poniedziałek, 21 maja 2007
 feniks

Kolejnym symbolem chrześcijańskim w świecie czarodziejów jest Feniks. O ile Jeleń był symbolem ważnym przede wszystkim dla Harrego, o tyle Feniks odnosi się do całości magicznego świata. Jak wiemy, Feniks Fawkes rezyduje w gabinecie Albusa Dumbledore'a, postaci niesłychanie waznej nie tylko w szkole, ale i poza nią. Feniks jest również patronem zakonu walczącego z Voldemortem. Sam Feniks to bardzo stary, bardzo ważny i bardzo rozpowszechniony symbol, związany z kompleksem pojęć dotyczących nieśmiertelności a przede wszystkim zmartwychwstania. W mitologii greckiej i rzymskiej Feniks kończył życie spopielając się, następnie po trzech dniach zmartwychwstaje. Te wyobrażenia o Feniksie przejęło chrześcijaństwo. Ojcowie Kościoła przyznawali Feniksowi role symbolu o podwójnym znaczeniu – miał on oznaczać zarówno Zmartwychwstałego Chrystusa, jak i duszę ludzką. Jest więc pełna analogia z omawianym wcześniej jeleniem. O feniksie wczesnochrześcijański fizjolog tak pisze: „Jeżeli nierozumnemu stworzeniu, które nie zna Stwórcy Wszechrzeczy, dana jest moc powstania ze zmarłych, czyż nam, którzy chwalimy Pana i przestrzegamy jego przykazań, nie będzie dane zmartwychwstanie?” w ikonografii chrześcijańskiej często pełni feniks rolę podobną do pelikana. (Biedermann, 20032, s.127-128) W Chrystusie feniks oznacza przede wszystkim Jego Boską naturę, w odróżnieniu od wspomnianego pelikana, który oznacza naturę ludzką. Kiedy symbolizuje duszę wskazuje po pierwsze na jej nieśmiertelność, po drugie zaś na możliwość jej oczyszczenia w ogniu czyśćcowym. Poza tym w symbolice feniksa mieści się zwycięstwo nad śmiercią, co łączy się z aspektami już omówionymi, a także dziewictwo. To ostanie wynika z tradycji żydowskiej. W tejże feniks, występujący pod imieniem Milcham jest jedynym zwierzęciem, które odmówiło Ewie zjedzenia owocu z drzewa wiadomości. Nagrodą za to była otrzymana od Boga nieśmiertelność. (Mariusz Dobkowski, Feniks, w Religia, 2001-2003, T.4, s17).


W cyklu o Harrym Potterze Feniks pełni rolę Zbawiciela i niejako inkarnacji Bóstwa. Trzykrotnie, w tomach II, IV i VI Feniks śpiewa. W dwóch pierwszych przypadkach śpiew Feniksa leczy rany Harrego, rany zatrute, prawdopodobnie śmiertelne. Nie ma więc wątpliwości, że ratuje go od śmierci. Po raz trzeci Feniks śpiewa po śmierci Dumbledore'a. Warto w tym momencie przypomnieć poglądy Dumbledore'a na temat śmierci. Śmierć nie jest dla niego końcem, ale początkiem „nowej przygody”. Śpiew Feniksa miał więc go przeprowadzić do tego nowego życia. Zawsze więc śpiew Feniksa ma moc przeprowadzania od śmierci do życia, z tym ze najpierw dwukrotnie przywraca Harrego do życia doczesnego, zaś za trzecim razem przeprowadza Dumbledore'a do życia nowego rodzaju. Widać tu pewną analogię do Ewangelii, gdzie Chrystus najpierw kilkukrotnie wskrzesza umarłych do życia doczesnego, by w końcu zmartwychwstać do życia w Chwale. Powstaje tu pytanie o osobę Dumbledore'a. Pisałem już, że w symbolice chrześcijańskiej Feniks oznacza Boską, a Pelikan ludzką naturę Chrystusa. W cyklu potterowskim próżno by szukać jakiegoś Pelikana. Ale tu nie ma luki. Ludzką naturę Chrystusa reprezentuje Dumbledore. Może to wydawać sie dziwne, ale zważmy, ze Dumbledore:

-jest uosobieniem dobra i wszystkich pozytywnych cech

-jest niesprawiedliwie prześladowany m.in. Przez Ministerstwo Magii

-posiada Moc większą, niż jakikolwiek inny czarodziej

-Feniks Fawkes jest ściśle związany z Dumbledore'em.

Warto też wspomnieć, że postać Dumbledore'a jest paralelna do postaci Gandalfa u Tolkiena, a jego rysy Chrystusowe są jasne. Przypomnijmy że Gandalf niejako zmartwychwstaje doznając przy tym swoistej transfiguracji. Postać Dumbledore'a jest wiec uzupełnieniem symboliki Feniksa w cyklu potterowskim.

 

Jeleń i Feniks są niewątpliwie najważniejszymi symbolami chrześcijańskimi w świecie Harrego Pottera. Jak juz wspomniałem w dziełach pisarzy chrześcijańskich oznaczają one zarówno Jezusa Chrystusa, jak i duszę Jemu wierną. W dziełach pani Rowling role te są po części rozdzielone. Z kontekstu można wnosić, ze w książkach o Harrym Potterze to feniks symbolizuje samego Chrystusa, czy ogólniej Boga, jeleń zaś zjednoczoną z Chrystusem (co w tym kontekście oznacza przede wszystkim zjednoczenie z Dobrem) duszę Harrego. Jest bowiem jasno powiedziane, że wywoływanie Patronusa nie jest wzywaniem jakiejś istoty zewnętrznej , lecz wręcz przeciwnie pewnych mocy duchowych samego przyzywającego. Oprócz tych dwóch najważniejszych symboli występuje w dziele jeszcze cały szereg pomniejszych. Pierwszym z nich jest jednorożec. W pierwszym tomie przygód młodego czarodzieja dwa jednorożce giną niewinnie z rąk Voldemorta. Nie ma wątpliwości, ze jest to symbol chrześcijański. To zwierzę również jest bogate w symbole o chrześcijańskim charakterze. Jego znaczenie symboliczne zostało przez chrześcijaństwo przejęte ze starożytnych legend, a występuje juz w tekstach wczesnochrześcijańskich. Przede wszystkim widziano role Jednorożca w zwalczaniu trucizn. Przed trucizną miały chronić przede wszystkim jego rogi. Jeden z bestiariuszy tak uzasadniał jego skuteczność w tej mierze: zanim inne zwierzęta zbliża się do wodopoju, „wąż pręży sie i pluje trucizna do wody. Zwierzęta wiedząc, ze w wodzie znajduje się trucizna, nie odważają się jej pić. Czekają na jednorożca. Ten przybywa, wchodzi do wody i rogiem kreśli znak krzyża, co sprawia, ze ustaje działanie trucizny. Dopiero gdy jednorożec napije sie wody, piją też wszystkie inne zwierzęta”. Inne legendy, bardzo rozpowszechnione mówią, że jednorożca schwytać potrafi jedynie dziewica. W związku z tym staje sie jednorożec także symbolem dziewictwa.. W dalszej konsekwencji tego faktu pojawia sie w ikonografii Matki Boskiej. Szczególnie uwidacznia sie to w scenach Zwiastowania, gdzie archanioł Gabriel bywał niekiedy przedstawiany jako myśliwy przyprowadzający do Maryji jednorożca. Towarzyszyły mu trzy ogary bądź o imionach Wiara, Nadzieja i Miłość, bądź też Prawda, Sprawiedliwość, Pokój. Matka Boża była w tych scenach przedstawiana albo w ogrodzie albo przy różanym żywopłocie. (Biedermann, 2003, s,125-126). Rowling przedstawia jednorożca jako niewinną ofiarę złego czarnoksiężnika. Przywodzi to na myśl śmierć Aslana u Lewisa, która jak wiemy odpowiada męczeńskiej śmierci Chrystusa na krzyżu. Jest więc w świecie Harrego Pottera kolejnym symbolem chrystologicznym. Jego związki z Chrystusem są wielorakie, pisarze chrześcijańscy ukazują jednorożca, jako wskazującego na jednorodzoność Syna Bożego, na jego niepokonaną siłę, jak już wskazałem na śmierć na krzyżu, na wszechwładzę nad światem. Jednak w literaturze crześcijańskiej symbolika jednorożca jest jeszcze bogatsza, jest on bowiem łączony także z Bogiem Ojcem. Pryscylian określał Boga jako jednorogiego. Jednorożec jest także symbolem Ducha Świętego, a także atrybutem świętych Justyn z Antiochii i Padwy. (Mariusz Dobkowski, Jednorożec, w Religia 2001-2003, T. 5, s. 181-182)

Te trzy symbole nawzajem sie uzupełniają. Jednorożec łączy w sobie cechy obydwu pozostałych. Podobnie jak feniks jest wzorcem czystości i jego śmierć jest figurą śmierci Chrystusa, podobnie zaś jak jeleń jest wrogiem węży. Wzajemnie się uzupełniając wzajemnie się też wzmacniają tworząc konglomerat symboliki ewidentnie chrześcijańskiej. Jej istnienie w takiej formie w dziełach Rowling wręcz nakazuje radykalną rewizję poglądów na ich stosunek do chrześcijaństwa. Dzieła tak przesycone silną symboliką chrześcijańską nie mogą być uznane za wrogie chrześcijaństwu. Co więcej należy je uznać za w istocie chrześcijańskie. Pytanie tylko, jakie chrześcijaństwo wyłania się z za tych symboli? Przyznaję, że sam byłem bardzo zaskoczony, gdy z badań nad tym tematem wyłaniał się coraz pełniejszy obraz. Pani Rowling jest prezbiterianką, natomiast konglomerat symboli użytych w jej książkach jest żywcem wzięty z chrześcijaństwa sakramentalnego. Jeśli chrześcijaństwo wyłaniające sie zza tych symboli nie jest wprost rzymskim katolicyzmem, to jest w nim przynajmniej tyle katolicyzmu, co w Wysokim Kościele anglikańskim. Może sie zdawać, ze jestem o krok od uznania Rowling za kryptokatoliczkę, jednak tak nie jest. Nie jestem aż tak naiwny. Gdyby chciała zostać katoliczką, to by nią została, a nie bawiła sie w szarady. Symbole katolickie nie są zresztą jedynymi w tych książkach. W kolejnych rozdziałach naświetlę inne aspekty, a w rozdziale ostatnim postaram się dać spójną i prawdopodobną wykładnię ich wszystkich. Wtedy stanie się jasne, dlaczego prezbiterianka umieszcza w swych książkach katolickie symbole.


Literatura przedmiotu:

  1. Biedermann Hans; Leksykon Symboli: Warszawa 2003

  2. Gadacz Tadeusz, Milerski Bogusław; Religia. Encyklopedia PWN; Warszawa 2001-2003

Na koniec jeszcze jedna ilustracja, trochę zartobliwa w tym kontekście.

 

Rumpel
rump

sobota, 19 maja 2007

 

wierzejski

Ja tam w sumie lubię posła Wojciecha Wierzejskiego z Ligi Polskich Rodzin. To sympatyczny człowiek w moim mniej więcej wieku, podobnie jak ja prowadzący bloga, i również podobnie jak ja, będący humanistą W zasadzie nie wiem jak to się stało, że w wyborach na prezydenta Warszawy przegrał nawet z komitetem wyborczym Krasnoludków i Gamoni. Zresztą może i nic w tym dziwnego, bo sympatia to jedno, a głosowanie drugie. Ja również nie zagłosowałbym na posła Wierzejskiego. Są co prawda sprawy, w których jesteśmy całkowicie zgodni, na przykład kwestia obrony życia poczętego, w innych jednak, na przykład na polu edukacji nasze poglądy różnią sie diametralnie. Dziś jednak nie o poglądach Pana posła będę pisał,ale o zaskakującym dla mnie toku rozumowania, jaki rzeczony reprezentuje. Sprowokowało mnie do tego kilka jego wystąpień publicznych.


 

Najpierw, 11 kwietnia, pojawił się na poselskim blogu wpis zatytułowany Karta Praw Rodziny, mundurki, podręczniki. W tym to wpisie znalazły sie takie między innymi sformułowania:


 

Natomiast z winy posłów PIS nie udało się ograniczyć plagi drogich podręczników. Ministerstwo postulowało, żeby nauczyciele, czyli Rada Pedagogiczna, mieli prawo i obowiązek uchwalać jeden podręcznik do jednego przedmiotu dla jednej klasy na kolejne trzy lata. To bardzo by ułatwiło przekazywanie podręczników przez starsze roczniki – młodszym. I na pewno sprawiłoby, że rodzice mniej pieniędzy wydawaliby na podręczniki. Powstałby rynek wtórny.


 

Oraz


 

A dziś Sejm uchwalił obowiązkowe stroje jednolite w szkołach podstawowych i gimnazjach oraz zezwolił dyrektorom szkół ponad-gimnazjalnych na wprowadzenie takich strojów za zgodą Rad Rodziców. To wielki sukces. W wielu krajach na Zachodzie obowiązują takie zasady. Myląca jest nazwa – mundurki. Nie chodzi przecież o stroje na wzór mundurów militarnych, z pagonami, medalami itp. Chodzi raczej o strój schludny, elegancki, w każdej szkole pewnie nieco inny, z odrębnymi elementami dla dziewcząt i chłopców.


 

W tych wpisach sympatyczny poseł wykazuje się dwoma niezbyt sympatycznymi cechami – niekonsekwencją i brakiem wyobraźni. Niekonsekwencja jest w tym, że w jednym akapicie narzeka na koszty obciążającego rodziców zakupu podręczników, w innym zaś wychwala mundurki, narażające te same osoby na koszta co najmniej porównywalne. Brak wyobraźni objawia się zaś w tym, że poseł nie widzi innych niż przywoływane przez siebie aspektów ujednolicenia podręczników. Pisałem juz o tym na moim blogu w czerwcu ubiegłego roku, dlatego teraz zacytuję dla odmiany samego siebie:

 

Pan Giertych chce wrócić do centralnego wybierania podręczników. Nie jest to dobry pomysł, wręcz przeciwnie, bardzo zły. Podręcznik musi być dostosowany do wizji nauczyciela, oraz do potrzeb i oczekiwań uczniów. Nie może bowiem być tak, że nauczycielski wykład będzie miał zupełnie inaczej rozłożone akcenty niż tekst w podręczniku. Uczniowie się w tym pogubią. A takie sytuacje są nieuniknione, gdy podręczniki będą jednakowe dla wszystkich. Zobrazuję to na przykładzie nauczania historii, bo to podobno niegdyś premier Giertych uskuteczniał. Są nauczyciele skupiający sie na schemacie data-osoba-miejsce-wydarzenie, są też tacy, dla których najważniejszy jest polityczny, społeczny, ekonomiczny, kulturowy i religijny charakter wydarzeń i zjawisk historycznych, ich przyczyny i skutki w każdym z wymienionych aspektów. Są wreszcie tacy, którzy snują opowieść o anegdotyczno – gawędziarskim charakterze. Styl podręcznika musi przynajmniej częściowo współgrać ze stylem wykładu. A jaki jeden podręcznik ma współgrać ze wszystkimi stylami, nieraz bardzo różnymi?


 

Teraz co prawda pomysł złagodzono i to nie ministerstwo, a dyrekcja szkoły miałaby wybierać podręcznik, ale idea pozostaje ta sama. Zabiera sie swobodę wyboru nauczycielowi, co niesie konsekwencje opisane przeze mnie wyżej. Zresztą wolny wybór podręcznika przez nauczyciela nie likwiduje rynku wtórnego, co najwyżej częściowo go ogranicza (wystarczy zobaczyć ile ofert sprzedaży podręczników znajduje sie w internetowych serwisach aukcyjnych, aby sie przekonać, ze rynek wtórny istnieje i ma sie dobrze), więc na pewno ma więcej plusów niż minusów. Jednak to nie ostatni przykład braku wyobraźni posła – filozofa.


 

Dwa dni później opublikował on na blogu listę posłów, którzy nie poparli antyaborcyjnej poprawki konstytucyjnej, opatrując tę listę następującym wstępem:

Oto lista posłów z PIS, którzy nie poparli poprawki przewidującej zmiany w art. 30 i 38 Konstytucji RP, gwarantującej prawo do życia "od chwili poczęcia do naturalnej śmierci" oraz gwarantującej „godność człowieka od poczęcia” (celowo nie głosowali, choć byli obecni w sejmie, albo się wstrzymali od głosu, co oznacza bycie przeciw).

