INTERNET I MEDIA

wtorek, 29 maja 2018

W styczniu pisałem o moich zamierzeniach internetowych na ten rok i celach z nimi związanych. Pierwszy cel udało mi się już zrealizować. Niniejszy blog wszedł do pierwszej setki rankingu bloxa i nawet ociera się o pierwszą pięćdziesiątkę. Jest więc dobrze i o blog mogę już być w miarę spokojny.

Drugie przedsięwzięcie z szansami na sukces to facebookowa "Grupa udostępniania ankiet naukowych" pomyślana głównie jako dzieło pomocy dla studentów. Grupa działa sprawnie, wpisy są regularne, ale nadal ma nieco za mało członków, aby mogła być dla tych studentów naprawdę pomocną. Cel na ten rok to trzystu członków. W chwili, gdy piszę te słowa jest ich 253. Trzy setki są praktycznie w zasięgu ręki, a w zasadzie rąk. Waszych rąk, drodzy czytelnicy i Waszych klawiatur. 

Zdaję sobie sprawę, że i trzystu członków to mało. Nie wystarczy to, do skompletowania grona respondentów jakiejkolwiek poważnej ankiety. Zakładam bowiem, że przeciętnie co dziesiąty członek grupy udziela odpowiedzi na daną ankietę, bo nie wszyscy są w każdej grupie docelowej, nie wszyscy też mają czas i chęci na wypełnianie każdej ankiety.

Ale też nie o to chodzi, by dało się zgromadzić kompletne grono respondentów dzięki tej grupie. Gdyby tak się dało, wypaczałoby wyniki ankiet. Ale sądzę, że to niebezpieczeństwo będzie grozić dopiero wtedy, gdy grupa będzie bardzo duża, mniej więcej wtedy, gdy przekroczy pułap  dziesięciu tysięcy członków. A to jej jeszcze chyba przez wiele lat nie grozi.

czwartek, 12 kwietnia 2018

blog

W jednym ze styczniowych wpisów postawiłem sobie cztery cele dla moich internetowych przedsięwzięć na ten rok:

1. Wejście mojego głównego bloga do pierwszej setki rankingu blox.pl

2. Osiągnięcie stu subskrypcji na YouTube

3. Zgromadzenie trzystu członków w Grupie Udostępniania Ankiet naukowych

4. Zebranie stu polubień strony Refleksje o Postępie.

Z radością informuję, że pierwszy cel został osiągnięty. Po tygodniu 2-8 kwietnia blog Kultura Okiem Svetomira znalazł się na 82. miejscu rankingu blox.pl. Pora na realizację kolejnych celów. Obecnie subskrypcji mam 57, członków 219, a polubień 33. Szanse na realizację więc ciągle są. 

poniedziałek, 12 lutego 2018

 

 

W 2012 uznałem  blog Prawdziwy Wielki Post za w miarę skończony i zaprzestałem jego pisania. Teraz przyszedł czas powrotu. Znalazłem wiele cennych tekstów i nagrań, wartych umieszczenia tutaj. Na razie posprzątałem rzeczy nieaktualne, od Środy Popielcowej zacznę wrzucać nowe wpisy. Pewnie nie będzie ich dużo, planuje około dziesięciu. Ale, jak już nieraz dowiodła historia tego bloga, "Żołnierze strzelają, Pan Bóg kule nosi". Na początek, wrzucam  pieśń, z której chciałbym uczynić drogowskaz naszej wielkopostnej wędrówki. Zachęcam wszystkich do odwiedzania tego bloga, do czytania, słuchania i oglądania, a najbardziej do modlitwy, bo to jej przede wszystkim ma ten blog służyć. 

sobota, 20 stycznia 2018

 

Kolejny kanał, który omówię, również będzie zagraniczny, bo polskich więcej dobrych na razie nie znam, Wracamy za to do Włoch, ale nie do Rzymu, a do Mediolanu. Opuszczamy więc zakres Zwyczajnej Formy Rytu Rzymskiego, a nawet Rytu Rzymskiego w ogólności, bo większość Mszy i innych liturgij na kanale chiesadimilano.it jest sprawowana w Zwyczajnej Formie Rytu Ambrozjańskiego, inaczej mówiąc w zreformowanym rycie ambrozjańskim. Są to zarówno uroczyste Msze pontyfikalne sprawowane pod przewodnictwem arcybiskupa, jak i zwykłe, codzienne Msze celebrowane przez szeregowych księży. Możemy więc poznać zarówno uroczyste, jak i powszednie oblicze tego niezwykle interesującego rytu.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

