sobota, 29 grudnia 2018

dawid

"Dawid z Jerozolimy" Louisa de Wohla to typowa powieść biblijna. Ten gatunek literacki został zapoczątkowany w 1880 roku powieścią Ben Hur amerykańskiego pisarza Lewisa Wallace’a z czasem wypierając popularny wcześniej poemat biblijny. 

Ważny jest wybór głównego bohatera powieści. Dawid spośród świętych Starego Przymierza (jakże łatwo zapominamy, że takich też mamy) jest szczególnie charakterystyczny. Z jednej strony poligamista, cudzołożnik i sprawca śmierci tysięcy ludzi (w tym także niewinnych), a z drugiej strony autor najpiękniejszych modlitw w dziejach ludzkości (które jednocześnie należą do najważniejszych modlitw Kościoła) i człowiek niewątpliwie święty.

Czytałem już kiedyś inną powieść o biblijnym Dawidzie - "Raport o królu Dawidzie" Stefana Heyma, który przedstawia Dawida i jego synów jak starożytny odpowiednik rodziny Borgiów. Z kolei de Wohl przedstawia Dawida przede wszystkim jako świętego. Powieści biblijne są różne. Niektóre są bardziej powieściami, inne są bardziej biblijne. Książka Heyma jest bardziej powieścią, a de Wohla bardziej biblijna. Obecne są w niej tylko wydarzenia i postacie obecne w Biblii. jedynie szczegóły i postacie epizodyczne są wymyślone przez autora. Wierność tekstowi biblijnemu jest więc główną cechą tej pozycji. Czy zaletą, czy wadą, zależy to jedynie od gustu czytelnika.

Publikuję ten wpis 29 grudnia, gdyż w tym dniu wspomina się w Martyrologium Rzymskim Świętego Dawida króla. 

61/52

* * * *


środa, 26 grudnia 2018
wtorek, 25 grudnia 2018

Ten wpis uważam za dość fundamentalny, dlatego zamieszczam go zarówno na blogu bożonarodzeniowym, jak i ogólnokulturowym. Tekst pochodzi z książki "Misterium chrystianizmu", którą polecam jako doskonały podręcznik duchowości. Zachęcam też do zapoznania się z bożonarodzeniowym kazaniem Jana Taulera, które doskonale uzupełnia i pogłębia temat.

barsotti

 

barsotti

 

barsotti

 

barsotti

b

barsotti

 


poniedziałek, 24 grudnia 2018
niedziela, 23 grudnia 2018

 biskup

W piątek zmarł biskup Gerard Bernacki. Kiedyś bardzo lubiłem tego biskupa. Udzielił mi sakramentu bierzmowania. Lubiłem też słuchać jego kazań. Były znacznie lepsze niż kazania innych śląskich biskupów. Niedawno się dowiedziałem, że sztuczka polegała na wielokrotnym wygłaszaniu tego samego, starannie przygotowanego kazania. Nie widzę w tym nic złego, wszak wygłaszał je do różnych grup słuchaczy. Chętnie też przyjmował zaproszenia do głoszenia kazań. Nawet po wsiach bywał kaznodzieją odpustowym. Szkoda, że już żadnego kazania nie wygłosi. Requiem aeternam dona ei Domine...

13:13, svetomir , LUDZIE
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 grudnia 2018

Ten wpis uważam za dość fundamentalny, dlatego zamieszczam go zarówno na blogu bożonarodzeniowym, jak i ogólnokulturowym. Tekst pochodzi z książki "Misterium chrystianizmu", którą polecam jako doskonały podręcznik duchowości. 

adwent

 

adwent

 

adwent

 

adwent

 

 adwent

 

 

piątek, 21 grudnia 2018

 Rowy

Już zima, aja nadal nie opracowałem nawet połowy tematów zebranych latem w Rowach. Pora więc na kolejny tekst. Jadąc nad morze postawiłem sobie za cel zbadanie zjawiska występowania na polskim Pomorzu kapliczek przydrożnych. Już wcześniej wstępnie odnotowałem, że jest ich tam znacznie mniej, niż w Polsce południowej. Teraz chciałem zbadać to dokładniej. Dokładne mikrobadanie przeprowadziłem w samych Rowach, a pobieżną obserwację w szeregu miejscowości, przez które przejeżdżałem. 