Nie pomyślał, ze część posłów nie mogła być obecna z powodu choroby, nieraz ciężkiej, co mu od razu wytknięto. Nie pomyślał też o tych konserwatystach, którzy opierając sie na tradycyjnej Nauce Kościoła są zwolennikami kary głównej. Po prostu sytuacje takie z jakichś powodów nie zmieściły sie w wyobraźni pana posła. Nie trzeba dodawać, ze niechcący w ten sposób raczej zaszkodził, niż pomógł wielkiej i słusznej sprawie o którą walczy.


 

Niestety to nie koniec. Po kilku dniach świat dowiedział się o kolejnym pomyśle posła Ligi – aby do art. 256 kodeksu karnego, który zakazuje propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa dodać zakaz propagowania satanizmu. I tu nie wziął pod uwagę dwóch rzeczy. Po pierwsze, że bardzo trudno jest odróżnić satanizm od różnorakich form okultyzmu i neopogaństwa, których zakazywanie było by nieuzasadnionym ograniczeniem wolności sumienia i wyznania. Po drugie zaś tego, że daleko nie wszyscy sataniści zwierzęta zabijają, dzieci rozpijają, narkotyki podają, jak poetycznie wymienia pan poseł. Nie wszyscy tez nawołują do nienawiści. Klasyczni laveyanie, zrzeszeni w tajnych i bynajmniej nie nagłaśniających swojego istnienia sektach praktykują po prostu filozoficzny hedonizm, czym nie czynią bliźnim większej szkody niż przeciętni przykładni obywatele.

 

Te wszystkie „wpadki” spowodowane nieumiejętnością wyobrażenia sobie innych sytuacji i wyjaśnień niż najbardziej prawdopodobne nie zaskakiwałyby i nie dziwiły, gdyby poseł Wierzejski był dajmy na to inżynierem, lub ekonomistą. Ale jest on filozofem, a do filozofa, wymaga się przecież większej giętkości umysłu i umiejętności wyobrażenia sobie rzeczy nieraz bardzo abstrakcyjnych. Dlatego z dobrego serca radze panu posłowi, aby uprawiając politykę częściej korzystał z tego warsztatu, jaki mu studia filozoficzne dały.

 

10:32, svetomir , LUDZIE
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 maja 2007

parada

Jeden z nielicznych, jak na razie komentatorów mojego bloga, niejaki misioo1977, napisał pod moją notka autobiograficzną: Zapomniałeś dodać, ze jesteś jeszcze homofobem. Czy rzeczywiście nim jestem? Homofobia, to wg Wikipedii lęk przed zetknięciem się z osobami o orientacji homoseksualnej, wstręt, niechęć, nienawiść wobec osób o orientacji homoseksualnej lub potępianie takich osób z powodu ich orientacji. Otóż chciałbym zapewnić, że wszystkie trzy wymienione w tej definicji postawy są mi obce. Nie ma we mnie ani krzty negatywnego nastawienia do osób o orientacji homoseksualnej. Podejrzewam, ze homofobii doszukał sie mój komentator w tekście Nietolerancyjny „Marsz Tolerancji”, a to oznacza, że tego tekstu nie zrozumiał. W artykule tym protestowałem nie przeciwko homoseksualistom, nie przeciwko homoseksualizmowi ani też nie przeciwko paradom homoseksualistów, a przeciwko swoistej uwerturze homoseksualnej rewolucji kulturalnej, której jesteśmy świadkami. Ponadnarodowa kultura europejska, która zresztą swój wpływ rozciąga się daleko poza Europę opiera sie zasadniczo ( w dużym uproszczeniu) na dwóch filarach: chrześcijańskiej religii i heteroseksualnej erotyce. Sacrum i eros są zresztą siłami napędowymi praktycznie każdej kultury. Nie mogę się w tym momencie powstrzymać przed zacytowaniem definicji mojej znajomej kulturoznawczyni, zgodnie z którą kultura jest tworem składającym się w 90% z seksu i 10 % z wierzeń. Przepraszam, jeśli cytuję niedokładnie. W przypadku kultury europejskiej są to wierzenia chrześcijańskie i seks hetero. Nie oznacza to oczywiście, ze w Europie nie ma miejsca dla niechrześcijan i homoseksualistów. Mają oni swoje miejsce, nie mogą jednak zdominować kultury. Jeśli ja zdominują, nie będzie to juz kultura europejska. Jeśli kto nie wierzy w rolę tych dwu bytów w kształtowaniu europejskiej kultury to niech sobie Jesień średniowiecza Johana Huizingi poczyta. Te wszystkie prawidłowości, które opisał Huizinga występują w naszej kulturze do dnia dzisiejszego, choć intensywność wielu z nich znacząco osłabła.

Oczywiście akceptuję zmiany w kulturze. Zmiany te są oczywistością i bez nich kultura istnieć nie może. Zwykle są to zmiany nieznaczne i nieliniowe, jest jednak możliwe, ze i wspomniane filary kultury europejskiej zostaną zastąpione innymi, a tym samym kultura europejska, zostanie zastąpiona inna kulturą.

Protestuję jednak przeciwko wszelkiego rodzaju rewolucjom kulturalnym, przeciwko siłowemu zmienianiu kultury metodami politycznymi, czy zbrojnymi. A z analizy haseł wznoszonych na kolejnych paradach wnoszę, że czego jak czego, ale homoseksualnej rewolucji kulturalnej mamy podstawy sie bać. Aktywiści homoseksualni dążą do obalenia obydwu filarów europejskiej kultury. Erotykę heteroseksualna chcą zastąpić homoseksualną,a religie, nie tylko zresztą chrześcijańska zamknąć w klatce życia prywatnego. Ja tego nie wymyśliłem, oni to otwarcie głoszą. Chcą więc, na sposób rewolucyjny, zniszczyć europejską kulturę. A ja jestem konserwatysta – nie lubię rewolucji, bo jeszcze nie było takiej która by zmieniła coś na lepsze. Rewolucje zawsze powodują zmiany na gorsze. A kulturę Europejska lubię, dlatego pragnę jej swoja pisanina bronić. Ot i wsio. Dlatego będę na moim blogu kulturę europejska propagować, zarówno wysoką, jak i niską, zarówno erotyczna, jak i religijną. Choćby to niektórych gorszyło, zarówno lewaków, jak i purytanów.


11:38, svetomir , INNE
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 maja 2007

 

No i już po tegorocznym konkursie piosenki Eurowizji. Zwyciężczynią została Marija Šerifovič (na zdjęciu) z Serbii. Wykonywała utwór Molitva utrzymany w konwencji pop z niewielkimi wstawkami etnicznymi. Ma u mnie wielki plus za brak choreograficznych popisów i epatowania seksem. Nie żeby mi te rzeczy przeszkadzały, ale doceniam odwagę wyłamania się z konwencji. Zresztą skromna kreacja sceniczna doskonale pasowała do parareligijnego charakteru utworu:

MOLITVA

Muzika: Vladimir Graić

Tekst: S. M. Mare


Ni oka da sklopim,

postelja prazna tera san,

a život se topi

i nestaje brzo, k'o dlanom o dlan.


K'o razum da gubim,

jer stvarnost i ne primećujem,

još uvek te ljubim,

još uvek ti slepo verujem.


K'o luda, ne znam kuda,

ljubavi se nove bojim,

a dane, žive rane,

više ne brojim.


Molitva, kao žar na mojim usnama je,

molitva, mesto reči samo ime tvoje.

(I) Nebo zna, kao ja,

koliko puta sam ponovila,

to nebo zna, baš kao ja,

da je ime tvoje moja jedina

molitva.


Al Bogu ne mogu

lagati sve dok se molim,

a lažem ako kažem

da te ne volim.


Zachęcam do posłuchania kilku innych piosenek wokalistki:


Jos jedan korak


Ti i samo ti


Znaj da znam


Volim ga


Bułgaria i Gruzja, którym kibicowałem zaprezentowały się w finale nieźle. Bułgaria piąta, Gruzja dwunasta.

Raz jeszcze poznęcam sie nad Jetsetem. Po półfinale jakiś nawiedzony fan tego zespołu, podpisujący się jerzy.zywiecki napisał na forum Gazety.pl (zachowuję pisownie oryginału): Po prostu Europa przestała nas lubić,a szkoda bo piosenka fajna.Obraz polityczny Polski w świecie jest fatalny w ostatnim czasie i to się przekłada na inne obszary.Nawet Białóruś cieszy się większą sympatią. Facet powinien sie leczyć, bo jak widać wszystko mu sie z kaczkami kojarzy, a do tego jego diagnoza w tym przypadku okazała się wyjątkowo nietrafna. W półfinale nasi reprezentanci zajęli 14 miejsce, otrzymując 75 punktów w tym po dziesięć od Irlandii i Andorry. Muszą nas w tej Europie jednak bardzo lubić, skoro głosowali na tak beznadziejny utwór. Mam nadzieję, ze po tym konkursie, a zwłaszcza po finale, w którym wygrała piosenka praktycznie pozbawiona choreografii, The Jet Set przekona się, że ta ostatnia jest najmniej ważna, a epatowanie seksem nie pomoże, gdy piosenka jest fatalna.


Powtórzę za moim poprzednim tekstem: najpewniejszą receptą na sukces jest połączenie popu lub rocka z folkiem. Znaczna część finalistów się do tego zastosowała. Oczywiście nie wszystkim przyniosło to sukces, ale większość miejsc w pierwszej piątce zajęli wykonawcy tego schematu : Serbia (1), Ukraina (2), Turcja (4),Bułgaria (5). Inspirowane etnicznie były również utwory: Gruzji (12), Rumunii (13) Macedonii (14), Słowenii (15) i Irlandii (24). Myślę, że gdyby Polskę reprezentowały Brathanki, Piersi lub Zakopower, miejsce w pierwszej dziesiątce byłoby pewne.

10:45, svetomir , MUZYKA
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 maja 2007

  Jak było do przewidzenia The Jet Set z kretesem przepadł w półfinale. W moim mniemaniu był to jeden z najgorszych występów podczas całego koncertu. Nie wiem czego szuka na konkursie piosenki zaspół, który za swój największy atut uważa choreografię ( a tak mówili w telewizyjnych wywiadach). Na Eurowizję trzeba (paradoksalnie) stworzyć taki utwór, który obroni się bez wizji. Ten się niewątpliwie nie bronił. Na wątpliwe pocieszenie można dodać, ze odpadli też dużo lepsi wykonawcy, jak czeski Kabat, czy izraelskie Teapacks. Nie ma jednak juz co teraz zastanawiać sie dlaczego ten , czy ów wykonawca przepadł.

Spośród tych, którzy przeszli warto zwrócić uwagę na reprezentantów Bułgarii i Gruzji. Jedni i drudzy mogą namieszać w finale.

 


 

Todorowa i Jankułow nasuwają skojarzenie z Rusłaną i Zdob si zdub, którzy zdobyli popularność kilka lat temu w poprzednich edycjach konkursu. Podobnie jak wymienieni, łączą muzykę ludową i popularną. Grają i śpiewają popularną w Bułgarii muzykę popfolkową, tylko, ze nieco bardziej od jej głównego nurtu zbliżona do rocka i nasyconą dźwiękiem bębnów. Niestety w sieci mało jest ich muzyki. Znalazłem (oprócz tego, co juz prezentowałem w poprzednich tekstach) tyle, co: tu i tu.

 

 

Sopho Khalvashi jak dotąd była nieznana poza Gruzją. Udział w konkursie może to zmienić. Z jej muzyką można się zapoznać tutaj. Łączy ona elementy folku i rocka. I to wydaje się być receptą na sukces w Eurowizji. Dlatego uważam, ze naszym reprezentantem powinni być : Zakopower, Brathanki, lub Piersi.

 

16:55, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 maja 2007

 

Urodziłem się w Rybniku 22 kwietnia 1975.

Ukończyłem I Liceum Ogólnokształcące w Wodzisławiu Śląskim (1994), Wydział Farmaceutyczny w Sosnowcu Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach (1999) oraz Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji w Cieszynie Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (2004). Jestem więc z wykształcenia farmaceutą i... no właśnie i kim? Do nie dawna zawsze pisałem, ze etnologiem, teraz jednak, patrząc na zakres moich dociekań muszę stwierdzić, że akcenty mi się przesunęły w kierunku antropologii kulturowej. Nie zajmuje sie bowiem kultura ludową, ani samymi tylko kulturami niemasowymi, ale zróżnicowaniem kultur z uwzględnieniem kultury masowej. Tak więc wychodzi , ze jestem antropologiem kulturowym.

Mam kochaną żonę i wspaniałego, prawie dwuletniego syneczka Pawełka.

Od dziesięciu lat nieregularnie publikuję w czasopismach naukowych (ALBO albo, Konteksty, Panacea, Uniwersytet Kulturalny), społeczno - politycznych (Najwyższy Czas, Opcja na Prawo), religijnych (Przewodnik Katolicki) i lokalnych (U Nas) oraz na licznych stronach internetowych.

Prowadzę trzy blogi:

- Okiem Svetomira to mój „poważny” blog – w dziale Polityka snuję refleksje na tematy polityczne, a w dziale Kultura publikuje rezultaty moich mniej lub bardziej naukowych dociekań antropologicznych oraz informacje o ciekawych imprezach i publikacjach

- Rybnik w obiektywie komórki to fotoblog nieco z przymrużeniem oka. Wiadomo, fotograf ze mnie żaden, a z komórki żaden aparat, dlatego też po tych zdjęciach nie można się wiele spodziewać. Obecnie blog zawieszony do wiosny.

-Limeryki ze śmietnika to blog, w którym realizuję się jako wierszokleta. Również z przymrużeniem oka.

poniedziałek, 07 maja 2007

Tym razem przystępuję do recenzji filmu, który dawno juz przestał być nowy, nigdy też nie stał się sławny. Właściwie jedynie z racji dwóch przyczyn mógł wryć sie nieco głębiej w pamięć niektórych widzów. Pierwsza przyczyna jest taka, że tytułowa rola w tym filmie jest kinowym debiutem Sophie Marceau (Waleczne serce, Belfegor - upiór Luwru ) w filmie masowym. Drugą przyczyną są zaś stosunkowo częste emisje tego filmu w naszej kochanej telewizji publicznej ( która powinna sie nazywać telewizja powtórkową). Jest też pewna grupa widzów, która zna ten film dlatego, ze ostatnio można go było znaleźć na DVD w koszach wyprzedażowych w Tesco za 8.99 PLN. Nie z tych powodów jednak zdecydowałem sie o filmie Bertranda Taverniera pisać. Skłoniła mnie do tego pewna obserwacja, która raczej nie stanie sie udziałem jednokrotnego, czy pobieżnego widza tego filmu, a jest na tyle interesująca, ze postanowiłem na nią szanownych czytelników naprowadzić. Otóż ta lekka, kostiumowa komedia o przygodach czwórki podstarzałych muszkieterów i pięknej choć płochej córki najsłynniejszego z nich w zawoalowany sposób nawiązuje do jednego z największych dzieł współczesnej literatury, a mianowicie do Imienia Róży, pióra Umberto Eco. Wspomniana książka ma kilka warstw znaczeniowych: jest powieścią kryminalną, krytyką pewnych spraw z historii kościoła, opowieścią o sektach i ich społecznym charakterze, analizą średniowiecznego sposobu myślenia i w końcu manifestem postmodernistycznym z następującym przesłaniem : czasami zastosowanie niewłaściwej metody, podążenie za błędnymi przesłankami, może doprowadzić do właściwego celu. Wilhelm z Baskerville podąża za konstrukcją skojarzeń z Apokalipsy, która okazuje się nie mieć nic wspólnego z rzeczywista przyczyną zagadkowych śmierci mnichów, a mimo to odkrywa tę przyczynę. Podobnie jest w omawianym filmie. Bohaterowie skrupulatnie analizując kwit z pralni, mylnie sądząc, że jest to zaszyfrowany dokument dotyczący spisku przeciwko królowi. Poddają ten kwit drobiazgowemu badaniu za pomocą biblijnego klucza szyfrującego i .... znajdują w nim nazwisko przywódcy rzeczywistego spisku mającego na celu zgładzenie Ludwika XIV. Myślę, że podobieństwo między tymi dziełami jest zamierzonym nawiązaniem. W przekonaniu tym utwierdza mnie fakt, że w filmie jest pewna podpowiedź dla tych, którzy Imię róży znają głównie z filmu z Seanem Connerym w roli głównej. Otóż w jednej z pierwszych scen Córki d'Artagnana słyszymy to samo Kyrie Eleison ze mszy Orbis Factor, co w końcówce Imienia róży. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie takie nawiązania są zawsze bardzo sympatyczne.

