czwartek, 10 maja 2018
niedziela, 06 maja 2018

 

Ten fragment serialu skojarzył mi się z fragmentem życiorysu pewnego śląskiego kapłana, księdza Szymona Perzycha: 

Kilka lat wcześniej, gdy ów autor książek religijnych był komorantem w Piekarach, pojawił się raptem w Rybniku, gdzie wprawdzie ożywił życie karczemne i uliczne, ale naraził się opinii publicznej do tego stopnia, że magistrat w trosce o moralność i religijność społeczności rybnickiej wystosował 10 grudnia 1859 r. list do ks. kanonika i książęco-biskupiego komisarza, Franciszka Heidego w Raciborzu, w którym m.in. czytamy: „Suspendowany ksiądz, były dyrektor seminarium i proboszcz Szymon Perzich, osiadł tu od dłuższego czasu bez policyjnego zameldowania. Tenże prowadzi karygodne życie, gdyż codziennie odwiedza najpospolitsze szynki, wraca do domu w całkiem nieprzytomnym stanie i nierzadko musi być wyciągany z rynsztoków. W szynkach obcuje wyłącznie z prostacką warstwą społeczną. Przedmiotem jego rozmów jest religia, przy czym grubiańsko profanuje święte instytucje Kościoła katolickiego. Często widzi się go zataczającego się na publicznych ulicach w kompletnym stroju księdza. Podczas wielomiesięcznego pobytu tutaj jeszcze nie był na nabożeństwie. To karygodne prowadzenie się niepoprawnego Perzicha przynosi hańbę i gniew katolickiego stanu kapłańskiego oraz świętej religii. Aby temu przeciwdziałać, byłoby bardzo celowe umieszczenie owego Perzicha w jakimkolwiek zakładzie. Dlatego uprasza- my Waszą Przewielebność bardzo uniżenie o łaskawe skierowanie wymienionego Perzicha do jakiegoś zakładu poprawczego oraz jednoczesne powiadomienie nas,jakie właściwe środki zostaną zastosowane wobec Perzicha, celem przeszkodzenia mu w złym prowadzeniu się. Dość niechętnie przyjęlibyśmy kroki, aby wymienionego Perzicha uznać za pijaczynę szynkowego, ponieważ mniemamy, iż przez to zostałby obrażony katolicki stan kapłański”

Cały życiorys można znaleźć w artykule ks. Henryka Olszara Proboszczowie parafii św. Anioła Stróża w Gorzycach Śląskich. Przyczynek do dziejów Kościoła katowickiego. O owym księdza Perzychu zapewne jeszcze napiszę coś więcej, bo jego postać bardzo mnie interesuje. Na razie jestem na etapie poszukiwania jego książek. 

10:31, svetomir , LUDZIE
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 maja 2018

łysiak

I dalej nadrabianie zaległości. Tę książkę powinienem przeczytać już dawno. Jeśli nie parę lat temu,kiedy została wydana ( bo i niby z jakiej paki, skoro od lat nie czytam Łysiaka), to przynajmniej rok temu, kiedy dowiedziałem się, że jestem w niej dwa razy cytowany. W końcu nie tak często się zdarza, że takiego publicystę z piątej ligi cytuje autor pierwszoligowy. Prawdę mówiąc mnie się to w wersji książkowej zdarzyło tylko ten jeden raz. 

Książka jest jedną wielką krytyką polskiej literatury, której stan jest tu przedstawiony jako katastrofalny. Łysiak stosuje tu sprytny zabieg. Niby sam nie krytykuje, a tylko cytuje dziesiątki różnych krytyków. Książka jest bowiem w zasadzie kompilacją cytatów z : polskiej prasy, wierszy Mariana Hemara i scholiów Nicolasa Gomeza Davili. Z tej kompilacji wynika, że jedynym dobrym pisarzem we współczesnej Polsce jest... Waldemar Łysiak. No może niezły był też Andrzej Żuławski ze swoim "Nocnikiem", który w czasie wydania "Karawany"  żył jeszcze. Ale reszta to dno. Za granicą zresztą nie jest lepiej.

Łysiak starannie dobranymi cytatami dowodzi, że wiele rzeczy zrobił jako jedyny, te które inni też zrobili on zrobił jako pierwszy, a te, które inni zrobili pierwsi, on zrobił najlepiej. Przypomina pod tym względem Coryllusa - nadętego bubka będącego idolem części prawicy. Jest jednak jedna różnica - Łysiak ma solidny wkład w polską kulturę (gdyby nie był pieniaczem, wkład ten byłby większy), a Coryllus ma wkład zbliżony do mojego, czyli na razie homeopatyczny. 

20/52

czwartek, 03 maja 2018

gra

Kolejna pozycja w ramach nadrabiania ewidentnych zaległości Elżbieta Cherezińska to chyba najważniejsza obecnie w Polsce  autorka powieści historycznych. Wielu ją chwali, wielu krytykuje, ja dotąd zdania nie miałem, bo nie czytałem.

Bo przeczytaniu "Gry w kości" mogę już coś powiedzieć. Jest to powieść poprawna zarówno faktograficznie, jak i literacko. I tyle. Aż tyle i tylko tyle. Jedynym co ją odróżnia od powieści Kraszewskiego, Przyborowskiego, czy Strumskiego są liczne sceny erotyczne. I to jest problem. Gdyby tych scen nie było, nadawałaby się na lekturę edukacyjną dla młodzieży. Ale skoro są, to się nie nadaje.

A skoro tak, to pozostaje jej tylko funkcja rozrywkowa. Jest to powieść prosta- romanus simplex, co przy tematyce historycznej jest nieco zaskakujące. 

19/52


czwartek, 26 kwietnia 2018

Martel

To jedna z najdziwniejszych książek, jakie w życiu czytałem. Wszystko jest niej nietypowe.Począwszy od formy. Składa się z dwóch rozdziałów, z których pierwszy ciągnie się przez prawie 350 stron, a drugi liczy ledwie cztery linijki. Polskiemu czytelnikowi kojarzy się to nieodparcie z powieścią Jerzego Andrzejewskiego "Bramy raju", która składa się z dwóch zdań, pierwszego ciągnącego się przez stron bodaj sto trzydzieści i drugiego, brzmiącego "i szli całą noc". Martel raczej ani tej powieści, ani samego Andrzejewskiego prawie na pewno nie znał. Skąd to wnoszę? Stąd, że w pewnym miejscu książki pojawia się lista pisarzy z całego świata,a jedynym związanym z Polską jest na niej Conrad. 

