawe i wyborem nowego papieża,JE biskup Bernard Fellay, Przełożony Generalny Bractwa Świętego Piusa X, prosi kapłanów i wiernych do poszukiwania boskich łask przez modlitwę nowenny, która będzie trwać od 1 do 9 marca. Nowenna ta składa się z Veni Creator Spiritus i z modlitwy, która jest dodawana do odmawiania w Mszy wotywnej o wyborze na papieża i trzech wezwań. Aby umożliwić wszystkim udział w tej nowennie w piątek 1 marca, podajemy tekst dzisiaj.
czwartek, 21 lutego 2013
„CZYTAM W PODRÓŻY...” - ogólnopolska akcja Fundacji im. Zbigniewa Herberta
26 lutego 2013 r. w szesnastu miastach w Polsce odbędzie się akcja społeczna pt. „Czytam
Uczniowie szkół Herbertowskich oraz innych szkół i studenci wyższych uczelni będą rozdawać zakładki do książek z fragmentami utworów Zbigniewa Herberta w środkach transportu, na przystankach i w przestrzeni miejskiej. Zakładki będą także dystrybuowane w bibliotekach miejskich oraz w wybranych księgarnio-kawiarniach.
Z badań CBOS przeprowadzonych w 2011 roku wynika, że 41% ogółu dorosłych Polaków to osoby, które lubią czytać i w ciągu trzydziestu dni poprzedzających badanie czytały dla przyjemności książkę niezwiązaną z ich nauką lub pracą zawodową. Niemal tyle samo Polaków (40%) deklaruje, że lubi czytać, ale w ostatnim miesiącu przed badaniem nie sięgnęło po taką książkę.
Czas podróży to jeden z tych nielicznych momentów w naszym zabieganym życiu, który możemy poświęcić na czytanie – mówi Maria Dzieduszycka, Prezes Fundacji im. Zbigniewa Herberta, inicjatorka akcji. – Dlatego projekt „Czytam w podróży… Herberta” stawia sobie za cel nie tylko upowszechnienie twórczości Zbigniewa Herberta, ale także popularyzację czytelnictwa w ogóle. Podróż, nawet krótka, jak codzienny przejazd środkami komunikacji do pracy lub szkoły, to doskonała okazja do nadrobienia zaległości literackich. Będziemy do tego przekonywać akcją „Czytam
Pierwsza edycja „Czytam w podróży… Herberta” odbędzie się w następujących miastach: Bełchatów, Brzeg, Częstochowa, Elbląg, Gdańsk, Jarocin, Kołobrzeg, Katowice, Lublin, Piekary Śląskie, Siemianowice Śląskie, Słubice, Słupsk, Warszawa, Żerków i Żory.
– Mamy nadzieję, że akcja z udziałem młodzieży zostanie dobrze przyjęta przez pasażerów w każdym wieku oraz że ideą „czytania w podróży…” zarazimy mieszkańców całej Polski – dodaje Wojciech Kalicki, prezes Klubu Herbertowskich Szkół.
– Zbigniew Herbert uwielbiał podróżować. Odkrywanie świata było jego pasją i powołaniem – podkreśla Katarzyna Herbertowa, wdowa po Poecie. – Owocem jego podróży są zbiory esejów,
Wkrótce po zakończeniu akcji „Czytam w podróży… Herberta” – w dniach 9-10 marca 2013 r. – odbędą się obrady Jury, złożonego z wybitnych światowych twórców i znawców poezji, które wybierze Laureata pierwszej edycji Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta.
Więcej informacji o akcji „Czytam w podróży… Herberta” oraz Międzynarodowej Nagrodzie Literackiej im. Zbigniewa Herberta na:
Dodatkowe informacje: Fundacja im. Zbigniewa Herberta powstała w 2010 roku z inicjatywy wdowy po Poecie, pani Katarzyny Dzieduszyckiej-Herbert. Misją Fundacji jest ochrona i upowszechnianie twórczości Zbigniewa Herberta, będącej częścią polskiego, europejskiego i światowego dziedzictwa literatury i kultury.