09:31, svetomir , FILM
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 maja 2007

Na prośbę zespołu przekazuję info:

FOLKOWY FONOGRAM ROKU 2006
 
Z przyjemnością informujemy, że płyta "AZARAN" zespołu LAUTARI (etno-jazz) z Poznania
 
uznana została Folkowym Fonogramem Roku 2006
 
Koncert laureata odbędzie się 10 maja 2007 w Warszawie ramach X Festiwalu Muzyki Folkowej Polskiego Radia "Nowa Tradycja" organizowanego przez Radiowe Centrum Kultury Ludowej
http://www.polskieradio.pl/rckl/nowa_tradycja.asp
 

LAUTARI



Etno-jazzowa grupa Lautari założona w 2000 roku, pracuje w Poznaniu.


Lautari tworzą:

Maciej Filipczuk – skrzypce

Zbigniew Łowżył – fortepian

Michał Żak – klarnet, flety, szałamaje

Gościnnie:

Robert Siwak – instrumenty perkusyjne

LAUTARI prezentuje aktualnie program z najnowszej płyty CD „AZARAN” (2006), na którą składają się autorskie kompozycje oraz współczesne opracowania tradycyjnych tematów. Program ten zrodził się z fascynacji muzyką kręgu bizantyńskiego. Mieszają się tu zarówno wpływy różnych krain – Grecji, Turcji, Armenii, Rumunii, Serbii, Bułgarii, jak i systemy i etosy muzyczne – muzyka tradycyjna, obrzędowa, taneczna, klasyczna i sakralna. Na płycie „AZARAN” LAUTARI wyrusza w mityczną podróż, przywołuje historię odwiecznego poszukiwania wolności, szczęścia i piękna.

Lautari jest laureatem konkursów:

Folkowy Fonogram Roku 2002 (CD Muzica Lautareasca Nova - II miejsce)

Festiwal Nowa Tradycja 2001 (II miejsce)

Scena Otwarta Festiwalu Mikołajki Folkowe 2000 (III miejsce)

11:25, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »

futro 3 

Był czas i trwał on jeszcze do niedawnych dni, kiedy to tradycja nie była wysoko ceniona, można by rzec nie była w modzie. Powszechne było podówczas przekonanie, że tylko to, co nowoczesne i postępowe jest dobre, co zaś jest tradycyjne, zachowawcze jest automatycznie złe. Postęp był największą wartością. Zjawisko to nie ograniczało się do jednego kraju, czy regionu, ale miało charakter globalny. Uważano, że za nowoczesną technologią musi iść nowoczesny ustrój społeczny, nowoczesne obyczaje, nowoczesna sztuka, nowoczesna muzyka, a nawet nowoczesna religia. Wraz z unowocześnianiem tych wszystkich dziedzin postępowało ich wzajemne oddzielenie i oddalenie od siebie. O ile w społeczeństwie tradycyjnym technologia, ustrój, obyczaje, sztuka, muzyka, religia i inne dziedziny życia stanowiły zintegrowany system wzajemnie przenikających się elementów, o tyle w społeczeństwie nowoczesnym każda z tych dziedzin była kształtowana i funkcjonowała w oderwaniu i izolacji od pozostałych. Sztuka i muzyka straciły swoje oparcie w religii, ustrój oddzielono od obyczajów, a technologię od kultury. I o ile w wielu dziedzinach trend ten wyraźnie osłabł, o tyle w dziedzinie sztuki żyje i ma się dobrze. Liczne grupy artystów nowoczesnych prześcigają się w ucieczce nie tylko od tradycji europejskiej, nie tylko od uznanych kanonów sztuki, ale od wszelkiej inspiracji jakąkolwiek tradycją. Tendencja taka musi niepokoić wszystkim, którym droga jest tradycja i dziedzictwo tych, którzy poprzedzili nas na ścieżce życia. Ja również zaliczam się do tych zaniepokojonych. W moim osobistym przekonaniu sztuka oderwana od tradycji ulega desakralizacji i przestaje być sztuką. Bo sztuka jest świętością, jest sacrum. Od najdawniejszych dziejów ludzkości dzieła sztuki pełniły funkcję religijną. W wykopaliskach archeologicznych, jeśli znajdujemy rzeźby, czy inne dzieła sztuki, to prawie zawsze w kontekście kultowym. W średniowieczu obrazy, rzeźby i witraże zastępowały masom Biblię. W kościołach wschodnich ikona traktowana jest jak sakrament. Z kultur Azji wspomnę w tym kontekście mandale i tanki do których jeszcze nawiążę w dalszej części pracy. Powie ktoś, ze od czasu renesansu większość dzieł sztuki należy do dziedziny profanum, nie zaś sacrum, gdyż traktują one o tematach świeckich.

Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem. Czymże bowiem są te „świeckie” tematy tradycyjnej sztuki nowożytnej? Piękno przyrody i piękno ludzkiego ciała należą do najczęstszych przedstawień. Piękno, zaś wedle poglądów wywodzących się od Platona, a spopularyzowanych przez Augustyna, jest obok prawdy i dobra atrybutem Boga. Skoro więc sztuka przedstawia jeden z boskich atrybutów, to wbrew wszelkim pozorom pozostaje w sferze sacrum. I tu dochodzimy do istoty tradycji w sztuce. Otóż w dziedzinie sztuki wyznacznikiem tradycji jest piękno.

Sztuka zawsze była rozumiana jako nośnik piękna, a i teraz takie jej rozumienie uchodzi za tradycyjne. Zwolennicy zaś zerwania z tradycją w sztuce oddziela ja pojecie sztuki od pojęcia piękna, co w moim (i nie tylko w moim) przekonaniu jest oddzieleniem sztucznym. A na dowód, że nie jestem w tym myśleniu odosobniony pozwolę sobie zacytować Andrzeja Skarzyńskiego: „Niewątpliwie sztuka antycznej Grecji, kontynuowana przez Rzymian, wyznawała piękno, jako cel swojego działania. Jej spełnieniem były harmonia, czystość – Piękno, osiągane wysiłkiem intelektualnym, wspaniałym warsztatem twórczym, który pozwalał zamienić myśl czy ideę w obiekt materialny. Dążenie do wyrażenia doskonałości, harmonii i piękna trwało wiele wieków, doskonaliły się środki wyrazu, przekazu, powstawały nowe możliwości techniczne, nowe dziedziny sztuki (fotografia, film). Ewoluował również ideał piękna. Początek sztuki nowoczesnej –impresjonizm – wniósł świeży powiew w trochę skostniałe i podkurzone antyczne kanony, utrzymywane jeszcze w akademiach sztuki. Malarstwo, zwolnione przez powstanie fotografii z roli wiernego przedstawiania rzeczywistości, zaczęło wyrażać wrażenia, emocje, bawić kolorem, światłem, z czasem sięgać do tematów z innych kultur, deformować, przekształcać rzeczywistość, stwarzać nowe światy, symbole”. Ale w całej tej swojej różnorodności główny nurt sztuki nowoczesnej pozostał wierny pojęciu piękna, jako naczelnej idei sztuki. Ale nie wszyscy artyści nowocześni pozostali wierni kryteriom estetycznym. Jak pisze ten sam autor, sam zresztą również będący artystą: „Obecnie działania wielu artystów idą w kierunku zadziwienia publiczności, zaszokowania, oryginalności za wszelką cenę. Stało się to celem samym w sobie. Ekscentryczność, wydumane pseudofilozofie, teorie maja usprawiedliwić ich działanie. Piękno, harmonia przestały być wartością, czy kryterium pozytywnym. Antyestetyka, obsceniczność zajęły miejsce główne w twórczości wielu współczesnych autorów nazywających siebie awangardą, czy nowa falą”. Trzeba przyznać, ze są to ostre słowa, ale nie są one pozbawione słuszności. Tak czy inaczej mamy w sztuce nowoczesnej do czynienia z dwoma podstawowymi nurtami. Jeden nie jest wprawdzie naśladownictwem form dawniejszych, eksperymentując w najróżniejszy sposób z przekazem artystycznym, ale zachowuje najistotniejszy rdzeń tradycji sztuk plastycznych – poczucie piękna. Drugi natomiast zrywa z rozumieniem sztuki jako transmisji piękna i czyni z niej transmisję idei społecznych, filozoficznych i religijnych wedle dowolnego zamysłu twórcy. Ten pierwszy kierunek jest mi osobiście znacznie bliższy, dlatego tez chciałbym przedstawić kilka jego wątków artystycznych i ideowych na przykładzie dzieł i wypowiedzi dwojga polskich artystów współczesnych: Jerzego Nowosielskiego i Beaty Futro.

 

 

Jerzy Nowosielski (ur. 1923) jest malarzem, rysownikiem i scenografem. Jednym z najwybitniejszych polskich artystów współczesnych. Bogaty dorobek artystyczny Nowosielskiego obejmuje kompozycje religijne (malowidła ścienne w kościołach, ikonostasy, obrazy kultowe), studia portretowe, sceny figuralne (np. pływaczki, gimnastyczki, akty), a także pejzaże, martwe natury i obrazy abstrakcyjne. Inspiracją malarskiego sposobu organizowania wizji człowieka – jego twarzy i całego ciała – jest ikona, a w pozostałych tematach zaznacza się wpływ surrealizmu, malarstwa abstrakcyjnego i sztuki naiwnej (stąd odindywidualizowanie postaci, hieratyzm, nieruchomość, monumentalizm, uproszczenie form i operowanie dużą płaszczyzną). Pejzaże często o charakterze kontemplacyjnym, traktowane w duchu odmaterializowanej syntezy graniczącej z abstrakcją. Wyrazistej kolorystyce płócien towarzyszy oszczędna gama barw.

 

Beata Futro jest absolwentką dwóch wyższych uczelni w Krakowie: Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Sztuk Pięknych  W 1997/1998 przebywała na stypendium Rządu Republiki Indii w Dharmasali w Indiach, gdzie studiowała tradycyjne malarstwo tybetańskie –thangki (tanki. Pobyt w Indiach zaowocował szeregiem artykułów prasowych o kulturze Indii i Tybetu oraz tematyce podróżniczej. Beata Futro zajmuje się malarstwem, rysunkiem, grafiką warsztatową (akwaforta) oraz projektowaniem graficznym. (z katalogu wystawy „Malarskie doświadczenia z buddyzmem”)

 

 

Można zadać pytanie dlaczego wybrałem do tego tekstu akurat tę dwójkę artystów? Otóż reprezentują oni oboje wizję sztuki, która jest mi szczególnie bliska. Sztuka w tej wizji przynależy do sfery sacrum i jest zjawiskiem sui generis religijnym. Obydwoje wyrażają również w napisanych przez siebie tekstach swoje poglądy na temat sztuki, religii i życia, dzięki czemu możemy je lepiej poznać. Dlatego tez poniżej pozwolę sobie przytoczyć ich pogląd na sztukę, tradycje, kulturę i duchowość, oczywiście bardzo pobieżnie, jak na to pozwalają ramy tego tekstu.

11:13, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »

 

 


 

 


 

Gdy się czyta jakiekolwiek teksty Jerzego Nowosielskiego, na przykład jego wywiady ze Zbigniewem Podgórcem rzuca się w oczy ciągłe przeplatanie się tematyki sztuki i tematyki religii. Potwierdza to tezę, którą już wyżej wygłosiłem, że dla tego artysty sztuka, a zwłaszcza malarstwo należy do dziedziny sacrum. „Malarstwo jest usiłowaniem wydobycia się na zewnątrz serca ludzkiego. Jako działalność należącą do sfery sacrum jest w porządku empirycznym czynnością rewolucyjną.” Warto tu wspomnieć, że całe malarstwo Nowosielskiego, nawet to zasadniczo świeckie, nawet abstrakcyjne jest w jakimś stopniu inspirowane ikoną, nie tyle zresztą jej treścią, co jej specyficzna estetyką.


 


 

Przykładem na to może być obraz, którego reprodukcję zamieściłem powyżej. Jest on na poły realistyczny, na poły abstrakcyjny, ale zarówno w kolorystyce, jak i w stylu bardzo przypomina ikonę. Dowodzi to jak bardzo artysta jest przywiązany do swojej wizji sztuki jako sacrum. Centrum zarówno jego sztuki, jak i jego życia jest ikona. Zapytany o podział jego malarstwa na sakralne i świeckie, tak odpowiedział: „Broń Boże! Już sam taki podział jest nieporozumieniem. Moim zdaniem, sztuka jako tajemniczy akt ufności wypływający z wiary w rzeczywistość nie stworzoną należy sama w sobie do dziedziny sacrum i poza nią nie może w ogóle istnieć. Stąd wszystkie próby wyprowadzenia sztuki poza obszar sacrum kończyły się porażką. Przecież nie udało się jak dotąd, stworzenie sztuki materialistycznej, należącej wyłącznie do sfery profanum. Sztuka jest domeną sacrum i bez niego nie może istnieć.”

 

 

Pogląd Beaty Futro idzie jeszcze dalej: „Sztuka poprzez symbole może być obok medytacji i dzięki niej środkiem prowadzącym do doświadczenia stanu niezróżnicowanej jedności wykraczającej poza rozróżnienie podmiotu i przedmiotu oraz przestrzeni i czasu . Inaczej mówiąc uchwycenie bezpośrednio ostatecznej rzeczywistości jest możliwe dzięki samemu procesowi tworzenia i odpowiedniemu odbiorowi dzieła sztuki. Doświadczenie takiego stanu znajduje się poza zasięgiem operowania dyskursywnym myśleniem oraz językiem i w ten sposób niemożliwe do przekazania innym. Dzieło sztuki, które- chronologicznie pojawiło się znacznie wcześniej niż pismo i określone znakami pisma pojęcia – stwarza możliwość rozumienia na innym poziomie percepcji. Odwołuje się do naszej wiedzy, ale również i przede wszystkim do naszych doświadczeń na drodze do zrozumienia procesów zachodzącym w kosmosie, którym przecież podlegamy. Nasza świadomość rejestruje wszelkie zmiany, kształtuje się w zależności od kolejnych doświadczeń i przemyśleń. Sądzę, że jedynie sztuka może być drogą do rozwijania świadomości, rozumienia prawdziwej natury świata.”


