RELIGIA

poniedziałek, 07 stycznia 2019

Katolickie świry to katolicy, najczęściej księża,wypisujący lub wygadujący totalne bzdury szkodzące Kościołowi. Antyteiści i antyklerykałowie wykorzystują wypowiedzi katolickich świrów do ośmieszenia Kościoła. Dlatego trzeba bronić Kościoła, walcząc z katolickimi świrami. Jako że żyjemy w dobie przekazu wideo, skupię się na świrach nagrywających filmiki, świrom piszącym poświęcając na razie mniej miejsca. Dziś jednak napiszę o piszących i to nietypowo, bo o bycie zbiorowym, a nie o jednej wypowiedzi jednego świra. 

Przy okazji śmierci i pogrzebu profesora Romualda Dębskiego na stronach, grupach i forach katolickich pojawiło się wiele wypowiedzi stwierdzających, że zmarły jest w piekle. W dyskusji przekonanie o potępieniu wyrażano również w stosunku do Hitlera, Stalina, Heroda, Lutra, czy Kory. Jest to wyraz jakiejś niedouczonej religijności nibyludowej. Kościół katolicki bowiem nigdy nie wypowiadał się o niczyim potępieniu. O zbawieniu owszem, w akcie kanonizacji. Dlatego te prywatne "orzeczenia" o potępieniu nazywam antykanonizacjami, a ich autorów antykanonizatorami. Nie będę z nimi polemizował własnymi słowami, ale zacytuję dwa autorytety. 

Starożytna legenda chrześcijańska: Kiedy Syn Boży został przybity do krzyża i oddał ducha, zstąpił prosto z krzyża do piekła i uwolnił wszystkich grzeszników, którzy cierpieli tam męki. I diabeł zasmucił się i płakał, gdyż myślał, że nie będzie już miał więcej grzeszników w piekle. Wtedy powiedział Bóg: - Nie płacz, będę musiał ci wysłać wszystkich tych świętych ludzi, którzy mają upodobanie w samoświadomości swej dobroci i we własnym przekonaniu o potępieniu grzeszników. I piekło znowu się napełni na całe pokolenia, aż przyjdę powtórnie. Anthony de Mello "Śpiew ptaka"

Proszę mi pozwolić przedstawić tutaj jeszcze jedną prośbę - od siebie: nie naśladujmy "chrześcijan", którzy uważają się za upoważnionych do wydawania sądu o Judaszu, o jego życiu wiecznym. Do tego nikt nie ma prawa, zwłaszcza, że Jezus aż do końca nazywał go "przyjacielem". Co na samym końcu mają sobie do powiedzenia dwaj przyjaciele, to obchodzi tylko ich obu, a stanowczo nie nas. Ladislaus Boros - "Modlitwa chrzescijańska"

Skoro więc nawet o Judaszu nie możemy rzec, ze jest w piekle, to tem bardziej o doktorze Dębskim, który zmarł opatrzony Świętymi Sakramentami.

wtorek, 25 grudnia 2018

Ten wpis uważam za dość fundamentalny, dlatego zamieszczam go zarówno na blogu bożonarodzeniowym, jak i ogólnokulturowym. Tekst pochodzi z książki "Misterium chrystianizmu", którą polecam jako doskonały podręcznik duchowości. Zachęcam też do zapoznania się z bożonarodzeniowym kazaniem Jana Taulera, które doskonale uzupełnia i pogłębia temat.

barsotti

 

barsotti

 

barsotti

 

barsotti

b

barsotti

 


sobota, 22 grudnia 2018

Ten wpis uważam za dość fundamentalny, dlatego zamieszczam go zarówno na blogu bożonarodzeniowym, jak i ogólnokulturowym. Tekst pochodzi z książki "Misterium chrystianizmu", którą polecam jako doskonały podręcznik duchowości. 

adwent

 

adwent

 

adwent

 

adwent

 

 adwent

 

 

środa, 05 grudnia 2018

Ten wpis nie będzie typowym tekstem o książce, jakich wiele na tym blogu. Jest on raczej reakcją na medialny zamęt, jaki powstał w ostatnich dniach wokół tej książki. W odróżnieniu od innych książek, które omawiam na tym blogu, tej nie przeczytałem zbyt dokładnie, raczej ją przejrzałem dla zorientowania się w treści. Takie pobieżne zapoznanie się z jej treścią  wystarcza mi jednak do stwierdzenia, że nie jest to książka odpowiednia dla niedorosłej młodzieży.

I nie chodzi mi wcale o fragmenty dotyczące seksualności, na które zwróciła uwagę Gazeta Wyborcza. Te są akurat takie, jakich należy się spodziewać po przedsoborowym katolickim kapłanie i wielkich szkód nie spowodują, do tego stanowią bardzo niewielki fragment wywodu, mniej niż stronę, w około stustronicowej książce. Dużo groźniejsze są co najmniej dwa inne fragmenty.

Pierwszy radzi zwalczać marzenia: Najpierw nie dawać przystępu do siebie myślom bezużytecznym, a takimi przede wszystkim są marzenia. Odrzucić balast bezużytecznych wspomnień i przywidzeń, w ogóle zlikwidować myśli małe i marne.Poddawanie się marzycielstwu nie tylko dowodzi niezdyscyplinowanej wyobraźni, ale także silnie rozwiniętego egoizmu. Pod jakimś dobrym pozorem człowiek ogląda siebie w różnych przyjemnych sytuacjach, które mu schlebiają,podnoszą go we własnych oczach, niekiedy na zmysłach grają — i to wszystko przeżywa nieraz bardzo intensywnie, prawie jakby na jawie:"Gdybym miał dużo pieniędzy, ile ja bym dobrego zrobił. Dla przyjaciół, dla biednych, dla Ojczyzny...”.„Gdybym się znalazł w tym miejscu tak miłym, w którym już dawno nie byłem,co za radość...”.„Gdyby mi dano taką a taką pracę, jakżebym czuł się szczęśliwy, jakbym ją sumiennie wykonywał...”.„Gdybym spotkał drogą osobę, jakbym ja czule do niej przemówił. Co by to było za szczęście...”.I w marzeniach swoich człowiek gotów posunąć się dalej, niż miałby odwagę w rzeczywistości. Marzenia — to opium inteligentnej młodzieży. Rozkoszne jak opium, ale też jak opium osłabiają wolę i czynią ją niezdatną do twórczych wysiłków. Bo jakże często w marzeniach czyni się ustępstwa na rzecz niższych instynktów! — „Ale przecież to tylko myśli. Gdyby do czego miało dojść, ja bym tego nigdy nie zrobił...”. —Tak, to myśli, ale z tych myśli wyrosną czyny. Może już niezadługo... Przypomina to filozofię królików z filmu "Zwierzogród" - "kto nic nie próbuje osiągnąć, ten się nie sparzy", "dobrze jest mieć marzenia, pod warunkiem, że się w nie zbytnio nie wierzy".