Cele Fundacji:
Kontakt dla mediów: Anna Wolska, PRIMUM PR, a.wolska@primum.pl, (22) 690 67 50, 728 313 511 Ewa Zachariasz, PRIMUM PR, e.zachariasz@primum.pl, (22) 690 67 50, 501 227 695
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Światłem wiedzy światu wszemu zabłysło Gdy słudzy gwiazd przez gwiazdę pouczeni, pokłonili się Tobie, Słońcu prawdy, poznawszy Ciebie, Wschodzie z wysokości: Panie nasz, Jezu Chryste, chwała Tobie! Radosnych, pogodnych i głęboko przeżytych Świat życzą Ela, Artur, Pawełek i
czwartek, 13 grudnia 2012
Przynajmniej raz w roku staram się zrecenzować na swoich blogach jakąś płytę z muzyką patriotyczną. Nie zawsze mi się to udaje, bo nie każdego roku trafiam na krążek, który do mnie przemówi. Z różnych względów publikuję te recenzje najczęściej 13 roku. Dwa z tych względów są dla mnie najważniejsze. Po pierwsze jest to koniec roku, a więc dobry czas na podsumowanie, a po drugie jest to rocznica przez większość społeczeństwa lekceważona. W tym roku chcę zainteresować Szanownych Czytelników najnowszą płytą Pawła Kukiza. "Siła i Honor" to pozycja ze wszach miar warta wspomnienia. W stacjach radiowych utwory z tego albumu pojawiają się bardzo rzadko, a właściwie pojawia się tylko jeden - "Old punk". Na podstawie tej jednej piosenki nie sposób wyrobić sobie opinii na temat całego, bardzo zróżnicowanego stylistycznie albumu, piosenka ta bowiem nie jest dla niego reprezentatywna. Album jest zasadniczo etnopunkowy, podobnie jak większość dojrzałej twórczości Kukiza, tak solowej, jak jak i związanej z zespołem Piersi, jednak kilka znajdujących się na nim utworów trzeba zaliczyć raczej do poezji śpiewanej, niż do etnopunku. Oczywiście mam tu na myśli przedewszystkiem słynną "Obławę" Jacka Kaczmarskiego na motywach Włodzimierza Wysockiego, której Kukiz nadał nową aranżację i oprawę wokalną, moim skromnym zdaniem znacznie lepszą od oryginalnej. Drugim takim utworem jest znany już wcześniej "17 września". To jeden z najmocniejszych w polskiej muzyce i poezji utworów o mordzie katyńskim. I tu nasuwa się znów skojarzenie z Kaczmarskim, bo jedyna chyba donioślejsza pieśń poświęcona temu tematowi, właśnie spod pióra i gitary Mistrza Jacka wyszła. Nie sądzę aby Kukiz mógł zostać następcą Kaczmarskiego, na pewno jednak zajmuje jedno z czołowych miejsc w peletonie kandydatów do tego, nieosiągalnego dla któregokolwiek z nich tytułu.
wtorek, 04 grudnia 2012
Francusko-belgijski film "Na tropie Marsupilami" wpisuje się w długą tradycję ekranizacyj francuskich komiksów, której najbardziej znanymi przykładami są liczne i różnorodne adaptacje cyklu o przygodach walecznych Galów Asterixa i Obelixa. Podobnie jak inne francuskie komiksy, również cykl o Marsupilami doczekał się najpierw adaptacji animowanej, w postaci serialu "Mój przyjaciel Marsupilami", a dopiero o wiele później aktorskiej (nie lubię używać w tym kontekście słowa fabularne, wszak znakomita większość filmów animowanych posiada jakąś fabułę, ergo są one na swój sposób fabularne) w postaci tu omawianego filmu. Oryginalny komiks wychodzi od 1952 do dnia dzisiejszego. Jego pierwotnym twórcą był André Franquin, obecnie już niezyjący. Nowsze zeszyty komiksu mają róznych autorów.