 

 

Osobiście nie skłaniałbym się do poglądu, że jedynie sztuka prowadzi do duchowej realizacji. Jak mawiają Japończycy „wiele dróg prowadzi na Fujijamę”, ale rola sztuki w tym procesie jest bez wątpienia nadzwyczaj istotna. Zwłaszcza we współczesnym świecie, kiedy człowiek coraz częściej odchodzi od tradycyjnych form religijności, sztuka staja się coraz to ważniejszą forma życia duchowego dla coraz większych grup ludzi. Być może w rozpoczynającym się stuleciu będzie po muzyce pełnić najważniejszą rolę na tym polu. A dla wielu będzie pewnie tą najważniejszą drabiną do świata ducha. I tu dochodzimy do tytułowej wspólnoty ducha. Gdy się mówi o wspólnocie ducha najczęściej przychodzi na myśl wspólnota religijna, wspólnota ludzi, których łączy wiara. Ale skoro nie tylko religia należy do sfery sacrum, a wiec sfery ducha, ale także inne dziedziny kultury , zwłaszcza sztuka, muzyka i poezja, toteż partycypacja w nich kreuje wspólnotę ducha. Jeśli więc chodzi o duchowa wspólnotę uczestników (twórców i odbiorców) sztuki to trzeba powiedzieć, że jej charakter jest nieco inny niż wspólnot religijnych. Różnic jest wiele, ja wskażę kilka. Część z nich dotyczy granic obydwu wspólnot. Wspólnota sztuki jest z jednej strony szersza, a z drugiej węższa. Szersza, bo krąg wielbicieli podobnej sztuki nie ogranicza się to wyznawców takiej czy innej ideologii religijnej, społecznej, czy politycznej, czy nawet osób podzielających taki sam pogląd na jakakolwiek kwestie nie dotyczącą ściśle samej sztuki. Węższa natomiast, bo recepcja sztuki z zasady nie jest masowa i wyjątki są rzadkie, religia zaś w większości przypadków jest masowa, choć tu wyjątków jest zdecydowanie więcej. Następna różnica polega na tym, że o ile granice wspólnoty religijnej da się, choć w przybliżeniu określić, nie da się tego zasadniczo uczynić dla „wspólnoty sztuki”. I z tego wynika różnica następna. Wspólnota religijna tworzy w swoich członkach znacznie silniejsze poczucie tożsamości i przynależności. Powstaje jeszcze pytanie, czy istnieje jedna tylko wspólnota ducha dla uczestników wszystkich nurtów sztuki? Czy ci, którzy uznają miskę klozetową i stertę martwych zwierząt za sztukę i Ci, którzy jak Andrzej Skarzyński tych tworów za dzieła sztuki nie należą partycypują w tej samej wspólnocie ducha? Wydaje się to mocno wątpliwe. W moim przekonaniu tym co integruje duchową wspólnotę sztuki jest właśnie tradycja. Niewątpliwie w jednej wspólnocie ducha uczestniczą wszyscy ci, którzy rozumieją sztukę jako: po pierwsze należącą do sfery sacrum, po drugie zakorzenioną w taki, czy inny sposób w tradycji żywej i po trzecie wreszcie jako będącą zobrazowaniem piękna. Artyści których przedstawiłem w tym tekście nie powielają skostniałych schematów wyrosłych z dawnych kanonów. Sztuka każdego z nich jest jedyna i niepowtarzalna, jest odbiciem ich dusz. Jerzy Nowosielski i Beata Futro przenoszą na płótno, deskę i papier swoje własne koncepty filozoficzne, swoja własną gnozę, jak to ujmuje mistrz Jerzy. A jednocześnie ich sztuka wyrasta z tradycji jak gałęzie drzewa wyrastają z korzeni. Nie może pozostać żywym drzewo pozbawione korzeni. Korzenie i gałęzie stanowią nierozerwalna całość. I trzeba pamiętać, że to co teraz jest gałęziami drzewa sztuki, stanie się kiedyś jego korzeniami. Bo jak powiedział Tagore „Korzenie, to gałęzie rosnące w ziemi; gałęzie, to korzenie w powietrzu”. Luźne kawałki drewna nie mające więzi z korzeniami nie są gałęziami i nie staną się korzeniami.

 


 


 

WYKAZ PIŚMIENNICTWA:



1.Zbigniew Podgórzec „Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Warszawa 1985

2.Zbigniew Podgórzec „Mój Chrystus. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Białystok 1993

3.Jerzy Nowosielski „Inność Prawosławia” Warszawa 1991

4.Internetowa encyklopedia WIEM

5.Program wystawy „Beaty Futro malarskie doświadczenia z buddyzmem” Warszawa 2001

6.Program wystawy „Corrida II”, Nowy Jork 2001

7.Andrzej Skarzyński „Rozdroża Sztuki” < „ALBO albo” 1/1998 Warszawa

8.Rabindranath Tagore „Gitanjali”, Poznań 1996

9.Sergiusz Bułgakow „Prawosławie”, Białystok, Warszawa 1992

10.Ilustracje zaczerpnięto ze stron intenetowych poświęconych Jerzemu Nowosielskiemu i Beacie Futro

11:12, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 maja 2007

 

Bułgaria kojarzy się z letnim wypoczynkiem, zabawą, swobodnym stylem życia. Nie ma co ukrywać , że w tym ciągu skojarzeń znajdzie się tez miejsce dla napojów alkoholowych. Wbrew bowiem temu, co mówią wojujący abstynenci, dobry trunek poprawia jakość zabawy. Problem tkwi w tym, że u przeciętnego Polaka skojarzenia te konkretyzują się w obraz niewiele mający wspólnego z alkoholową rzeczywistością tego czarnomorskiego kraju. Kształtowany jest bowiem nie przez podróże, czy lektury, ale przez zawartość polskich półek sklepowych. Na tych zaś, owszem, znajdujemy bułgarskie napoje alkoholowe, ale niekoniecznie te najciekawsze. Cóż więc możemy w Polsce kupić? Przede wszystkim sporo bułgarskich win, w tym nawet część bardzo ciekawych ale ilościowo zdominowanych przez wszechobecna Sophię, w większości przypadków paskudną. Jest ona najbardziej obecna w świadomości ogółu i dobre wina bułgarskie pozostają w jej cieniu. Oprócz win w naszych sklepach można nabyć kilka marek bułgarskiej brandy (potocznie zwanych koniakami), takich jak „Pliska”, czy „Slancew Briag”. O ile wino w istocie jest najpopularniejszym w Bułgarii trunkiem, to drugiego miejsca na pewno nie dzierżą wspomniane brandy, ale rakija. Tak jest zresztą na całych Bałkanach. W Chorwacji, Macedonii, Serbii i Bułgarii znane są liczne pieśni ludowe o „winie i rakiji”. Chyba najbardziej z nich znany jest macedoński utwór „Wino pijam em rakija”. Inny utwór, tym razem chorwacki jest bardzo wymowny „Rakija je sveta voda”. Z kolei w kolejnym utworze macedońskim słyszymy „Od Rakija Glawa Ne Boli”. Z innych pieśni można się nasłuchać jeszcze wielu mądrości o tym trunku. Czym więc jest owa rakija, bo pewnie nie wszyscy czytelnicy to wiedzą. Jest to najogólniej powiedziawszy wódka owocowa, destylat ze sfermentowanych owoców. W różnych krajach bałkańskich różne są rakije. Różne są wykorzystywane owoce, różne techniki przygotowania zacieru. Bułgarzy są w swoich rakijach bodaj najbardziej pomysłowi. Produkuje się w tym kraju destylaty z winogron, śliwek, gruszek, moreli, brzoskwiń i innych owoców. Rodzaj owoców podawany jest na etykietach. Rakija z winogron zwie się grozdowa, ze śliwek sliwowa, a z moreli kajsiewa. Rakija w Bułgarii to nie podły bimber sprzedawany przy drodze w korkowanych butelkach, ale trunek szlachetny, delikatny, dobrze oczyszczony. Dostępne są zarówno rakije świeże, jak i leżakowane. Te drugie, oznaczone słowem „otleżała” są oczywiście droższe. Najpopularniejszymi gatunkami jakościowej rakiji są: Pomorijska Muskatowa, Sliwenska Perła Grozdowa (słowo sliwenska pochodzi od miasta Sliwen, nie od śliwek, ta rakija jest winogronowa), Kechlibarska Grozdowa, Karobatska Grozdowa, Peszterska Muskatowa. Jak wiec widać za najszlachetniejsze uważa się rakije wytwarzane z soku winogronowego. Z rakij śliwkowych polecana jest Tetewenska. Rakije często podaje się w Bułgarii do posiłków, szczególnie do szopskiej sałatki. Bardzo duża jest różnorodność naczyń, w jakich serwuje się rakiję w bułgarskich lokalach gastronomicznych. Spotkałem się ze szklankami, kieliszkami i kubkami najrozmaitszych kształtów i gabarytów. Były wśród nich szerokie szklaneczki jak do whisky, ale też wąziutkie szklane naczynka, przypominające probówki, były ceramiczne kubeczki, jak na sok, ale mniejsze, były wreszcie kieliszki do koniaku i zwykłe szklaneczki literatki. Oprócz rakij i winiaków z bułgarskich trunków wysokoprocentowych warte wspomnienia są mastika i menta. Są to wódki ziołowe, mastika jest anyżowa, menta zaś, jak sama nazwa wskazuje miętowa. Anyżówki, jak powszechnie wiadomo są bardzo popularne na całych Bałkanach. Najbardziej znanym gatunkiem takiej wódki jest greckie ouzo. Różnica jest przede wszystkim w zakresie stosowalności obydwu napitków. O ile ouzo jest w Grecji jednym z najbardziej popularnych napojów, wręcz sztandarem alkoholi greckich, to mastika ma bez porównania skromniejszy zasięg. W przywołanej już przeze mnie macedońskiej pieśni następna zwrotka zaczyna się od słów „Ot mastika stomach ne boli” (od mastiki nie boli żołądek). Specyfik ten bowiem nie jest traktowany jak napój, ale jak lekarstwo na dolegliwości żołądkowe, podobnie jak menta, czy .. czarna herbata. Ten ostatni napój jest w Bułgarii również prawie nieznany. Bułgarzy piją ogromne ilości kawy, pijają soki, wody, zioła, ale czarną herbatę tylko wtedy, gdy cierpią na schorzenia przewodu pokarmowego. Dajmy jednak spokój lekarstwom, a wróćmy do napojów. Może dla wielu będzie to zaskoczeniem, ale w Bułgarii coraz popularniejsze staje się piwo, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Bułgarskie browary są najczęściej powiązane kapitałowo z gigantami z Belgii i Holandii. Najpopularniejsze gatunki bułgarskiego piwa to Zagorka, Astika i Kamenica. Piwo w Bułgarii jest smaczne i niedrogie, dlatego nic dziwnego, że zdobywa sobie popularność kosztem trunków tradycyjnych. A jeśli o te tradycyjne chodzi, to na koniec zostawiłem sobie wino, które jak juz wspomniałem jest najważniejszym bułgarskim napojem wyskokowym.. Bułgaria słynie przede wszystkim z produkcji win czerwonych, chociaż i białych wytwarza się tu ogromne ilości. Skupię się jednak na czerwonych, o białych wspominając tylko tam, gdzie to konieczne. Uprawiane w Bułgarii odmiany winorośli można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to odmiany bordoskie, zwane tez międzynarodowymi. Z nich najważniejsze są merlot i cabernet sauvignon. Druga grupa to odmiany bułgarskie, z których najdonioślejsze znaczenie mają Melnik i Mawrud. Ten pierwszy jest popularniejszy, ale drugi jest znacznie ciekawszy. Posiada wyrazistą barwę i głęboki, intrygujący smak. Najlepsze mawrudy produkuje winnica w Asenowgradzie. Nazwa tego miasta może się kojarzyć ze Związkiem Sowieckim i jego Leningradem, Stalingradem i Kaliningradem, ale jest to skojarzenie błędne. Nazwa miasta, które kiedyś zwało się Stanimaka została zmieniona w 1934 roku, czyli jeszcze za czasów monarchii, na cześć dynastii Asenów, panujących w pierwszym okresie Drugiego Państwa Bułgarskiego, w szczególności Iwana Asena I, zwanego tez po prostu carem Asenem, panującego w latach 1187-1196. W Bułgarii wyróżnia się kilka znaczących rejonów winiarskich. Pierwszym z nich region czarnomorski, znany głównie z masowej produkcji win stołowych. Z kolei region naddunajski może się pochwalic ciekawymi winami czerwonymi. W południowo-zachodniej Bułgarii mamy okrregi Damianica i Haskowo, charakteryzujące się najlepszym Melnikiem. Zachodnia Tracja słynie z poważnych win czerwonych. Znajdują się w niej takie apelacje, jak wspomniany juz Asenowgrad, ze swoim Mawrudem, a także Stara Zagora, Orachowica i Dolina Róż. Wschodnia Tracja z racji chłodniejszego klimatu wyspecjalizowała się w winach białych, najsłynniejszą tutejszą apelacją jest Jambol. Od 2001 obowiązuje w Bułgarii nowe prawo winiarskie, oparte na wzorach francuskich. Od tego czasu wymogi produkcyjne znacznie wzrosły. Warto też wiedzieć,że wina oznaczone reserve są kilka lat starzone w beczce, co tłumaczy ich wyższą cenę.


 

Świat bułgarskich alkoholi jest bogaty i wart poznania. Mimo, ze krajowi temu wiele jeszcze brakuje w kwestii ogólnego rozwoju, w porównaniu do krajów zachodnich, to bułgarskie napoje alkoholowe w przeważającej większości przypadków nie ustępują jakością produktom z najbardziej rozwiniętych krajów naszego kontynentu. Naprawdę nie wiem, dlaczego na przykład przeróżne rakije nie są dystrybuowane w naszym kraju? Drodzy dystrybutorzy, może warto to zmienić?

 

 

14:18, svetomir , KUCHNIA
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 kwietnia 2007

10 i 12 maja część z nas będzie śledzić rywalizację w ramach Konkursu Piosenki Eurowizji.Dlatego dzisiaj prezentuję wszystkie utwory z półfinału i finału, aby mogli sie Państwo z nimi zapoznać wcześniej.


Bułgaria - Elitsa TODOROVA & Stoyan YANKOULOV Water

Izrael -TEAPACKS Push The Button

Cypr - Evridiki Comme Ci, Comme Ça

Białoruś - Koldun Work Your Magic

Islandia - Eiríkur HAUKSSON Valentine Lost

Gruzja - Sopho Visionary Dream

Czarnogóra - Stevan FADDY Ajde Kroči

Szwajcaria - DJ Bobo Vampires Are Alive

Mołdowa - Natalia BARBU Fight

Niderlandy - Edsilia ROMBLEY On Top Of The World

Albania - Frederik NDOCI Hear My Plea

Dania - DQ Drama Queen

Chorwacja - DRAGONFLY feat. Dado TOPIĆ Vjerujem U Ljubav

Polska - THE JET SET Time To Party

Serbia - Marija ŠERIFOVIĆ Molitva

Czesko - KABÁT Malá Dáma

Portugalia - Sabrina Dança Comigo

Macedonia - Karolina Mojot Svet

Norwegia - Guri SCHANKE Ven A Bailar Conmigo

Malta - Olivia LEWIS Vertigo

Andorra - ANONYMOUS Salvem El Món

Węgry - Magdi RÚZSA Unsubstantial Blues

Estonia - Gerli PADAR Partners In Crime

Belgia - The KMG's LovePower

Słowenia - Alenka GOTAR Cvet Z Juga

Turcja - Kenan DOĞULU Shake It Up Shekerim

Austria - Eric PAPILAYA Get A Life - Get Alive

Łotwa - BONAPARTI.LV Questa Notte

Bośnia i Hercegowina - Maria ŠESTIĆ Rijeka Bez Imena

Hiszpania - D'NASH I Love You Mi Vida

Irlandia - DERVISH They Can't Stop The Spring

Finlandia - Hanna PAKARINEN Leave Me Alone

Litwa - 4FUN Love Or Leave

Grecja - Sarbel Yassou Maria

Szwecja - THE ARK The Worrying Kind

Francja - LES FATALS PICARDS L'amour À La Française

Rosja - SEREBRO Song #1

Niemcy - Roger CICERO Frauen Regier'n Die Welt

Ukraina - Verka SERDUCHKA Dancing Lasha Tumbai

Zjednoczone Królestwo WbiIP - SCOOCH Flying The Flag (For You)

Rumunia - TODOMONDO Liubi, Liubi, I Love You

Armenia - Hayko Anytime You Need

 

16:09, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 kwietnia 2007

Jak zapewne wszystkim wiadomo, w dniu 21 kwietnia ulicami Królewskiego Miasta Stołecznego Krakowa przeszła parada wszelkiej maści zboczeńców i ich wielbicieli, zwana dla niepoznaki „Marszem Tolerancji.” Ale, jak sie okazuje, z tolerancją ta impreza nie miała nic wspólnego – wręcz przeciwnie, była to istna parada nietolerancji wobec wszystkich, którzy nie godzą sie na antyreligijną homokulturę.



Jak donosi Gazeta Wyborcza, a więc medium wyjątkowo zboczeńcom przychylne, ale jak widać chcące zachowywać chociaż pozory obiektywizmu, uczestnicy parady zboczeń nieśli transparenty miedzy innymi z takimi hasłami:Homofobię da się leczyć, Módl się w domu po kryjomu, VRP będzie tęczowa, Mój brzuch nie jest dobrem narodowym. Dwom spośród tych haseł chciałby sie bliżej przyjrzeć. Jedno bowiem jest jawnie przestępcze,a drugie głosi gotowość do popełnienia przestępstwa.