"Ja" ma formę fikcyjnej autobiografii. Skąd wiem, że fikcyjnej? Bo raczej nie jest możliwe, by autor, czy ktokolwiek z żyjących zmienił się samoistnie z mężczyzny w kobietę, a po paru latach z powrotem. I to jest chyba główna dziwność tej książki, która sprawia, że wryje się ona w pamięć czytelnika. Jest tu sporo seksu i niemało wzmianek o religii. Zaskakujące jest to drugie, bo pierwszosobowy/a bohater/ka deklaruje się jako osoba stuprocentowo areligijna.

Głównie jest to jednak, mimo pozorów bardzo głęboka książka o ludzkiej tożsamości. Waham się, czy w swojej klasyfikacji zaliczyć ją do powieści pogłębionych (romanus semicompositus), czy do  powieścioesejów (romanus compositus).Chyba jednak umieszczę ją w tej ostatniej grupie, mimo, że obszernych wstawek eseistycznych trudno tam się doszukać. Ale ukryty esej esejem być nie przestaje.

Jeszcze jeden aspekt chciałbym poruszyć. Zastanawia mnie, ile czaszek dałoby tej książce rodzeństwo Salwowskich z serwisu kulturadobra,pl, gdyby zajmowało się literaturą, a nie filmem. Skojarzenie nie jest przypadkowe. Być może bym tej książki nie kupił (za dwa złote w Carrefourze) i nie przeczytał, gdyby nie Salwowscy. Otóż parę dni wcześniej przeczytałem na ich stronie recenzję filmu "Życie Pi" opartego na innej książce tego autora. Dostał dwie czaszki i określenie "wyraźnie zły". Myślę, że "Ja" dostałoby tych czaszek więcej. A to naprawdę dobra książka jest.

18/52

środa, 25 kwietnia 2018

tetragon

To już powinienem zrobić dawno. Skoro Arnolda Płaczka, piszącego jako Thomas Arnold, znam osobiście, skoro z  nim pracowałem, to powinienem znać też jego książki. W końcu więc się za to zabrałem i udałem się do biblioteki. Mieli kilka jego książek, na chybił trafił wybrałem "Tetragona".

To klasyczny kryminał z akcją osadzoną we współczesnych Stanach. Główny wątek, to zbrodnicza działalność satanistycznej sekty. Czuć wyraźną inspirację "Klubem Dumas" Artura Pereza-Revertego, oraz kilkoma polskimi kryminałami z "Głową Minotaura" na czele.

Napisane sensownie, znacznie lepiej niż u Mroza, jednym słowem broni się. Z drugiej strony, dupy nie urywa. Głębi żadnej tu nie widzę. W klasyfikacji, którą ostatnio staram się wypracować jest to czysta powieść(romanus simplex), a  nie powieść pogłębiona (romanus semicompositus), czy powieścioesej (romanus compositus). Do historii literatury więc nie przejdzie, ale do przeczytania jest jak najbardziej godna polecenia. Bo to, że powieść jest prosta, nie musi być wadą. Często jest nawet zaletą. 

Jedną z przyczyn mojego opóźnienia w lekturze książek Arnolda jest to, że niezbyt lubię amerykańskie realia w powieściach polskich pisarzy, podobnie jak nie lubię, gdy polscy piosenkarze śpiewają po angielsku. Owszem, zdaję sobie sprawę, że pisanie w realiach amerykańskich jest sposobem na uniwersalizację polskiej literatury, którą to zresztą uniwersalizację z uporem postuluję. Tyle że jest to droga na skróty. Książki Wiesława Myśliwskiego, choć umieszczone w realiach polskich,  są o wiele bardziej uniwersalne  niż wszystkie polskie powieści umieszczone w realiach amerykańskich razem wzięte. 

Uznawałem więc, że lepiej, gdy pisarz, zwłaszcza zaś autor powieści kryminalnych, umieszcza akcję w miejscu, które dobrze zna, na ulicach, po których chodził, etc. Po lekturze kilku książek Mroza uznałem jednak, że niekoniecznie to działa. A jako, że Arnoldowi lepiej wychodzi pisanie o Ameryce, niźli Mrozowi o Polsce, to niechże sobie pisze o Ameryce. 

17/52

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

król

"Wielcy władcy" Marcina Króla to książka co najmniej z dwóch powodów niestandardowa. Pierwszy powód to niezbyt adekwatny tytuł. Dzieło składa się z biografij czterech ludzi, których nie da się w sensie dosłownym nazwać władcami, bo żaden z nich nie był monarchą, a tylko jeden z tej czwórki był głową państwa republikańskiego. Ludźmi tymi byli Richelieu, Bismarck, Churchill i de Gaulle. Wszyscy są w tej książce przedstawieni jako postacie pozytywne i to jest właśnie drugim przejawem jej niestandardowości.  Rzadko się bowiem zdarza, aby ktoś w Polsce chwalił Bismarcka, zwłaszcza w książce przeznaczonej dla masowego odbiorcy, a ta właśnie taka jest, bo nie jest pracą naukową, a esejem, mimo że jej autor jest profesorem politologii. Oczywiście, są oni przedstawieni pozytywnie, nie w kategoriach etycznych, a politycznych. Bo znaniem autora ci czterej byli jedynymi w dotychczasowych dziejach świata naprawdę wybitnymi politykami. W końcowej części książki omówiono poglądy na politykę i moralność prezentowane przez Machiavellego, Hobbesa, Clausewitza, Webera, Schmitta i Morgenthaua.

16/52

niedziela, 22 kwietnia 2018

Barsotti

Zawsze w Wielkim Poście czytam jakąś książkę religijną. Wielki Post już dawno minął, a omówienia takowej książki na moim blogu brak. Przyczyny są dwie. Pierwsza jest taka, że choć lekturę tego rodzaju książki zacząłem w pierwszej połowie Wielkiego Postu, to nie zdążyłem jej przeczytać przed Wielkanocą. Nie była to bowiem lekka lektura. I tu jest ta druga przyczyna. Skoro czytanie przychodziło z trudnością, to i pisanie recenzji nie mogło być łatwe.

