poniedziałek, 16 lipca 2018

dugue

Chociaż książka ta nie jest w sensie ścisłym ani o mistycyzmie, ani o mistykach, ani o mistyczkach, to jakoś wpisuje się w ten właśnie cykl moich ostatnich lektur. Szczególnie można dostrzec jej związki z omawianą tu niedawno książką "Kobiety Bożego Miłosierdzia". "Czas miłosierdzia" jest antologią modlitw różnych autorów z różnych epok. Wśród tych autorów poczesne miejsce zajmują trzy bohaterki tej drugiej książki: Święta Teresa od Dzieciątka Jezus, Święta Faustyna Kowalska i Marta Robin.

"Czas miłosierdzia" może mieć co najmniej dwa zastosowania. Po pierwsze może i powinien być, jak głosi jego podtytuł: "modlitewnikiem do Bożego Miłosierdzia". Po drugie jest on też dobrym zbiorem źródeł do badania dziejów występowania koncepcji Miłosierdzia Bożego w chrześcijaństwie i innych religiach monoteistycznych. Zastosowaniu go w tym drugim celu sprzyja umieszczenie w wydaniu polskim licznych przypisów.

Może też służyć innym badaniom z zakresu antropologii religii, na przykład analizowaniu wpływów polskich na współczesną religijność francuską. Warto bowiem zauważyć, że wśród autorów tekstów zawartych w tej antologii jest aż czworo Polaków: św. Faustyna, św. jan Paweł II, św. Maksymilian Maria Kolbe i biskup Jan Ozga.

 

36/52

* * * * * 

niedziela, 15 lipca 2018

 

hymn

W sobotę 14 lipca ŚPR ogłosiła projekt nowego hymnu. Dzień wcześniej opowiedziałem się za pozostawieniem w tej roli niemieckiej z pochodzenia pieśni „Oberschlesien ist mein liebes Heimatland”, która już ją od lat pełni, nie tylko dla Ślązaków niemieckojęzycznych. Po wysłuchaniu nowej propozycji nie zmieniłem zdania. Stare jest lepsze, chociaż nowe nie jest tak złe, jak się obawiałem.

 

Do melodii nie mam zastrzeżeń, jest właściwa dla hymnu. Mam za to poważne zastrzeżenia do tekstu. Najpierw go przedstawię, za stroną tuudi.net:

 

Wersja śląska:

 

Zielono ziymia to je nasz skarb.

Nad czornym złotym tu je nasz świat.

Choć trudno historjo dzielyła nos,

To przani Ślonskowi je w kożdym z nos.

Z kożdej granicy stron kożdy je brat.

Ślonsko kultura sztyjc łonczy nos.

Takich Ślónzoków niech zno dziś świat.

 

Wersja polska:

 

Zielona ziemia to jest nasz skarb.

Nad czarnym złotem tu jest nasz świat.

Choć trudna historia dzieliła nas,

To miłość do Śląska jest w każdym z nas.

Po każdej z granic stron każdy jest brat.

Śląska kultura wciąż łączy nas.

Takich Ślązaków niech zna dziś świat.

 

Wersja czeska:

 

Zelena zemne je poklad nas.

Nad ćernym zlatem kvete nas kraj.

Pres tezké casy co delily nas,

Laska ke Slezsku je v kazdem z nas.

Na kazde ze stran bratr je nas.

Slezska kultura vzdy spoji nas.

Takovi Slezzané ziji u nas.

 

Wersja niemiecka:

 

Die grüne Erde: uns teurer als Geld,

Drunter die Kohle: hier ist unsre Welt.

Hat auch das Schicksal uns Leiden beschert,

Mehr ist die Liebe zu Schiesien uns wert.

Jeder ist Bruder, von hier oder dort,

Unsre Kultur eint uns jetzt, immer fort:

So kennt man Schlesier an jedem Ort.

 

Swoje zastrzeżenia do wersji śląskiej przedstawił Dariusz Jerczyński: Jest nijaki, więc nie porywa, wersja niby po śląsku jest niemal identyczna z wersją po polsku, nawet śląskie słowo "przōni" (bo bezokolicznik "przoć") zostało napisane błędnie "przani". Ktoś rzeczownik odczasownikowy wywiódł od form osobowych "przaja, przajesz, przaje" zamiast od bezokolicznika i gdyby wyszło mu przynajmniej "przajani", to byłby OK, ale "przani" to już nie jest po śląsku. Podobnie nie jest po śląsku: trudno (powinno być ciyńżko), dzielyła (powinno być tajlowała), ani łōnczy (powinno być kupluje). Kożdyj i niych powinno być przez y, a nie przez e, bo tam jest e pochylone.

 

Z połową tych zastrzeżeń się zgadzam, z połową nie. Słowo "przani", lub "przaniy" według mojej wiedzy w śląskiej godce istnieje. Podobnie nie jest po śląsku: trudno (powinno być ciyńżko) – zgadzam się. Dzielyła (powinno być tajlowała), ani łōnczy (powinno być kupluje) – tu zgadzam się po części. Słowa podane przez Dariusza Jerczyńskiego są bardziej śląskie, ale te zaproponowane przez autorów też są obecne w śląskiej leksyce, a nadto lepiej pasują do melodii i są zrozumiałe dla większej liczby Ślązaków. Kożdyj i niych powinno być przez y, a nie przez e, bo tam jest e pochylone. - zgadzam się.

 

Mam też własne zastrzeżenia:

-"Z kożdej granicy stron" brzmi nielogicznie. Chyba powinno być "Z kożdej granic strony".

-Złe rymy w wersjach polskiej, czeskiej i śląskiej. Rymowanie identycznymi słowami nos/nos, nas/nas uchodzi powszechnie za nieeleganckie.

-Najlepiej wygląda wersja niemiecka. Jako jedyna ma dobre rymy i właściwy rytm. Natomiast na stronie jest błąd. Zamiast Schlesien napisano Schiesien. To oczywiście można łatwo poprawić.

Resztę błędów w tekstach też da się poprawić. I powinno się to szybko zrobić. Oferuję się do pomocy w tym dziele. Bo myślę, że trzeba dać temu hymnowi szansę. Jak już będzie poprawiony niech Ślązacy wybierają między starym a nowym oraz ewentualnie innymi propozycjami jakie się jeszcze pojawią.

06:52, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2018

heller

Nie spodziewałem się, że w biedronkowym koszu z książkami znajdę trudny esej filozoficzny i to tak trudny, że zrozumiem z niego może nie najwyżej 10% jego treści, jak chciałem pierwotnie napisać, ale na pewno mniej niż połowę.

Książeczka księdza profesora Hellera liczy zaledwie 120 stron (a więc wielu członków facebookowych grup czytelniczych nie uzna jej za książkę) a mimo to jej lektura zabrała mi więcej czasu niż niejednego pięciusetstronicowego czytadła.