Zakaz publicznego kultu religijnego


Módl się w domu po kryjomu – trudno o bardziej nietolerancyjne hasło. „Geje” i ich poplecznicy jak widać dążą do całkowitej likwidacji publicznego kultu religijnego. De facto dążą wiec do całkowitej likwidacji tradycyjnej cywilizacji europejskiej i zastąpieniu jej zboczoną homocywilizacją. Ważny jest również inny aspekt sprawy – ze względu na imperatywna formę hasła jego nadawcy w istocie zakazują odbiorcom publicznych praktyk religijnych. A to jest w Polsce przestępstwem. Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania mówi wyraźnie:Nie wolno zmuszać obywateli do niebrania udziału w czynnościach lub

obrzędach religijnych ani do udziału w nich. A zakaz modlenia sie poza domem jest niewątpliwie zmuszaniem do niebrania udziału w czynnościach lub

obrzędach religijnych. Ustawodawca nic nie mówi o tym, ze zakazane jest tylko zmuszanie skuteczne. Nieskuteczne, jak w tym przypadku również jest zakazane. Organizatorzy marszu, jak też autorzy transparentu są więc przestępcami przeciwko wolności sumienia i wyznania.


Zapowiedź nowej Sodomy


VRP będzie tęczowa – tęczowa, to eufemizm często stosowany przez te środowiska, a znaczący po prostu homoseksualna. Skoro V RP będzie homoseksualna, to zapewne miłość miedzy mężczyzna i kobieta będzie w niej zakazana. „Homofobia” zaś będzie leczona przez przymusowe stosunki homoseksualne. Od dawna wiadomo, że taki los chcą nam zgotować aktywiści homoseksualni. Dlatego konieczne jest ich odsuniecie od spraw publicznych. Manifestacje niech sobie robią, ich prawo, ale głosować na nich, niech nas ręka boska broni.

10:08, svetomir , INNE
Link Komentarze (8) »
sobota, 21 kwietnia 2007

Zbliża się kolejna edycja Konkursu Piosenki Eurowizji. Festiwal ten nie cieszy sie zbyt dobra opinia. Twierdzi sie, w znacznej mierze zresztą słusznie, że promuje on muzykę niezbyt wysokich lotów. Są jednak w każdej edycji wyjątki, na które warto zwrócić uwagę. Dwa lata temu taka arcyciekawa propozycja okazał sie mołdowski zespół Zdob si zdub, grający bardzo ciekawego etno-punka. W tegorocznej edycji do najciekawszych może należeć propozycja bułgarska. Kraj ten reprezentować będą Elica Todorowa i Stojan Jankułow z utworem Voda. Zachęcam też do obejrzenia i posłuchania ich utworu Devojko. Todorowa i Jankułow reprezentują gatunek muzyczny zwany nowfolkiem. I o tym właśnie gatunku chciałbym napisać.


Nowfolk jest interesującym, a prawie zupełnie w Polsce nieznanym bułgarskim zjawiskiem muzycznym . Sama nazwa wskazuje na jakąś współczesną reinterpretację motywów ludowych. Takie reinterpretacje, w najrozmaitszych kierunkach idące, są w obecnym dziesięcioleciu bardzo modne na całym świecie. Jedną z nich jest właśnie nowfolk. Jest to zasadniczo muzyka dyskotekowa wzbogacona elementami etnicznymi, porównywalna - do pewnego stopnia - z analogicznymi zjawiskami na całych Bałkanach. Pokrewne style pojawiają się też w innych częściach świata. Również w naszym rodzimym disco polo można sie dopatrzyć dalekiego z nimi związku. Bułgarski nowfolk ma jednak własną specyfikę i nietypowe akcenty wyróżniające go spośród innych stylów rozrywkowej, dyskotekowej muzyki na etnicznym, folklorystycznym podłożu. Chciałbym się więc temu zjawisku przyjrzeć i jego główne cechy Państwu przedstawić.


Wpływy ludowe w nowfolku (zwanym tez czasami popfolkiem) dostrzegalne są przede wszystkim w warstwie muzycznej. Niektóre utwory w miarę ściśle bazują na bułgarskich pieśniach ludowych, inne mają tylko delikatny smaczek etniczny, nie zawsze zresztą rodzimy, czasem również orientalny, na przykład turecki. Wedle moich obserwacji bliżej też całościowo temu gatunkowi do zjawisk tureckich czy albańskich, niż do serbskich, czy chorwackich. Bułgarski nowfolk jest bowiem muzyką taneczną, czysto rozrywkową, pozbawioną - jak mi się zdaje - wszelkich nawiązań politycznych, patriotycznych, czy jak w Serbii nacjonalistycznych. Jest przy tym gatunkiem niezwykle popularnym. Jego dźwięki dobiegają zarówno z lokali gastronomicznych, jak również z magnetofonów używanych przez kierowców autobusów. Informacje o nowfolku znajdują sie w pismach dla turystów. Istnieje też kolorowe pismo "Now Folk" poświęcone tytułowemu gatunkowi. Redagowane jest w stylu "Bravo", z dużą ilością zdjęć i plakatami gwiazd, takich jak Azis, Gloria czy Gergana. Oprócz zdjęć w pismie wiele jest wywiadów z gwiazdami, tekstów piosenek, a nawet nut. Plakatami (informującymi o występach w dyskotekach) tychże wspomnianych, jak tez wielu innych jest też zwykle oklejone każde większe miasto. Na te imprezy ciągną tysiące młodych ludzi, odbywają się one w najmodniejszych klubach. Warto jeszcze dodać, że ze sposobu ubierania się tych gwiazd widocznego na plakatach i koncertach jak również w teledyskach, nijak nie można się domyślić, że mają one coś wspólnego z jakąkolwiek ludowością. Stroje ich są raczej dyskotekowo-plażowe, w przypadku wykonawczyń więcej odkrywające niż zakrywające. Nie ma w tym nic dziwnego, nowfolk jest bowiem muzyką niezwykle nasyconą pierwiastkiem erotycznym. Gdyby istniała taka kategoria jak „muzyka erotyczna” to nowfolk bez wątpienia by do niej przynależał. Najlepiej jest to widoczne w teledyskach wykonawczyń tego gatunku, a przynajmniej niektórych z nich, takich jak Gloria, czy Kamelia. Ich klipy wręcz tryskają seksem. Zwłaszcza warstwa choreograficzna nie pozostawia wątpliwości, co do tego, że muzyka ta ma pobudzać zmysły widzów i słuchaczy. Nic więc dziwnego, że towarzystwo nowfolkowych wykonawców jest zdominowane przez panie: Gloria, Gergana, Emilia, Kamelia, Malina, Magda, Anelia, Iwana, Raina, wszystkie posługują się imionami, lub pseudonimami urobionymi na kształt imion. Jedynym rodzynkiem w tym gronie jest niejaki Azis, ale jest on niewątpliwie wyjątkiem potwierdzającym tę regułę, gdyż w występach nieodmiennie towarzyszą mu skąpo odziane asystentki. Właśnie wspomniana Gloria jest bodaj największą gwiazdą tej muzyki. Gloria, to artystyczny pseudonim artystki, której prawdziwe nazwisko brzmi Galina Iwanowa Penewa. Urodziła się w 1973 roku, na scenie występuje profesjonalnie od 1993. Pierwszą płytę „Sztastieto e magija” wydała rok później. W sumie ma juz na koncie jedenaście krążków, z których ostatni „Wlubena w żywota” ukazał sie w zeszłym roku. W jej muzyce dominuje nuta etniczna, ale słychać tez wpływy repertuarowe takich wykonawczyń jak Madonna, Kylie Minoque, Whitney Houston czy Mariah Carey. Gloria jest mistrzynią erotycznego gestu i sposobu poruszania się. Zarówno życiorys, jak i wizerunek artystyczny są typowe dla całego grona wykonawczyń i paru wykonawców. Nie mniej erotyczne niż Glorii są clipy Kamelii, ale ona nie jest tak subtelna, co rusz tu i ówdzie mignie spod bluzeczki jej krągła, nie osłonięta stanikiem pierś. Przy całym silnym rozerotyzowaniu scenografii unika się jednak pornograficznej dosłowności. Bardzo rzadko w clipach i na bardzo krótkie momenty pojawia sie ciało kobiece całkowicie nagie. Chętniej sięga sie po rozmaite zabiegi pobudzające wyobraźnię. Falujące pod bluzką piersi, prześwitujące części garderoby, złociste kostiumy kąpielowe, używanie kilku różnych skąpych (najczęściej właśnie kąpielowych) strojów czasie jednego klipu, co sugeruje przebieranie się, to środki powszechnie stosowane.

 

 

11:40, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »

Nowfolk jest stylem muzycznym zbudowanym wokół jednej dosyć ścisłej konwencji, regulującej jego ramy do najdrobniejszych szczegółów. Rzadko który wykonawca wyłamuje sie chociażby w jednym punkcie z tych niepisanych zasad. Pierwszą taką zasadą jest, wspomniane juz przeze mnie posługiwanie sie imionami, lub pseudonimami w formie imion. Drugim wyróżnikiem jest oczywiście inspiracja etniczna, bez której trudno byłoby nazywać tę muzykę nowfolkiem. Nowfolk pozostaje zresztą w pewnej symbiozie i do pewnego stopnia także dyfuzji z równie popularną muzyka nazwijmy to weselno-kurortową, która dużo głębiej osadzona jest w tradycyjnym bułgarskim folklorze. Ten drugi gatunek reprezentuje między innymi Nikolina Czakyrdykowa. Miedzy nowfolkiem i muzyka weselną dyfuzja odbywa sie przede wszystkim na gruncie instumentarium. Dla nowfolku charakterystyczne są, co oczywiste instrumenty elektryczne i elektroniczne, syntezatory, gitary perkusja. Muzyka weselna opiera sie na instrumentach akustycznych, głównie tradycyjnych: klarnet, akordeon, gadułka (rodzaj skrzypiec), gajdy (rodzaj dud). Czasem jednak instrumentarium jednej grupy poszerza sie o elementy drugiej. I tak zespół wspomnianej Nikoliny Czakyrdykowej używa syntezatorów, zaś na przykład w niektórych utworach kamelii słychać instrumenty tradycyjne, w tym gajdy. Trzecia to popowa stylizacja. Mimo silnej inspiracji etnicznej w warstwie melodycznej, nie ma, jak już wspomniałem, śladu etniczności w warstwie wizualnej. Zarówno teledyski jak i występy estradowe maja scenografie typowa dla muzyki pop. Akcja teledysków toczy się najczęściej w ekskluzywnych wnętrzach, drogich hotelach, szybkich samochodach, słowem w scenerii sugerującej bogactwo i sławę. Czwartym wreszcie wyróżnikiem nowfolku jest silny ładunek erotyczny zarówno w warstwie tekstowej, jak przede wszystkim w scenografii, kostiumach i choreografii. O ile teksty są raczej stonowane, mówiące głownie o miłości, pocałunkach i tym podobnych sprawach, to scenografia nie pozostawia wątpliwości co do swojego charakteru. Piątym i ostatnim jest taneczna dynamika, nie śpiewa sie w nowfolku rzewnych ballad. Nie natknąłem sie na żadnego wykonawce nowfolkowego, który w stopniu znaczącym wyłamałby się z tych zasad. Owszem jest paru używających imienia i nazwiska, u kilku innych, jak u bardzo popularnej w ubiegłym roku Magdy etniczność erotyka i taneczność są delikatniejsze niż przeciętnie. Nie ma jednak żadnego , który w podanym schemacie by sie nie mieścił. Do kogo jest adresowana muzyka nowfolk? Wydaje sie, ze przede wszystkim do młodych. Jest to widoczne po okolicznościach towarzyszących jej rozpowszechnianiu. Po pierwsze świadczą o tym koncerty w dyskotekach i klubach do których raczej nie nie uczęszczają ludzie w wieku statecznym. Drugim faktem jest to, że gwiazdy nowfolku publikują oprócz nagrań także sporą ilość plakatów. Wiadomym jest że odbiorcami takich mediów są z reguły ludzie bardzo młodzi. Do tej też niszy skierowane jest bez wątpienia pismo „Now Folk”. Zresztą opisane działania dowodzą, ze dystrybutorzy nowfolku dbają o poszerzenie grupy odbiorców. Nastolatki wieszające na ścianach swoich pokojów plakaty idoli są w końcu o co najmniej kilka lat młodsze od bywalców klubów niewątpliwie jednak za owych kilka lat pójdą ich śladami, co może wydłużyć żywotność nowfolku, któremu na razie jeszcze grozi bycie kilkusezonową modą bez trwałego miejsca na rynku. . Nowfolk jako muzyka o charakterze wybitnie erotycznym i wybitnie rozrywkowym bez wątpienia musi podobać sie rzeszom młodzieży, złaknionym rozrywki i zainteresowanym erotyką. Jaka ta muzyka jest dla odbiorcy z zewnątrz, nie będącego Bułgarem? Myślę, ze przede wszystkim taka jak w tytule mojego artykułu: erotyczna i egzotyczna, parafrazując słowa piosenki Iwany. Wydaje sie, że muzyka o takim wizerunku jest atrakcyjna również dla turystów odwiedzających Bułgarię, co przekłada sie na zwiększenie rozmiarów sukcesu komercyjnego jej twórców i producentów.


Na koniec mała galeria nowfolku:

 


Gergana - albumy, teledyski: Sładkata strana na nesztata, Posledna Veczer, Karma;


Kamelia - albumy; teledyski: Wjarwah ti, Kade si ti, Cełuwaj me;


Azis – albumy; teledyski: Obreczi me na lubow, Kak boli, Zabrawi me;


Raina – albumy; teledyski: Po wsako wreme; Cip na ustata, Agresia;


Malina (obecna top-gwiazda)- albumy; teledyski: Leden Swiat, Strast, Muzika.

11:39, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2007

Oj nie brakuje w kraju naszym nosów ucinaczy, którzy wszystkim nosy ucinają, sobie samym zostawiają. Od takiego to częstochowskiego rymu zaczynam dzisiejszy wpis. A ucinaczy, jak już napisałem przybywa. Do Mariana Piłki i Grzegorza Gorczycy dołączył Janusz Palikot, poseł Platformy Obywatelskiej. Swoją drogą bardzo to przykre, że i o tej partii coraz częściej muszę pisać w bardzo krytycznym tonie. Teraz przyczyną krytyki PO ze strony mojej osoby staje się wypowiedź i towarzyszący jej happening tegoż Palikota na konferencji programowej PO. Pan poseł oświadczył był zdumionym słuchaczom, że głównym zadaniem największej partii centroprawicowej powinna być obrona sodomitów i bolszewików. Myślę jednak, że działania pana posła są pozorowane i obliczone na promocję nowej książki. Gdyby faktycznie chciał bronić tych dwóch grup, to by się do Sojuszu Lewych Dochodów zapisał. Dlatego trafia do galerii.