Drugi radzi ograniczyć liczbę lektur: Do koncentracji myśli bardzo pomaga poważne studium, byle tylko nie polegało na łakomym pochłanianiu wszelkich wiadomości. Umysł ludzki jest ograniczony, toteż osłabia się go, gdy się chce zanadto go zapełnić. Kto by chciał wszystko wiedzieć, ten nic nie będzie wiedział. Lepiej czytać i odczytywać małą liczbę książek, ale dobrych, niż wertować stosy mało wartościowych. Nic nie zaszkodzi, że idei będzie mniej, za to będą solidniejsze i logiczniej z sobą powiązane. Bo najważniejszą rzeczą jest uporządkowanie idei, synteza, której przesadna erudycja stoi na przeszkodzie. Więc nie przeładowywać głowy. To z kolei przypomina słowa z piosenki koszmarnego nauczyciela z filmu "Pan Kleks w Kosmosie" - "dziecko nie może za dużo czytać, tylko wybrane problemy".

Marzenia i oczytanie są konieczne dla ukształtowania charakteru o szerokich horyzontach. Bez nich niewiele można osiągnąć. Widać jednak, że ksiądz Pirożyński chciał wychować ludzi biernych, miernych, ale wiernych. Ludzi pozbawionych większych wad, ale też jakiejkolwiek wielkości. Na szerokich horyzontach wychowanków mu szczególnie nie zależało. 

Jeszcze jedno zwraca uwagę. Jak na katolickiego księdza, autor wyjątkowo mało miejsca poświęca modlitwie, ledwie trzy króciutkie wzmianki. Rzeczownik "modlitwa" w różnych przypadkach pojawia się w książce ledwie sześć razy, czasownik "modlić się" ani razu. Dla porównanie słowo "praca" w różnych formach pojawia się sto dziesięć razy. I jak się to ma do katolickiego "Ora et labora"?


poniedziałek, 22 października 2018

Psalm

Już jest po wyborach, mogę więc ten temat swobodnie poruszyć. W związku z zamieszaniem, jakie wywołały, zwłaszcza wśród letnich katolików słowa niedzielnego psalmu "On miłuje prawo i sprawiedliwość" uważam, że była to dobra okazja, by w tę niedzielę zastąpić psalm responsoryjny śpiewem z Graduału. "Zamiast psalmu wyznaczonego w lekcjonarzu można śpiewać także responsorium gradualne z Graduału Rzymskiego albo psalm responsoryjny lub allelujatyczny z Graduału zwykłego, tak jak jest on w tych księgach podany. " OWMR 61 Dowiedziałem, się, że nawet gdzieniegdzie się ten graduał pojawił.

W dyskusji pojawiła się też kwestia tłumaczenia. Okazuje się bowiem, ze różne przekłady różnie oddają słowa psalmisty:

Biblia Tysiąclecia: On miłuje prawo i sprawiedliwość: ziemia jest pełna łaskawości Pańskiej.

Biblia Warszawska, zwana też Brytyjską: On miłuje sprawiedliwość i prawo; Pełna jest ziemia łaski Pana.

Biblia Warszawsko-Praska: Kocha On wszystko, co czyste i prawe, a Jego łaskawość wypełnia całą ziemię.

Biblia Gdańska: Miłuje sąd i sprawiedliwość; pełna jest ziemia miłosierdzia Pańskiego.

Biblia Nowego Świata: Miłuje on prawość i sprawiedliwość. Pełna jest ziemia lojalnej życzliwości Jehowy.

Biblia Brzeska: Kocha się w sprawiedliwości i w sądzie, a miłosierdzia Pańskiego pełna jest ziemia.

Biblia Księdza Wujka: Miłuje miłosierdzie i sąd: miłosierdzia PANSKIEGO pełna jest ziemia.

Biblia Poznańska: On sprawiedliwość miłuje i Prawo, ziemię przepełnia Jego łaskawość.

Wulgata: diligit iustitiam et iudicium misericordia Domini plena est terra

Septuaginta: αγαπά ελεημοσύνην και κρίσιν του ελέους κυρίου πλήρης η γη (agapa elehmosunhn kai krisin tou eleous kuriou plhrhs h gh)

Biblia Tysiąca Błędów jest więc w tym "prawie i sprawiedliwości" dość odosobniona. Na obrazku powyżej (zaczerpniętym od jednego z dyskutantów) jest rozrysowane tłumaczenie interlinearne. Może więc warto pomyśleć o zastąpienie Biblii Tysiąclecia w roli przekładu liturgicznego innym, lepszym tłumaczeniem. 

 

 

11:42, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 października 2018

W niedzielę 14 X bieżącego roku w Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze w ramach dorocznej pielgrzymki esperantystów została odprawiona Msza Święta w języku esperanto. Co ciekawe w przygotowanie tekstów liturgicznych w tym języku byli swego czasu zaangażowani głównie duchowni polscy. Więc również msze esperanckie należą do polskiego wkładu w katolicyzm światowy. Na nagraniu widzimy, że również pieśni religijne w tym języku, to zasadniczo przekłady z polskiego. 

środa, 10 października 2018

 

W tym roku kawałek wakacji spędziłem w Rowach koło Ustki. Poświęciłem już temu wyjazdowi jeden wpis na blogu, teraz poświęcam kolejny. Bardzo nam się podobał mały neoromański kościółek w Rowach, dlatego tym razem nie wędrowaliśmy po różnych kościołach, ale przez cały pobyt chodziliśmy do tego jednego. Kościół ładny, liturgia bez większych udziwnień (choć z nadmiarem dwójeczki), dobre kazania, tradycyjne pieśni (jak na filmie). Polecam wybierającym się nad polskie morze. 

poniedziałek, 08 października 2018

W poprzednim wpisie zapytywałem o przejawy twórczego wkładu polskiego Kościoła katolickiego. Pytałem o cztery wskaźniki:

1. Założony w Polsce zakon, najlepiej męski, który miałby swoje domy w co najmniej dziesięciu krajach.

2. Polską książkę katolicką przełożoną na co najmniej 10 języków.

3. Polskiego świętego, któremu dedykowano co najmniej sto kościołów poza Polską.

4. Powstałe w Polsce nabożeństwo obecne powszechnie co najmniej w dziesięciu krajach.

Ciekawa dyskusja wywiązała się pod tym postem na facebookowej grupie "Jak jest w katolicyzmie?". Nikt z dyskutantów nie znalazł przykładu do punktu drugiego. Do punktu pierwszego znaleziono mi marianów, zmartwychwstańców i felicjanki, a do czwartego Gorzkie Żale. Owszem, jakaś tam popularność tych bytów poza Polską jest, ale do światowej im daleko, zwłaszcza, że do obecności zagranicznej zaliczano obecność wśród zagranicznej społeczności polskiej, a to jednak nie to samo. 