 

Od lat jestem aktywny w internecie. Od 2002 roku aktywnie komentuję na forum portalu gazeta.pl, od 2006 roku prowadzę blogi, od 2010 mam kanał na YouTube, a w ostatnich latach aktywizuję swoje działania na Facebooku. W tym roku chciałbym to wszystko uzystematyzować i skoordynować. Nie obiecuję intensyfikacji działań, ale ich lepszą koordynację.

 

  1. Moje blogi. Najważniejszym moim blogiem jest, podobnie jak od lat, Kultura Okiem Svetomira. W tym roku chcę wrócić do pisania dwa razy w tygodniu, z tym że teksty będą znacznie krótsze niż kiedyś. Połowa tekstów będzie o literaturze, będą to książki, czytane w ramach facebookowego wyzwania Przeczytam 52 książki w 2018 roku. Gdyby ktoś chciał mi przysłać jakieś książki do recenzji, to chętnie przyjmę i zrecenzuję. Pozostałe teksty będą dotyczyć różnych innych dziedzin kultury. Moim zamiarem jest wprowadzenie bloga do pierwszej setki rankingu blox.pl. Obecnie jest na 126 miejscu, więc jest to realne. Innych moich blogów omawiać tu nie będę, bo pozostaną mało aktywne. Ich lista jest opublikowana na bocznej szpalcie

  2. Mój kanał na Youtubie ma trzy główne tematy: liturgia, folklor i przyroda. Mogą dojść nowe tematy, ale nie jest to pewne. Na pewno wrzucę kilkadziesiąt filmów w tym roku, a celem moim jest osiągnięcie poziomu 100 subskrypcji. Większość filmów będzie udostępniana na FB, niektóre zaś będą omawiane i wklejane na blogu.

  3. Grupa udostępniania ankiet naukowych na Facebooku jest pomyślana jako pomoc dla studentów i uczniów, którzy nie mają gdzie szukać respondentów do swoich ankiet. Zachęcam do wstępowania do grupy. Na razie ma ona tylko niecałe 200 członków. Żeby była naprawdę sprawna, potrzeba kilku tysięcy , ale wiem, ze to nierealne w bliskim czasie. Dlatego cel na ten rok określiłem na 300 członków. To nie jest wygórowany cel, dlatego zachęcam czytelników do pomocy młodym ludziom.

  4. Strona Refleksje o postępie - antologia na Facebooku powstała jako reakcja na agresję pewnego postępowca pod moimi wypowiedziami. Służy ona krytyce niemądrego postępu (nie jakiegokolwiek postępu). Zamierzam w tym roku dorzucić kilkadziesiąt cytatów. Proszę o nadsyłanie pomysłów i lajkowanie strony. Cel na ten rok – 100 polubień. W dalekiej przyszłości antologia może przybrać formę książkową.

 

Dziękuję za uwagę i zapraszam do współpracy – czytania, oglądania, subskrybowania i lajkowania. 

 

sobota, 13 stycznia 2018

Dziś dla odmiany serwis zagraniczny, z tym że dużo bardziej egzotyczny od watykańskiego. Na kanale Vailankanni Shrine Basilica możemy znaleźć transmisje i nagrania liturgii i paraliturgii z największego sanktuarium rzymskokatolickiego w Indiach, poświęconego Matce Bożej Uzdrowienia. Msze są najczęściej po tamilsku, rzadziej w językach Telugu i Konkanni, bardzo rzadko w Hindi i po angielsku. Łaciny nie zauważyłem. Oprócz Mszy bardzo częste są adoracje Najświętszego Sakramentu. Wszystkie celebracje są w Zwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego, a przynajmniej innych nie zaobserwowałem.

piątek, 12 stycznia 2018

 