Nie bez przyczyny wspomniałem na wstępie o przygodach Asterixa i Obeliksa. Była to wzmianka absolutnie zamierzona. Tak się bowiem składa, że "Na tropie Marsupilami" jest dziełem z grubsza tego samego zespołu, co "Asterix i Kleopatra" i reprezentuje podobny rodzaj humoru. Film zawiera liczne odniesienia do popkultury (Celin Dion) i polityki (wątek latynoskiej dyktatury), zaś najbardziej rozwiniętym nawiązaniem kulturowym jest tu odniesienie do mitu o kamieniu filozoficznym. Jest to nawiązanie nie wprost, bo kamień filozoficzny explicite się w tym filmie nie pojawia, jednak symbolicznie ukazuje się w dwóch inkarnacjach: jako odmładzający storczyk i w tle jako produkty współczesnego przemysłu kosmetxcznego, który symbolizuje pojawiająca się raz po raz reklama fikcyjnego koncernu Loreins, którego nazwa w wymowie bardzo przypomina nazwę pewnego koncernu rzeczywistego. Warto zwrócić uwagę, że nie jest to pierwsze takie ujęcie tematu we współczesnych produkcjach familijnych. Ubiegłoroczne "Smerfy" również eksponowały zderzenie magicznego eliksiru młodości z rzekomo odmładzającymi kosmetykami. Motyw kamienia filozoficznego, motyw tajemniczego, nieznanego zwierzęcia (tytułowego marsupilami) i motym dziwnego proroctwa sytuują akcję filmu w świecie nie tyle nawet baśni, co mitu. Mit ten jednak jest tu potraktowany wyjątkowo niefrasobliwie i niepoważnie. "Na tropie Marsupilami" to nie "Władca pierścieni", ani nawet "Artur i Minimki", ale lekka komedia, którą można uznać za parodię mitologii.
niedziela, 02 grudnia 2012
Od początku adwentu rusza czwarty sezon blogu Prawdziwe Boże Narodzenie, poświęconego promowaniu religijnego przeżywania świąt. W tym roku będzie on poświęcony polskim pieśniom adwentowym i kolędom. Teksty zaczerpnę z Serwisu Bożonarodzeniowego Dzieła Świętej Królowej Jadwigi i forum Śpiewnik.katolicy.net, a nagrania z YouTube.
piątek, 30 listopada 2012
Cykl moich tekstów poświęconych wspomnieniom o ludziach kultury, choć niestary, ma już swoje tradycje. Jedną z nich jest to, ze corocznie przynajmniej jeden wpis poświęcam osobie duchownej, i temu już latoś uczyniłem zadość, a druga, ze corocznie wspominam przynajmniej jedną osobę, która osobiście poznałem i to właśnie chcę uczynić dzisiaj.
piątek, 23 listopada 2012
Jak większość Polaków, Przemysława Gintrowskiego kojarzę głównie z towarzyszenia archipoecie Jackowi Kaczmarskiemu. Po śmierci Mistrza umieszczałem go w gronie kandydatów do Jego zastąpienia. Po jakimś czasie doszedłem jednak do wniosku, że nie ma i długo nie będzie w Polsce barda, który mógłby wypełnić lukę po Kaczmarskim. Mogą to uczynić tylko wszyscy polscy bardowie razem wzięci, a i tak chyba nie do końca. Będzie im zresztą coraz trudniej, bo sami się wykruszają po trosze. W październiku odszedł jeden z największych - Przemysław Gintrowski. Dlaczego nie udało mu się osiągnąć pozycji i sławy Kaczmarskiego? Przecież był lepszym od niego kompozytorem i gitarzystą. Ano dlatego chyba, że Wielki Bard nie musi być wielkim kompozytorem i gitarzystą. Edward Stachura był fatalnym kompozytorem i gitarzystą, a uzyskał sławę nieśmiertelną. Przemysław Gintrowski właściwie nie zaistniał jako poeta. Umuzyczniał, grał i śpiewał przedewszystkim wiersze cudze. Kaczmarski zaś śpiewał prawie wyłącznie swoje teksty, a pisał prawie wyłącznie dla siebie. Gintrowski zaś był przedewszystkiem kompozytorem i pisanie muzyki dla różnych wykonawców było zasadniczą składową jego twórczości. Do tego jeszcze Kaczmarskiemu pomogła emigracja, podobnie jak wcześniej Mickiewiczowi, Słowackiemu i Miłoszowi. W okupowanym kraju nie można było pisać swobodnie, a brak swobody twórczej nie sprzyja poetom. Jak zaznaczyłem wyżej, Przemysław Gintrowski zaistniał nie tylko jako towarzysz Kaczmarskiego, ale przedewszystkiem kompozytor. I to jego wcielenie również ma obszerne miejsce w mojej pamięći. W latach XC oglądałem w TV audycje z jego piosenkami, wykonywanymi przez różnych wykonawców. Zapamietałem jedna z nich: Coś ty zrobiła, siostro, coś Ty zrobiła! Przyjdą cię zabrać, siostro, oni cię stracą; Ty rozkaz bogów pragnęłaś wykonać, Zakaz króla był, a nam słuchać trzeba; Nasza matka śmierć sobie zadała, A ja tu będę żyła, siostro, bo przecież Słowa Jerzy Czech. Niesttety, nie znalazłem w sieci nagrania. Nie wiem też, kto to śpiewał.