Pierwsze rozdziały jeszcze spoko, dawałem jakoś radę z ich zrozumieniem. W drugiej połowie książki są jednak takie, które do zrozumienia wymagają znajomości dwudziestowiecznej filozofii, a ja w tejże zatrzymałem się na stuleciu osiemnastym. Na szczęście dwa ostatnie rozdziały były znów bardziej dla mnie zrozumiałe. Książka jest więc trudna, ale niewątpliwie pożyteczna. Dobrze, że takie mądre książki pojawiają się nawet w Biedronce. Tym bardziej, że jest ona częścią serii, której inne tomy też są dostępne w tej sieci sklepów. 

* * * *

35/52

piątek, 13 lipca 2018

 

14 lipca, na marszu autonomii, środowiska skupione wokół Śląskiej Partii Regionalnej mają ogłosić propozycję nowego Hymnu Śląska. Nie wypowiem się o tej propozycji, dopóki jej nie poznam. Natomiast zgodnie z tym, co zapowiadałem wcześniej, chcę dzisiaj zgłosić własną kontrpropozycję.

 

Otóż Hymn Śląska, a przynajmniej Górnego Śląska już od dawna istnieje. Jest nim niemiecka pieśń „Oberschlesien ist mein liebes Heimatland”.

 

1. Oberschlesien ist mein liebes Heimatland,

wo vom Annaberg man schaut ins weite Land;

wo die Menschen bleiben treu in schwerster Zeit,

/:Für dies Land zu kämpfen, bin ich stets bereit.:/

 

2. Wo die Schalen sausen in den Schacht hinein,

wo der rote Himmel glüht im Feuerschein,

wo die Häuser grau und hell die Herzen sind;

/:dahin geht mein Sehnen, bis ich Ruhe find'.:/

 

3. Wo der Kumpel schaut dem Tod ins Angesicht,

wo die Mädchen lieblich und die Frauen schlicht,

wo an dunkler Halde steht mein Vaterhaus;

/:da ist meine Heimat, da bin ich zu Haus.:/

 

4. Wo der Wind der weiten Wälder Wipfel wiegt,

wo verträumt und einsam manches Schlößchen liegt,

wo im Odertale liegt so manches Gut.

/:Heimat, liebe Heimat dir gehört mein Blut.:/

 

5. Bitter ist dein Leiden in der jetz'gen Zeit,

bis der Tag wird kommen, der auch dich befreit.

Wahrt ihm nur die Treu, dem Oberschlesierland,

/:Oberschlesiens Menschen sind als treu bekannt:/

 

6. Kehren wir in unsere Heimat einst zurück,

so bedeutet es für uns das größte Glück.

Haltet uns die Treue, oberschlesisch Land,

/:wie wir in der Fremde uns zu dir bekannt:/

 

7. Winkt der Herrgott einstens mir zur letzten Ruh,

schließ ich meine wandermüden Augen zu,

ist mein letztes Wort auf Erden sicherlich,

/:Heimat, teure Heimat, ein Gebet für dich:/

 

Pieśń ta, pierwotnie tylko niemiecka, od lat staje się ogólnie górnośląską. Od pewnego czasu funkcjonuje jej śląski przekład, którego autorstwa nie znam:

 

Gůrny Ślůnzek, rostomjyuy Hajmatland!

Z Anaberga widźiš go až po sům rant.

I w nojgoršy čas tam ludźie wjerne sům;

Za ta Źymjo wšycko, co nojdrogše, dům.

Za ta Źymjo wšycko, co nojdrogše, dům.

 

Tam, kaj w šachće migo jyno šole ćyń,

Tam, kaj flama z werku nocka mjyńi w dźyń,

Tam, kaj w ćymnych chaupach dycki jasno je,

Tam, podwjela žyćo, myślům wrocům śe,

Tam, podwjela žyćo, myślům wrocům śe.

 

Tam, kaj śmjerć to čynsto je bergmůna los,

Kaj kobjytki skrůmne, gryfnych dźouškůw moc,

Tam, kaj wele houdy stou fatrowy dům,

Tam žech zowdy důma, tam můj Hajmat mům,

Tam žech zowdy důma, tam můj Hajmat mům.

 

Do kompletu proponuję przekład polski, mojego autorstwa:

 

Górny Śląsk to moja ojcowizna jest

Z Annabergu widać go aż po sam kres

Ludzie wierni nawet w biedzie żyją tam

Za tą ziemię wszystko, co najdroższe dam

 

Tam gdzie na kopalni widać szybu cień

Gdzie fabryczne ognie mienią nockę w dzień

Gdzie i w ciemnej izbie zawsze jasno jest

Tam, dopóki żyję, w myślach wracam się

 

Gdzie nierzadko śmierć kończy górniczy trud

Gdzie kobiety skromne, pięknych dziewcząt w bród

Gdzie przy hałdzie stał mojego ojca dom

Tam jestem u siebie, tam korzenie są

 

Istniały już wcześniej polskie przekłady, ale nie trzymające oryginalnej liczby sylab, toteż do śpiewania się nienadające, dlatego napisałem własny. 

Przedstawiam propozycję trójjęzyczną, bo w tym punkcie zgadzam się z autorami propozycji jutrzejszej.

08:26, svetomir , MUZYKA
Link Komentarze (2) »
środa, 11 lipca 2018

mural

W sobotę 14 lipca na Marszu Autonomii ma być zaprezentowana nowa propozycja Hymnu Śląska. Z tej okazji w tym tygodniu zaprezentuję cykl wpisów o Górnym Śląsku, zaś w piątek przedstawię własną propozycję hymnu.

mural

Rybnickie murale to w większości paraliteralne bohomazy zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych. Tej grupy malowideł nie będę ani publikował, ani oceniał, bo nie mam do tego kompetencji. W niniejszym wpisie umieszczę kilka prawdziwych dzieł ulicznej sztuki. 

mural

Największe skupiska artystycznych murali w centralnych dzielnicach miasta znajdują się w trzech miejscach: w Śródmieściu na bulwarach, w Smolnej w okolicach ulicy Dworek i na Nowinach między ulicami Kominka a Orzepowicką

mural

Tu publikuję okazy z pierwszych dwóch miejsc. 

mural

 

mural

 

mural

s

mural

22:19, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lipca 2018

diagnoza

W sobotę 14 lipca na Marszu Autonomii ma być zaprezentowana nowa propozycja Hymnu Śląska. Z tej okazji w tym tygodniu zaprezentuję cykl wpisów o Górnym Śląsku, zaś w piątek przedstawię własną propozycję hymnu.

diagnoza

Pod koniec czerwca odbywały się w Rybniku zdjęcia do trzeciego sezonu "Diagnozy". Udało mi się zrobić kilka zdjęć scenografii umieszczonej na kampusie.

diagnoza

06:42, svetomir , FILM
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2018

kaplica

W sobotę 14 lipca na Marszu Autonomii ma być zaprezentowana nowa propozycja Hymnu Śląska. Z tej okazji w tym tygodniu zaprezentuję cykl wpisów o Górnym Śląsku, zaś w piątek przedstawię własną propozycję hymnu.kaplica