Natomiast punktem trzecim zostałem pokonany. Okazuje, że Święta Jadwiga Śląska ma poza Polską wystarczającą liczbę kościołów, a Święci Wojciech, Jacek, Andrzej Świerad i Stanisław Kostka są jej bliscy. To, ze część z nich nie była Polakami, nie zmienia tego, że należeli do polskiego Kościoła, są więc polskimi świętymi. 

piątek, 05 października 2018

Dwukrotnie stawiałem tezę, że przed objawieniami Świętej Faustyny polski Kościół katolicki był prężny, ale odtwórczy. Nie zrodziło się w nim do końca XIX wieku nic, co by znacząco wpłynęło na Kościół powszechny. 

Najpierw, kilka lat temu, w tekście "Koronka do Miłosierdzia Bożego" napisałem tak: Kościół katolicki w Polsce mimo dziesięciu wieków historii i dominującej pozycji w społeczeństwie, legitymuje się stosunkowo skromnym wkładem w dorobek Kościoła Powszechnego. Nie mamy polskich Doktorów Kościoła, mamy niewielu zakonodawców, a do niedawna mieliśmy także niewielu świętych. Tak więc wpływ Kościoła w Polsce na Kościół w innych krajach jest znikomy. W ciągu ostatnich stu lat zaczęły się jednak pojawiać pierwsze jaskółki nadziei na zmianę tej smutnej sytuacji. Jedną z nich jest dzieło świętej Faustyny Kowalskiej. Jej "Dzienniczek" jest przetłumaczony na wiele języków, a zapoczątkowane przez nią nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, rozpowszechniło się w całym świecie katolickim.

Ostatnio powtórzyłem to innymi słowy w tekście "Plebiscyt na Polkę stulecia": Mnie bulwersuje co innego, a mianowicie brak na tej liście świętej Faustyny Kowalskiej. Moim zdaniem to ona jest tą Polką, która w ostatnim stuleciu wywarła największy wpływ na cały świat. Przed nią polski katolicyzm był odtwórczy, ona jako pierwsza osoba z Polski włożyła sporą cegłę z gmach światowej katolickiej religijności. Obrazy według jej instrukcji znajdują się w kościołach całego świata i to nie tylko katolickich, Koronkę jej autorstwa odmawiają ludzie na całym świecie i to nie tylko katolicy, jej Dzienniczek czytają miliony, nie tylko katolików, a jego nakład w kilkudziesięciu językach przekracza bez wątpienia sumę nakładów wszystkich książek napisanych przez kobiety umieszczone na liście.

W obydwu przypadkach ten odtwórczy charakter Kościoła w Polsce został podważony przez komentatorów. Oczywiście, mogę się mylić. Mogłem coś przeoczyć. Proszę więc o wskazanie przez moich oponentów jednego z czterech faktów z historii Kościoła polskiego sprzed 1900 roku:

1. Założonego w Polsce zakonu, najlepiej męskiego, który miałby swoje domy w co najmniej dziesięciu krajach.

2. Polskiej książki katolickiej przełożonej na co najmniej 10 języków.

3. Polskiego świętego, któremu dedykowano co najmniej sto kościołów poza Polską.

4. Powstałego w Polsce nabożeństwa obecnego powszechnie co najmniej w dziesięciu krajach. 

środa, 05 września 2018

 

Długo się zastanawiałem, czy wpis ten umieścić na blogu kulturowym, czy politycznym. Zdecydowałem się na ten pierwszy, bo zarówno wydarzenie, jak i zjawisko, przynależą do świata religii, a nie polityki. 

W czasie Mszy w kościele św. Brygidy w Gdańsku odprawionej z okazji kolejnej rocznicy porozumień sierpniowych przemówienie wygłosił JE Andrzej Duda, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej etc. Zanim jeszcze zaczął mówić świątynię, zapewne na znak protestu, opuścił JE Lech Wałęsa, były Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej etc. 

Prawicowy internet huczy od oburzenia na prezydenta Wałęsę: "Jak on mógł wyjść z kościoła w czasie Mszy". Ja natomiast oburzam się na prezydenta Dudę: Jak on mógł przemawiać w czasie Mszy?! Człek świecki, nawet prezydent, w czasie Mszy przemawiać nie może. Wszelkie przemówienia świeckich, mające charakter religijny, np. Świadectwa, powinny mieć miejsce po liturgii, albo przed nią. Świeckich zaś przemówień, a takie było to prezydenckie, w ogóle w świątyni wygłaszać nie należy. Jak się prezydent bardzo upiera, by wystąpić w czasie Mszy, to może Lekcję przeczytać, albo wezwania modlitwy wiernych. Swoich przemyśleń politycznych, choćby najwznioślejszych,  w czasie Mszy wygłaszać mu nie wolno. Jeśli, chce kazania głosić, to niech diakonem zostanie, droga wolna. A w obecnej sytuacji, to przemówienie było poważnym nadużyciem liturgicznym. 

Dlatego słusznie JE Lech Wałęsa z kościoła wyszedł. Ja też bym wyszedł. A po przemówieniu bym wrócił. Tym więc bym się odróżnił od byłego prezydenta, który nie wrócił. 

11:24, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 sierpnia 2018

 ornaty

Kilka dni temu w internecie rozgorzała dyskusja na temat ornatów wyprodukowanych w Polsce na Światowe Spotkanie Rodzin. Wielu katolików, nie tylko zresztą tradycjonalistów, krytykuje te szaty, ja jednak chcę ich bronić, a nawet je chwalić.

Po pierwsze, wyglądają na wykonane z naturalnych materiałów, co bardzo cieszy w obecnym zalewie plastikowej tandety. Każdy naturalny, czy to wełniany, czy lniany, czy nawet bawełniany ornat, należy chwalić, zwłaszcza, że spotkanie się skończy, a setki ornatów pozostaną i będą służyć kapłanom przez lata.

Po drugie, wykorzystany na nich symbol stylizowanego triskelionu jest zakorzeniony w zachodnim, zwłaszcza zaś celtyckim katolicyzmie jako symbol Trójcy Świętej. Na zarzuty, że symbol ten nie jest rozpoznawalny poza kręgiem celtyckim, odpowiem, że wręcz przeciwnie, jest to symbol rozpowszechniony w całym zachodnim Kościele, o czym świadczy np. fasada kościoła Świętego Krzyża w Żywcu. 