poniedziałek, 12 listopada 2012
sobota, 10 listopada 2012
Od dwóch lat w przededniu Marszu Niepodległości poświęcam parę słów tej imprezie. W poprzednich dwóch latach jednoznacznie ją popierałem i popieram ją nadal. Uważam jednak, że w roku bieżącym patrioci przebywający tego dnia w Warszawie mogą z czystym sumieniem wybierać pomiędzy dwoma marszami- narodowym i prezydenckim. Mój stosunek do obecnego prezydenta wyjaśniałem już w kilku tekstach, ale tym, którzy ich nie czytali, przypomnę w paru słowach, że mam duży dystans do osoby i równie duży szacunek dla urzędu. Co zaś się tyczy samej inicjatywy marszu, to Bronisławowi Komorowskiego należy się za nią uznanie, osobliwie za to, że czci on obydwu ojców polskiej niepodległości. Oczywiście, nie czyni to Czerwonego Hrabiego postacią kryształową, ale wśród liderów konkurencyjnego marszu znaleźć można postacie dalece niekryształowe. Na takim na ten przykład Kobylańskim całkiem niebłahe ciążą grawamina. Jeżeli o mnie chodzi, to gdybym był warszawiakiem, w latach poprzednich szedłbym z narodowcami, ale w tym roku z prezydentem. Z innych kwestyj, cieszy fakt, że lewacy tym razem nie sprowadzili z zagranicy terrorystycznych bojówek i zapowiedzieli łagodniejsze niż w zeszłych latach formy demonstrowania swoich chorych przekonań i zboczeń. Czy dotrzymają słowa? Pożywiom, uwidim, jak mawiają starzy górale. Na koniec jeszcze chciałem jeszcze przypomnieć o równie ważnym, jeśli nawet nie ważniejszym od demonstracyj, muzycznym świętowaniu Dnia Niepodległości. W ramach tego przypominania, zamieszczam poniższy plakat.
piątek, 09 listopada 2012
Jak, co roku, w moim cyklu wspomnieniowym nie może zabraknąć duchownych, religia jest wszak fundamentem kultury. Natomiast to, że chcę napisać akurat o ojcu Bolewskim, może niektórych moich czytelników dziwić. Obecnie bowiem reprezentuję zupełnie inny nurt katolicyzmu niż ten duchowny. Był jednak taki czas, gdy poszukiwałem na swojej duchowej ścieżce inspiracji z różnych źródeł, nie tylko katolickich i nie tylko chrześcijańskich. Nie wypieram się tego, ani tego nie odrzucam. To przecież tez mnie zbudowało i ukształtowało takim, jakim jestem. Dlatego też w zeszłym roku napisałem o o. Janie Berezie OSB, a teraz piszę o o. Jacku Bolewskim SJ.
W czasie moich fascynacji Wschodem szukałem takich księży, zwłaszcza publikujących, którzy włączali do katolicyzmu różne elementy religii azjatyckich. Zaczytywałem się więc w książkach Antoniego de Mello SJ, Karola Vallesa SJ, Tomasza Mertona OCSO, Bedy Griffithsa OSB Cam, a z Polaków właśnie Jacka Bolewskiego SJ. W tym czasie były dość popularne dwie jego prace : Prosta praktyka medytacji i Nic jak Bóg. Z obydwu wiele skorzystałem. Prosta praktyka pomogła mi znacząco w nauczeniu się Modlitwy Jezusowej, którą zreszta zacząłem praktykować pod wpływem Antoniego de Mello i która do dziś jest moja podstawową modlitwą. Natomiast Nic jak Bóg nauczyła mnie wielu różnych rzeczy, z których dwie są warte wspomnienia, bo własnie dzięki nim uważam, że życie i twórczość ojca Jacka są godne dobrej pamięci. Po pierwsze, w tej książce polski jezuita stawia wyraźne granice dopusztalnych inspiracji pozachrześcijańskich, jednoznacznie stwierdzając, że tylko w Jezusie Chrystusie jest zbawienie człowieka. To było wtedy dla mnie bardzo ważne i uchroniło mnie przed popadnięciem w synkretyzm. Po drugie, tą książka Bolewski nauczył mnie szukania inspiracji duchowej w dziełach kultury, w literaturze, plastyce, kinematografii i z tej nauki korzystam do dziś. Nic jak Bóg jest pozycją, którą spokojnie moge polecić każdemu zainteresowanemu duchowoscią kultury.