 

 

 

18:46, svetomir , LUDZIE
Link Dodaj komentarz »
 


 

Film Christopha Schrewego Konklawe (The Conclave) jest jedna z najciekawszych premier DVD ostatnich tygodni. Temat filmu jest niezwykły – fabułę stanowi opowiadanie o przebiegu konklawe z 1458, które wybrało Piusa II. Było to pierwsze konklawe z udziałem Rodriga kardynała Borgii, późniejszego osławionego papieża Aleksandra VI,który jest głównym bohaterem filmu. Było to nader ciekawe konklawe, bo też bardzo ciekawego na nim człowieka obrano papieżem. Eneasz Sylwiusz Picolomini był doświadczonym dyplomatą, autorem między innymi sztuki teatralnej o tematyce erotycznej a także ojcem dwojga nieślubnych dzieci. W filmie, grany przez Briana Blesseda, jawi sie jako sympatyczny grubasek, zyskujący sobie popularność głównie dzięki ujmującej osobowości, cieszył sie rzeczywiście dużą popularnością w całej Europie, która przyniosła mu na przykład biskupstwo warmińskie na którą to stolicę, której zresztą, z uwagi na niechętna postawę Kazimierza Jagiellończyka, nie objął, powołała go część kapituły zebrana w Głogowie. Wielka szkoda, ze w filmie nie ma najmniejszej wzmianki o tym polskim epizodzie z życia kardynała Piccolominiego. Jest to jednak jeden z nielicznych mankamentów dzieła. Twórcy uniknęli pokusy zrobienia filmu antykatolickiego, co nie byłoby trudne zważywszy na złą sławę jaka cieszyli się hierarchowie kościoła z tych czasów, z Rodrigiem Borgią na czele. Poszli jednak droga znacznie trudniejszą i dosyć obiektywnie przedstawili obraz piętnastowiecznego kościoła i społeczeństwa. Wspomniany Borgia, grany przez Manu Fullolę, w filmie jest przedstawiony zarówno prawdziwie, jak i raczej pozytywnie. Twórcy uchwycili to, o czym pisał Johan Huizinga w Jesieni średniowiecza. Ludzie tej epoki równie gorliwi byli w grzechu, jak w pobożności i wbrew pozorom nie było w tym fałszu. Oni robili to szczerze. Nie mieści sie to naszym sposobie rozumowania, ale to tylko dowód (jeden z wielu) ma to, ze mentalność ludzka się zmienia. Najlepiej ukazuje to scena filmu, w której obok wychodzącego na Watykan kardynała w pełnych szatach duchownych stoi nago jego „najukochańsza kochanka” Vanozza Cattanei (grana przez rewelacyjna Norę Tschirner), a w tle widać domowy ołtarzyk z obrazem Matki Boskiej. Dlatego nazwałem ten film Jesienią średniowiecza w pigułce, gdyż pozwala on na chociaż pobieżne zapoznanie się z umysłowością piętnastowieczną. To, ze we Włoszech panował już wtedy Renesans, a nie Średniowiecze jak w Burgundii, o której pisał Huizinga, nie ma tu żadnego znaczenia. Mentalność nie zmienia sie z dnia na dzień, a w tej dziedzinie różnice między Italią a Burgundią nie były znaczące. Wróćmy jednak do samego filmu. W dziesięciostopniowej skali ocen przyznaje mu dziewiątkę. Nie daję oceny najwyższej, bo do niektórych detali ma zastrzeżenia. Kilka postaci zostało w tym filmie potraktowanych mniej poważnie niż na to zasługują. Dotyczy to przede wszystkim kardynała Bessariona (Rolf Kanies). Ktoś, kto zna go tylko z tego filmu, nigdy w życiu nie pomyśli, że był to jeden z najwybitniejszych filozofów swojej epoki. Podobna sytuacja jest z Pietro Barbo. Trzęsący sie kupczyk wenecki nijak nie kojarzy sie z papieżem Pawłem II, bezpośrednim następcą Piccolominiego. Świetny jest za to wątek z Giuliano della Rovere, późniejszym Juliuszem II, największym wrogiem Rodriga Borgii. Mogło być przecież i tak, że ich spór zaczął się jak w filmie od rywalizacji o kobietę. A skończył się być może otruciem Borgii przez Rovere. Bardzo mocną stroną filmu jest, łącząca motywy renesansowe i symfoniczne, muzyka, której twórcą jest Ari Wise. Jednym zdaniem – film niewątpliwie wart zobaczenia.

15:18, svetomir , FILM
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 kwietnia 2007

 

Jeśli szanowni czytelnicy nie mają dosyć tematów wielkanocnych w moim opracowaniu, to proponuje dzisiaj zapoznanie sie z paroma wielkanocnymi ciekawostkami muzyczno-liturgicznymi z tradycji głównie łacińskiej, ale trochę też greckiej i protestanckiej. Poniżej znajdują się linki do różnych wersji językowych orędzia paschalnego, troparionu paschalnego, paschalnej sekwencji przed Ewangelią i wielkanocnej antyfony maryjnej, a także metodystycznej pieśni wielkanocnej i paschalnego kanonu z Taize.

 

Exsultet po łacinie

 

Exsultet po angielsku

 

Exsultet po koreańsku

 

Troparion paschalny po grecku (Christos anesti)

 

Troparion paschalny po grecku, starocerkiewnosłownosłowiańsku i estońsku

 

Troparion paschalny po starocerkiewnosłownosłowiańsku (Christos woskres)

 

Troparion paschalny po arabsku i francusku

 

Sekwencja po łacinie (Victimae laudes paschali)

Regina coeli po łacinie, niestety nie gregoriańskie

 

Christ the Lord Is Risen Today po angielsku, oczywiście

 

Christ the Lord Is Risen Today w ciekawej aranżacji

 

Kanon z Taize (Christus resurrexit)

Artur Rumpel

13:23, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 kwietnia 2007

 

Χριστός ανέστη εκ νεκρών,

θανάτω θάνατον πατήσας,

και τοις εν τοις μνήμασι,

ζω ήν χαρισάμενος!


Chrystus powstał z martwych,

śmiercią śmierć zwyciężył i zmarłym

dał życie wieczne


Radosnych Świąt Wielkanocnych

życzą

Ela, Artur i Pawełek Rumplowie


Użyto obrazu Zmartwychwstanie Szymona Czechowicza

piątek, 06 kwietnia 2007
 

Od kilku miesięcy toczy się w naszym kraju na nowo dyskusja o prawie nienarodzonych dzieci do życia i „prawie” wyrodnych matek do ich zabijania. W ostatnich tygodniach w sporze tym pojawiły sie nowe wątki.


W połowie marca lider SLD Wojciech Olejniczak udzielił na łamach Gazety Wyborczej dosyć obszernej wypowiedzi na temat swojego stosunku do życia nienarodzonych. Z całego tego dosyć długiego tekstu istotne jest tak naprawdę jedno zdanie: W związku z tym dziś SLD zdecydowanie opowiada się za pełną legalizacją zabiegu przerywania ciąży. Nie wiem, czy pan Olejniczak rzeczywiście miał na myśli to, co napisał. Trudno mi w to uwierzyć, gdyż słowa te oznaczają że największa partia lewicy opowiada sie za mordowaniem dzieci aż do momentu porodu, z dowolnych powodów i nawet bez zgody matki. Oczywiście elukubracje młodego przywódcy postkomunistów wcale nie muszą mieć dla sprawy życia złych skutków. SLD nawet z przybudówkami nieprędko zdobędzie takie poparcie społeczne, aby móc w sejmie przepychać swoje absurdalne i nieludzkie pomysły. Podejrzewam, że nie nastąpi to za kadencji Olejniczaka, jako szefa partii.


Po takiej deklaracji zaś, zapewne politycy PO i PSL będą dużo mniej chętni niż dotychczas do zawierania koalicji z lewicą w kolejnej kadencji parlamentu. Nie mówiąc juz o tym, że parę dni później „taśmy Oleksego”, dostarczyły tym partiom kolejnych powodów, by sie od lewicy trzymać jak najdalej. Przyszłe koalicje nie są jednak tym, o czym chciałbym pisać. Wspominam o tekście lidera lewicy tylko dlatego, że jest on jednym z zaistniałych ostatnio faktów, które mogą zmienić stosunek znacznej części polskiego społeczeństwa do funkcjonującego w naszym kraju „kompromisu aborcyjnego”.

Wyrok i po wyroku


Tydzień później otrzymaliśmy wiadomości o skandalicznym wyroku „Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości”. Kobiecie z Polski przyznano odszkodowanie za odmowę aborcji, której domagała się pod pretekstem zagrożenia swojego zdrowia. Gazeta Wyborcza od razu zrobiła z tej pani bohaterkę. Trybunał orzekał w oparciu o polskie prawo, które dopuszcza zabijanie nienarodzonych z takiego powodu. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Owym zagrożeniem zdrowia w tym przypadku okazało sie ryzyko pogorszenia wzroku. Pogorszenia, a nie utraty.


Wyrok trybunału, uznający takie pogorszenie za wystarczające do zabicia dziecka, de facto legalizuje w Polsce aborcję na życzenie. Bo skoro dzisiaj wystarcza do niej pogorszenie wzroku skutkujące koniecznością noszenia mocniejszych okularów, to jutro lub pojutrze mogą wystarczyć rozstępy. Środowiska lewicowe i feministyczne, które pomogły pani Tysiąc w procesie, tym samym złamały wspomniany wyżej kompromis. Innymi słowy, tego kompromisu już nie ma. Istnieje obawa, ze znajdą sie lekarze, którzy obawiając sie sądów i wyroków będą wydawać zaświadczenia o „medycznych przesłankach do aborcji” pod byle pretekstem. Oczywiście, głęboko wierzę w to, że większości polskich lekarzy nie pozwoli na to sumienie, ale nie mam złudzeń, ze jak w każdej grupie, tak i w tym zawodzie znajdą się czarne owce. Aby temu zapobiec, trzeba zmienić prawo, tak, aby zagrożenie dla zdrowia kobiety nie było juz wystarczające do zabicia jej dziecka.


A we Florencji....


Przesłanką do likwidacji innej furtki, zawartej w tejże samej ustawie może być tragiczne wydarzenie, jakie miało niedawno miejsce we Florencji. Zamordowano tam („poddano aborcji”) zdrowe dziecko, gdyż mniemano, na podstawie niedokładnych badań, że jest ono obarczone wadami uniemożliwiającymi życie. Myślę, że i ten zapis, który pozwala zabić dziecko z powodu możliwych wad uniemożliwiających życie (nie mówiąc juz o upośledzeniach, które też są dla ustawodawcy wystarczającym uzasadnieniem zabójstwa) należy zlikwidować. Po pierwsze dlatego, ze florencki przypadek pokazuje, jak bardzo takie badania potrafią być omylne. Po drugie każde dziecko, nawet to, które umrze zaraz po urodzeniu ma prawo do chrztu i godnej śmierci.


Pochwały godne są przypadki tych rodziców, którzy wiedząc, że ich dziecko przeżyje samodzielnie ledwie kilka chwil, przygotowują się do tego, aby mogło ono poczuć, że jest przez nich kochane i umierać ze świadomością tego faktu.


W świetle tych faktów nie ma powodu, aby nadal podtrzymywać coraz wątlejszy „kompromis aborcyjny”. Tym bardziej bez sensu jest utrwalanie go poprzez zapis w konstytucji, co proponuje prezydent Kaczyński. W świetle faktów, które przywołałem wyżej, obecnie jest właściwy moment dla uchwalenia ustawy lepiej chroniącej nienarodzone życie, to znaczy takiej, w której jedyną okolicznością dopuszczającą przerwanie życia malutkiej istoty ludzkiej jest poważne zagrożenie życia matki. Zwłaszcza, ze układ sił w obecnym sejmie, przy odrobinie dobrej woli ze strony inicjatorów ewentualnej nowelizacji, może pozwolić na jej uchwalenie.

10:48, svetomir , INNE
Link Komentarze (1) »
środa, 04 kwietnia 2007
 

Kolejny dzień – Wielka Sobota kojarzy sie przede wszystkim z chodzeniem ze święconym. Święcenie pokarmów odbywa się po południu, czasem wczesnym wieczorem. Ze święconym najczęściej idą dzieci, ale nie jest to regułą. Do święcenia niesie się zawsze: chleb, jajka i szynkę, inne pokarmy wedle woli. Spożywa się te pokarmy na wielkanocne śniadanie. Nic ze święconego nie może się zmarnować.
Również w Wielka Sobotę maluje się kruszonki. Na Śląsku stosuje się techniki jednobarwnego malowania: batikową, wytrawiającą i rytowniczą. Dosyć popularne jest również barwienie jajek wywarem z łusek cebuli. Tego też dnia piecze się wielkanocne ciasta. W Wielką Sobotę najważniejszym obrzędem jest święcenie pokarmów, ognia i wody w czasie liturgii Wigilii Paschalnej, która odprawiana w sobotni wieczór, należy już formalnie do niedzieli.. O święceniu ognia wspomniałem już przy okazji palm, pisząc o opalaniu ich części, robieniu krzyżyków, etc. Teraz wspomnę, że czasami w miejsce palm opala się specjalnie na ten cel przygotowane drewienka. Również święcenie wody ma niemałe znaczenie w magii ludowej. Wodę zabiera się do domów do picia i kropienia. Na razie dosyć rzadko w parafiach górnośląskich liturgia Wigilii kończy sie procesją rezurekcyjną. Ta ostatnia dotąd odprawiana jest najczęściej w niedzielę wczesnym rankiem.
Pierwszy dzień świąt spędza się w zaciszu domowym, w gronie najbliższej rodziny. Nikogo w tym dniu nie powinno się odwiedzać. Na odwiedziny jest przeznaczony świąt dzień drugi. Początkiem obchodów pierwszego dnia Świąt Wielkanocnych jest procesja rezurekcyjna, najczęściej odprawiana wcześnie rano. Gdzieniegdzie istniał do niedawna zwyczaj ścigania się furmankami w drodze na rezurekcję. Ścigają się także piesi. Wierzono, że zwycięzca wyścigu pierwszy ukończy żniwa (Pośpiech). Nie ma na Śląsku zwyczaju dzielenia się jajkiem. Na śniadanie jedzono: wędzonkę, jaka, chleb, sól, chrzan iwino. Ciekawy zwyczaj, związany ze spożywaniem wielkanocnych jajek notowano jeszcze sto lat temu na Śląsku Cieszyńskim. Polegał on na smażeniu jajecznicy na ognisku pod lasem lub na łące, najczęściej w drugi dzień świat. Kończyło się to smażenie śpiewami i tańcami przy ognisku. Obrzęd ten łączy elementy sakralne i ludyczne. Sakralnymi są niewątpliwie poświęcone jajko i ognisko, nawiązujące do o dwa dni wcześniejszego ogniska przy kościele. Ludycznymi są zaś śpiew i taniec. Weźmy z kolei taki śmigus-dyngus, który dziś zwłaszcza w miastach przybiera charakter chuligańskiego wybryku. Jednak inna była jego rola przez stulecia. Dawni folkloryści pisali o poniedziałku wielkanocnym, ze jest to „najmokrzejszy i najradośniejszy dzień w roku”. Tak jest i dotąd w niektórych miejscowościach, przykładem mogą służyć tu wsie Krzyżanowice i Bolesław pod Raciborzem.


Zwyczaje śmigusowe z tamtych okolic mają kilkaset lat udokumentowanej historii. Już Lucjan Malinowski (ojciec Bronisława, słynnego badacza wysp Pacyfiku) badając tradycję krzyżanowicką zastał ją w opowiadaniach informatorów jako bardzo starą, około stuletnią, a prowadził swoje badania na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX stulecia. Warto zacytować opis, który Malinowskiemu przekazał jego informator: Tu W Krzyzanowicach

jest prawo pachołcze, rząd jak gmiński, jest jeden fójtem (wójtem) wolóny (wybrany),

burmister przy tym i prawny. Przy tym w dniu w drugie święto wielkanocne to

ustanowióm, a trwa to aż do świętego Ducha do drugiego święta. Przez ten czas jest

kożdy pod strofóm (kara) obowiązany pachołek i dziewka do procesyje w niedziela iść,

a przi tym nie śmi żaden pachołek ku dziewce wieczorem czasem iść, bo dyby go tak

to prawo trefiło, żeby z dziewkom stał, abo siedział, tak musi patnast (piętnaście)

czeskich (srebrnych groszy) sztrofy zapłacic; to się dawa do kościelne kasy. Na

procesyi, kieby dziewka nie szła, abo pachołek, to są sztrofowani dwiema groszami.

Dwa razy przez ten czas jest w procesyi składka podle każdego wóle, to tez idzie do

kościelny kasy, a sprawujom se za to korągle. A to trwa uż przez sto lat. A we

Tworkowie a Roszkowie, to tez jest to samo, w Bukowie, w Seryni, w Rogowach i

Rudyszwałdzie, w Benkowicach. To się raz stało, tak była prziszła w nasze okolicy

wielka niemoc, tak, ze ludzie byli bardzo wymrzyli, że uż nie pómogały żadne prośby,

choć ludzie prosili, żeby ta niemoc ustała. Tak księdzowie w te okolicy byli się

urządzili, żeby szkolne dzieci, pachołcy i dziewki z procesjom naokoło wsi szli, ażeby

Bóg był tak dobry, miłosierny, żeby ta choroba ustała, i tak te prawo i te procesyje na

pamiątka dosawad dzierżom.