żywiec

Po trzecie, kolory tych ornatów są najwyraźniej liturgiczne, wbrew niektórym opiniom. Na zdjęciu widzimy ornaty biały i zielony. Dziwi jedynie różowa dalmatyka, wszak do trzeciej niedzieli adwentu jeszcze daleko.

Po czwarte, owszem odnoszą się również do symboliki tęczy,, ale w jej tradycyjnie katolickim ujęciu trójbarwnej, też między innymi odnoszącej się do Trójcy Świętej. Odsyłam do mojego artykułu sprzed kilku lat: Czy tęcza na Placu Zbawiciela jest symbolem biblijnym?

Po piąte, jak dla mnie są zwyczajnie ładne, ale to już kwestia gustu. 

Akurat prawda o Trójcy Świętej jest obecnie słabo prezentowana we Mszy Świętej. Zniknęło wiele modlitw trynitarnych, zniknęło potrójne Kyrie, zniknęła Prefacja o Trójcy Świętej w niedziele zwykłe. Należy więc się cieszyć, że choćby te ornaty przypomną o Trójcy w czasie Mszy.

08:33, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
środa, 25 lipca 2018

 

Minął już prawie miesiąc, odkąd JE Emmanuel Macron, książę Andorry, prezydent Republiki Francuskiej etc. etc. etc. objął uroczyście urząd honorowego protokanonika papieskiej Bazyliki Świętego Jana na Lateranie, ale dopiero teraz znalazłem lukę w tematach, żeby o tym napisać.

Większość komentatorów się z tego zwyczaju prezydenckiego kanonikowania śmieje, ja jednak się z niego cieszę. To, że prezydenci nadal korzystają z tego przywileju katolickich (arcychrześcijańskich) królów Francji, świadczy o istnieniu jakiejś nici, może wątłej ale nadal rzeczywistej, pomiędzy królestwem a republiką. W tej laickiej republice nadal tkwią relikty katolickiej monarchii, jak perły w kupie gnoju. I te perły, prędzej, czy później zaowocują. Chociaż nie wiadomo, czy tego doczekamy.

Szkoda, że my mamy takich reliktów mniej, właściwie jedynym wyraźnym jest Order Orła Białego. Warto o nim w ten sposób myśleć. 

czwartek, 28 czerwca 2018

joga

Katolickie świry to katolicy, najczęściej księża,wypisujący lub wygadujący totalne bzdury szkodzące Kościołowi. Antyteiści i antyklerykałowie wykorzystują wypowiedzi katolickich świrów do ośmieszenia Kościoła. Dlatego trzeba bronić Kościoła, walcząc z katolickimi świrami. Jako że żyjemy w dobie przekazu wideo, zacząłem od  świrów nagrywających filmiki., świrom piszącym dając początkowo spokój. Teraz przyszedł czas i na tych drugich.

Ksiądz kanonik Emanuel Lose, proboszcz parafia pod wezwaniem Świetej Jadwigi Królowej w Szczecinie wywiesił w parafialnej gablotce ulotkę informującą, że "Joga to zdrada Chrystusa". Nie podpisał się pod tym kuriozalnym dokumentem umieszczając za to pod nim nazwiska dwóch kapłanów słynnych z doszukiwania się Szatana w bele czym. Ksiądz Sławomir Kostrzewa znany jest z dostrzegania złego ducha w Hello Kitty i klockach Lego, a ksiądz Andrzej Zwoliński zapoczątkował w Polsce ten nurt "duchowości podejrzeń" zapomnianą już dziś książką "Tajemne niemoce", która swego czasu zrobiła w środowiskach katolickich naszego kraju spory szum. O książce tej chciałby zapewne zapomnieć i sam autor (nota bene płodniejszy nawet od Remigiusza Mroza, bo napisał już ponad 200 książek). gdyż zawierała ona więcej błędów niż lisie futro pcheł. Można ją spokojnie umieścić na liście 10 największych kuriozów polskiego piśmiennictwa religijnego. 

Wróćmy jednak do znacznie od tej książki krótszego, jednak równie upstrzonego błędami tekstu umieszczonego przed szczecińskim kościołem. W ulotce tej uproszczenie goni uproszczenie, a przekłamanie, przekłamanie. Autor nie zna i nie rozumie ani jogi, ani definicji grzechu ciężkiego, a przynajmniej to drugie znać i rozumieć powinien skoro jest księdzem. Do grzechu ciężkiego potrzeba materii, świadomości i dobrowolności. Jeśli nawet uznamy (błędnie, ale na razie niech będzie), że każde uprawianie jogi jest angażowaniem się w religię hinduską, to owszem będziemy mieli materię, ale prawie nigdy nie będziemy mieli świadomości, więc nie będzie tu grzechu ciężkiego. Kluczowy problem tkwi jednak w tym, że dla większości ćwiczących joga jest jedynie systemem gimnastyczny, a nie religijnym. Biorą z niej tylko ćwiczenia fizyczne, a nie duchowość. Nie osiągają, ani nie chcą osiągnąć poziomu związanego z jakimikolwiek doświadczeniami religijnymi, czy duchowymi. Trudno więc tu mówić o jakimś synkretyzmie, czy zdradzie Chrystusa. 

Przy tym uproszczeniu drobnostką już jest wywodzenie nazwy jogi od łacińskiego słowa iugum - jarzmo. Ksiądz wiedział, że dzwoni, ale nie wiedział w którym kościele. Faktycznie niektórzy autorzy wywodzą nazwę jogi od os słowa oznaczającego jarzmo, ale sanskryckiego, a nie łacińskiego i brzmiącego "yuj". Skąd w ogóle pomysł, że starożytni Hindusi do tworzenia swoich słów mieliby czerpać z łaciny? Trudno dociec, ale moim zdaniem już ta łacina treść tej ulotki dyskwalifikuje. 

07:48, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
środa, 20 czerwca 2018

 

Katolickie świry to katolicy, najczęściej księża,wypisujący lub wygadujący totalne bzdury szkodzące Kościołowi. Antyteiści i antyklerykałowie wykorzystują wypowiedzi katolickich świrów do ośmieszenia Kościoła. Dlatego trzeba bronić Kościoła, walcząc z katolickimi świrami. Jako że żyjemy w dobie przekazu wideo, skupię się na świrach nagrywających filmiki., świrom piszącym dając na razie spokój.

Przypadek, który chcę dziś omówić różni się od dwóch poprzednich. Tu nie ma głoszenia nawiedzonych nauk, tu jest podszyta głupotą i pewnością siebie twórczość własna. Ksiądz wymyślił sobie jakieś formułki do wygłaszania przy przekazywania darów ofiarnych przez dzieci komunijne. Jeden z maluchów formułki zapomniał, co ksiądz skwitował słowami "porażka jakaś". 