czwartek, 08 listopada 2012
Jeden z poprzednich moich cykli wspomnieniowych otwierał tekst o Klaudiuszu Lévi-Straussie, który z różnych względów stał się ikoną antropologii kulturowej. Daleki jestem od strukturalizmu, ale jego wpływu na moja dyscyplinę nie mogę lekceważyć. Dziś kolejny cykl chcę otworzyć wzmianką o polskim uczonym, którego nie sposób nie przyrównywać do CLS.
Zmarły w lutym bieżącego roku socjolog kul;tury Kazimierz Żygulski nie był może powszechnie znany, nawet w skali kraju, ale wszechstronność jego dokonań powoduje, że trzeba o nim wspominać, bo jest ona naprawdę wyjątkowa. W ciągu 92 lat swego życia nie tylko przeprowadził znaczące badania, napisał wiele książek, w tym kilka naprawdę istotnych i wychował kolejne pokolenia naukowców, ale także założył prywatną uczelnię oraz akademicką telewizję i był przez pewien czas ministrem kultury. Z książek moim zdaniem najbardziej znacząca jest praca Święto i kultura, która jeszcze zapewne przez wiele lat będzie dobrze służyła nie tylko socjologom, ale też antropologom kulturowym, kulturoznawcom, publicystom i pasjonatom. Spośród pozostałych dokonań na szczególną uwagę zasługuje telewizja EDUSAT, która należy do moich ulubionych stacyj telewizyjnych, a która pozwala każdemu widzowi wysłuchać we własnym domu akademickich wykładów z różnych dziedzin. Dla mnie zresztą najbardziej interesującymi punktami jej programu były wykłady samego profesora Żygulskiego, który pozostawał aktywny do ostatnich lat życia.
poniedziałek, 15 października 2012
W sezonie letnim miejscowości turystyczne przeżywają prawdziwy wysyp rozmaitych imprez. Chociaż ich nazwy bywają różne, to schemat jest zazwyczaj taki sam, lub bardzo podobny. Sporo muzyki, pół na pół ludowej i nieludowej, mniej lub bardziej liczne stoiska z mniej lub bardziej zróżnicowanymi wiktuałami, zabawkami i suwenirami, a także kilka karuzel tudzież innych urządzeń lunaparkowej proweniencji. Tę jednorodność trudno jest przełamać nawet imprezom, które z założenia mają być tematyczne. Tak właśnie było z tegorocznym Oscypek Fest w Żywcu. Nazwa imprezy sugerowałaby jej wybitnie kulinarny charakter. W rzeczywistości nie posiadała ona takowego. Dominowała muzyka ludowa, straganów z z zabawkami i pamiątkami było kilkakrotnie więcej, niż tych z serami. Te ostatnie były zresztą mało wyszukane i nie oferowały żadnych nietypowych, czy ekstrawaganckich produktów. Szkoda, bo liczyłem, że z okazji takiej imprezy producenci serów zaszaleją i zaskoczą niebanalnymi specjałami. Owszem można było obejrzeć sobie na scenie wielki oscypek, ale to trochę dziwne, gdy święto jedzenia ma polegać na oglądaniu. Całości dopełniały liczne karuzele. Niewątpliwie podniosły one atrakcyjność imprezy zwłaszcza dla najmłodszych uczestników, jednak ich związek z oscypkiem. Ogólnie była to fajna impreza, ale dlaczego pod nazwą Oscypek Fest? Równie dobrze mogłaby się nazywać Kalafior Fest, Uroczyste Upamiętnienie Rocznicy Zburzenia Bastylii, czy Jarmark Świętego Benedykta. Wszystkie te nazwy w tym samym stopniu co "Oscypek Fest" oddają charakter imprezy. W tym samym stopniu, czyli wcale. Powyższa recenzja nie ma być oskarżeniem. Jest ona raczej dowodem na to, że zrobienie imprezy masowej wykazującej kulinarny charakter jest niezwykle trudne. Nie tylko Oscypek Festowi się to nie udało. Kilka lat temu byłem w niedalekiej Rajczy na Święcie Jagód, na którym jagód też było tyle, co kot napłakał. Do Oktoberfestu polskim festynom w kulinarnym podtekstem jeszcze wiele brakuje.