Skoro najpierw omówiłem kanał polski, a potem zagraniczny, teraz znowu przychodzi kolej na polski. Kanał Opactwo Tyniec oferuje porządną liturgię po polsku i po łacinie, zarówno Mszę Świętą, jak i Liturgię Godzin. Często jest upiększona chorałem gregoriańskim w wykonaniu mnichów oraz dobrymi kazaniami. Czasami można też posłuchać muzyki organowej i religijnej, już poza liturgią, bądź w czasie zorganizowanych koncertów, bądź ćwiczeń organistów.

sobota, 06 stycznia 2018

Od dawna w oglądaniu telewizyjnych transmisyj papieskich celebracji przeszkadza mi straszna paplanina świeckich i duchownych dziennikarzy ze studia, zagłuszających słowa Ojca Świętego i innych uczestników liturgii pod pozorem tłumaczenia i komentarza. Uprawiają ten proceder nie tylko podczas kazania, co jeszcze by uszło, ale też podczas modlitw, w tym Modlitwy Eucharystycznej, a nawet śpiewów. Zjawisko to występuje zarówno w telewizjach świeckich, jak i religijnych, zarówno polskich, jak i zagranicznych, nawet tych najlepszych. Przez wiele lat bezskutecznie poszukiwałem możliwości wysłuchiwania niezakłóconych liturgij papieskich. Dopiero od lat kilku mogę ich w spokoju słuchać, dzięki kanałowi Vatican News na You Tube. Szkoda, że nie miałem tej możliwości za Benedykta XVI, kiedy poziom papieskiej liturgii był znacznie wyższy.

wtorek, 02 stycznia 2018

Gdy zaczynałem przed laty cykl Media Religijne, skupiłem się na stacjach telewizyjnych i radiowych. Dziś to już anachronizm. Obecnie najlepszymi mediami dla miłośników liturgii katolickiej są kanały na YouTube. W kolejnych wpisach chciałbym zaprezentować kilka moich ulubionych. Należy do nich niewątpliwie kanał  Jasna Góra Klasztor Ojców Paulinów. Jego najważniejszą składową jest transmisja na żywo z Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Można tam na bieżąco oglądać Msze Święte po polsku, po łacinie i w wielu innych językach oraz wszelkie inne nabożeństwa odprawiane w kaplicy z czuwaniami nocnymi włącznie. Dla mnie jest to swoista wirtualna pielgrzymka na Jasną Górę. Poza transmisją na kanale można znaleźć nagrania różnych wydarzeń religijnych i kulturalnych z różnych miejsc jasnogórskiego klasztoru. Jest to niewątpliwie jeden z najlepszych polskich kanałów oferujących transmisje i nagrania liturgii katolickiej. 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

blog

Kończy się pewna epoka w dziejach polskiego internetu, a osobliwie polskiej blogosfery. Oto w pierwszym tygodniu grudnia Grupa Onet poinformowała o wygaszeniu z końcem stycznia przyszłego roku platformy blogowej Blog.pl. To wielka strata dla polskiej kultury. Szkoda wielu wspaniałych blogów tam umieszczonych. Tak się nie robi Grupo Onet. Przez lata korzystaliście z pracy blogerów, zarabialiście na nich grube pieniądze, a teraz pozbywacie się ich jak śmieci,

wtorek, 28 czerwca 2016
sobota, 23 stycznia 2016

 


Często dzielimy się dziwnymi mailami, które dostajemy. Dziś dostałem mail bez tytułu, o treści "silent and sad and did not reply. Nicholas felt the situation to be". Jest to urwany cytat z angielskiego przekładu "Wojny i pokoju" Tołstoja. Akapit, z którego wyrwano cytat, brzmi po polsku tak:
"Ojciec i matka już nie rozmawiali z synem o tej sprawie, wszakże w kilka dni potem hrabina wezwała do siebie Sonię i z okrucieństwem, jakiego się nie spodziewała ani jedna, ani druga, wyrzucała krewniaczce kokieterię wobec Mikołaja i niewdzięczność. Sonia w milczeniu, ze spuszczonymi oczyma, słuchała ostrych słów hrabiny i nie rozumiała, czego od niej chcą. Wszystko gotowa była poświęcić dla swych dobroczyńców. Myśl, by się poświęcić, była jej ulubioną myślą; przecie w tym wypadku nie mogła pojąć, komu i z czego ma zrobić ofiarę. Nie mogła nie kochać hrabiny i całej rodziny Rostowów, ale też nie mogła nie kochać Mikołaja i nie wiedzieć, że jego szczęście zależy od tej miłości. Była milcząca, smutna i nie odpowiadała. Mikołaj nie mógł, jak mu się zdawało, znosić dłużej takiej sytuacji i poszedł porozumieć się z matką. To błagał matkę, by przebaczyła jemu i Soni i zgodziła się na ich małżeństwo, to znów groził, że jeśli będą Sonię prześladować, wówczas natychmiast ożeni się
z nią potajemnie."