Największą porażką jest jednak on sam. Już pomijając pogardę dla dzieciaka, którą od razu wytknęły mu media, dużo gorsza jest jego pogarda dla Jezusa Chrystusa. Bo pogardą i bluźnierstwem wobec Jezusa Chrystusa  jest wprowadzanie do Mszy takich nieliturgicznych i sprzecznych z przepisami formułek. Księżowskiej twórczości własnej na Mszy Świętej (poza homilią, czy kazaniem) trzeba powiedzieć stanowcze NIE. W odprawianiu Mszy trzeba się ŚCIŚLE trzymać zasady: "Mów czarne, rób czerwone". 

wtorek, 22 maja 2018

 

Katolickie świry to katolicy, najczęściej księża,wypisujący lub wygadujący totalne bzdury szkodzące Kościołowi. Antyteiści i antyklerykałowie wykorzystują wypowiedzi katolickich świrów do ośmieszenia Kościoła. Dlatego trzeba bronić Kościoła, walcząc z katolickimi świrami. Jako że żyjemy w dobie przekazu wideo, skupię się na świrach nagrywających filmiki., świrom piszącym dając na razie spokój.

Temat noszenia spodni przez kobiety pojawia się od czasu do czasu w kazaniach tak protestanckich, jak prawosławnych, czy katolickich, a wśród katolików zarówno u charyzmatyków, jak i u tradycjonalistów. Szuria nie zna granic. Wszyscy ci kaznodzieje powołują się na werset starotestamentalny z Księgi Powtórzonego Prawa (Deuteronomium.Piąta Mojżeszowa) rozdział dwudziesty drugi, wiersz piąty: "Niech nie bierze niewiasta na się szat męskich, ani niech się nie obłóczy mąż w szatę niewieścią; albowiem jest obrzydliwością Panu, Bogu twemu, kto by to czynił."

Ostatnio kazaniem opartym na tym wersecie popisał się ksiądz Paweł Murziński, niegdyś wykładowca seminaryjny, dziś kapelan hospicyjny, gromiąc kobiety noszące spodnie. Zapomniał o dwóch rzeczach. Pierwsza: przepisy Prawa Mojżeszowego nie obowiązują chrześcijan, o ile nie zostały wprost lub nie wprost powtórzone w Nowym Testamencie. Po drugie,ten werset nie dotyczy większości kobiet noszących spodnie. Kobiety zazwyczaj nie noszą męskich spodni. One noszą damskie spodnie. Podobnie jak ksiądz chodzący w sutannie nie nosi damskiej sukienki. 

poniedziałek, 21 maja 2018

 

Katolickie świry to katolicy, najczęściej księża,wypisujący lub wygadujący totalne bzdury szkodzące Kościołowi. Antyteiści i antyklerykałowie wykorzystują wypowiedzi katolickich świrów do ośmieszenia Kościoła. Dlatego trzeba bronić Kościoła, walcząc z katolickimi świrami. Jako że żyjemy w dobie przekazu wideo, skupię się na świrach nagrywających filmiki.

Pseudokatolickie brednie o demonicznym charakterze tatuaży omawiałem już w tekście „Papież o tatuażach”. Teraz muszę do tematu wrócić, bo w dyskursie pojawiły się nowe tezy. Ks. Rafał Jarosiewicz w nagraniu na YouTube zaatakował wszystkie tatuaże z chrześcijańskimi włącznie, zarzucając im demoniczny charakter i wywoływanie niepłodności. Oparł się tu na heretyckiej teorii "furtek" dla diabła. Ta wypowiedź jest podwójnie szkodliwa. Po pierwsze głupi ludzie pod jej wpływem zaczną traktować tatuaże jako metodę antykoncepcji. Będzie to oczywiście metoda bardzo zawodna. Po drugie wypowiedź ta uderza w pobożny zwyczaj tatuaży chrześcijańskich.

 Rozsądek nakazuje przyjąć zasadę, że nie może być z gruntu zła ani moralnie, ani tym bardziej duchowo praktyka, będąca utrwalonym, niepamiętnym zwyczajem w prawowiernych środowiskach chrześcijańskich. Skoro więc mamy przynajmniej dwa przypadki wielowiekowej praktyki chrześcijańskich tatuaży: u prawosławnych głównie Koptów w Afryce i na Bliskim Wschodzie oraz u katolickich Chorwatów w Bośni i Hercegowinie, to tatuaże o chrześcijańskim przesłaniu nie mogą być z gruntu złe, a tym bardziej demoniczne, tym bardziej, że w obydwu przypadkach tatuaże te były heroicznym świadectwem wiary chrześcijańskiej w obliczu prześladowań i niekiedy ich noszenie prowadziło do męczeństwa. Toteż atakowanie takich tatuaży jest pluciem na groby świętych męczenników.

05:57, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 maja 2018

 

Królu Niebieski, dusz Pocieszycielu,

O Duchu Prawdy króluj nam!

Który wszędzie jesteś i wszystko napełniasz,

Przyjdź i zamieszkaj w każdym z nas

Skarbnico Dobra i Dawco życia,

Ze wszelkiej zmazy oczyść nas

Jedyny, który zwać się możesz  Dobrym

Ty dusze nasze zbawić racz.

 

Tak się zdarzyło, że przełożyłem tę pieśń jakiś czas temu, ale zgubiłem tekst przekładu. Tekst powyższy jest z odtworzenia, właściwie ponownego tłumaczenia według tych samych kryteriów. Po dokonaniu powtórnego tłumaczenia udało mi się znaleźć tekst pierwszego tłumaczenia, które podaję poniżej. Proszę czytelników o ocenę, które lepsze.


 

Królu Niebieski, dusz Pocieszycielu

Ty, Duchu Prawdy, Boże Nasz,

Który wszędzie jesteś i wszystko wypełniasz

Przyjdź i zamieszkaj w każdym z nas.

Skarbnico Dobra i Dawco życia

Od wszelkiej zmazy oczyść nas,

Od piekielnego zachowaj nas gnicia

I Dusze Nasze, o Dobry zbaw.


************

Hymn bizantyjski, przekład Artur Rumpel

 

Śpiewać można na melodię "Matko Piekarska"

czwartek, 10 maja 2018
czwartek, 05 kwietnia 2018

 

Aparycjonizm, czyli przywiązywanie nadmiernej wagi do objawień prywatnych jest chorobą pojawiającą się w różnych nurtach chrześcijaństwa, szczególnie jednak trapiącą Kościół katolicki. Cierpią na nią zarówno katolicy konserwatywni, jak postępowi, tak tradycyjni, jak charyzmatyczni. Rzecz znamienna, że od objawień starych, uznanych i statecznych jak Lourdes,Fatima, czy objawienia Św. Faustyny znacznie popularniejsze są nowe, nieuznane, niepewne, chaotyczne i niebezpieczne, jak Medjugorje, Garabandal, czy wizjonerki związane z księdzem Natankiem. Dla aparycjonistów treści płynące z objawień prywatnych stają się ważniejsze od treści podawanych przez Urząd Nauczycielski Kościoła, w jedyny autentyczny sposób interpretujący Biblię i Tradycję. Aparycjonizm sam w sobie nie jest herezją, ale wprost do herezji prowadzi. Katolik powinien do objawień prywatnych podchodzić ostrożnie. Trzeba bowiem pamiętać, że na każde 100 "objawień"90 to złudzenia, 9 to mamienie szatańskie, a tylko 1 to prawdziwe objawienie. 