W ubiegłym tygodniu przedstawiłem jeden z najnowszych kościołów Rybnika. Większości z komentatorów niezbyt się on spodobał. Dziś prezentuję świątynię o ponad stulecie starszą, myślę więc, że spodoba się większej grupie widzów. 

kaplica

Neoromański kościółek pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa powstał około 1886 roku (dokładna data nie jest znana) jako dwuwyznaniowa, katolicko-luterańska kaplica szpitalna. Mocno zniszczony w czasie II wojny światowej, przez ponad 30 lat nie był odbudowywany, gdyż nie było na to zgody władz komunistycznych. Odbudowa nastąpiła na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a od 2014 roku kościółkowi jest przywracany wygląd zbliżony do pierwotnego.

kaplica

Warto zwrócić uwagę na wybitnie chrystocentryczny charakter świątyni wyrażający się obecnością w niej kilkudziesięciu wizerunków Jezusa Chrystusa. Są one obecne nie tylko w prezbiterium, czy na stacjach Drogi Krzyżowej, ale też w kaplicy Sakramentu Pokuty. Warto aby Rybniczanie poznali ten ciekawy kościółek, o którego istnieniu wielu z nich nie wie. 

kaplica

czwartek, 05 lipca 2018

Kilka dni temu zapytałem na facebooku "Kiedy dziennikarze nauczą się odróżniać dyspensę od zniesienia postu przez uroczystość?". Jeden z komentatorów napisał: "Kiedy dziennikarze nauczą się nie zajmować się takimi pierdołami?". Po fali wstrzymań leków z walsartanem okazało się, że wielu dziennikarzy nie odróżnia wstrzymania od wycofania leku. Może więc takimi pierdołami też nie powinni się zajmować. Albo przynajmniej konsultować się z ekspertami.

środa, 04 lipca 2018

mbc

W Rybniku i okolicach wciąż są budowane nowe kościoły. Jak to z nowymi kościołami bywa, jedne są koszmarne, inne całkiem ładne. Do tych ostatnich należy kościół Matki Bożej Częstochowskiej na skraju osiedla Nowiny. Jest symetryczny, ceglany, w środku ma duży wizerunek Patronki, więc na tle większości nowoczesnych budowli sakralnych jest całkiem OK.

mbc

Ostatnio budowniczy kościoła, ksiądz Marek Bernacki otrzymał nominację na proboszcza rybnickiej bazyliki, po tym, jak dotychczasowy proboszcz tej szacownej świątyni ksiądz prałat Grzegorz Olszowski dostał nominację biskupią. 

mbc

piątek, 29 czerwca 2018

anioły 

Rzeźbiarz Michał Batkiewicz jest w Rybniku kojarzony głównie z sąsiednimi Żorami, w którym to mieście regularnie wystawia swoje prace, między innymi na Rynku. Teraz i nasze miasto doczekało się małej prezentacji rzeźb tego artysty. Z okazji Youth Camp Rybnik- katolickiej imprezy dla młodzieży przed bazyliką na miesiąc (28 czerwca do 27 lipca) stanęła grupa rzeźb "Anioły". Cieszy mnie impreza, cieszą mnie rzeźby, choć żadna z tych rzeczy nie jest mi osobiście do niczego potrzebna. Sprawiają jednak, że nasze miasto staje się jeszcze ciekawsze. 

anioły

 

anioły

 

anioły

07:29, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 czerwca 2018

joga

Katolickie świry to katolicy, najczęściej księża,wypisujący lub wygadujący totalne bzdury szkodzące Kościołowi. Antyteiści i antyklerykałowie wykorzystują wypowiedzi katolickich świrów do ośmieszenia Kościoła. Dlatego trzeba bronić Kościoła, walcząc z katolickimi świrami. Jako że żyjemy w dobie przekazu wideo, zacząłem od  świrów nagrywających filmiki., świrom piszącym dając początkowo spokój. Teraz przyszedł czas i na tych drugich.

Ksiądz kanonik Emanuel Lose, proboszcz parafia pod wezwaniem Świetej Jadwigi Królowej w Szczecinie wywiesił w parafialnej gablotce ulotkę informującą, że "Joga to zdrada Chrystusa". Nie podpisał się pod tym kuriozalnym dokumentem umieszczając za to pod nim nazwiska dwóch kapłanów słynnych z doszukiwania się Szatana w bele czym. Ksiądz Sławomir Kostrzewa znany jest z dostrzegania złego ducha w Hello Kitty i klockach Lego, a ksiądz Andrzej Zwoliński zapoczątkował w Polsce ten nurt "duchowości podejrzeń" zapomnianą już dziś książką "Tajemne niemoce", która swego czasu zrobiła w środowiskach katolickich naszego kraju spory szum. O książce tej chciałby zapewne zapomnieć i sam autor (nota bene płodniejszy nawet od Remigiusza Mroza, bo napisał już ponad 200 książek). gdyż zawierała ona więcej błędów niż lisie futro pcheł. Można ją spokojnie umieścić na liście 10 największych kuriozów polskiego piśmiennictwa religijnego. 

Wróćmy jednak do znacznie od tej książki krótszego, jednak równie upstrzonego błędami tekstu umieszczonego przed szczecińskim kościołem. W ulotce tej uproszczenie goni uproszczenie, a przekłamanie, przekłamanie. Autor nie zna i nie rozumie ani jogi, ani definicji grzechu ciężkiego, a przynajmniej to drugie znać i rozumieć powinien skoro jest księdzem. Do grzechu ciężkiego potrzeba materii, świadomości i dobrowolności. Jeśli nawet uznamy (błędnie, ale na razie niech będzie), że każde uprawianie jogi jest angażowaniem się w religię hinduską, to owszem będziemy mieli materię, ale prawie nigdy nie będziemy mieli świadomości, więc nie będzie tu grzechu ciężkiego. Kluczowy problem tkwi jednak w tym, że dla większości ćwiczących joga jest jedynie systemem gimnastyczny, a nie religijnym. Biorą z niej tylko ćwiczenia fizyczne, a nie duchowość. Nie osiągają, ani nie chcą osiągnąć poziomu związanego z jakimikolwiek doświadczeniami religijnymi, czy duchowymi. Trudno więc tu mówić o jakimś synkretyzmie, czy zdradzie Chrystusa. 

Przy tym uproszczeniu drobnostką już jest wywodzenie nazwy jogi od łacińskiego słowa iugum - jarzmo. Ksiądz wiedział, że dzwoni, ale nie wiedział w którym kościele. Faktycznie niektórzy autorzy wywodzą nazwę jogi od os słowa oznaczającego jarzmo, ale sanskryckiego, a nie łacińskiego i brzmiącego "yuj". Skąd w ogóle pomysł, że starożytni Hindusi do tworzenia swoich słów mieliby czerpać z łaciny? Trudno dociec, ale moim zdaniem już ta łacina treść tej ulotki dyskwalifikuje. 