czwartek, 12 listopada 2015
czwartek, 17 września 2015
niedziela, 05 kwietnia 2015
wtorek, 13 stycznia 2015

 

Radio Jasna Góra jest wśród polskich mediów katolickich przypadkiem szczególnym i wyjątkowym, bo też szczególne i wyjątkowe jest miejsce z którym jest związane, a mianowicie jasnogórskie sanktuarium. Co prawda, jak każda inna rozgłośnia religijna realizuje się ono na pięciu zasadniczych polach: liturgii, katechezy, publicystyki, literatury i muzyki, jednak w każdym radiu proporcje między tymi składowymi.

 

I właśnie kwestia owych proporcyj jest tym co odróżnia Radio Jasna Góra od innych rozgłośni religijnych w Polsce. Przedewszystkiem program tego radia jest znacznie silniej niż w innych stacjach nasycony elementami liturgicznymi. Zarówno w dni powszednie jak też w niedziele i święta, RJG kilka razy dziennie transmituje Mszę Świętą z różnych miejsc jasnogórskiego sanktuarium. Jest to na pewno rzecz pozytywna, obciążona jednakowoż pewnym dosyć poważnym zgrzytem. Otóż znakomita większość owych celebracyj odbywa się z użyciem II Modlitwy Eucharystycznej, która nie jest dopuszczona do użytku w niedziele i święta. Na plus wyróżniają się jedynie niektóre Msze dla pielgrzymów transmitowane z Wałów Jasnogórskich. Oprócz Mszy Świętych w RJG można znaleźć także liturgię godzin i paraliturgię (różaniec, godzinki, majowe etc.). Jest to zjawisko bardzo pozytywne, bowiem w moim mniemaniu katolickie media religijne powinny opierać się przedewszystkiem na rytmie liturgii. Dużo w jasnogórskiej rozgłośni jest publicystyki i reportażu, głównie o tematyce społecznej, nie zaś politycznej. Ten aspekt ramówki dowodzi, że również media niepubliczne potrafią realizować programy misyjne i to bez pieniędzy z abonamentu czy budżetowej dotacji. Sporo jest też w programie omawianej stacji profesjonalnie prowadzonej katechezy. Jest czytanie książek, kolejny punkt programu cechujący się misyjnym charakterem, kiedyś szeroko obecny w rozgłośniach publicznych, dziś obecny tam śladowo, pojawiający się za to w repertuarze stacyj religijnych. Mało natomiast jest w Radiu Jasna Góra muzyki. Są oczywiście piosenki, zarówno religijne, jak i świeckie, ale jest ich niewiele i są raczej przypadkowo dobrane. Podobnie jest z muzyką poważną. Niby jest, ale jest jej za mało, a audycje są za krótkie. Ewidentnie brakuje w tym radiu autorskich audycyj muzycznych.