Ostatnimi czasy obok klasycznego aparycjonizmu pojawiła się nowa jego odmiana, jeszcze dziwaczniejsza i jeszcze groźniejsza. W tej nowej odmianie aparycjonizmu źródłem "wiedzy religijnej" są już nie objawienia istot podających się za Chrystusa, Matkę Bożą, czy świętych, ale wypowiedzi szatana podczas egzorcyzmu. Zjawisko zostało zapoczątkowane w Niemczech w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia wydaniem kuriozalnej książki "Ostrzeżenie z zaświatów". W ostatnich latach ta choroba w szaleńczym tempie rozwija się w Polsce, a jej nosicielami są medialni egzorcyści, których nazwisk nie będę wymieniał, by nie robić im reklamy. Ja osobiście stosuję zasadę dystansu do treści głoszonych przez egzorcystów. Oni powinni działać cicho i dyskretnie. Jeśli jakiś egzorcysta,czy były egzorcysta wypowiada się w mediach,to jest to podejrzane. A jeśli jeszcze do tego powołuje się na informacje uzyskane od szatana w czasie egzorcyzmów, to jest to wielce podejrzane. 

Celnie ten nowy aparycjonizm punktuje ks. Grzegorz Strzelczyk: "Wielką porażką nauczania teologii w Polsce jest - moim zdaniem - to, że część absolwentów - katechetów i księży - jest skłonna bardziej ufać domniemanym wyznaniom "ojca kłamstwa" przekazywanym przez egzorcystów, niż nauczaniu biskupa Rzymu. Bekniemy (teologowie) za to w czyśćcu (zwłaszcza za bezczynność wobec tego zjawiska). Ciekawe czasy, ale jakoś mnie nie cieszą. Jeśli tak dalej pójdzie, to oryginalnym wkładem polskiej teologii będzie włączenie diabła do listy źródeł teologicznych - powyżej nauczania zwyczajnego Magisterium."

Dlatego trzymajmy się Magisterium Kościoła, a nie uganiajmy się za nowinkami z podejrzanych źródełek,choćby sprawiały wrażenie wielce świątobliwych. 

środa, 04 kwietnia 2018

Pisałem ostatnio o tym, co papież Franciszek mówił o tatuażach i o aborcji, a dotąd nie napisałem nic o tym, co mówił o piekle, chociaż od kilku dni trąbią o tym media całego świata. A nie napisałem nic głównie dlatego,że właściwie nie wiem, co papież naprawdę powiedział o piekle. Wiem, jakie słowa przypisał mu Scalfari, znam też treść mętnego watykańskiego dementi, nadal jednak nie wiem, co papież powiedział.

Coś jednak wiem. Na podstawie tych dwóch, znanych mi tekstów mogę wywnioskować dwie rzeczy. Po pierwsze, papież coś o piekle powiedział. Po drugie, to co naprawdę powiedział, choć zapewne różniło się od wersji Scalfariego, też nie było całkiem ortodoksyjne. Skąd to wnoszę?

Gdyby papież nic o piekle nie mówił, zawarto by w  dementi taką informację. Gdyby zaś jego wypowiedź była w pełni ortodoksyjna, to by ją zacytowano.

Skoro jednak nie wiemy, co papież powiedział nie możemy wprost uznać, że jest heretykiem i utracił urząd. Możemy jednak uznać, że jest podejrzany o herezję i traktować go z należytą ostrożnością. 


07:13, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 kwietnia 2018

Facebook w pierwszy dzień Wielkanocy życzył  nam wszystkim Wesołego Alleluja. Tak jak tydzień temu chwaliłem Słoweńców za palmy dla skoczków, tak dziś chwalę Facebooka za te życzenia. Wszak Alleluja znaczy przedewszystkiem "wychwalajcie Jahwe" a dopiero wtórnie "radujmy się", czy "Wesołych Świąt". Dlatego mnie szczególnie ucieszyło to Alleluja jako wyraźne odniesienie do Boga. Doczekaliśmy czasów, gdy Facebook wzywa imienia Pańskiego. 

W tym kontekście chciałbym się podzielić pasującym cytatem z książki, którą właśnie czytam: "Jednym z powodów schizmy wschodniej było zniesienie "Alleluja" w rzymskiej Liturgii wielkopostnej. "Laus tibi Domine, Rex aeternae gloriae", zajmujące wtedy jego miejsce, to właściwie to samo. Kościół ustalony jest na zawsze w chwale paschalnego Zmartwychwstania. Ona jest życiem i jego, i każdego z chrześcijan" Sługa Boży ks. Divo Barsotti

sobota, 31 marca 2018

 

Resurrexit

Χριστός ανέστη εκ νεκρών,

θανάτω θάνατον πατήσας,

και τοις εν τοις μνήμασι,

ζω ήν χαρισάμενος!

 

Chrystus zmartwychpowstał

Śmiercią śmierć pokonał

Tym, którzy w grobach leżą

Żywot wieczny darował

Alleluja

Radosnych Świąt Wielkanocnych

życzą

Ela, Artur, Pawełek i Martusia Rumplowie

poniedziałek, 26 marca 2018

Jak podaje deon.pl "Pytany o znaczenie tatuaży Ojciec Święty stwierdził, że wskazują one na naszą tożsamość: czego szukasz? do czego należysz? Zachęcił by się ich nie lękać, ale też nie przesadzać."