środa, 27 czerwca 2018

 

Szanowni Państwo,

Jestem antropologiem kulturowym, autorem dwóch książek popularnonaukowych z dziedziny religioznawstwa, publicystą i blogerem. Od dwunastu lat prowadzę bloga „Kultura Okiem Svetomira” pod adresem http://svetomir.blox.pl/html/ Od początku znaczna część treści na blogu była poświęcona literaturze. Od roku tematyka książkowa jest na nim dominująca. Ostatnimi czasy mój blog zyskuje coraz większą popularność. Regularnie znajduje się w pierwszej setce rankingu serwisu blox.pl, a nawet dostaje się do pierwszej pięćdziesiątki.

 

W związku z powyższym mam dla Państwa propozycję. Chciałbym Was prosić o ofiarowanie mi co jakiś czas Waszych książek do recenzji. Recenzje ukazywałyby się na moim blogu, a linki do nich w mediach społecznościowych, w tym kilku grupach książkowych na FB. Nie proszę o nowości, czy bestsellery. Bardziej mnie interesują tak zwane „półkowniki”, książki wydane przed rokiem i dawniej, które nie uzyskały satysfakcjonującej popularności.

 

Niniejszy list wysłałem do kilkunastu wydawnictw, których książki są obficie reprezentowane na półkach mojej biblioteczki, są przeze mnie chętnie czytane i recenzowane. Jednocześnie umieszczam go w przestrzeni publicznej, aby dotarł do innych zainteresowanych.

 

Pozdrawiam

Artur Rumpel aka Svetomir

 

wtorek, 26 czerwca 2018

Memy mają różne losy. Jedna żyją krótko i prosto, inne krótko i burzliwie, jeszcze inne długo i prosto, w końcu niektóre długo i burzliwie. I te ostanie stają się ciekawe dla antropologów kulturowych. Należy do nich niewątpliwie Małpa Janusz. Internetowych obrazków z karykaturalnym wizerunkiem nosacza sundajskiego, będącego  od jakiegoś czasu symbolem polskich wad narodowych są setki, a nawet tysiące. Doszło już nawet do tego, że po wpisaniu w wyszukiwarkę grafiki hasła "Polak" otrzymujemy na pierwszej stronie wyników wiele wizerunków tej sympatycznej małpy. 

Na obrazkach się nie skończyło. Nowe życie mema zaczęło się od umieszczanych na YouTubie filmów kabaretu Czwarta Fala. Kabaret rychło znalazł naśladowców, wśród których są twórcy zamieszczonej wyżej piosenki.

Całe to zjawisko jest całkiem sympatyczne. Dowodzi ono tego, że nadal potrafimy się śmiać ze swoich narodowych wad. To dobrze, bo jak pisał wieszcz:

Nieźle to jest być śmiesznym. Żartowano z panów,

Z mędrców, z wodzów, z poetów, z lekarzy, z kapłanów  ;

Wszystkich na śmiech wystawił dowcipek ucieszny,

Prócz jednego szatana. On jeden nie śmieszny. Kurłaaaaaaaa!

poniedziałek, 25 czerwca 2018

pasja

Ostatnio dosyć dużo jakoś omawiam książek o mistycyzmie, mistykach, a zwłaszcza mistyczkach. Muszę przyznać, że książka o Dorocie z Mątowów była bardziej w moim typie niż ta, którą omawiam dzisiaj. Wolę mistyków w roli nauczycieli modlitwy, niż w roli wizjonerów. Zresztą Dorota z Mątowów też miała wizje Wcielenia i Męki, na szczęście jednak nie zdecydowała się na ich szczegółową werbalizację.

Po lekturze nie mam wątpliwości, że bł. Anna Katarzyna Emmerich była prawdziwą mistyczką i miała prawdziwe wizje Męki Pańskiej. Mam natomiast poważne wątpliwości, czy książka oddaje treść tych wizji. Co więcej, mam poważne wątpliwości, czy jakakolwiek książka może oddać takie wizje i czy w ogóle powinno się im nadawać formę książkową. A już na pewno nie powinno się tego robić z pomocą sprawnego literata i folklorysty. Książkę tę można bowiem potraktować jako powieść Klemensa Brentano i też to będzie prawidłowe. Na pewno bardziej prawidłowe niż traktowanie jej jako objawionej prawdy o życiu i śmierci Jezusa Chrystusa. 

Nie sposób bowiem przyjąć za prawdę o Chrystusie takich słów (które nota bene bardziej pasują do Chrystusa z powieści Piekary, niźli do Chrystusa z Ewangelij): "W całej Galilei, w której Jezus najwięcej przebywał, runęły w wielu miejscach poszczególne budynki, głównie domy faryzeuszów, którzy najzacieklej prześladowali Jezusa, a obecnie wszyscy byli na świętach w Jerozolimie. Zawalone domy pogrzebały w swoich gruzach ich żony i dzieci."

Myślę, że lepiej by było, gdyby Brentano przedstawił swe dzieło jako powieść luźno opartą na wizjach błogosławionej, a nie jako ścisły zapis wizyj. Obecnie bowiem istnieje ryzyko, że aparycjonistycznie nastawieni wierni będą traktować te pisma jako źródło prawdy absolutnej, ważniejsze od Pisma Świętego i Tradycji Kościoła.

Więcej ta książka powie nam o Niemczech na przełomie XVIII i XIX wieku, niż o Palestynie w czasach Jezusa Chrystusa. Nie dziwi mnie to, że w procesie beatyfikacyjnym mistyczki, w ogóle nie była brana pod uwagę. Warto ją więc czytać, ale krytycznie. Dla antropologa kulturowego ma ona swoją wartość jako swoiste kuriozum. Bo kurioza należą do najlepszych źródeł wiedzy o kulturze. 

34/52

* * * *

sobota, 23 czerwca 2018

 plakat

Rekordowo bogaty program przygotowała w tym roku Biblioteka Narodowa na siódmą już edycję Imienin Jana Kochanowskiego. Specjalnym gościem literackiego pikniku, organizowanego tradycyjnie w Ogrodzie Krasińskich w ostatnią sobotę czerwca, jest Zbigniew Herbert.

Przez cały dzień prezentowane będą różne, często zaskakujące aspekty obcowania z literaturą – w żywym słowie, teatrze, radiu, a nawet w języku migowym. Zaproszeni pisarze będą rozmawiać o bohaterach peerelowskiej codzienności, powstanie ABC najnowszej poezji i padnie odpowiedź na pytanie, czy literatura piękna nadal bywa zaangażowana. Filip Springer i Tomasz Konior podyskutują na temat „sztuki z fantazji i kamienia”. Karolina Głowacka poprowadzi dyskusję o alternatywnej historii Rzeczypospolitej w fantastyce. O korespondencji Herberta z Wisławą Szymborską opowie Ryszard Krynicki (listy czytają Izabela Kuna i Piotr Machalica), a postać i twórczość autora Pana Cogito w rozmowie z Magdaleną Mikołajczuk przybliży Andrzej Franaszek. Specjalne spotkania zorganizowano z laureatami tegorocznych nagród literackich: Ernestem Bryllem i Pawłem Sołtysem/Pablopavo.