Istotą tych tradycji jest istnienie w każdej z tych wsi jakoby organizacji młodzieżowej o charakterze religijnym z jednej, a ludycznym z drugiej strony. Organizacja ta ma swoja strukturę i władze, w Bolesławiu na jej czele stoi „szef młodzieży”, a w Krzyżanowicach „pachołczy fojt” (ten ostatni tytuł nie zmienia się przynajmniej od czasów Malinowskiego, gdyż w jego zapiskach również się pojawia). Członkowie tej organizacji, skupiającej młodzież męską przez cały okres świąt kościelnych cyklu wielkanocnego zapewniają odświętną oprawę uroczystości kościelnych, zwłaszcza jeśli chodzi o udział w procesjach z chorągwiami i sztandarami, to jest więc religijny aspekt ich działalności.


Aspekt ludyczny pojawia się w noc z pierwszego na drugi dzień Wielkanocy, kiedy członkowie organizacji grupami chodzą po całej wsi budząc gospodarzy, składając życzenia, oblewając wodą i otrzymując od nich datki, zwłaszcza jajka, ale również pieniądze. Z otrzymanych jajek robią sobie rano jajecznicę i spożywają wspólny posiłek. W tym nocnym obrzędzie objawiają się niewątpliwie elementy bardzo dawne, żeby wymienić tylko pewne bogate symbole: noc, woda, jajo, wspólny posiłek. Nie będę tu próbował wchodzić w charakter symboliczny tego obrzędu, który ma wiele aspektów, ja w tym miejscu chciałem podkreślić tylko dwa z nich, mianowicie aspekt ludyczny i aspekt sakralny.


Myślę, że chuligański charakter dyngusów miejskich bierze się przede wszystkim z oddzielenia elementu ludycznego od religijnego, z zapomnienia wręcz, jakie święto się obchodzi. Dochodzi tu do poważnego zakłócenia równowagi, które owocuje znacznymi wynaturzeniami. Tych wynaturzeń nie ma w obrzędach śmigusowych w podraciborskich wsiach, gdyż tam elementy ludyczne ściśle się przeplatają z sakralnymi.


To samo powiązanie dwojakich elementów, może nawet bardziej ze sobą splecionych obserwujemy na właściwie tym samym terenie, bo również na południowej Raciborszczyźnie, tyle że w innych wsiach w postaci konnych procesji wielkanocnych. Procesje takie odbywają się w poniedziałek wielkanocny między innymi w Pietrowicach Wielkich, Sudole i Bieńkowicach.


Bardzo ciekawy jest program procesji, który podaję na przykładzie Pietrowic. Jej główne elementy to: przemarsz do kościoła pątniczego, nabożeństwo tamże, objazd pól, wyścigi konne, zakończenie procesji w kościele parafialnym. Dominują oczywiście elementy religijne. Zalicza się do nich przemarsz, nabożeństwo, zakończenie, a także objazd pól, który jest forma błogosławieństwa. Nie bez znaczenia pozostają jednak w procesjach konnych także elementy ludyczne. Należy do nich w pierwszej kolejności wyścig konny, który jest żywiołową rywalizacja sportowa, angażującą cała wieś, nie tylko uczestników, ale licznych kibiców.


Nie jest to jednak jedyny element ludyczny procesji konnych. Po błogosławieństwie w kościele „kończy się część oficjalna wielkanocnych procesji konnych. Na początku XX wieku, jak oceniają badacze, zakończenie procesji miało inny charakter. Odbywało się ‘w gospodzie Neumana, w której - zgodnie ze stara umową – zwycięzca stawiał beczkę piwa. Dziś jeźdźcy odjeżdżają na koniach w różnych kierunkach, bo wielu z nich przyjeżdża z daleka, a spotkania towarzyskie odbywają się jedynie w kręgach prywatnych. Natomiast młodzi od lat bawią się na zabawie w miejscowym domu kultury”. Zresztą taneczne zabawy w drugi dzień Wielkanocy są dość powszechne i odbywają się również tam, gdzie nie ma procesji.


Nie należy moim zdaniem traktować tych zabaw, często po prostu dyskotek, jako czegoś zdrożnego. Nie są one jakąś nieuzasadnioną nowinką, ale mają mocne ukorzenienie w śląskich zwyczajach wielkanocnych. Jerzy Pośpiech pisze, ze kiedyś były one znacznie częstsze niż obecnie. Jak widzimy z przytoczonych przykładów świętowanie religijne, które omówiłem tu na przykładzie dawnych i nowych obrzędów wielkanocnych, jest przepojone elementami ludycznymi.



Byty kulturowe z zakresu religijności, zwłaszcza zaś religijności ludowej zaspokaja zazwyczaj nie tylko potrzeby ściśle religijne i duchowe, ale także na przykład psychologiczne, czy socjologiczne. Jest to bardzo wyraźnie widoczne na podstawie górnośląskiej Wielkanocy. W toku powyższego wywodu wielu obrzędom i zwyczajom przypisałem charakter magiczny. Praktycznie we wszystkich przypadkach jest to magia ochronna . Magiczne działania maja zabezpieczać działającego, jego bliskich oraz mienia od rozmaitych nieszczęść: piorunów, pożarów, chorób, szkodników, nieurodzaju, głodu, czy alkoholizmu. Właśnie słowo zabezpieczać ma tutaj kluczowe znaczenie. Te wszystkie działania bowiem zaspokajają potrzebę bezpieczeństwa, jaką w mniejszym lub większym stopniu odczuwa każdy człowiek. Sposobów zaspokojenia tej potrzeby jest wiele, ale w tradycyjnych społecznościach do najważniejszych należy magia ochronna. Inne grupy zwyczajów i obrzędów wielkanocnych służą zaspokojeniu innych potrzeb. Organizacje młodzieżowe zajmujące się klekotaniem w Wielki Piątek oraz śmigusem w drugie święto, służą zaspokajaniu potrzeby wspólnoty. Wymieniane przeze mnie liczne elementy ludyczne zaspokajają potrzebę zabawy. Często też sie zdarza, że działania magii ochronnej zatracają swoja pierwotna funkcję. Nie są już wtedy działaniami magicznymi, ale swego rodzaju rytuałem tożsamości. Po prostu ktoś kultywuje stare śląskie zwyczaje tylko po to, aby podkreślić, że jest Ślązakiem. W takim przypadku byty te zaspokajają potrzebę samoidentyfikacji. Trzeba jednak dbać o to, aby te pozareligijne motywacje świętowania nie były jedynymi, które nam przyświecają. Także bowiem w dawniejszych czasach zaspokajanie tych wszystkich potrzeb, które wymieniłem pozostawało w cieniu przeżycia religijnego.




LITERATURA:
1. J.Pośpiech, Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku ; Opole 1987

  1. Kornelia Lach; Wierzenia, zwyczaje i obrzędy. Folklor pogranicza polsko-czeskiego; Wrocław 2000;

  2. Lucjan Malinowski, Zarysy życia ludowego na Szląsku. W Jerzy Pośpiech, Stanisława Sochacka, Lucjan Malinowski a Śląsk, Opole 1976

  3. Artur Rumpel; Świętować po katolicku

     

 

 

 

Już po raz piąty zabieram się do pisania o śląskiej Wielkanocy. Poprzednie prace, w większości niepublikowane powstawały w latach 2001-2005. Niniejsza jest ich kompilacja ukazującą najistotniejsze zwyczaje i obrzędy wielkanocne. Skupię się na elementach religijności ludowej zróżnicowanej etnicznie katolickiej ludności południowej części Górnego Śląska, czasami dodając jakieś dopowiedzenie z innych rejonów górnośląskiej ziemi.

Obrzędy wielkanocne zwyczajowo zaczynają się poświęceniem palm w Niedzielę Palmową. Palmą powszechnie nazywa się obrzędowy bukiet z gałązek drzew i krzewów, suszonych traw i kwiatów, a także innych elementów na przykład wstążek i kolorowego papieru w charakterze dodatków. Niektórzy etnologowie wiążą palmy wielkanocne z prastarym pogańskim kultem "rózgi życia", zielonej i młodej gałązki, symbolizującej odżywanie przyrody (Pośpiech). W tradycji kościelnej są one pamiątką triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy i gałązek palmowych, które kładli przed Nim jej mieszkańcy. Na Górnym Śląsku palmy najczęściej wykonywano z gałązek następujących drzew i krzewów: wiyrba, potym kokocz, jo nie wiym, wiym, że to u Pieczki dycki rosło tyn kokocz, ale co to było za roślina to nie wiym, dycki to tak nazywali, lyska, oliwne drzewko na tyn wyrch się potym dowało, kocianki (Gorzyce). Wiyrba, kocianki i kokocz to ludowe określenia trzech gatunków wierzby: w. białej (salix alba), w. iwy (s. caprea) i w. kokocyny. Stosowano też gałązki innych drzew i krzewów liściastych, w tym przede wszystkim brzozy. W tradycyjnych palmach nigdy nie używano gałązek drzew iglastych. Drzewa takie nie budziły się bowiem z zimowego snu nie miały więc mocy pobudzania sił wegetacyjnych. Moc tę jeszcze zwiększano poprzez odpowiednie przygotowania. Gałązek na palmę nie zbierano bezpośrednio przed niedzielą palmową, ale około dwóch tygodni wcześniej. Scięte gałązki wkładano do wody i pozwalano im wypuścić małe listki. Dotyczyło to przede wszystkim gałązek brzozy. Brzoza ma duże znaczenie w magii ludowej na omawianym terenie. Stosuje się ją również w obrzędach związanych ze świętem Bożego Ciała.
Wróćmy jednak do palm. Wykonywało się owe palmy w następujący sposób:
on jedna ta wiyrba dycki przecion na poły i tak to fajnie potym obwionzoł, tym jednym połym we trzech miejscach
(Gorzyce). Tradycyjnie do wiązania palmy nie używano sznurka ani drutu. Oprócz omawianego wiązadła stosowano również czerwone kokardki, albo rzemień od bata, "aby konie były tłuste" (Strzeleckie) Palma tradycyjna składała się z trzech do sześciu gałązek, długości około 25 - 40 cm. Nie było i zasadniczo nie ma na Śląsku zwyczaju tworzenia palm znaczniejszych rozmiarów.
Do śląskiej palmy zasadniczo nie dodawano żadnych składników, poza gałązkami jak kwiaty, trawy, czy papiery. W ostatnich dziesięcioleciach palmy tradycyjne są niestety coraz częściej wypierane przez palmy kupowane w sklepach , a przynależące do tradycji innych regionów kraju. Zmiany te występują jednak jedynie u rodzin nie uprawiających ziemi, ani nie chowających zwierząt gospodarskich. Rodziny rolnicze i półrolnicze (półrolniczymi nazywam te, które mają pozarolnicze źródła utrzymania, pomimo to jednak dodatkowo uprawiają ziemię, lub chowają zwierzęta) nadal wykorzystują palmy tradycyjne, gdyż tylko takie nadają się do zastosowania w praktykach magicznych, które omówię poniżej. Palmy do kościoła nosiły i noszą do nadal głownie dzieci. Źle jest widziane obecnie noszenie palm przez dorosłych. Po poświęceniu palmę przynosi się do domu i odcina się część górną od dolnej we trzech miejscach związanej. Tę część dolną zabierają również dzieci do kościoła na obchody wielkosobotnie. Niekiedy tę czynność wykonują dorośli, zwłaszcza w przypadku, gdy obchody te sprawowane są zgodnie z rubrykami liturgicznymi, czyli w godzinach nocnych (Liturgia Wielkiej Nocy bezwzględnie powinna zacząć się po zmierzchu, a zakończyć przed świtem, przepisy te jednak zaczęły obowiązywać dopiero od czasu reformy liturgicznej).
W czasie tych obchodów opala się palmę w żarze poświęconego ogniska. To opalanie można rozumieć jako rytualne oczyszczenie przez ogień, i to nie byle jaki ogień, bo przecież poświęcony. Trzeba przy tym baczyć, aby gałązki nie uległy spaleniu, ani nadmiernemu osłabieniu, gdyż utraciłyby wtedy możność dalszego zastosowania. Tak spreparowane palmy powtórnie przynosi się do domu i zachowuje aż do dni krzyżowych, czyli poniedziałku, wtorku i środy poprzedzających uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.
W Dni krzyżowe Palmy te rozplątuje się i wykonuje się z nich małe krzyżyki. W innych częściach Śląska robi się to kiedy indziej, na przykład w Poniedziałek Wielkanocny, albo nawet już w samą Niedziele Palmową, w takim przypadku jest pominięty etap opalania. W owe dni część tych krzyżyków wtyka się w ziemię na polu, aby zapewnić dobre urodzaje. Inną część z nich zatyka się za Święte obrazy w domu, by zapewnić domownikom wszelką pomyślność. Jeszcze inne zatyka się za belki dachu domu i innych budynków by ochronić te budynki przed pożarami. Wreszcie ostatnią część zatyka się za ramy okien, by dom chronić od piorunów. Resztki po tej operacji rozdzielania palm trzeba koniecznie spalić w piecu, nie wolno ich wyrzucać. Istnieje bowiem silne przekonanie, że wyrzucanie jakichkolwiek przedmiotów poświęconych sprowadza nieszczęście.
Inne zastosowania mają wierzchy palm oddzielone od dołów przed Wielką Sobotą. Te części przechowuje się w domu z wielką starannością, aż zajdzie potrzeba ich użycia. Zastosowania ich są zaś dwojakie. Po pierwsze "kotki" z palm stosuje się jako lekarstwo na bóle gardła. Wielu badaczy twierdzi, że zwyczaj ten nie jest już praktykowany, a zachował się jedynie w pamięci i w przekazie ustnym. W rzeczy samej praktykuje się go dzisiaj bardzo rzadko, ale jednak można się z tym jeszcze gdzieniegdzie spotkać (Gorzyce). Na choroby przeziębieniowe stosuje się niekiedy wywar z palm. Ten sposób nie jest pozbawiony racjonalności. Palma jest jak już wspomniałem wykonana przede wszystkim z gałązek różnych gatunków wierzby. Wierzba zaś, a zwłaszcza jej kora zawiera w składzie salicylany, podobne w charakterze chemicznym i działaniu farmakologicznym do aspiryny. Sproszkowana kora wierzby jest zresztą stosowana nie tylko w medycynie ludowej, ale także akademickiej.
Druga grupa zastosowań jest związana z hodowlą bydła:
No to zaś potym jak krowa się ocieliła, rozumiysz, toch trocha tego wyrchu nabrała do gorka i szłach se jom okadzić. Toch do gorka wciepła i konsek wonglika do tego, tak że mi się to chyciło i to tym dymym żech se okadziła. Jak żech miała krowa ocielono, to potym zaroz na drugi dziyń toch se wziyna tej palmy do gorka takigo starego, ciepłach tam wongli, coby mi się to chyciło. To było taki zapobieżyni, że się niby tej krowie nic nie stanie, tak starzy ludzie godali. To tak prawiom, że ją nie podleci. Moja mama też tak robiła, ale jo tego już nie prowadziła. Chodziła potym z tym kadzidłym po całym chlywie. Jak jo uż prawie nie robiła, to Erichowe synki zawsze miały, tóż prawim to dejcie synki jedna ta palma. Dali mi jom, bo mi się najbardziyj o tyn wyrch rozchodziło, żebych miała na to okadzyni. Dyć ostatnio jeszcze Nowak prziszoł do mie, prawi ni mosz czasym z palmy. Jo prawia Josefie, jeszcze tam kanś jest we worku na wyrchu, wiysz. Bo prawi se nie wiymy rady momy tako krowa jakoś choro, nie umimy se dać rady z niom. Może by my spróbowali jeszcze jom okadzić. Nie było to downo, nie wiym możno ze trzi roki, bo ze dwa roki krowy ni mo. I dałach mu to.
(Gorzyce)
Na podstawie tych informacji można zaobserwować pewne zróżnicowanie w tych praktykach. I tak niekiedy okadza się cały chlew, niekiedy zaś tylko samą krowę z cielęciem. Niekiedy zabieg ten traktuje się jako profilaktyczny, kiedy indziej jako leczniczy. Palmy niesione w procesji przez duchowieństwo i osoby zakonne są spalane całkowicie, a popiół z nich stosuje się w następnym roku w obrzędach środy popielcowej. Nie ma natomiast na Górnym Śląsku powszechnego w innych stronach obyczaju chłostania się palmami.
Tyle można powiedzieć o palmach. Widać z powyższego, że palma wielkanocna ma niemałe znaczenie magiczne. Palma, jako symbol sił wegetacyjnych, wzmocniona jeszcze przez poświęcenie ma moc pobudzania tychże sił w ludziach i zwierzętach. Zieloność palmy udziela witalności krowom i ludziom.