Okazało się, że chyba wybrałem do badania niezbyt reprezentatywną miejscowość. O ile bowiem na Pomorzu kapliczek jest mało, zazwyczaj jedna na miejscowość, to w samych Rowach jest ich aż dziewięć, aczkolwiek większość nietypowych dla regionu. Typową kapliczką regionalną na Kaszubach i środkowym Pomorzu jest specyficzna hybryda kapliczki domkowej i słupkowej, w postaci szerokiego słupka, którego górną część stanowi domek z oknami na cztery strony świata. Taką kapliczkę prezentuję na zdjęciu powyżej. Takich kapliczek widziałem w tym roku na Pomorzu kilkadziesiąt. Małą liczbę kapliczek w tej części Pomorza można tłumaczyć wielowiekową dominacją luteranizmu na tych terenach. Pomorscy luteranie kapliczek przydrożnych nie stawiali. 

Pozostałe osiem kapliczek przydrożnych w Rowach to różniej wielkości i stylu rzeźby drewniane. Ich liczne występowanie nie dziwi w miejscowości, w której stoi ponadto kilkadziesiąt rzeźb drewnianych o tematyce świeckiej, głównie marynistycznej. Z rzeźb drewnianych Rowy słyną. Wszystkie kapliczki znalezione w Rowach można zobaczyć tutaj

wtorek, 18 grudnia 2018

wodniicki

Drugi raz w tym roku zdarzyło mi się przeczytać książkę, która wydawała się być pozycją podróżniczą, zbiorem zapisków z podróży, a okazała się poważnym esejem dotyczącym kultury i cywilizacji. "Lekcję łaciny" Adama Wodnickiego przeczytałem przypadkiem. Jeszcze godzinę, ba jeszcze kwadrans przed rozpoczęciem lektury nie miałem zielonego pojęcia o istnieniu tej książki. Od po prostu utknąłem na kilka godzin w sympatycznym miejscu zaopatrzonym w jeszcze sympatyczniejszą podręczną biblioteczkę i sięgnąłem na chybił trafił po jedną z umieszczonych tam pozycyj. Dobrze trafiłem.

Jest to książka o przemijaniu cywilizacyj i trwaniu ich reliktów. Głównie chodzi o cywilizacje rzymską i łacińską, powiązane ze sobą poprzez tytułową łacinę. Pretekstem do tych rozważań są wędrówki po francuskim mieście Arles, które autor odwiedzał w ciągu swojego życia wielokrotnie. W książce tej historie rzeczywiste mieszają się z fikcyjnymi i czasami trudno powiedzieć która jest która. Przewija się przez stronice ogromna liczba cytatów literackich i artystycznych i choćby dla nich warto tę książkę przeczytać. 

Przytoczę tylko jeden z nich: "Żaden monument, jakikolwiek by on był, nie należy do motłochu, który go niszczy. Gdyż niszczący są lub będą zawsze tylko motłochem. Rupert Sheldrake" To jest bardzo mocne przesłanie tej książki.

60/52

* * * * *




środa, 12 grudnia 2018

sheen

Ta objętościowo niewielka książeczka jest niezwykle bogata w treść. Będący obecnie kandydatem na ołtarze, zmarły w 1979 roku nowojorski arcybiskup Fulton Sheen, którego dzieła zyskały ogromną popularność na całym świecie, a ostatnio także w naszym kraju na kilkudziesięciu stronicach przybliża rozmaite aspekty Świąt Bożego Narodzenia, a właściwie Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, na którą te święta wskazują. 

Pisze o Miłości Boga do człowieka i o ludzkiej odpowiedzi na tę miłość, o historycznym Bożym Narodzeniu w Betlejemie i o mistycznym Bożym Narodzeniu w sercach wiernych chrześcijan. Książeczka, za pomocą niewielkiej liczby słów, systematyzuje ludzką wiedzę o tej Tajemnicy, którą, jak pisze Sheen odkrzyli "tylko bardzo prości i bardzo uczeni (..) nie zaś człowiek jednej księgi".

Znajdziemy też w tej książeczce sporo tego, co o Bożym Narodzeniu możemy przeczytać u Tomasza z Akwinu, Jana Taulera, czy Adama Mickiewicza. Ten ostatni pisał tak:

Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie,
Lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.

A Sheen właściwie to samo ujmuje innymi słowy: 

Boże Narodzenie nie jest czymś, co się wydarzyło, np. jak bitwa pod Waterloo; jest ono czymś, co się dzieje. To, co przytrafiło się ludzkiej naturze, za Jej zgodą, od Maryi, może za naszą zgodą, przydarzyć się w mniejszym wymiarze naszej ludzkiej naturze. 