Atrakcje czekają także na najmłodszych: od muzycznego otwarcia Imienin koncertem zespołu Kwadrofonik, poprzez m.in. rozmaite warsztaty plastyczne, niepodległościową grę miejską i spontaniczne filozofowanie z Grzegorzem Kasdepke, aż po Wieczorynkę – spektakl w niezwykłym wnętrzu Pałacu Rzeczypospolitej – w tym roku o greckiej mitologii, z tekstem Jarosława Mikołajewskiego i muzyką Adama Struga.

Nie zabraknie żelaznych punktów programu: ściągającego tłumy kibiców Meczu poetyckiego (z Anną Seniuk i Andrzejem Sewerynem jako kapitanami przeciwnych drużyn), slamu czy Pieśni świętojańskiej o Sobótce Jana Kochanowskiego, jak zwykle w premierowej aranżacji. Za rozbudowaną część muzyczną odpowiadają zespoły Kwadrofonik, Maryna C. oraz Warszawska Orkiestra Sentymentalna, która zagra podczas dansingu do ostatniego gościa. W Pałacu Rzeczypospolitej przez cały dzień będzie można oglądać pokaz Pan Cogito w podróży – oryginały bezcennych rękopisów Zbigniewa Herberta związanych z wojażami Poety.

W rekordowej liczbie ponad 70 zaprezentują się czołowi polscy wydawcy, którzy zaproszą na spotkania z blisko 100 najlepszymi autorami i wystawią książki w imieninowych cenach.


SCENA ZIELONA


11:30-12:30
Spotkanie z Ernestem Bryllem, laureatem Nagrody Literackiej m.st. Warszawy w kategorii Warszawski Twórca
Prowadzi Grażyna Borkowska


12:45-13:45
Sztuka z fantazji i kamienia. O pisarzach i ich słabości do budynków
Dyskusja z udziałem Tomasza Koniora i Filipa Springera

Prowadzi Bogusław Deptuła

14:00-15:00
Nie tylko piękna, czyli o literaturze zaangażowanej
Dyskusja z udziałem Wojciecha Chmielewskiego, Zyty Rudzkiej i Jakuba Żulczyka

Prowadzi Szymon Kloska

15:15-16:15
O Peerelu. Historie niekoniecznie znane

Dyskusja z udziałem Aleksandry Boćkowskiej, Sławomira Kopera i Piotra Nesterowicza 

Prowadzi Justyna Jaworska

16:30-17:30
Pan Cogito patrzy w lustro. O biografii Zbigniewa Herberta
Spotkanie z Andrzejem Franaszkiem
Prowadzi Magdalena Mikołajczuk (Polskie Radio Program 1)

18:00-20:00
Bardzo europejski Mecz poetycki
Uczestniczą: Jacek Braciak, Anna Cieślak, Grzegorz Daukszewicz, Łukasz Garlicki, Aleksandra Justa, Rafał Królikowski, Izabela Kuna, Michał Meyer, Edyta Olszówka, Anna Seniuk, Andrzej Seweryn, Maria Seweryn
Prowadzi Grzegorz Markowski

20:00-21:00
Pieśń świętojańska o Sobótce
Muzyka i wykonanie: Maryna C.

Zespół w składzie: Paula Kinaszewska, Bartłomiej Woźniak, Hipolit Woźniak, Mateusz Wachowiak, Mateusz Woźniak

 

21:00
Dansing z Warszawską Orkiestrą Sentymentalną
Zespół w składzie: Gabriela Mościcka, Krzysztof Baranowski, Jakub Fedak, Radosław Mysłek, Kazimierz Nitkiewicz, Łukasz Owczynnikow, Mateusz Rybicki



SCENA ŻÓŁTA

 

11:30-12:30
Klub z Kawą nad Książką
Spotkanie z Magdaleną Tulli

12:45-14:15
Co bez przyjaciół za żywot? O korespondencji Zbigniewa Herberta z Wisławą Szymborską

Spotkanie z Ryszardem Krynickim
Listy poetów czytają Izabela Kuna i Piotr Machalica
Prowadzi Joanna Orska

 

15:00-16:30
Slam poetycki
Rejestracja uczestników: slam@worekkosci.pl

16:45-17:45
Improwizatorzy w Ogrodzie
Klub Komediowy feat. Zbigniew Herbert – spektakl teatralny 

SCENA NIEBIESKA


11:30-12:30
Spotkanie z Pawłem Sołtysem/Pablopavo, laureatem Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego

Prowadzi Dorota Gacek

 

12:45-13:45
Słowacki, kosmici i wygrane powstania. Jak pisarze zmyślają historię Polski

Dyskusja z udziałem Agnieszki Haskiej, Łukasza Orbitowskiego i Krzysztof Piskorskiego

Prowadzi Karolina Głowacka

14:00-15:00
Aktor głosu i dramat radiowy, czyli teatr według Zbigniewa Herberta
Dyskusja z udziałem Grzegorza Damięckiego, Barbary Osterloff i Macieja Wojtyszko

Prowadzi Jan Bończa-Szabłowski

15:15-16:15
Poezja w świecie ciszy, czyli o wierszach w języku migowym
Prezentacja wierszy i dyskusja z udziałem Olgi Bończyk, Iwony Cichosz i Bernarda Kinowa
Prowadzi Grzegorz Markowski  
/ spotkanie tłumaczone na język migowy


16:30-17:30
Co po Herbercie? Subiektywne ABC najnowszej poezji
Dyskusja z udziałem Julii Fiedorczuk, Anny Piwkowskiej i Szymona Żuchowskiego

Prowadzi Józef Ruszar


SCENA RÓŻOWA


11:00-12:00

Opowieści muzycznej treści. Koncert zespołu Kwadrofonik

Zespół w składzie: Magdalena Kordylasińska, Miłosz Pękala, Emilia Sitarz, Bartek Wąsik

 

12:30-13:30

Jak (i czy warto) filozofować z dziećmi?
Dyskusja z udziałem Ady Augustyniak, Łukasza Malinowskiego i Artura Szutty

Prowadzi Beata Jewiarz

 

13:30-14:30

A dlaczego? Spontaniczne filozofowanie w praktyce

Prowadzi Grzegorz Kasdepke

 

14:30-15:30

Jak narysować kogoś, kto dużo myśli? Praktyczny warsztat ilustratorski

Prowadzi Agata Dudek 

 

15:30-16:30

Po co nam dizajn? Warsztat wokół stu polskich projektów (na sto lat niepodległości)

Prowadzą Tymek Jezierski i Ewa Solarz

 

16:30-18:30

Jak zrobić własną książkę? Warsztat introligatorski z Oficyną Peryferie (nie tylko dla dzieci)

Prowadzi Sylwia Walczowska

PAŁAC RZECZYPOSPOLITEJ

11:00-19:00
Pan Cogito w podróży. Pokaz rękopisów Zbigniewa Herberta

 