To, że "Misterium Chrystianizmu" jest książką trudną, nie oznacza bycia książką złą. Wręcz przeciwnie, to bardzo dobra, chyba najlepsza, jaką przeczytałem w tym temacie. Jest to systematyczny wykład chrześcijańskiej (a ściśle katolickiej) teologii mistycznej  w ujęciu historii biblijnej i roku liturgicznego. Autor dobitnie wykazuje kompletność mistyki katolickiej i niekompletność mistyk naturalnych, żydowskiej, muzułmańskiej, a nawet prawosławnej. Szczególnie surowo odnosi się do antymistycznie nastawionego protestantyzmu. Zdaje się pozostawać w nurcie mistyki niemieckiej (choć jest Włochem). Wielokrotnie cytuje bezpośrednio i pośrednio nie tylko Pismo Święte (mocno dowartościowuje Stary Testament) oraz Ojców i Doktorów Kościoła ale także  Eckharta, Suzona i Silesiusa. Co ciekawe, nie znalazłem żadnych cytatów z Taulera, choć właśnie jego Kazania mi ta książka bardzo przypomina,tak tematyką, jak i stylem. Tyle tylko, że Barsotti jest o wiele bardziej systematyczny.

Warto zwrócić uwagę, że ks. Divo Barsotti, obecnie będący kandydatem na ołtarze, napisał tę książkę jako młody człowiek. W tym kontekście jest to dzieło zaskakująco dojrzałe. Szkoda tylko, że w Polsce od dawna nie jest wznawiane. Korzystałem z wydania z lat sześćdziesiątych, które niekiedy da się dostać w antykwariatach. Namawiam niniejszym Księgarnię Świętego Wojciecha na wznowienie tej świetnej książki. 


15/52

czwartek, 19 kwietnia 2018

pranie

A w Gorzycach sztuka współczesna jakiej by się Warszawa nie powstydziła. Na sznurze bielizna w stylu epok dawnych. Zapewne jakaś forma reklamy sąsiedniej restauracji Barbarossa.

07:11, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2018

 

Któż to odwiedził sławne miasto Rybnik? Toż to sam Darth Vader we własnej osobie. Ale cóż to ma w ręku miast świetlnego miecza? Toż to lira korbowa. 

Pod powłoką Sitha ukrywa się jeden z najbardziej znanych polskich artystów ulicznych - Paweł Dyjan. Więcej o jego twórczości można przeczytać tutaj i tutaj

 

07:42, svetomir , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2018

 zdobycz i wierność

Rzadko się zdarza, że recenzuję nowości, a jeszcze rzadziej (w zasadzie po raz pierwszy wystąpił taki przypadek), że recenzuję nowości napisane przed sześcioma dziesiątkami lat? Paradoks? Owszem, ale wynikający z zawiłości ludzkich, a osobliwie polskich losów. Przypominam, że Pietrkiewicz, który jako poeta zadebiutował jeszcze w przedwojennej Polsce, w czasie wojny znalazł się w Wielkiej Brytanii i tam pozostał, odtąd tworząc poezję po polsku, a prozę po angielsku. Dzięki konsekwencji w tym wyborze w pełni przynależy do obydwu literatur. Stał się drugim po Conradzie polskim mistrzem angielskiego pióra.

Napisana w 1955 powieść „Loot and loyalty” została właśnie wydana w Polsce, w przekładzie Jacka Dehnela jako „Zdobycz i wierność”. Najlepszą recenzję tej książki dał sam tłumacz w posłowiu do niej, pozwolę więc sobie zacytować jego słowa: To, że mamy do czynienia z późnym przykładem powieści historycznej w typie sienkiewiczowskim, widać na pierwszy rzut oka. Jest wszystko, co trzeba: czasy panów szlachty, Kresy, ważne wydarzenia, makaronizmy, mieszanka etniczna i religijna; galeria oryginalnych postaci, raz wzniosłych, raz śmiesznych; kontusze, kirysy i kolasy. Słowem, jak mawiano złośliwie o Matejce: „polska szkoła historyczna Pancerz i łupież". Tymczasem lektura bardzo prędko pokazuje, że to tylko pozór. Pietrkiewicz – przed wojną, jako młody chłopak, autor nadętego peanu na cześć Dmowskiego – napisał bowiem rzecz na wskroś nowoczesną, antybohaterską, idącą pod włos narodowych mitów. Sienkiewiczowski pastisz jest tylko kostiumem, spod którego wygląda wiek dwudziesty.

 14/52

niedziela, 15 kwietnia 2018

W kategorii "Festiwale" opisuję z reguły wydarzenia pozytywne, które darzę sympatią, które mnie cieszą. W niektórych z nich uczestniczę, w innych chcę uczestniczyć, acz nie pozwalają mi okoliczności, jeszcze inne mniej mnie interesują, ale i tak mnie cieszą.

Dziś muszę opisać imprezę, która w ogóle mnie nie cieszy, do której nie mam ani grama sympatii, imprezę szkodliwą, która w ogóle nie powinna się odbyć. Wstyd mi za moje miasto, że takie kufno ma miejsce w najszacowniejszej rybnickiej placówce kultury - Teatrze Ziemi Rybnickiej. 

Główną gwiazdą imprezy, ukrywającej się pod zwodniczym mianem "Festiwalu Kultury Zdrowia" jest król szarlatanów Jerzy Zięba, który w rujnowaniu zdrowia Polaków dorównał już osławionemu Janowi Kwaśniewskiemu, a jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. 

Kilka dni temu obchodziliśmy kolejną rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego, jednego z największych polskich poetów wszech czasów. Przypominam, że Mistrz mógł jeszcze żyć i pisać, gdyby go nie wykończył szarlatan podobny występującym na jutrzejszym"festiwalu".

sobota, 14 kwietnia 2018

JCS

Faceebook mi przypomniał, że dwa lata temu grupa jakichś narwańców oprotestowalała wystawienie rockopery "Jesus Christ Superstar" w ramach obchodów 1050 lecia chrztu Polski. W związku z tym pozwalam sobie przypomnieć, co wtedy napisałem.

Za głupotę uważam walkę chrześcijan z kulturowym chrześcijaństwem. Musical o Chrystusie, nawet, gdy nie do końca odzwierciedla dogmaty wiary oceniam pozytywnie i pochwalam jego rozpowszechnianie. Nie wiem, jakie intencje mieli autorzy tego dzieła. Może faktycznie widzieli w Chrystusie tylko człowieka, swoistego hippisowskiego guru. A jednak to dzieło raczej buduje wiarę w Chrystusa niż ja burzy, przyciąga do Niego, a nie oddala. Dzieje się tak, gdyż Duch wieje kędy chce. Nie pierwszy to taki przypadek w historii. W XIX wieku Ernest Renan napisał z pozycji antychrześcijańskich "Żywot Jezusa". A jednak lektura tego dzieła była dla wielu intelektualistów XIX i XX wieku elementem, często nawet początkiem drogi nawrócenia do Chrystusa. I tak właśnie jest i z tym musicalem. Ci co do Kościoła nie chodzą i literatury religijnej nie czytają, mogą dzięki jego obejrzeniu poczuć jakąś nic więzi z Chrystusem. Może ona będzie i wątła, ale nawet wątła nić nie pozostanie bez pożytku.