I to chyba jest prawdziwy sens Bożego Narodzenia.

Książeczkę, którą można potraktować jak miniaturowe bożonarodzeniowe rekolekcje,  uzupełniają przepiękne ilustracje będące reprodukcjami religijnych obrazów wybitnych malarzy różnych epok, mądra przedmowa pióra arcybiskupa Jana Pawła Lengi, życiorys Czcigodnego Sługi Bożego Fultona Sheena i dwie modlitwy: o jego beatyfikację i o wyproszenie łask za jego przyczyną. Pozycja ta jest jednym z najpiękniejszych prezentów bożonarodzeniowych, jaki można w tym roku dać polskiemu katolikowi. 

59/52

* * * * *

wtorek, 11 grudnia 2018

 

Wiele lat temu, zazwyczaj w listopadzie zamieszczałem na blogu notki o Karlu Rumplu, niemieckim malarzu, z którym łączą mnie dwie rzeczy: nazwisko i będąca w moim posiadaniu kolekcja pocztówek z reprodukcjami jego prac. O samym malarzu wiedziałem i pisałem niewiele, gdyż nie miał on swojego biogramu nigdzie w internecie, nawet na niemieckiej wikipedii. Teraz już tam swoją notkę ma, toteż poniżej zamieszczam jej tłumaczenie, a powyżej prezentację mojej kolekcji. 

Karl Ernst Friedrich Rumpel urodził się 21 czerwca 1867 w Poczdamie, zmarł w roku 1939 w Demminie (Dymin) na Pomorzu, był niemieckim ilustratorem i malarzem, człokiem Pruskiej Akademii Sztuki w Berlinie, Narodowego Stowarzyszenia Artystów Plastyków Niemiec, Pomorskiego Stowarzyszenia Artystów i Stowarzyszenia Wystawa Pomorskich Artystów w Szczecinie ,
Studiował w instytucie dydaktycznym w Kunstgewerbemuseum w Berlinie u Maxa Kocha. Kontynuował naukę u Fredericka Heysera w Dreźnie i był uczniem Weimarskiej Szkoły Artystycznej u Maxa Thedego. Przez pewien czas mieszkał w Goslarze i w Berlinie-Friedenau. Jego stałe miejsce zamieszkania, Demmin (Dymin), było także centrum jego pracy. Wykonał wiele zleceń w sektorze publicznym,  stworzył na przykład obrazy do ratusza w Demminie, Kolbergu (Kołobrzeg) i Greifenberg (Gryfice) na Pomorzu. Na stulecie szkoły stworzył w 924 wraz z drzeworytkiem Maxem Ueckerem dekoracje auli Gimnazjum dla dziewcząt w Treptowie przekształconej w Kaplicę Ducha Świętego. Z jego fresków zachowała się tylko panorama miasta w stanie sprzed I wojny światowej w powiatowej sali balowej w Demminie. Namalowane w 1937 piękne freski w kaplicy cmentarnej w Demminie zostały zniszczone w 1945 przez Sowietów. 

Tekst miał się pojawić w listopadzie, jak zwykle, ale miałem podówczas kryzys twórczy, dlatego pojawia się teraz.

07:24, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 grudnia 2018

dębski

Kiedy jeszcze czytałem regularnie czasopisma publikujące opowiadania fantastyczne, Rafał dębski jawił mi się jako jeden z najciekawszych polskich autorów fantasy. Potem na lat kilka straciłem go z oczu, aż w ostatnich tygodniach sięgnąłem po jego powieść "Kiedy Bóg zasypia".

Jest to dość klasyczna historical fantasy. Akcja jest osadzona w Polsce, w latach trzydziestych jedenastego stulecia. Można by powiedzieć, że jest to książka o Bolesławie Zapomnianym, ale nie jest on jej głównym bohaterem. Zresztą trudno powiedzieć, bo wyraźnego głównego bohatera w tej powieści nie ma. Przeplata się tu kilka głównych wątków, z których każdy ma swoich bohaterów.

Widać tu liczne inspiracje innymi dziełami polskiej fantasy, zwłaszcza cyklem husyckim Sapkowskiego i sagą o Twardokęsku Brzezińskiej. Zwłaszcza z tej drugiej serii zdaje się być zaczerpnięty pomysł na wielobohaterską i wielowątkową narrację, a z pierwszej teza o silnym wpływie magii na historię. Z kolei od Pilipiuka zaczerpnął chyba autor zdecydowaną niechęć do słowiańskiego pogaństwa. Ogólnie rzecz jest spójna, przekonująca i ciekawa, inaczej mówiąc solidna i warta przeczytania. 