19:00-20:00
Wieczorynka
Mitologia dla dzieci

Tekst: Jarosław Mikołajewski, adaptacja i reżyseria: Tomasz Cyz, scenografia i kostiumy: Ola Gąsior, reż. świateł: Ewa Garniec, muzyka: Adam Strug
Obsada: Helena Ganjalyan, Mirosław Konarowski, Magdalena Kuta, Mateusz Łapka, Lidia Pronobis, Szymon Roszak 

PONADTO W PROGRAMIE

od 11:00
Kiermasz książek
• Spotkania z autorami przy ogrodowych stolikach
• Wymienialnia Biblioteki Narodowej


11:00-23:00
Zbigniew Herbert we własnej osobie – instalacja dźwiękowa 

11:00-19:00
I ty możesz zostać architektem – interaktywna instalacja Roberta Czajki  

11:00-17:00
Twórcy kultury/twórcy niepodległości – gra terenowa  

piątek, 22 czerwca 2018

Dorota

Od kilkunastu lat panuje na świecie i  w Polsce swoista moda na średniowieczne mistyczki. Obok od zawsze obecnych w katolickiej religijności świętych Katarzyny ze Sieny i Brygidy Szwedzkiej wielką popularność zyskała święta Hildegarda z Bingen a niewiele mniejszą błogosławiona Juliana z Norwich. Również kilka innych przewija się to tu, to tam. 

Na tym tle stosunkowo nieznana pozostaje najbliższa nam geograficznie błogosławiona Dorota z Mątowów, której spuścizna duchowa spokojnie może być postawiona obok wyżej wymienionych. Sądzę, że mała popularność w Polsce tej mistyczki, żyjącej na ziemiach dziś należących do naszego kraju bierze się z tego, ze to "krzyżacka święta", a Krzyżacy w Polsce nie kojarzą się dobrze. 

Książka Marty Kowalczyk jest pozycją, która zaczyna wypełniać tę lukę. Składa się przede wszystkim z szeregu cytatów z pism błogosławionej w przekładzie biskupa Juliana Wojtkowskiego, okraszonych krótkim komentarzem biograficzno- teologicznym. Co ciekawe i co najmniej dziwne, autorka słowem nie wspomina o związkach błogosławionej z Zakonem Krzyżackim, w tym o przynależności do niego jej spowiednika Jana z Kwidzyna, który zapisał jej spuściznę w kilku księgach i zachował ją w ten sposób dla przyszłych pokoleń. 

Zacytowane teksty są bardzo interesujące. Można w nich dostrzec wiele cech indywidualnych, nieobecnych w pismach innych średniowiecznych mistyczek. Wiele tekstów, to zapisy ćwiczeń medytacyjnych przypominających ignacjańskie, na dwa wieki przed Ignacym Loyolą! Bardzo ciekawa jest też krótka a modlitewka do Ducha Świętego: Przybądź Duchu Święty i rozpal mnie, bym poznała zarówno ciebie, jak mnie!, wskazująca na psychologiczny aspekt życia duchowego, na wiele wieków przed powstaniem systematycznej psychologii.

Jest więc spuścizna tej pruskiej mistyczki bardzo aktualna również w naszych czasach i warta dalszej popularyzacji. Dobrze by było, by nie tylko ta mała książeczka ale i wydane przed kilku laty dzieła Jana z Kwidzyna stały się dostępne dla szerszego grona czytelników. Bardzo zachęcam ich wydawców do ich wznowienia w większym nakładzie. 

33/52

* * * * *

czwartek, 21 czerwca 2018

 

W zasadzie ciągle otrzymujemy informacje o śmierci takich, czy innych mniej lub bardziej znanych ludzi. Wczoraj przyszły dwie takie smutne wiadomości. Zmarli Władysław Pogoda z Kolbuszowej, jeden z najbardziej znanych polskich muzyków ludowych i książę Karol Stefan von Altenburg, ostatni z rodu żywieckich Habsburgów. 

Mimo, że ich zgony nie trafią na pierwsze strony gazet, warto o nich pamiętać, bo obydwaj mieli i mają znaczny, przede wszystkim symboliczny wpływ na polską kulturę. Obydwaj symbolizowali jakieś po części ginące, a po części transformujące się tradycje. Pan Władysław reprezentował chyba ostatnie pokolenie muzyków ściśle ludowych, a książę Karol Stefan odchodzący świat starej arystokracji. Oczywiście i muzyka ludowa i arystokracja istnieją nadal i nadal będą przynosić kulturowe owoce, ale są one już inne, osadzone w ponowoczesnym globalizmie. Nie twierdzę, że gorsze, nie twierdzę, że lepsze, wiem, że inne. 

Nie będę pisał, że z ich śmiercią skończyła się jakaś epoka w dziejach Polski, czy świata. Stwierdzenie takie byłoby pompatyczną przesadą. Dzięń, w którym zmarli ci dwaj prawie stulatkowie nie będzie żadnym dniem przełomowym. Będzie za to jednym z wielu dni symbolizujących jakąś zmianę, nie tylko w Polsce, ale i w świecie. Symbolizującym, że kolejne zjawiska, czy idee, przestają istnieć w swojej formie, jaka znaliśmy u z ostatnich stu, dwustu, czy pięciuset lat, a przybierają formę nową, inną, może gorszą, może lepszą, ale na pewno inną, często okraszona przedrostkiem "post". 

Wieczne Odpoczywanie racz im dać Panie, a Światłość Wiekuista niechaj im świeci, niech odpoczywają w Pokoju. Amen

Requiem Aeternam dona eis, Domine, et Lux Perpetua luceat eis, requiescant in Pace. Amen.



11:08, svetomir , LUDZIE
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 czerwca 2018

 

Katolickie świry to katolicy, najczęściej księża,wypisujący lub wygadujący totalne bzdury szkodzące Kościołowi. Antyteiści i antyklerykałowie wykorzystują wypowiedzi katolickich świrów do ośmieszenia Kościoła. Dlatego trzeba bronić Kościoła, walcząc z katolickimi świrami. Jako że żyjemy w dobie przekazu wideo, skupię się na świrach nagrywających filmiki., świrom piszącym dając na razie spokój.

Przypadek, który chcę dziś omówić różni się od dwóch poprzednich. Tu nie ma głoszenia nawiedzonych nauk, tu jest podszyta głupotą i pewnością siebie twórczość własna. Ksiądz wymyślił sobie jakieś formułki do wygłaszania przy przekazywania darów ofiarnych przez dzieci komunijne. Jeden z maluchów formułki zapomniał, co ksiądz skwitował słowami "porażka jakaś". 

Największą porażką jest jednak on sam. Już pomijając pogardę dla dzieciaka, którą od razu wytknęły mu media, dużo gorsza jest jego pogarda dla Jezusa Chrystusa. Bo pogardą i bluźnierstwem wobec Jezusa Chrystusa  jest wprowadzanie do Mszy takich nieliturgicznych i sprzecznych z przepisami formułek. Księżowskiej twórczości własnej na Mszy Świętej (poza homilią, czy kazaniem) trzeba powiedzieć stanowcze NIE. W odprawianiu Mszy trzeba się ŚCIŚLE trzymać zasady: "Mów czarne, rób czerwone". 

niedziela, 17 czerwca 2018

 wianki

Wszystkich miłośników dawnych i nowych sobótkowych tradycji zapraszamy na niezwykły wieczór zabaw, tańców i wicia wianków.