sobota, 13 października 2012
Jeśli chodzi o ogólnodostępne place zabaw dla dzieci, Gmina Gorzyce jest bardzo dziwna. Takowe obiekty znajdują się bowiem we wszystkich należących do niej wioskach, nawet tych najmniejszych, za wyjątkiem jednak samych Gorzyc. Jest to sytuacja absurdalna. Nie znam ani jednej innej gminy, której siedziba byłaby w tak ważnej kwestii tak bardzo w tyle za wszystkimi swoimi sołectwami. Władze gminne i sołeckie od lat zapewniają, że problem znają i pragną rozwiązać, ale lata mijają a rozwiązania nie widać. Przeszkodą ma być między innymi brak odpowiedniego miejsca. Prawda jest jednak taka, że gdy się coś chce zrobić to się szuka sposobu, a gdy się nie chce, to się szuka wymówki. Istnieje bowiem w Gorzycach idealne miejsce na spory plac zabaw z zalążkiem parku- pomiędzy basenem, a nowopowstałą siłownią na wolnym powietrzu. Taki plac tworzyłby z tą siłownią jedną spójną całość. Inspirację gorzyccy włodarze powinni czerpać z opisywanego przeze mnie w ubiegłym roku parku gminnego w Milówce. Nie ma potrzeby porywać się zaraz na obiekty typu rydułtowskiej RaFy, czy marklowickiej Tropikalnej Wyspy. Nie od razu bowiem Novigrad zbudowano, co nagle to po diable i jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy.
poniedziałek, 08 października 2012
Zwracam się do tych spośród moich czytelników, którzy maja coś wspólnego z farmacją i mogliby mi pomóc. Od pewnego czasu bez skutku szukam pracy. Jestem magistrem farmacji, mam 13 lat stażu pracy w aptece, w tym 6 na stanowisku kierownika apteki. Szukam pracy bądź to na stanowisku kierownika apteki, bądź też magistra farmacji, w każdym razie w promieniu 50 km od Rybnika. Chcących i mogących pomóc proszę o kontakt: svetomir@gazeta.pl
piątek, 05 października 2012
środa, 03 października 2012
Przyszedł sierpień i jak zwykle w okolicach święta Matki Boskiej Zielnej dołączono do Gościa Niedzielnego płytę z muzyką maryjną. Tym razem są to śpiewy pochodzące z tradycji Kościoła łacińskiego w wykonaniu Elżbiety Towarnickiej (sopran), Jacka Ozimkowskiego (baryton) i Marka Stefańskiego (organy). Płyta zatytułowana "Ave Maria w bazylice Mariackiej w Krakowie" i opiera się na nagraniach dokonanych w 2000 roku w tejże bazylice. Zgodnie z tytułem na płycie dominuje Pozdrowienie Anielskie. Na czternaście utworów składających się na krążek, siedem to kompozycje oparte na łacińskim tekście tej modlitwy, zarówno te najpopularniejsze, jak i mniej znane. Mamy tu więc Ave Maria Cacciniego, Bacha/Gounoda, Mozarta, Schuberta, Dossa, Saint-Saěnsa i Donizettiego. Płytę uzupełniają pieśni maryjne z Polski i Włoch oraz fragmenty Magnificat w różnych opracowaniach. Utwory są ułożone w porządku zbliżonym do chronologicznego, ale dosyć swobodnym. Jak to zresztą często bywa w przypadku płyt z GN, przemyślany układ jest największym atutem produkcji. Na początek mamy tu Bogurodzicę w ciekawej aranżacji, a na końcu arcyciekawe Ave Maria Donizettiego wyraźnie nawiązujące do folkloru włoskiego i doskonale wykorzystujące możliwości całej trójki wykonawców. Warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt zawartości krążka. Utwory są tak dobrane, że dobitnie wykazują biblijny charakter i rodowód katolickiego kultu maryjnego. Ave Maria i Magnificat to teksty zaczerpnięte z Ewangelii, a Bogurodzica to śpiewana ikona Deesis, obrazująca wydarzenia Kalwarii. Płyta jest więc niezłym narzędziem zarówno formacji kulturalnej, jak i religijnej. |
Zakładki:
Ciekawe blogi
Więcej o mnie
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||