58/52

* * * * * 

środa, 05 grudnia 2018

Ten wpis nie będzie typowym tekstem o książce, jakich wiele na tym blogu. Jest on raczej reakcją na medialny zamęt, jaki powstał w ostatnich dniach wokół tej książki. W odróżnieniu od innych książek, które omawiam na tym blogu, tej nie przeczytałem zbyt dokładnie, raczej ją przejrzałem dla zorientowania się w treści. Takie pobieżne zapoznanie się z jej treścią  wystarcza mi jednak do stwierdzenia, że nie jest to książka odpowiednia dla niedorosłej młodzieży.

I nie chodzi mi wcale o fragmenty dotyczące seksualności, na które zwróciła uwagę Gazeta Wyborcza. Te są akurat takie, jakich należy się spodziewać po przedsoborowym katolickim kapłanie i wielkich szkód nie spowodują, do tego stanowią bardzo niewielki fragment wywodu, mniej niż stronę, w około stustronicowej książce. Dużo groźniejsze są co najmniej dwa inne fragmenty.

Pierwszy radzi zwalczać marzenia: Najpierw nie dawać przystępu do siebie myślom bezużytecznym, a takimi przede wszystkim są marzenia. Odrzucić balast bezużytecznych wspomnień i przywidzeń, w ogóle zlikwidować myśli małe i marne.Poddawanie się marzycielstwu nie tylko dowodzi niezdyscyplinowanej wyobraźni, ale także silnie rozwiniętego egoizmu. Pod jakimś dobrym pozorem człowiek ogląda siebie w różnych przyjemnych sytuacjach, które mu schlebiają,podnoszą go we własnych oczach, niekiedy na zmysłach grają — i to wszystko przeżywa nieraz bardzo intensywnie, prawie jakby na jawie:"Gdybym miał dużo pieniędzy, ile ja bym dobrego zrobił. Dla przyjaciół, dla biednych, dla Ojczyzny...”.„Gdybym się znalazł w tym miejscu tak miłym, w którym już dawno nie byłem,co za radość...”.„Gdyby mi dano taką a taką pracę, jakżebym czuł się szczęśliwy, jakbym ją sumiennie wykonywał...”.„Gdybym spotkał drogą osobę, jakbym ja czule do niej przemówił. Co by to było za szczęście...”.I w marzeniach swoich człowiek gotów posunąć się dalej, niż miałby odwagę w rzeczywistości. Marzenia — to opium inteligentnej młodzieży. Rozkoszne jak opium, ale też jak opium osłabiają wolę i czynią ją niezdatną do twórczych wysiłków. Bo jakże często w marzeniach czyni się ustępstwa na rzecz niższych instynktów! — „Ale przecież to tylko myśli. Gdyby do czego miało dojść, ja bym tego nigdy nie zrobił...”. —Tak, to myśli, ale z tych myśli wyrosną czyny. Może już niezadługo... Przypomina to filozofię królików z filmu "Zwierzogród" - "kto nic nie próbuje osiągnąć, ten się nie sparzy", "dobrze jest mieć marzenia, pod warunkiem, że się w nie zbytnio nie wierzy".

Drugi radzi ograniczyć liczbę lektur: Do koncentracji myśli bardzo pomaga poważne studium, byle tylko nie polegało na łakomym pochłanianiu wszelkich wiadomości. Umysł ludzki jest ograniczony, toteż osłabia się go, gdy się chce zanadto go zapełnić. Kto by chciał wszystko wiedzieć, ten nic nie będzie wiedział. Lepiej czytać i odczytywać małą liczbę książek, ale dobrych, niż wertować stosy mało wartościowych. Nic nie zaszkodzi, że idei będzie mniej, za to będą solidniejsze i logiczniej z sobą powiązane. Bo najważniejszą rzeczą jest uporządkowanie idei, synteza, której przesadna erudycja stoi na przeszkodzie. Więc nie przeładowywać głowy. To z kolei przypomina słowa z piosenki koszmarnego nauczyciela z filmu "Pan Kleks w Kosmosie" - "dziecko nie może za dużo czytać, tylko wybrane problemy".