Sobótka odbędzie się przy TĘŻNI solankowej w Rybniku w dzielnicy Paruszowiec - Piaski.
WSTĘP WOLNY!
Projekt dofinansowany przez Urząd Miasta Rybnik

W ramach Nocy Świętojańskiej - Nocy Kupały odbędą się :
- Warsztaty dla rodzin "Robótki-Sobótki" - plecenie wianków z żywych kwiatów i tworzenie ciekawych konstrukcji,
- Korowód Wiankowy do którego zapraszamy w folkowych - ludowych strojach śląskich i nie tylko,
- Sobótkowe Tańce i hulańce, podczas których zatańczą, zagrają i zaśpiewają:

Zespół Krzikopa - „tradycyjna muzyka górnego Śląska” rodzi zwykle mało skojarzeń . Krzikopa to zmienia, wydobywając z tradycyjnych „śpiywek” ich naturalne piękno i pompując w nie ogromną dawkę energii, nowych brzmień i rytmów. Krzikopa tworzy tak, jak to od najstarszych czasów robili ludowi muzykanci: ma być miło dla ucha, a i potańcować przy tym idzie. Tworząc muzykę dbamy, aby trafiała nie tylko w gusta muzyczne, ale i taneczne. Połączenie polki z elektro i kubańskim clave, śląskiego walczyka z motywami bałkańskimi i heavy metalem, oberka z rytmem DnB dla Krzikopy są dziwne jedynie na papierze.
Zespół brał udział w wielu konkursach i festiwalach gdzie wielokrotnie zdobywał uznanie jurorów i publiczności.

Formacja Zawiało , która zrodziła się z zamiłowania do muzyki etnicznej i historii Słowian, szczególnie do pieśni tradycyjnych Ziem Karpackich i Bałkanów oraz polskiej muzyki i poezji dwudziestolecia międzywojennego, a także pieśni Romów. Muzyka Zawiało to dźwięki aranżowane przez wszystkich członków zespołu, nasycone głębokimi emocjami. "Niesamowity głos wokalistki i ogromna świadomość muzyczna zespołu Zawiało na niejednej twarzy wymalowały podziw" (Sari - Twinpigs). Podczas koncertów muzycy tworzą barwny klimat, który staje się ważnym punktem, granej przez nich muzyki. "Swoją muzyką potrafią zachwycić nie tylko miłośników folku, ale także słuchaczy gustujących w zupełnie innych klimatach" (rasm). Zawiało świetnie wpasowuje się w duże i małe sceny, a także jest doskonałym ubarwieniem imprez plenerowych. Zawiało wystąpiło na wielu scenach Polski południowej i Niemiec wschodnich. Formacja "ZAWIAŁO" powstała w 2009r.

Studio Tańca VIVERO wywodzi się z Małego Teatru Tańca założonego w Rybnickim Centrum Kultury w 2003 roku, przez siostry Ewę i Izabelę Barską. Z roku na rok zespół sukcesywnie się rozrastał i rozwijał. Obecnie VIVERO skupia ponad 150 tancerzy w wieku od 4 do 45 lat, na różnych poziomach zaawansowania. W pierwszych latach działalności Studio skupiało się głównie na realizacji spektakli i fabularyzowanych widowisk tanecznych, oraz okazyjnym udziałem w wojewódzkich i ogólnopolskich festiwalach tanecznych. Od 2012 roku Vivero jest zrzeszone w Polskim Związku Tańca Freestyle, który z kolei jest zrzeszony w International Dance Organization i od tej pory Jego działalność przebiega na dwóch polach, które umownie można nazwać "Artystycznym" i "Sportowym". Działalność stricte artystyczna ST Vivero przejawia się głównie w realizowanych regularnie widowiskach tanecznych i przedsięwzięciach kulturalno-artystycznych:

Instytut Społeczny Silesia przy współpracy ze Stowarzyszeniem Artystycznym Uwagi wARTe, Magiczną Silesią i Portem Sztuki.

https://www.facebook.com/events/206506749955030/

sobota, 16 czerwca 2018

lando

Kolejna książka z biedronkowych łowów, nabyta za pięć złotych bez grosza, która okazała się naprawdę dobra, bez wątpienia warta zakupu i przeczytania.

Składa się z licznych, ale krótkich esejów odnoszących się do biografij wielkich Polaków, przedewszystkiem twórców kultury, ale tez pojedynczych polityków. Co ciekawe nie ma w tym zbiorze sportowców ani duchownych. Każda notka zawiera co prawda podstawowe informacje na temat życia i twórczości danej postaci, ale skupia się na psychice bohaterów: tytułowych fobiach, ale też psychozach i niegroźnych dziwactwach. Autorka programowo pomija uzależnienia, które są już dobrze opisane przez innych autorów.

Mimo, ze tematyka dość ponura, książkę czyta się zaskakująco lekko. Pojawia się nawet pokusa traktowania tych opowieści jako anegdot. My wszak patrzymy na to z boku, dla nast. te fobie, które dla bohaterów były problemami, są niestety raczej ciekawostkami, dodającymi często kolorytu omawianym postaciom.

 

32/52

* * * * *

piątek, 15 czerwca 2018
środa, 13 czerwca 2018

hen

Książka składa się ze wspomnień pisarza z czasów jego młodości, głównie z tułaczki po Związku Sowieckim. A miał Hen tę tułaczkę bardzo urozmaiconą: praca fizyczna w różnych przedsiębiorstwach, nauka w szkołach pedagogicznych ukraińskiej i uzbeckiej, służba wojskowa w Armii Czerwonej (w tym w roboczym batalionie) i u berlingowców. Opowieść ciekawa, przeplatana obserwacjami antropologicznymi i rozważaniami literackimi. Te ostatnie oczywiście są dla mnie najciekawsze, bo głównie dla takich rzeczy czytam wspomnienia i autobiografie rozmaitych literatów.

W książce pojawia się rusycystka z ukraińskiej szkoły pedagogicznej, która była początkowo niechętna wobec Hena, ale zmieniła zdanie o nim, po przeczytaniu jego referatu o literaturze. Ja zmieniłem po tej książce zdanie o Henie, bo po "Ja, Michał z Montaigne" niezbyt go lubiłem.

31/52

* * * * *

wtorek, 12 czerwca 2018

wariacje

Telewizja publiczna leci na pysk, to wiadomo. Wiadomości już się oglądać nie da, bo ociekają propagandą gorzej niż komunistyczny "Dziennik", a "Teleekspres" też nie lepszy. Nie jest jednak bynajmniej tak, że wszystko w kurskiej tv jest totalnie złe, lub przynajmniej gorsze niż u poprzedników. 