Dobrze,że ta wypowiedź padła. Bo w Polsce religijny dyskurs o tatuażach jest zdominowany przez solaskrypturystyczne odczytanie jednej wzmianki w Starym Testamencie i opinię ekscentrycznego księdza Piotra Glasa, który wiedzę o tej materii czerpie od .... Szatana wypowiadającego się podczas egzorcyzmów: "Te farby, których się używa są demonicznie przetwarzane. Najgorszy kontrakt z szatanem to kontrakt krwi. Teraz robi się to okultystycznie przerobioną farbą, miesza się to z krwią. Są pytania, czy można sobie strzelić Matkę Boską na plecach. Ja osobiście mówię: Błagam, nie idźcie w to. To nie jest wszystko czyste(...)ludzie mają z nimi straszne doświadczenia, przechodzili męki. (...) Ludzie, którzy mieli tatuaże przechodzili straszne męki. Działa za tym uzależnienie zrobienia sobie następnego. To jest psychologiczne? Wątpię. W Stanach dowiedziałem się, że ludzie mają straszne doświadczenia z tatuażami i akupunkturą. To dramat. Nie róbcie sobie tatuaży (...)Pismo Święte zakazuje ludziom robienia sobie tatuaży. O tatuażach piszą w Starym Testamencie. Na Internecie jest pełno cytatów. Kościół nie wypowie się, bo się tym nie interesuje. Może ja jestem samotnym wilkiem, bo mówię"

Na szczęście Kościół, i to w osobie Ojca Świętego wypowiedział się i to w zupełnie odmiennym tonie, niż ksiądz Glas. Cieszę się więc z tego, że papież potwierdził zdrową naukę katolicką - tatuaże są neutralne moralnie a mogą być dobre lub złe w zależności od treści, intencji, skali i innych okoliczności. 

Mając po jednej stronie rewelacje księdza Glasa, a po drugiej wielowiekową tradycję chrześcijańskich tatuaży Koptów i Chorwatów, wybieram wielowiekową tradycję. Warto pamiętać, że dla prawosławnych Koptów i katolickich Chorwatów tatuaże o treści chrześcijańskiej są ważnym świadectwem wiary w morzu islamu. 

06:37, svetomir , RELIGIA
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 marca 2018

Dziś Niedziela Palmowa. Święci się palmy. Kilka dni temu temat palm rozgrzał internet za sprawą ogłoszenia jednej z warszawskich parafij: "Palmy kupione przed bramami kościoła nie przyjmują na siebie wody święconej. Zaopatrzmy się w palmy przed kościołem, a nie u handlarzy, którzy w ramach ludzkiej naiwności kręcą swój biznes". "Drodzy Parafianie jest sprawą oczywistą, że wszystkie palmy przyjmują wodę święconą,  a zatem z radością będziemy je święcić. Wszystkich urażonych informacją z poprzedniej niedzieli bardzo PRZEPRASZAMY. "

Kupowanie palm, czy to przed kościołem, czy od handlarzy to współczesna nowinka. Kiedyś każda rodzina robiła sobie palmę samodzielnie. Poniżej przytaczam fragment mojej pracy sprzed dekady, opisujący, jak to dawniej było na Górnym Śląsku, a miejscami nadal jest:

Obrzędy wielkanocne zwyczajowo zaczynają się poświęceniem palm w Niedzielę Palmową. Palmą powszechnie nazywa się obrzędowy bukiet z gałązek drzew i krzewów, suszonych traw i kwiatów, a także innych elementów na przykład wstążek i kolorowego papieru w charakterze dodatków. Niektórzy etnologowie wiążą palmy wielkanocne z prastarym pogańskim kultem "rózgi życia", zielonej i młodej gałązki, symbolizującej odżywanie przyrody (Pośpiech). W tradycji kościelnej są one pamiątką triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy i gałązek palmowych, które kładli przed Nim jej mieszkańcy. Na Górnym Śląsku palmy najczęściej wykonywano z gałązek następujących drzew i krzewów: wiyrba, potym kokocz, jo nie wiym, wiym, że to u Pieczki dycki rosło tyn kokocz, ale co to było za roślina to nie wiym, dycki to tak nazywali, lyska, oliwne drzewko na tyn wyrch się potym dowało, kocianki (Gorzyce). Wiyrba, kocianki i kokocz to ludowe określenia trzech gatunków wierzby: w. białej (salix alba), w. iwy (s. caprea) i w. kokocyny. Stosowano też gałązki innych drzew i krzewów liściastych, w tym przede wszystkim brzozy. W tradycyjnych palmach nigdy nie używano gałązek drzew iglastych. Drzewa takie nie budziły się bowiem z zimowego snu nie miały więc mocy pobudzania sił wegetacyjnych. Moc tę jeszcze zwiększano poprzez odpowiednie przygotowania. Gałązek na palmę nie zbierano bezpośrednio przed niedzielą palmową, ale około dwóch tygodni wcześniej. Scięte gałązki wkładano do wody i pozwalano im wypuścić małe listki. Dotyczyło to przede wszystkim gałązek brzozy. Brzoza ma duże znaczenie w magii ludowej na omawianym terenie. Stosuje się ją również w obrzędach związanych ze świętem Bożego Ciała.