Do napisania tych słów zainspirował mnie ówczesny wpis Krusejdera i dyskusja wokół niego.

10:16, svetomir , TEATR
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 kwietnia 2018

blog

W jednym ze styczniowych wpisów postawiłem sobie cztery cele dla moich internetowych przedsięwzięć na ten rok:

1. Wejście mojego głównego bloga do pierwszej setki rankingu blox.pl

2. Osiągnięcie stu subskrypcji na YouTube

3. Zgromadzenie trzystu członków w Grupie Udostępniania Ankiet naukowych

4. Zebranie stu polubień strony Refleksje o Postępie.

Z radością informuję, że pierwszy cel został osiągnięty. Po tygodniu 2-8 kwietnia blog Kultura Okiem Svetomira znalazł się na 82. miejscu rankingu blox.pl. Pora na realizację kolejnych celów. Obecnie subskrypcji mam 57, członków 219, a polubień 33. Szanse na realizację więc ciągle są. 

piątek, 06 kwietnia 2018

cudka

"Korona królów" rozkręca się. Oczywiście, pętają ją ramy gatunku i nigdy nie będzie dobrym serialem, zresztą nie może być dobrym serialem twór mający więcej niż 39 odcinków. Jednak jak na telenowelę jest już całkiem przyzwoita. Trzeba przyznać, że najbardziej zaszkodził jej ten doklejony na siłę pierwszy odcinek.

Teraz jednak akcja idzie wielowątkową i dobrze. Niektóre z tych wątków są bardzo interesujące. Mnie szczególnie zaciekawił wątek zaczerpnięty z Biblii, z Ksiąg nomen omen Królewskich (w Biblii Tysiąca Błędów dwie pierwsze z nich zwą się Księgami Samuela, ale ja się tu nie będę kierował BTB). Otóż Król Kazimierz, Cudka i Nimierza odtwarzają biblijny trójkąt Dawid-Batszeba-Uriasz.

11:1I stało się po roku tego czasu, gdy zwykli królowie wyjeżdżać na wojnę, posłał Dawid Joaba, i sługi swoje z nim, i wszystkiego Izraela, aby pustoszyli syny Ammonowe. I oblegli Rabbę, a Dawid został w Jeruzalemie.
11:2I stało się przed wieczorem, gdy wstał Dawid z łoża swego, a przechadzał się po dachu domu królewskiego, że ujrzał z dachu niewiastę, myjącą się; a ta niewiasta była bardzo piękna na wejrzeniu.
11:3Tedy posłał Dawid, pytając się o onej niewieście, i rzekł: Azaż to nie Betsabee, córka Elijamowa, żona Uryjasza Hetejczyka?
11:4Posłał tedy Dawid posły, i wziął ją. Która gdy weszła do niego, spał z nią; a ona się była oczyściła od nieczystoty swojej: potem wróciła się do domu swego.
11:5I poczęła ona niewiasta, a posławszy oznajmiła Dawidowi, i rzekła: Jam brzemienną.
11:6I posłał Dawid do Joaba mówiąc: Poślij do mnie Uryjasza Hetejczyka. I posłał Joab Uryjasza do Dawida.
11:7A gdy przyszedł Uryjasz do niego, pytał go Dawid jakoby się powodziło Joabowi, i jakoby się powodziło ludowi, i jakoby się powodziło wojsku.
11:8Nadto rzekł Dawid do Uryjasza: Idź do domu twego, a umyj nogi twoje. I wyszedł Uryjasz z domu królewskiego, a niesiono za nim potrawy królewskie.
11:9Ale Uryjasz spał przede drzwiami domu królewskiego ze wszystkimi sługami pana swego, i nie szedł do domu swojego.
11:10I opowiedziano Dawidowi, mówiąc: Nie szedłci Uryjasz do domu swego. I rzekł Dawid do Uryjasza: Azażeś ty nie z drogi przyszedł? przeczżeś wżdy nie szedł do domu twego?
11:11I rzekł Uryjasz do Dawida: Skrzynia Boża, i Izrael, i Juda zostawają w namiotach, a pan mój Joab, i słudzy pana mego w polu obozem leżą, a jabym miał wnijść do domu mego, abym jadł, i pił, i spał z żoną swą? Jakoś ty żyw, i jako żywa dusza twoja, żeć tego nie uczynię.
11:12Tedy rzekł Dawid do Uryjasza: Zostańże tu jeszcze dziś, a jutro cię odprawię. I został Uryjasz w Jeruzalemie przez on dzień, i nazajutrz.
11:13Potem go wezwał Dawid, aby jadł i pił przed nim, i upoił go: wszakże wyszedłszy w wieczór, spał na łożu swojem z sługami pana swego, a do domu swego nie wszedł.
11:14A gdy było rano, napisał Dawid list do Joaba, i posłał go przez ręce Uryjasza.
11:15A w liście napisał te słowa: Postawcie Uryjasza na czele bitwy najtęższej; między tem odstąpcie nazad od niego, aby będąc raniony umarł.
11:16I stało się, gdy obległ Joab miasto, postawił Uryjasza na miejscu, kędy wiedział, że byli mężowie najmocniejsi.
11:17A wypadłszy mężowie z miasta, stoczyli bitwę z Joabem, i poległo z ludu kilka sług Dawidowych, poległ też Uryjasz Hetejczyk,
11:18Tedy posłał Joab, i oznajmił Dawidowi wszystko, co się stało w bitwie.
11:19A rozkazał posłowi, mówiąc: Gdy wypowiesz królowi, co się stało w bitwie,
11:20Tedy jeźliby się król rozgniewał, a rzekłciby: Przeczżeście tak blisko przystąpili do miasta ku bitwie? azażeście nie wiedzieli, iż ciskają z muru?
11:21Któż zabił Abimelecha, syna Jerubbesetowego? izali nie niewiasta zrzuciwszy nań sztukę kamienia młyńskiego z muru, tak że umarł w Tebes? przeczżeście przystępowali do muru? Tedy rzeczesz: Sługa też twój Uryjasz Hetejczyk poległ.
11:22A tak poszedł poseł, i przyszedłszy oznajmił Dawidowi wszystko, z czem go był posłał Joab.
11:23I rzekł on poseł do Dawida: Zmocnili się przeciwko nam mężowie, i wyszli przeciwko nam w pole, a goniliśmy je aż do samej bramy.
11:24Wtem strzelili strzelcy na sługi twoje z muru, i zabito kilka sług królewskich, tamże i sługa twój Uryjasz Hetejczyk poległ.
11:25Tedy rzekł Dawid do posła: Tak powiesz Joabowi: Niech ci to serca nie psuje, boć tak miecz to tego, to owego pożera; następuj potężnie na miasto, i burz je, a dodawaj serca rycerstwu.
11:26A usłyszawszy żona Uryjaszowa, iż umarł Uryjasz, mąż jej, płakała męża swego.
11:27A gdy wyszła żałoba, posłał Dawid, i wziął ją w dom swój, i była mu za żonę, i porodziła mu syna. Ale to była zła rzecz, którą uczynił Dawid przed oczyma Pańskiemi.