Marzenia i oczytanie są konieczne dla ukształtowania charakteru o szerokich horyzontach. Bez nich niewiele można osiągnąć. Widać jednak, że ksiądz Pirożyński chciał wychować ludzi biernych, miernych, ale wiernych. Ludzi pozbawionych większych wad, ale też jakiejkolwiek wielkości. Na szerokich horyzontach wychowanków mu szczególnie nie zależało. 

Jeszcze jedno zwraca uwagę. Jak na katolickiego księdza, autor wyjątkowo mało miejsca poświęca modlitwie, ledwie trzy króciutkie wzmianki. Rzeczownik "modlitwa" w różnych przypadkach pojawia się w książce ledwie sześć razy, czasownik "modlić się" ani razu. Dla porównanie słowo "praca" w różnych formach pojawia się sto dziesięć razy. I jak się to ma do katolickiego "Ora et labora"?


wtorek, 04 grudnia 2018

opowieść

Dawno już nie omawiałem na tych łamach lektur szkolnych moich dzieci, więc czas już jest najwyższy do tej praktyki powrócić. A powracam omawiając książkę naprawdę ważną, chociaż objętościowo niewielką. 

Można metaforycznie rzecz, że "Opowieść wigilijna" Dickensa jest jedną z najważniejszych ksiąg świętych kulturowego chrześcijaństwa. W zasadzie nie ma wśród osób obcujących na co dzień z zachodnią popkulturą takich, które by tego dzieła przynajmniej pośrednio nie znały. Przeróbek i adaptacyj, zwłaszcza filmowych są setki. Dzieci, również polskie, zanim zaczną tę książkę przerabiać w szkole, znają już jej fabułę z adaptacyj z Myszką Micky, czy Barbie. 

Co się zaś tyczy oryginalnej książki, to jest ona wyborną opowieścią baśniową w najlepszym dziewiętnastowiecznym stylu bijącą pod względem baśniowości na głowę udające baśnie parahorrory Andersena. Należy ubolewać, że w naszej części świata ta uniwersalistyczna opowieść o Duchu Bożego Narodzenia nie miała do niedawna takiej popularności jak one. 

Amerykanizacja światowej, a zwłaszcza europejskiej kultury ma wiele minusów, ale ma też plusy. Do tych ostatnich należy popularyzacja "Opowieści wigilijnej".

57/52

* * * * *

poniedziałek, 03 grudnia 2018

ihiguro

Rok temu przeczytałem i omówiłem książkę Kazuo Ishiguro "Nokturny", która mnie zachwyciła, czemu dałem wyraz w swoim wpisie. idąc za ciosem nabyłem kolejną książkę tegoż autora, czyli właśnie powieść "Nie opuszczaj mnie" i zaczęły się schody. Męczyłem się z tą książką prawie rok, podchodząc do niej wielokrotnie. Jednocześnie na forach książkowych wielokrotnie czytałem opinie czytelników zachwyconych "Nie opuszczaj mnie i jednocześnie zawiedzionych "Nokturnami". Dowodzi to, że gusta literackie potrafią być bardzo zróżnicowane. 

Jak można określić przynależność gatunkową tej powieści? Conteporary fiction? Umiarkowana antyutopia? Historia alternatywna? Nie chcąc spojlerować, nie zdradzę elementów fabuły, powiem jedynie, że książka jest straszliwie przygnębiająca. I może dlatego tak się z nią męczyłem, bo ja przygnębiających książek nie lubię. Wolę szczęśliwe zakończenia, jak w bajkach.

Powie ktoś, że właśnie zaspojlerowałem, ujawniając, że zakończenie książki nie jest szczęśliwe. Otóż niczego nie zaspojlerowałem, bo to wiadomo już po przeczytaniu pierwszych kilku stron, a nawet samej tylko noty okładkowej. 

56/52

* * * *

niedziela, 02 grudnia 2018

rok

Od kilku lat prowadzę trzy blogi poświęcone kolejnym okresom Roku Liturgicznego: "Prawdziwe Boże Narodzenie", "Prawdziwy Wielki Post" i "Prawdziwa Wielka Noc". Teraz postanowiłem treść tych blogów udostępnić także na Facebooku, dlatego powołałem do życia stronę "Rok Boży". 

W przyszłości chciałbym, aby na tej stronie pojawiały się także materiały innych autorów. Dlatego równolegle zakładam grupę "Katolicy nie tylko kulturowi", na którą proszę wrzucać propozycje treści dla strony.

Docelowo grupa ta ma także służyć dyskusjom na wszystkie tematy dotyczące religii katolickiej.