Wróćmy jednak do palm. Wykonywało się owe palmy w następujący sposób: on jedna ta wiyrba dycki przecion na poły i tak to fajnie potym obwionzoł, tym jednym połym we trzech miejscach (Gorzyce). Tradycyjnie do wiązania palmy nie używano sznurka ani drutu. Oprócz omawianego wiązadła stosowano również czerwone kokardki, albo rzemień od bata, "aby konie były tłuste" (Strzeleckie) Palma tradycyjna składała się z trzech do sześciu gałązek, długości około 25 - 40 cm. Nie było i zasadniczo nie ma na Śląsku zwyczaju tworzenia palm znaczniejszych rozmiarów.
Do śląskiej palmy zasadniczo nie dodawano żadnych składników, poza gałązkami jak kwiaty, trawy, czy papiery. W ostatnich dziesięcioleciach palmy tradycyjne są niestety coraz częściej wypierane przez palmy kupowane w sklepach , a przynależące do tradycji innych regionów kraju. Zmiany te występują jednak jedynie u rodzin nie uprawiających ziemi, ani nie chowających zwierząt gospodarskich. Rodziny rolnicze i półrolnicze (półrolniczymi nazywam te, które mają pozarolnicze źródła utrzymania, pomimo to jednak dodatkowo uprawiają ziemię, lub chowają zwierzęta) nadal wykorzystują palmy tradycyjne, gdyż tylko takie nadają się do zastosowania w praktykach magicznych, które omówię poniżej. Palmy do kościoła nosiły i noszą do nadal głownie dzieci. Źle jest widziane obecnie noszenie palm przez dorosłych. Po poświęceniu palmę przynosi się do domu i odcina się część górną od dolnej we trzech miejscach związanej. Tę część dolną zabierają również dzieci do kościoła na obchody wielkosobotnie. Niekiedy tę czynność wykonują dorośli, zwłaszcza w przypadku, gdy obchody te sprawowane są zgodnie z rubrykami liturgicznymi, czyli w godzinach nocnych (Liturgia Wielkiej Nocy bezwzględnie powinna zacząć się po zmierzchu, a zakończyć przed świtem, przepisy te jednak zaczęły obowiązywać dopiero od czasu reformy liturgicznej).
W czasie tych obchodów opala się palmę w żarze poświęconego ogniska. To opalanie można rozumieć jako rytualne oczyszczenie przez ogień, i to nie byle jaki ogień, bo przecież poświęcony. Trzeba przy tym baczyć, aby gałązki nie uległy spaleniu, ani nadmiernemu osłabieniu, gdyż utraciłyby wtedy możność dalszego zastosowania. Tak spreparowane palmy powtórnie przynosi się do domu i zachowuje aż do dni krzyżowych, czyli poniedziałku, wtorku i środy poprzedzających uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.
W Dni krzyżowe Palmy te rozplątuje się i wykonuje się z nich małe krzyżyki. W innych częściach Śląska robi się to kiedy indziej, na przykład w Poniedziałek Wielkanocny, albo nawet już w samą Niedziele Palmową, w takim przypadku jest pominięty etap opalania. W owe dni część tych krzyżyków wtyka się w ziemię na polu, aby zapewnić dobre urodzaje. Inną część z nich zatyka się za Święte obrazy w domu, by zapewnić domownikom wszelką pomyślność. Jeszcze inne zatyka się za belki dachu domu i innych budynków by ochronić te budynki przed pożarami. Wreszcie ostatnią część zatyka się za ramy okien, by dom chronić od piorunów. Resztki po tej operacji rozdzielania palm trzeba koniecznie spalić w piecu, nie wolno ich wyrzucać. Istnieje bowiem silne przekonanie, że wyrzucanie jakichkolwiek przedmiotów poświęconych sprowadza nieszczęście.
Inne zastosowania mają wierzchy palm oddzielone od dołów przed Wielką Sobotą. Te części przechowuje się w domu z wielką starannością, aż zajdzie potrzeba ich użycia. Zastosowania ich są zaś dwojakie. Po pierwsze "kotki" z palm stosuje się jako lekarstwo na bóle gardła. Wielu badaczy twierdzi, że zwyczaj ten nie jest już praktykowany, a zachował się jedynie w pamięci i w przekazie ustnym. W rzeczy samej praktykuje się go dzisiaj bardzo rzadko, ale jednak można się z tym jeszcze gdzieniegdzie spotkać (Gorzyce). Na choroby przeziębieniowe stosuje się niekiedy wywar z palm. Ten sposób nie jest pozbawiony racjonalności. Palma jest jak już wspomniałem wykonana przede wszystkim z gałązek różnych gatunków wierzby. Wierzba zaś, a zwłaszcza jej kora zawiera w składzie salicylany, podobne w charakterze chemicznym i działaniu farmakologicznym do aspiryny. Sproszkowana kora wierzby jest zresztą stosowana nie tylko w medycynie ludowej, ale także akademickiej.
Druga grupa zastosowań jest związana z hodowlą bydła: No to zaś potym jak krowa się ocieliła, rozumiysz, toch trocha tego wyrchu nabrała do gorka i szłach se jom okadzić. Toch do gorka wciepła i konsek wonglika do tego, tak że mi się to chyciło i to tym dymym żech se okadziła. Jak żech miała krowa ocielono, to potym zaroz na drugi dziyń toch se wziyna tej palmy do gorka takigo starego, ciepłach tam wongli, coby mi się to chyciło. To było taki zapobieżyni, że się niby tej krowie nic nie stanie, tak starzy ludzie godali. To tak prawiom, że ją nie podleci. Moja mama też tak robiła, ale jo tego już nie prowadziła. Chodziła potym z tym kadzidłym po całym chlywie. Jak jo uż prawie nie robiła, to Erichowe synki zawsze miały, tóż prawim to dejcie synki jedna ta palma. Dali mi jom, bo mi się najbardziyj o tyn wyrch rozchodziło, żebych miała na to okadzyni. Dyć ostatnio jeszcze Nowak prziszoł do mie, prawi ni mosz czasym z palmy. Jo prawia Josefie, jeszcze tam kanś jest we worku na wyrchu, wiysz. Bo prawi se nie wiymy rady momy tako krowa jakoś choro, nie umimy se dać rady z niom. Może by my spróbowali jeszcze jom okadzić. Nie było to downo, nie wiym możno ze trzi roki, bo ze dwa roki krowy ni mo. I dałach mu to. (Gorzyce)
Na podstawie tych informacji można zaobserwować pewne zróżnicowanie w tych praktykach. I tak niekiedy okadza się cały chlew, niekiedy zaś tylko samą krowę z cielęciem. Niekiedy zabieg ten traktuje się jako profilaktyczny, kiedy indziej jako leczniczy. Palmy niesione w procesji przez duchowieństwo i osoby zakonne są spalane całkowicie, a popiół z nich stosuje się w następnym roku w obrzędach środy popielcowej. Nie ma natomiast na Górnym Śląsku powszechnego w innych stronach obyczaju chłostania się palmami.
Tyle można powiedzieć o palmach. Widać z powyższego, że palma wielkanocna ma niemałe znaczenie magiczne. Palma, jako symbol sił wegetacyjnych, wzmocniona jeszcze przez poświęcenie ma moc pobudzania tychże sił w ludziach i zwierzętach. Zieloność palmy udziela witalności krowom i ludziom. 

sobota, 24 marca 2018

W ramach kolejnej odsłony wojny o aborcję, niektóre media manipulują papieżem Franciszkiem, przeciwstawiając go polskiemu episkopatowi. Np. Newsweek napisał "Papież rozgrzesza aborcję. Bez ograniczeń" sugerując zmianę doktryny.

Tymczasem papież nie uznał, że aborcja nie jest grzechem, albo że nie jest grzechem ciężkim, albo, że nie zaciąga ekskomuniki. W tej materii nic się w katolickiej doktrynie nie zmieniło. Nadal jest to grzech i to grzech ciężki, nadal zaciąga ekskomunikę laetae sententiae. Zmieniło się tylko to, że teraz z tego grzechu można się wyspowiadać, oczywiście pod warunkiem żalu za grzech i postanowienia poprawy, u każdego księdza, a nie u dwóch. trzech w diecezji, jak jeszcze niedawno. Warto przytoczyć słowa samego Ojca Świetego: "Wszyscy księża otrzymali też władzę odpuszczania grzechu aborcji. Uwaga, nie oznacza to banalizacji aborcji. Jest to coś bardzo złego, to grzech ciężki. To zamordowanie niewinnego"

A teraz będzie najlepsze. Otóż takie rozwiązanie, jakie papież Franciszek wprowadził dla całego Kościoła, polscy biskupi już kilka lat wcześniej wprowadzili dla Kościoła w Polsce. W tej sprawie jest nie tylko pełna zgoda między papieżem Franciszkiem a polskim episkopatem, ale nawet można polskich biskupów uznać za prekursorów decyzyj papieskich.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7