Wszystko jednak wskazuje na to, że Kazimierz był mniej skuteczny od Dawida. W różnych znaczeniach tego słowa. Nie zmienia to jednak faktu, że to bardzo fajne nawiązanie biblijne. Lubię takie inspiracje biblijne, sprytnie wplecione w fabułę dziejącą się w Polsce.Innym przykładem tego rodzaju jest "Placówka" Bolesława Prusa,  która oparta jest na Księdze Hioba, co jednak mało kto dostrzega. 

 

06:19, svetomir , FILM
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2018

 

Aparycjonizm, czyli przywiązywanie nadmiernej wagi do objawień prywatnych jest chorobą pojawiającą się w różnych nurtach chrześcijaństwa, szczególnie jednak trapiącą Kościół katolicki. Cierpią na nią zarówno katolicy konserwatywni, jak postępowi, tak tradycyjni, jak charyzmatyczni. Rzecz znamienna, że od objawień starych, uznanych i statecznych jak Lourdes,Fatima, czy objawienia Św. Faustyny znacznie popularniejsze są nowe, nieuznane, niepewne, chaotyczne i niebezpieczne, jak Medjugorje, Garabandal, czy wizjonerki związane z księdzem Natankiem. Dla aparycjonistów treści płynące z objawień prywatnych stają się ważniejsze od treści podawanych przez Urząd Nauczycielski Kościoła, w jedyny autentyczny sposób interpretujący Biblię i Tradycję. Aparycjonizm sam w sobie nie jest herezją, ale wprost do herezji prowadzi. Katolik powinien do objawień prywatnych podchodzić ostrożnie. Trzeba bowiem pamiętać, że na każde 100 "objawień"90 to złudzenia, 9 to mamienie szatańskie, a tylko 1 to prawdziwe objawienie. 

Ostatnimi czasy obok klasycznego aparycjonizmu pojawiła się nowa jego odmiana, jeszcze dziwaczniejsza i jeszcze groźniejsza. W tej nowej odmianie aparycjonizmu źródłem "wiedzy religijnej" są już nie objawienia istot podających się za Chrystusa, Matkę Bożą, czy świętych, ale wypowiedzi szatana podczas egzorcyzmu. Zjawisko zostało zapoczątkowane w Niemczech w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia wydaniem kuriozalnej książki "Ostrzeżenie z zaświatów". W ostatnich latach ta choroba w szaleńczym tempie rozwija się w Polsce, a jej nosicielami są medialni egzorcyści, których nazwisk nie będę wymieniał, by nie robić im reklamy. Ja osobiście stosuję zasadę dystansu do treści głoszonych przez egzorcystów. Oni powinni działać cicho i dyskretnie. Jeśli jakiś egzorcysta,czy były egzorcysta wypowiada się w mediach,to jest to podejrzane. A jeśli jeszcze do tego powołuje się na informacje uzyskane od szatana w czasie egzorcyzmów, to jest to wielce podejrzane. 

Celnie ten nowy aparycjonizm punktuje ks. Grzegorz Strzelczyk: "Wielką porażką nauczania teologii w Polsce jest - moim zdaniem - to, że część absolwentów - katechetów i księży - jest skłonna bardziej ufać domniemanym wyznaniom "ojca kłamstwa" przekazywanym przez egzorcystów, niż nauczaniu biskupa Rzymu. Bekniemy (teologowie) za to w czyśćcu (zwłaszcza za bezczynność wobec tego zjawiska). Ciekawe czasy, ale jakoś mnie nie cieszą. Jeśli tak dalej pójdzie, to oryginalnym wkładem polskiej teologii będzie włączenie diabła do listy źródeł teologicznych - powyżej nauczania zwyczajnego Magisterium."

Dlatego trzymajmy się Magisterium Kościoła, a nie uganiajmy się za nowinkami z podejrzanych źródełek,choćby sprawiały wrażenie wielce świątobliwych. 

środa, 04 kwietnia 2018

Pisałem ostatnio o tym, co papież Franciszek mówił o tatuażach i o aborcji, a dotąd nie napisałem nic o tym, co mówił o piekle, chociaż od kilku dni trąbią o tym media całego świata. A nie napisałem nic głównie dlatego,że właściwie nie wiem, co papież naprawdę powiedział o piekle. Wiem, jakie słowa przypisał mu Scalfari, znam też treść mętnego watykańskiego dementi, nadal jednak nie wiem, co papież powiedział.

Coś jednak wiem. Na podstawie tych dwóch, znanych mi tekstów mogę wywnioskować dwie rzeczy. Po pierwsze, papież coś o piekle powiedział. Po drugie, to co naprawdę powiedział, choć zapewne różniło się od wersji Scalfariego, też nie było całkiem ortodoksyjne. Skąd to wnoszę?

Gdyby papież nic o piekle nie mówił, zawarto by w  dementi taką informację. Gdyby zaś jego wypowiedź była w pełni ortodoksyjna, to by ją zacytowano.

Skoro jednak nie wiemy, co papież powiedział nie możemy wprost uznać, że jest heretykiem i utracił urząd. Możemy jednak uznać, że jest podejrzany o herezję i traktować go z należytą ostrożnością. 


07:13, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2018

grischam

Powieści są różne. Niektóre niosą w sobie głęboką treść, są wręcz esejami w przebraniu. Taką jest ostatnio przeze mnie omawiana powieść Kaczmarskiego. Są jednak i takie, które są po prostu powieściami i niczym więcej - lekkimi książkami do przyjemnej lektury. Oczywiście i one często mają jakąś myśl przewodnią, ale zwykle prostą i prosto podaną.

I do tej właśnie drugiej grupy należy powieść Johna Grishama  "Theodore Boone: Aktywista". Jest to czwarty tom cyklu "Theodore Boone". Już mi kiedyś zarzucano, że czytam cykle nie po kolei. Owszem, często tak czynię, zazwyczaj z dwóch powodów. Po pierwsze, książki kupuję głównie w marketowych koszach z taniochą, a tam bardzo rzadko są pełne cykle, a niezbyt często pierwsze tomy. Po drugie, w ten sposób testuję jakość cykli. Jeśli czytam na przykład czwarty tom, bez znajomości trzech pierwszych i nie gubię się w treści, to znaczy, że  cykl się broni. 