 

Ogólnie Radio Jasna Góra to rozgłośnia profesjonalna, na dobrym poziomie, może jedynie ciut przegadana, ale to kwestia gustu. Boli natomiast promocja nadużyć liturgicznych. Miejmy nadzieję, że to się zmieni. Uważam bowiem, że do głównych zadań katolickich mediów religijnych należy promocja dobrych wzorców liturgicznych. Z tego zadania Radio Jasna Góra się nie wywiązuje.

piątek, 06 czerwca 2014
czwartek, 09 sierpnia 2012

euro

Na sporcie znam się słabo, co sukcesywnie udowadniają mi ostatnio komentatorzy mojego bloga, toteż bardzo rzadko o nim piszę. A właściwie to wcale nie piszę o sporcie jako takim, a jedynie o rozmaitych zjawiskach kulturowych sportowi towarzyszących. Za nami Mistrzostwa Europy w piłce nożnej współorganizowane przez nasz kraj. Pisanie o sportowych i organizacyjnych aspektach imprezy pozostawiam tym autorom, którzy się na tym lepiej znają. Ja zaś napiszę o niektórych jej kulturowych kontekstach, zwłaszcza zaś takich, których się zasadniczo nie spodziewano. Mam na myśli eksplozję przejawów patriotyzmu i religijności oraz wpadki niektórych mediów, osobliwie zagranicznych.

 

 

Eksplozja patriotyzmu wyrażała się przedewszystkiem masowym flagowaniem samochodów a w mniejszym stopniu także mieszkań, domów i innych budynków. W zależności od regionu kraju flagi zdobiły od jednej czwartej do połowy wszystkich aut. A były to flagi rozmaitych kształtów i rozmiarów. Pomysłowość producentów tego rodzaju akcesoriów oraz samych właścicieli pojazdów była zaiste imponująca. Flagi ozdabiały szyby, lusterka, dachy, zderzaki, maski, etc., etc., etc. Najczęściej nie były to normatywne flagi państwowe zgodne z ustawowym wzorcem ale proporce zawierające poza elementami flagi także godło państwowe i napis "POLSKA". Na budynkach z kolei królowały flagopodobne transparenty jednego z browarów. To jednak są mało istotne szczegóły. Ważne jest to, że zarówno dla umieszczających, jak i dla oglądających są to polskie flagi. Z wywieszaniem flag państwowych od wielu lat był w naszym kraju spory kłopot. Za czasów PRLu władza wymagała wieszanie flag na domach w dni świąt komunistycznych. Ludzie wieszali w obawie przed karą, ale jednocześnie nabierali coraz większego obrzydzenia do siłą narzuconego zwyczaju. Wskutek tego obrzydzenia, gdy PRL się skończył, prawie wszyscy Polacy zwyczaj wieszania flag w oknach domów na wiele lat zarzucili. W początkach XXI stulecia w dni świąt narodowych flaga państwowa wisiała w oknach mniej niż jednej setnej polskich mieszkań. Sytuacja zmieniła się po katastrofie smoleńskiej. W czasie tamtej żałoby narodowej flagi pojawiły się na wyjątkowo dużej liczbie budynków, tak mieszkalnych, jak i użytkowych. Wtedy też pojawiło się w zauważalnej skali zjawisko flagowania samochodów. Od tego też czasu flagi są stale łatwo dostępne w handlu. Wcześniej niekiedy trudno je było kupić. I coś się powoli zaczęło zmieniać. Nawet w tych miastach, w których patriotyzm nie jest w modzie, z każdym kolejnym świętem narodowym ilość flag w oknach się zwiększała. Nikt jednak chyba nie przewidział eksplozji flag, która wybuchła na Euro. Wydaje mi się, że przynajmniej częściowo ta nowa moda pozostanie na dłużej. Czy słusznie mi się wydaje, okaże się najpierw w czasie londyńskich igrzysk olimpijskich, a następnie 11 listopada.

 

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” opisywał pierwsze dni Mistrzostw Europy jako festiwal rytuałów religijnych. Niemiecka gazeta wymieniała wśród nich żegnanie się Przemysława Tytonia i Mirosława Klosego a także religijne tatuaże Hieronima Boatenga (krzyż i wizerunek Matki Boskiej) oraz Zlatana Ibrahimovića (napis "Only God Can Judge Me"). To wszystko to jednak nic wobec wyczynu włoskiej ekipy trenerskiej, który mnie osobiście bardzo zaimponował, a miał miejsce już po niemieckiej publikacji. Już w dniu przyjazdu do polski selekcjoner Włochów Cezar Prandelli obiecał, że uda się na pielgrzymkę do klasztoru kamedułów na krakowskich Bielanach, jeśli jego drużyna wyjdzie z grupy. Słowa dotrzymał. W nocy z 18 na 19 czerwca dwudziestokilometrową trasę z Wieliczki do bielańskiego eremu odbyła pieszo cała włoska ekipa szkoleniowa, wzbogacona jeszcze o wiceprezesa włoskiej federacji piłkarskiej Demetriusza Albertiniego. Później Włosi pielgrzymowali jeszcze dwukrotnie, po ćwierćfinale i półfinale, tym razem do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach.