Przejdźmy do następnych zwyczajów. Niedziela Palmowa otwiera Wielki Tydzień zwany też niekiedy w liturgii kościelnej tygodniem Męki Pańskiej. Ta druga nazwa pojawiła się po reformie liturgicznej i zastąpiła wcześniejszy dwutygodniowy Okres Męki Pańskiej (Tempus Passionis), wciąż jeszcze funkcjonujący w świadomości ludowej. Dawniej z Wielkim Tygodniem związane były liczne przesądy. Utrzymały się już tylko dwa z nich i nie dotykają już całego tygodnia, a tylko drugiej jego części, najczęściej od Wielkiej Środy począwszy. Obydwa omówię przy wielkim piątku, tu tylko wspomnę, że jeden zakazuje prac na roli i w ziemi w ogólności, a drugi śpiewu, a zwłaszcza gry na wszystkich instrumentach, oraz używania sprzętu audiowizualnego.
Pierwszym po Palmowej Niedzieli dniem z którym związane są szczególne obchody jest Wielka Środa. Są z nią związane dwa obrzędy: palenie żuru i wypędzanie Judasza. Paleniem żuru nazywane jest spalanie starych mioteł, często nasączonych smołą lub innym paliwem. Odbywa się to najczęściej na wzgórzach za wsią (Pośpiech). Śpiewa się przy tym obrzędowe pieśni. Palenie Judasza, bądź jego wypędzanie jest obyczajem praktycznie już zanikłym w czasach obecnych. Różnie się to odbywało. Czasami wypędzano z kościoła przebraną na czerwono postać, czasami palono kukłę symbolizującą niewiernego apostoła (Pośpiech) lub zrzucaną takowa z kościelnej wieży.
Z Wielkim Czwartkiem związana jest tradycja zawiązanych dzwonów. Mówi się, ze od Gloria we mszy Wielkiego Czwartku do Gloria Wielkiejnocy dzwony kościelne są zawiązane. Gdzieniegdzie mówi się też, że są na ten czas wywiezione do Rzymu (Pośpiech) W tym czasie w liturgii kościelnej w miejsce dzwonków używa się kołatek. Nie wolno też wtedy używać żadnych instrumentów muzycznych ani w liturgii ani w życiu świeckim. W wielu domach w tym czasie, a gdzieniegdzie już od wielkiej środy ni słucha się radia, nie ogląda się telewizji i nie śpiewa się. Jest z tym też integralnie powiązane chodzenie z kołatkami. Kołatki są to drewniane idiofony używane w liturgii katolickiej od Wielkiego Piątku do Wielkiej Soboty zamiast dzwonków i gongów. Na śląskich wsiach rozpowszechnione było, a gdzieniegdzie nadal jest chodzenie w Wielki Piątek z tymi kołatkami młodych chłopców, a najczęściej ministrantów dookoła kościoła jak również po wsi. Od zawiązania dzwonów w czasie ceremonii Wielkiego Czwartku, aż do procesji rezurekcyjnej nie wolno było wykonywać żadnych robót ziemnych. Nie wolno było grzebać w ziemi ani rękami, ani żadnym narzędziem. Nie było również wolno niczego z ziemi wyciągać, ani wyrywać. Ziemia była przez ten czas objęta tabu, ze względu na dwukrotne przebywanie w niej Pana Jezusa, najpierw w ciemnicy, potem zaś w grobie. Z zakazu prac ziemnych w tym okresie mogli być zwolnieni tylko grabarze i tylko w najpilniejszych przypadkach. Przez wszystkich innych natomiast zakaz ten musiał być ściśle przestrzegany. Taka sytuacja trwa do tej pory i mało kto się z tego wyłamuje. W niektórych okolicach jednak jest on obecnie ograniczony czasowo do samego tylko Wielkiego Piątku. Pośpiech podaje, że w Wielką Sobotę prace rolne obecnie się wykonuje.
Szczególna obrzędowość była związana z dniem Wielkiego Piątku. Obchody tego dnia rozpoczynają się zaraz po północy. Miejscem tych nocnych obrzędów są rzeki i potoki, a w innych stronach źródła i studnie. W miejscach tych dokonuje się rytualnych obmywań:
Jak północ minyła to my uż tam szli. Ze wsi z Gorzyczek jedyn drugigo my wołali. Na woda to my szli. Tam my się pomodlili, umyli my się, o drugiyj, pół trzeciyj, to my wracali nazod. Potym to zaś my tak troszyczka nieskorzyj chodzili, tak kole czwartej. Jedni odchodzili, drudzy przichodzili. Każdy przed sia się modlił, swoji intyncje (Gorzyce) Modlili my się nie ino pod tom kapliczkom, ale ta, kaj teraz je tyn ołtorz, tam stoł krziż i pod tym krziżym my się też potym modlili. Tyn krziż był bez front złomany
(Gorzyce).
W tych potokach i źródłach obmywało się ręce, twarz i kolana. Miało to chronić przed licznymi chorobami, zwłaszcza reumatycznymi. Obrzęd obmywania sprawowano na pamiątkę wtrącenia Jezusa do potoku Cedron. Wodę tę (jeżeli pochodziła ze źródeł lub studni) nabierano również w naczynia i przynoszono do domu. Kropiono nią wszystkie pomieszczenia domu oraz chlewa i obory, dawno ją także do picia ludziom i zwierzętom. Miała ona moc chronienia przed wszystkimi chorobami. Część wody zachowywano na późniejsze potrzeby. W czasie burz kropiono nią okna. Dawano ją także do picia chorym. Kiedyś wierzono, że woda o północy zamienia się w wino lub krew (Pośpiech). Często z tym obmywaniem wiązały się liczne przesądy. Nie wolno było w drodze nic mówić, a po obmyciu nie było wolno się wycierać (tamże). Tenże sam Pośpiech notuje występujący gdzieniegdzie zwyczaj wypijania kieliszka wódki po powrocie z nocnych obrzędów. Czyniono to na pamiątkę napojenia Jezusa winem z goryczą. Wypicie kieliszka wódki w Wielki Piątek miało chronić przed chorobami i paradoksalnie również przed alkoholizmem. Najskuteczniejsza do tego celu miała być nalewka z tataraku, tak zwana tatarczówka. Na pamiątkę pięciu ran Jezusa, należało w Wielki Piątek zjeść piec kawałków chrzanu (tamże), co chronić miało przed chorobami przewodu pokarmowego. Chodzenie po żelazie i po nawozie miało chronić przed chorobami nóg. Maść wyrabiana w Wielki Piątek z pączków topoli miała leczyć choroby skóry i działać na porost włosów. Jest tych przesądów znacznie więcej, gdyby je wszystkie wymienić zdominowały by całą pracę. Warto natomiast zauważyć, ze powszechne jest przekonanie, że dzień uświęcony męką Chrystusa jest przepełniony magiczną mocą zdolną uwalniać ze wszystkich praktycznie dolegliwości, o ile zna się właściwą magiczną procedurę. Tego samego dnia miedzy południem a trzecią popołudniu na pamiątkę męki Chrystusowej stawia się zapaloną świecę przed krzyżem wiszącym na ścianie.

Część druga

poniedziałek, 02 kwietnia 2007

Zbliża się Wielkanoc. W Kościele Katolickim obrządku łacińskiego najważniejszą Mszą Świętą nie tylko tego święta, ale całego roku kościelnego jest Msza Wigilii Paschalnej. Według obecnych przepisów liturgicznych liturgie tę należy sprawować w nocy z soboty na niedzielę. Niestety, z nieznanych mi powodów, być może z lenistwa, niektórzy księża odprawiają tę mszę po południu, gdy słońce jest jeszcze na niebie. Znam nawet takie świątynie, gdzie liturgie te zaczyna sie o 17.00 a kończy o 18.30. Ta karygodna praktyka, całkowicie zniekształcająca sens świat wielkanocnych dotąd pokutuje w wielu parafiach. Przecież Jezus Chrystus zmartwychwstał w nocy, a nie w sobotę po południu. Poniżej podaję listę parafii archidiecezji katowickiej, które na swych stronach internetowych informują o terminie liturgii. Mam nadzieje, ze ta lista pomoże czytelnikom znaleźć godnie sprawowana liturgię i szerokim łukiem omijać parafie leniwych proboszczów.


18.00:

Św. Mikołaja w Borowej Wsi

Matki Bożej Różańcowej w Rudzie Śląskiej Halembie

Matki Bozej Szkaplerznej w Imielinie

Matki Bożej Różańcowej w Jastrzębiu- Moszczenicy

MB Wszechpośredniczki Łask i Św. Antoniego z Padwy w Jedłowniku

Matki Bożej Szkaplerznej i Św. Piusa X w Jejkowicach

Świętej Rodziny w Katowicach

Św. Floriana w Rybniku-Orzepowicach

Św. Św. Piotra i Pawła w Paniowach

Matki Bożej Różańcowej w Rudzie Śląskiej

Św. Jerzego w Rydułtowach

Św. Antoniego w Siemianowicach Śląskich

Św. Anny w Świerklanach

MB Fatimskiej w Turzy Śląskiej

Świętej Rodziny w Tychach

Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Żorach



18.30:

Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Bytomiu

Podwyższenia Krzyża Świętego w Kłodnicy

Św. Pawła w Rudzie Śląskiej


19.00:

Św. Marii Magdaleny w Bielszowicach

Św. Bartłomieja Apostoła w Bieruniu Starym

Św. Wawrzyńca w Chorzowie

Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chorzowie

Św. Antoniego W Chorzowie

Św. Barbary W Chorzowie

Św. Józefa w Czerwionce

Krzyża Świętego w Tychach-Czułowie

Podwyższenia Krzyża Świętego w Gostyniu

Bożego Ciała w Jankowicach

Najświętszego Serca Pana Jezusa w Jastrzębiu Zdroju

Św. Katarzyny w Jastrzębiu Górnym

Podwyższenia Krzyża Świętego i Św. Herberta w Katowicach

Św. Jadwigi Śląskiej w Katowicach – Szopienicach

Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kobiórze

Niepokalanego Serca NMP w Książenicach

Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Marklowicach

MB Uzdrowienia Chorych w Rydułtowach- Orłowcu

Św. Wawrzyńca w Orzeszu

Św. Jana Chrzciciela w Pawłowicach Śl.

Świętej Rodziny w Piekarach

MB Częstochowskiej w Katowicach Podlesiu

Wszystkich Świętych w Pszczynie

Św. Józefa Robotnika w Rybniku

Ducha Świętego w Siemianowicach Śląskich

Ducha Świętego w Tychach

Św. Marii Magdaleny w Tychach

Św. Jadwigi w Tychach

Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wodzisławiu Śląskim

Ducha Świętego w Wodzisławiu Śląskim

Apostołów Filipa i Jakuba w Żorach

Miłosierdzia Bożego w Żorach


19.30:

Św. Mikołaja w Bujakowie

Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza w Chorzowie Batorym

Św. Józefa w Chorzowie

Św. Szczepana w Katowicach-Bogucicach

Ścięcia Św. Jana Chrzciciela w Tychach



20.00:

Św. Jana Sarkandra W Bańgowie

Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bieruniu Nowym

Matki Boskiej Bolesnej w Mysłowicach-Brzęczkowicach

Św. Franciszka w Chorzowie

Św. Jadwigi w Chorzowie

Ścięcia Św. Jana Chrzciciela w Rudzie Śląskiej- Goduli

Św. Brata Alberta w Jastrzębiu Zdroju

Św. Barbary i Św. Józefa w Jastrzębiu Zdroju

Katedra Chrystusa Króla w Katowicach

Matki Boskiej Piekarskiej w Katowicach

Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Katowicach

Św. Św. Piotra i Pawła w Katowicach

NMP Wspomożenia Wiernych w Katowicach-Wełnowcu

Trójcy Przenajświętszej w Kochłowicach

Św. Klemensa w Lędzinach

Niepokalanego Poczęcia NMP w Mysłowicach Janowie,

Bożego Ciała w Rybniku- Niewiadomiu

Sanktuarium MB Piekarskiej

Miłosierdzia Bożego w Tychach

Św. Krzysztofa w Tychach

Św. Św. Wawrzyńca i Antoniego w Rudzie Śląskiej Wirku

Najświętszego Serca Pana Jezusa w Wyrach

Podwyższenia Krzyża Świętego w Wodzisławiu Śląskim- Zawadzie


21.00:

Św. Teresy w Rybniku-Chwałowicach

Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Czuchowie

NMP Matki Kościoła w Jastrzębiu Zdroju

Św. Św. Cyryla i Metodego w Knurowie

MB Królowej Różańca Świętego w Łaziskach Górnych

MB Pośredniczki Wszelkich Łask w Szczejkowicach

Warto przy okazji podkreślić, że są duszpasterze, którzy traktują Wigilię Paschalną tak jak na to zasługuje. Z powyższej listy wynika, ze jest kilka parafii w diecezji, które zaczynają ją o 21, a wiele kolejnych o 20. Z innych diecezji zasługują na wspomnienie dwie świątynie. W kościele pocysterskim w Rudach, w diecezji gliwickiej Wigilia jest sprawowana co drugi rok o 23.00, czyli tak, jak chciał Pius XII, gdy reformował obrzędy Wielkiego Tygodnia. W bazylice Świętej Trójcy, u O.O. Dominikanów w Krakowie natomiast liturgia zaczyna sie co prawda o 21.00 za to jest odprawiana bardzo uroczyście i bez żadnych skrótów.

 

sobota, 24 marca 2007
 

Od kilku tygodni dochodzą do nas wieści, które wywołują spore wzburzenie w środowisku ludzi kultury. Władze Polskiego Radia pod przewodnictwem Krzysztofa Czabańskiego wprowadzają znaczące zmiany w funkcjonowaniu rozgłośni. O ile wcześniejsze zmiany, między innymi dotyczące radiowej Trójki, a przywracające jej w dużej mierze dawny kształt sprzed destrukcyjnej rewolucji kierowanej przez Eugeniusza Smolara były powszechnie oceniane pozytywnie, o tyle te ostatnio zapowiedziane zjeżyły wielu ludziom włosy na głowach. Oprócz zwolnień grupowych, obejmujących głównie pracowników zatrudnionych przed 1989 rokiem, reformy mają polegać również na ograniczeniu liczby częstotliwości Dwójki i Biski na rzecz Jedynki. De facto oznacza to znaczne ograniczenie dostępności tych dwóch programów. O ile w przypadku Biski to żadna strata, bo już Smolar de facto uśmiercił tę stację i zrobił z niej hiphoptubę dla nastolatków, to ograniczenie zasięgu Dwójki będzie dla wielu osób z prowincji utratą jedynego kontaktu z kulturą wysoką.


Oczywiście Dwójka od dawna nie jest już ani jedynym, ani nawet najlepszym kanałem medialnego kontaktu ze wspomnianymi formami kultury. Każdy, kto dysponuje stałym łączem internetowym lub anteną satelitarną ma do dyspozycji znacznie szerszy niż słuchacze Dwójki wybór muzyki, spektakli teatralnych, etc. Problem polega na tym, że w chwili obecnej wiele jest jeszcze miejsc w Polsce, gdzie nie ma możliwości założenia stałego łącza, a na zestaw satelitarny niestety nie każdego stać. To się oczywiście będzie zmieniać na lepsze, w miarę postępu techniki. Za dziesięć lat tego problemu bez wątpienia już nie będzie. Wtedy będzie można pomyśleć o poważnej reorganizacji Dwójki, w tym nawet o przekształceniu jej w instytucję o charakterze archiwum radiowego. Obecnie jednak jest na to za wcześnie.


Jako liberał w ogóle nie jestem zbyt zachwycony istnieniem takich instytucji jak publiczne radio i telewizja utrzymywane w oparciu o podatek, dla niepoznaki zwany abonamentem. Skoro juz jednak jest to „Polskie Radio” to niech się przynajmniej odróżnia od stacji komercyjnych. Od zapewniania nam rozrywki są te ostatnie i zawsze będą to robiły dużo lepiej niż instytucja de facto państwowa. Natomiast radio publiczne może robić to, co dla stacji komercyjnych będzie co najwyżej marginesem działalności. Może pełnić funkcję edukacyjną i kulturotwórczą. Jeśli ją pełnić przestanie to w tym samym momencie powinno być zlikwidowane.