Ten się broni, ale tylko literacko. Dobrze się to czyta, mimo, że już dawno wyrosłem z wieku młodzieńczego, a powieść ta głównie dla młodzieży jest przeznaczona. Ale ideowo jest bardzo słaba. To prostacka lewicowa propaganda sugerująca, że budowanie dróg szkodzi szkołom, boiskom i potokom. 

13/52

 

niedziela, 01 kwietnia 2018

Facebook w pierwszy dzień Wielkanocy życzył  nam wszystkim Wesołego Alleluja. Tak jak tydzień temu chwaliłem Słoweńców za palmy dla skoczków, tak dziś chwalę Facebooka za te życzenia. Wszak Alleluja znaczy przedewszystkiem "wychwalajcie Jahwe" a dopiero wtórnie "radujmy się", czy "Wesołych Świąt". Dlatego mnie szczególnie ucieszyło to Alleluja jako wyraźne odniesienie do Boga. Doczekaliśmy czasów, gdy Facebook wzywa imienia Pańskiego. 

W tym kontekście chciałbym się podzielić pasującym cytatem z książki, którą właśnie czytam: "Jednym z powodów schizmy wschodniej było zniesienie "Alleluja" w rzymskiej Liturgii wielkopostnej. "Laus tibi Domine, Rex aeternae gloriae", zajmujące wtedy jego miejsce, to właściwie to samo. Kościół ustalony jest na zawsze w chwale paschalnego Zmartwychwstania. Ona jest życiem i jego, i każdego z chrześcijan" Sługa Boży ks. Divo Barsotti

sobota, 31 marca 2018

 

Resurrexit

Χριστός ανέστη εκ νεκρών,

θανάτω θάνατον πατήσας,

και τοις εν τοις μνήμασι,

ζω ήν χαρισάμενος!

 

Chrystus zmartwychpowstał

Śmiercią śmierć pokonał

Tym, którzy w grobach leżą

Żywot wieczny darował

Alleluja

Radosnych Świąt Wielkanocnych

życzą

Ela, Artur, Pawełek i Martusia Rumplowie

18:23, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (2) »

kaczmarski

Jacek Kaczmarski to niewątpliwie jeden z największych, a być może największy poeta powojennej Polski. Jako prozaik jest znacznie słabiej kojarzony. Niby nie ma w tym ni dziwnego, bo napisał kilkaset wierszy/piosenek (piosenka to rodzaj wiersza) i ledwie kilka powieści.  Do tych powieści, choć stanowiły niewielki margines jego twórczości warto zaglądać. Powieści napisane przez poetów mają szczególny klimat, szczególną konstrukcję, a co za tem idzie specjalną wartość. Tak jest z powieściami Czesława Miłosza  i Jerzego Pietrkiewicza tak jest też z powieściami Jacka Kaczmarskiego.

Plaża dla psów to powieść o Australii, a właściwie o jej mieszkańcach, zaś jeszcze konkretniej o relacjach międzyludzkich, chyba nie tylko w Australii, a wszędzie na świecie. Te relacje są tu nieprzewidywalne. Wszystko wymyka się tu logice: romanse, przyjaźnie, animozje, konflikty i zbrodnie. Ta nieprzewidywalność ludzkich relacyj jest tu nieco przerysowana. Ale tylko nieco. 

12/52

poniedziałek, 26 marca 2018

Jak podaje deon.pl "Pytany o znaczenie tatuaży Ojciec Święty stwierdził, że wskazują one na naszą tożsamość: czego szukasz? do czego należysz? Zachęcił by się ich nie lękać, ale też nie przesadzać."

Dobrze,że ta wypowiedź padła. Bo w Polsce religijny dyskurs o tatuażach jest zdominowany przez solaskrypturystyczne odczytanie jednej wzmianki w Starym Testamencie i opinię ekscentrycznego księdza Piotra Glasa, który wiedzę o tej materii czerpie od .... Szatana wypowiadającego się podczas egzorcyzmów: "Te farby, których się używa są demonicznie przetwarzane. Najgorszy kontrakt z szatanem to kontrakt krwi. Teraz robi się to okultystycznie przerobioną farbą, miesza się to z krwią. Są pytania, czy można sobie strzelić Matkę Boską na plecach. Ja osobiście mówię: Błagam, nie idźcie w to. To nie jest wszystko czyste(...)ludzie mają z nimi straszne doświadczenia, przechodzili męki. (...) Ludzie, którzy mieli tatuaże przechodzili straszne męki. Działa za tym uzależnienie zrobienia sobie następnego. To jest psychologiczne? Wątpię. W Stanach dowiedziałem się, że ludzie mają straszne doświadczenia z tatuażami i akupunkturą. To dramat. Nie róbcie sobie tatuaży (...)Pismo Święte zakazuje ludziom robienia sobie tatuaży. O tatuażach piszą w Starym Testamencie. Na Internecie jest pełno cytatów. Kościół nie wypowie się, bo się tym nie interesuje. Może ja jestem samotnym wilkiem, bo mówię"

Na szczęście Kościół, i to w osobie Ojca Świętego wypowiedział się i to w zupełnie odmiennym tonie, niż ksiądz Glas. Cieszę się więc z tego, że papież potwierdził zdrową naukę katolicką - tatuaże są neutralne moralnie a mogą być dobre lub złe w zależności od treści, intencji, skali i innych okoliczności. 

Mając po jednej stronie rewelacje księdza Glasa, a po drugiej wielowiekową tradycję chrześcijańskich tatuaży Koptów i Chorwatów, wybieram wielowiekową tradycję. Warto pamiętać, że dla prawosławnych Koptów i katolickich Chorwatów tatuaże o treści chrześcijańskiej są ważnym świadectwem wiary w morzu islamu. 