Nie najgorzej jest w dziedzinie kultury wysokiej i niszowej (bo popkultura w TVP leży i kwiczy, vide ostatnie straszliwie żałosne Opole). Tu można wspomnieć o "Dzikiej Muzyce" i o Teatrze Telewizji. Ten ostatni jest co prawda nadal zdominowany przez historyczne gnioty oparte na archiwach IPN, niewiele mające wspólnego z teatrem, od czasu do czasu zdarzają się jednak wartościowe spektakle. 

Należy do nich inscenizacja "Wariacje Tischnerowskie" oparta na "Historii filozofii po góralsku" Józefa Tischnera oraz"Wieści ze słuchanicy" Józefa Tischnera i Wandy Czubernatowej. Przedstawienie dostarcza dużą dawkę mądrości, humoru i folkloru. Świetnie się tego słucha. I może w tym jest problem. Inscenizacja jest zbyt statyczna wizualnie. Aktorzy,  w większości bardzo dobrzy, nie mieli możliwości większego wykazania się. Równie dobrze to przedstawienie mogło pójść w teatrze radiowym, a odbiorca niczego by nie stracił. Nie jest to zarzut, bo spektakl oceniam dobrze, ale uwaga.

08:32, svetomir , TEATR
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2018

zdobycz

O Jerzym Pietrkiewiczu pisałem już na łamach „Najwyższego Czasu!” i swojego bloga w roku 2008, rok po jego śmierci. Teraz pojawia się okazja, aby kolejny raz o nim napisać, z racji ukazania się polskiego przekładu jednej z jego powieści. Przekładu, który ma szansę zdobyć w kraju popularność większą, niż jakakolwiek wcześniej wydana książka tego emigracyjnego twórcy.

 

Rzadko się zdarza, że recenzuję nowości, a jeszcze rzadziej (w zasadzie po raz pierwszy wystąpił taki przypadek), że recenzuję nowości napisane przed sześcioma dziesiątkami lat? Paradoks? Owszem, ale wynikający z zawiłości ludzkich, a osobliwie polskich losów. Przypominam, że Pietrkiewicz, który jako poeta zadebiutował jeszcze w przedwojennej Polsce, w czasie wojny znalazł się w Wielkiej Brytanii i tam pozostał, odtąd tworząc poezję po polsku, a prozę po angielsku. Dzięki konsekwencji w tym wyborze w pełni przynależy do obydwu literatur. Stał się drugim po Conradzie polskim mistrzem angielskiego pióra.

 

Napisana w 1955 powieść „Loot and loyalty” została właśnie wydana w Polsce, w przekładzie Jacka Dehnela jako „Zdobycz i wierność”. Najlepszą recenzję tej książki dał sam tłumacz w posłowiu do niej, pozwolę więc sobie zacytować jego słowa: To, że mamy do czynienia z późnym przykładem powieści historycznej w typie sienkiewiczowskim, widać na pierwszy rzut oka. Jest wszystko, co trzeba: czasy panów szlachty, Kresy, ważne wydarzenia, makaronizmy, mieszanka etniczna i religijna; galeria oryginalnych postaci, raz wzniosłych, raz śmiesznych; kontusze, kirysy i kolasy. Słowem, jak mawiano złośliwie o Matejce: „polska szkoła historyczna <>”. Tymczasem lektura bardzo prędko pokazuje, że to tylko pozór. Pietrkiewicz – przed wojną, jako młody chłopak, autor nadętego peanu na cześć Dmowskiego – napisał bowiem rzecz na wskroś nowoczesną, antybohaterską, idącą pod włos narodowych mitów. Sienkiewiczowski pastisz jest tylko kostiumem, spod którego wygląda wiek dwudziesty.

 

 

Słowa te zaskakująco współgrają z tym co ja sam dziesięć lat temu pisałem o innej powieści tego samego autora:

Bodaj najważniejszym dziełem Pietrkiewicza jest powieść „Isolation” (Odosobnienie) z 1959 roku. W powieści tej autor nie tylko umiejętnie łączy wątki romansowe i szpiegowskie, ale także prowadzi poważne rozważania dotyczące natury ludzkiej. Książka jest nasycona licznymi nawiązaniami do literatury polskiej, zwłaszcza do Sienkiewicza i Reymonta, a także do polskiego życia literackiego okresu międzywojennego Jeden z bohaterów bardzo przypomina Gałczyńskiego, takiego, jakim go opisał Miłosz w Zniewolonym Umyśle. Można więc powiedzieć, ze jest to powieść, jak na lata pięćdziesiąte dosyć nowoczesna. Przypomina bowiem dzieła, jakie w literaturze światowej pojawiły się masowo w dwóch następnych dekadach. Oczywiście, przesadą byłoby nazywać Pietrkiewicza pisarzem postmodernistycznym, ale na pewno warto odnotować jego nowatorstwo.

 

Kolejnym paradoksem jest to, że powieść autora emigracyjnego, prawicowego i antykomunistycznego przełożył i promuje literat zdecydowanie lewicowy. Dowodzi to faktu powszechnie znanego, że dobra literatura wznosi się ponad podziały polityczne i mądry człowiek nie odrzuca dzieł napisanych przez autorów spoza swojego obozu. Kto zaś takowe odrzuca, ten sam się skazuje na intelektualne kalectwo, znacząco zubożając swój potencjał kulturowy. Czytajmy więc nie tylko swoich, ale i tych z innych bajek. Do dobrej literatury pisanej przez lewicowców, czy członków PZPR warto podchodzić z taką otwartością, z jaką lewicowiec Dehnel podszedł do powieści antykomunisty Pietrkiewicza.

Chwała mu za to, bo daje to sporą szansę, że twórczość tego emigracyjnego pisarza wreszcie przebije się do szerszej świadomości Polaków. Jego książki są bowiem w Polsce dość regularnie wydawane już od drugiej połowy lat osiemdziesiątych,a mimo to pozostają nieznane szerszemu gronu czytelników. Jako ostatni z paradoksów warto odnotować, że, co przyznaje w cytowanym już posłowiu, do ubiegłego roku nie znał jej także sam Jacek Dehnel.

czwartek, 07 czerwca 2018

 korona

Już parę tygodni temu skończył się pierwszy sezon "Korony królów", więc pora na małe podsumowania. Ogólnie w serialu tym jest za mało książąt, rycerzy i polityki, a za dużo romansów. Zupełnie ahistoryczne są też zbyt skromne orszaki. Szczególnie kuriozalne są w początkowych odcinkach podróże książąt kujawskich jedynie we własnym towarzystwie, bez dworzan, czy rycerzy. O błędach religijnych, czy kulinarnych napisano już dosyć, nie ma co się powtarzać. Błędy w rodzaju zbyt późnego uśmiercenia księcia Przemysła sieradzkiego ( w rzeczywistości zmarł przed procesem warszawskim, a nie po nim) i zbyt wczesnego księżnej Eufemii (zginęła po mężu, a nie przed nim) są już drobne na tle wyżej wymienionych, ale też nie powinny mieć miejsca. W epoce Wikipedii trudno zrozumieć, skąd się biorą. 

22:03, svetomir , FILM
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39