06:37, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 marca 2018

Dziś Niedziela Palmowa. Święci się palmy. Kilka dni temu temat palm rozgrzał internet za sprawą ogłoszenia jednej z warszawskich parafij: "Palmy kupione przed bramami kościoła nie przyjmują na siebie wody święconej. Zaopatrzmy się w palmy przed kościołem, a nie u handlarzy, którzy w ramach ludzkiej naiwności kręcą swój biznes". "Drodzy Parafianie jest sprawą oczywistą, że wszystkie palmy przyjmują wodę święconą,  a zatem z radością będziemy je święcić. Wszystkich urażonych informacją z poprzedniej niedzieli bardzo PRZEPRASZAMY. "

Kupowanie palm, czy to przed kościołem, czy od handlarzy to współczesna nowinka. Kiedyś każda rodzina robiła sobie palmę samodzielnie. Poniżej przytaczam fragment mojej pracy sprzed dekady, opisujący, jak to dawniej było na Górnym Śląsku, a miejscami nadal jest:

Obrzędy wielkanocne zwyczajowo zaczynają się poświęceniem palm w Niedzielę Palmową. Palmą powszechnie nazywa się obrzędowy bukiet z gałązek drzew i krzewów, suszonych traw i kwiatów, a także innych elementów na przykład wstążek i kolorowego papieru w charakterze dodatków. Niektórzy etnologowie wiążą palmy wielkanocne z prastarym pogańskim kultem "rózgi życia", zielonej i młodej gałązki, symbolizującej odżywanie przyrody (Pośpiech). W tradycji kościelnej są one pamiątką triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy i gałązek palmowych, które kładli przed Nim jej mieszkańcy. Na Górnym Śląsku palmy najczęściej wykonywano z gałązek następujących drzew i krzewów: wiyrba, potym kokocz, jo nie wiym, wiym, że to u Pieczki dycki rosło tyn kokocz, ale co to było za roślina to nie wiym, dycki to tak nazywali, lyska, oliwne drzewko na tyn wyrch się potym dowało, kocianki (Gorzyce). Wiyrba, kocianki i kokocz to ludowe określenia trzech gatunków wierzby: w. białej (salix alba), w. iwy (s. caprea) i w. kokocyny. Stosowano też gałązki innych drzew i krzewów liściastych, w tym przede wszystkim brzozy. W tradycyjnych palmach nigdy nie używano gałązek drzew iglastych. Drzewa takie nie budziły się bowiem z zimowego snu nie miały więc mocy pobudzania sił wegetacyjnych. Moc tę jeszcze zwiększano poprzez odpowiednie przygotowania. Gałązek na palmę nie zbierano bezpośrednio przed niedzielą palmową, ale około dwóch tygodni wcześniej. Scięte gałązki wkładano do wody i pozwalano im wypuścić małe listki. Dotyczyło to przede wszystkim gałązek brzozy. Brzoza ma duże znaczenie w magii ludowej na omawianym terenie. Stosuje się ją również w obrzędach związanych ze świętem Bożego Ciała.

Wróćmy jednak do palm. Wykonywało się owe palmy w następujący sposób: on jedna ta wiyrba dycki przecion na poły i tak to fajnie potym obwionzoł, tym jednym połym we trzech miejscach (Gorzyce). Tradycyjnie do wiązania palmy nie używano sznurka ani drutu. Oprócz omawianego wiązadła stosowano również czerwone kokardki, albo rzemień od bata, "aby konie były tłuste" (Strzeleckie) Palma tradycyjna składała się z trzech do sześciu gałązek, długości około 25 - 40 cm. Nie było i zasadniczo nie ma na Śląsku zwyczaju tworzenia palm znaczniejszych rozmiarów.
Do śląskiej palmy zasadniczo nie dodawano żadnych składników, poza gałązkami jak kwiaty, trawy, czy papiery. W ostatnich dziesięcioleciach palmy tradycyjne są niestety coraz częściej wypierane przez palmy kupowane w sklepach , a przynależące do tradycji innych regionów kraju. Zmiany te występują jednak jedynie u rodzin nie uprawiających ziemi, ani nie chowających zwierząt gospodarskich. Rodziny rolnicze i półrolnicze (półrolniczymi nazywam te, które mają pozarolnicze źródła utrzymania, pomimo to jednak dodatkowo uprawiają ziemię, lub chowają zwierzęta) nadal wykorzystują palmy tradycyjne, gdyż tylko takie nadają się do zastosowania w praktykach magicznych, które omówię poniżej. Palmy do kościoła nosiły i noszą do nadal głownie dzieci. Źle jest widziane obecnie noszenie palm przez dorosłych. Po poświęceniu palmę przynosi się do domu i odcina się część górną od dolnej we trzech miejscach związanej. Tę część dolną zabierają również dzieci do kościoła na obchody wielkosobotnie. Niekiedy tę czynność wykonują dorośli, zwłaszcza w przypadku, gdy obchody te sprawowane są zgodnie z rubrykami liturgicznymi, czyli w godzinach nocnych (Liturgia Wielkiej Nocy bezwzględnie powinna zacząć się po zmierzchu, a zakończyć przed świtem, przepisy te jednak zaczęły obowiązywać dopiero od czasu reformy liturgicznej).
W czasie tych obchodów opala się palmę w żarze poświęconego ogniska. To opalanie można rozumieć jako rytualne oczyszczenie przez ogień, i to nie byle jaki ogień, bo przecież poświęcony. Trzeba przy tym baczyć, aby gałązki nie uległy spaleniu, ani nadmiernemu osłabieniu, gdyż utraciłyby wtedy możność dalszego zastosowania. Tak spreparowane palmy powtórnie przynosi się do domu i zachowuje aż do dni krzyżowych, czyli poniedziałku, wtorku i środy poprzedzających uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.
W Dni krzyżowe Palmy te rozplątuje się i wykonuje się z nich małe krzyżyki. W innych częściach Śląska robi się to kiedy indziej, na przykład w Poniedziałek Wielkanocny, albo nawet już w samą Niedziele Palmową, w takim przypadku jest pominięty etap opalania. W owe dni część tych krzyżyków wtyka się w ziemię na polu, aby zapewnić dobre urodzaje. Inną część z nich zatyka się za Święte obrazy w domu, by zapewnić domownikom wszelką pomyślność. Jeszcze inne zatyka się za belki dachu domu i innych budynków by ochronić te budynki przed pożarami. Wreszcie ostatnią część zatyka się za ramy okien, by dom chronić od piorunów. Resztki po tej operacji rozdzielania palm trzeba koniecznie spalić w piecu, nie wolno ich wyrzucać. Istnieje bowiem silne przekonanie, że wyrzucanie jakichkolwiek przedmiotów poświęconych sprowadza nieszczęście.
Inne zastosowania mają wierzchy palm oddzielone od dołów przed Wielką Sobotą. Te części przechowuje się w domu z wielką starannością, aż zajdzie potrzeba ich użycia. Zastosowania ich są zaś dwojakie. Po pierwsze "kotki" z palm stosuje się jako lekarstwo na bóle gardła. Wielu badaczy twierdzi, że zwyczaj ten nie jest już praktykowany, a zachował się jedynie w pamięci i w przekazie ustnym. W rzeczy samej praktykuje się go dzisiaj bardzo rzadko, ale jednak można się z tym jeszcze gdzieniegdzie spotkać (Gorzyce). Na choroby przeziębieniowe stosuje się niekiedy wywar z palm. Ten sposób nie jest pozbawiony racjonalności. Palma jest jak już wspomniałem wykonana przede wszystkim z gałązek różnych gatunków wierzby. Wierzba zaś, a zwłaszcza jej kora zawiera w składzie salicylany, podobne w charakterze chemicznym i działaniu farmakologicznym do aspiryny. Sproszkowana kora wierzby jest zresztą stosowana nie tylko w medycynie ludowej, ale także akademickiej.
Druga grupa zastosowań jest związana z hodowlą bydła: No to zaś potym jak krowa się ocieliła, rozumiysz, toch trocha tego wyrchu nabrała do gorka i szłach se jom okadzić. Toch do gorka wciepła i konsek wonglika do tego, tak że mi się to chyciło i to tym dymym żech se okadziła. Jak żech miała krowa ocielono, to potym zaroz na drugi dziyń toch se wziyna tej palmy do gorka takigo starego, ciepłach tam wongli, coby mi się to chyciło. To było taki zapobieżyni, że się niby tej krowie nic nie stanie, tak starzy ludzie godali. To tak prawiom, że ją nie podleci. Moja mama też tak robiła, ale jo tego już nie prowadziła. Chodziła potym z tym kadzidłym po całym chlywie. Jak jo uż prawie nie robiła, to Erichowe synki zawsze miały, tóż prawim to dejcie synki jedna ta palma. Dali mi jom, bo mi się najbardziyj o tyn wyrch rozchodziło, żebych miała na to okadzyni. Dyć ostatnio jeszcze Nowak prziszoł do mie, prawi ni mosz czasym z palmy. Jo prawia Josefie, jeszcze tam kanś jest we worku na wyrchu, wiysz. Bo prawi se nie wiymy rady momy tako krowa jakoś choro, nie umimy se dać rady z niom. Może by my spróbowali jeszcze jom okadzić. Nie było to downo, nie wiym możno ze trzi roki, bo ze dwa roki krowy ni mo. I dałach mu to. (Gorzyce)
Na podstawie tych informacji można zaobserwować pewne zróżnicowanie w tych praktykach. I tak niekiedy okadza się cały chlew, niekiedy zaś tylko samą krowę z cielęciem. Niekiedy zabieg ten traktuje się jako profilaktyczny, kiedy indziej jako leczniczy. Palmy niesione w procesji przez duchowieństwo i osoby zakonne są spalane całkowicie, a popiół z nich stosuje się w następnym roku w obrzędach środy popielcowej. Nie ma natomiast na Górnym Śląsku powszechnego w innych stronach obyczaju chłostania się palmami.
Tyle można powiedzieć o palmach. Widać z powyższego, że palma wielkanocna ma niemałe znaczenie magiczne. Palma, jako symbol sił wegetacyjnych, wzmocniona jeszcze przez poświęcenie ma moc pobudzania tychże sił w ludziach i zwierzętach. Zieloność palmy udziela witalności krowom i ludziom. 

sobota, 24 marca 2018

W ramach kolejnej odsłony wojny o aborcję, niektóre media manipulują papieżem Franciszkiem, przeciwstawiając go polskiemu episkopatowi. Np. Newsweek napisał "Papież rozgrzesza aborcję. Bez ograniczeń" sugerując zmianę doktryny.

Tymczasem papież nie uznał, że aborcja nie jest grzechem, albo że nie jest grzechem ciężkim, albo, że nie zaciąga ekskomuniki. W tej materii nic się w katolickiej doktrynie nie zmieniło. Nadal jest to grzech i to grzech ciężki, nadal zaciąga ekskomunikę laetae sententiae. Zmieniło się tylko to, że teraz z tego grzechu można się wyspowiadać, oczywiście pod warunkiem żalu za grzech i postanowienia poprawy, u każdego księdza, a nie u dwóch. trzech w diecezji, jak jeszcze niedawno. Warto przytoczyć słowa samego Ojca Świetego: "Wszyscy księża otrzymali też władzę odpuszczania grzechu aborcji. Uwaga, nie oznacza to banalizacji aborcji. Jest to coś bardzo złego, to grzech ciężki. To zamordowanie niewinnego"

A teraz będzie najlepsze. Otóż takie rozwiązanie, jakie papież Franciszek wprowadził dla całego Kościoła, polscy biskupi już kilka lat wcześniej wprowadzili dla Kościoła w Polsce. W tej sprawie jest nie tylko pełna zgoda między papieżem Franciszkiem a polskim episkopatem, ale nawet można polskich biskupów uznać za prekursorów decyzyj papieskich.

wtorek, 20 marca 2018

doda

Zdrobnienie "Doda" kojarzy się w dzisiejszej Polsce głównie z piosenkarką-skandalistką Dorotą Rabczewską, ta zaś żadną miarą nie kojarzy się z jakąkolwiek pobożnością w ogóle, a już z prawowierną pobożnością katolicką w szczególności. Jak jednak niejednemu psu na imię Burek, tak i niejednej Dorocie na zdrobnienie Doda.

Ową pobożną Dodą była Dorota Leontyna hrabina von Oppersdorff de domo księżna Radziwiłł na Nieświeżu h. Trąby zmarła w 1947 w Lourdes. Na Śląsk przybyła, gdy została małżonką hrabiego Hansa Georga von Oppersdorff, pana na Głogówku . Hrabia Georg wykazywał propolskie sympatie, więc po podziale Górnego Śląska musiał opuścić Głogówek. Wziął w dzierżawę dwa majątki po polskiej stronie: Kokoszyce i Turzę Śląską.

Księżna zamieszkała w Turzy, gdzie wsławiła się pobożnością i zamiłowaniem do śląskiego folkloru. Różne źródła pisząc o tej pobożności, różnie ją oceniały. Źródła rodzinne twierdzą, że ocierała się o mistycyzm, inni oceniają jej religijność jako powierzchowną. Ja jednak sądzę, że coś z tym mistycyzmem musiało być na rzeczy. Zarówno Turza, jak i Kokoszyce niewiele lat po pobycie w nich księżnej Dody stały się ważnymi punktami na religijnej mapie Górnego Śląska. Być może miała ona na to jakiś wpływ. Może zasiała jakieś mistyczne ziarna. 

Więcej można przeczytać tu i tu

20:44, svetomir , LUDZIE
Link Dodaj komentarz »