 

O ile dwa przedstawione wyżej zjawiska były dla większości obserwatorów całkowitym zaskoczeniem, o tyle trzeciego raczej się spodziewano, ale w nieco innym kształcie niż w rzeczywistości przybrało. To, że media są w większości przypadków nierzetelne, to powszechnie wiadomo. Dziennikarskich wpadek na Euro można się było spodziewać. Spodziewaliśmy się ich jednak przedewszystkiem po mediach krajowych, a nie zagranicznych. A tymczasem media krajowe owszem wpadki miały, ale raczej niewielkie. Megawtopy zaliczyły za to BBC, co było dla wielu sporym zaskoczeniem, bo przez wiele lat słynęła jako swoisty wzorzec rzetelności i media rosyjskie, co dla nikogo zaskoczeniem nie było. Brytyjscy dziennikarze mocno postraszyli brytyjskich kibiców rzekomym rasizmem Polaków i Ukraińców, zaś rosyjscy straszyli z kolei Polaków rzekomymi sowieckimi koszulkami rosyjskich kibiców.

Wszystkie te trzy zjawiska tworzą spójna całość. Wskazują bowiem, że chrześcijańskie wzorce cywilizacyjne w Europie trzymają się mocno, a tylko goniące za sensacją nierzetelne media wmawiają nam, ze jest inaczej.

środa, 04 lipca 2012



Kiedy kilkanaście lat temu pojawił się w internecie serwis YouTube, nikt nie był w stanie przewidzieć niektórych zjawisk kulturowych, które dzięki niemu się narodzą. Do tych najbardziej zaskakujących należy gwałtowny rozwój polskiego kaznodziejstwa internetowego. Wyraźnie podkreślam "polskiego", bo w krajach, w których istniało już wcześniej rozwinięte telekaznodziejstwo, na przykład w USA, powstanie i rozwój kaznodziejstwa internetowego można było obstawiać w ciemno. W polsce fenomen ten zapoczątkowany został przez wybuch internetowej popularności księdza Piotra Natanka, około 2010 roku. Ów kontrowersyjny kapłan w pewnych kręgach był znany już od początku XXI wieku, ale prawdziwą, ogólnokrajową sławę uzyskał dopiero wtedy, gdy zaczął publikować w internecie filmiki ze swoimi kazaniami. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że to dzięki księdzu Natankowi polskie kaznodziejstwo wróciło do żywego obiegu kulturalnego. Bowiem dla uznania,  że dany nurt funkcjonuje w owym żywym obiegu, nie wystarczy, aby jego wytwory były słuchane i czytane. Potrzeba jeszcze i tego, aby były cytowane, przerabiane i parodiowanie. Tego w przednatankowym kaznodziejstwie polskim nie było od co najmniej od killudziesięciu lat.  Rzesze słuchaczy księdza Piotra rosną równolegle z rzeszami jego prześmiewców. Dzięki temu połączeniu kaznodzieja stał się postacią powszechnie rozpoznawalną. Zresztą grupy te wzajemnie się indukują.  Wzrasta też dzięki temu popularność samego zjawiska internetowego kaznodziejstwa w Polsce. To już nie tylko ksiądz Natanek. Co tydzień na youtubie pojawiają się kazania i pouczenia dziesiątków polskich księży. Każdy z nich szybko zdobywa sobie większe lub mniejsze grono zwolenników. Są wśród nich zarówno moderniści, jak i tradycjonaliści, jedni i drudzy w różnych odcieniach. Ja osobiście najbardziej lubię i najgoręcej polecam internetowe  nauki księdza prałata Romana Kneblewskiego z Bydgoszczy. Nie są to typowe kazania, ale raczej krótkie rozważania w stylu telewizyjnego "Słowa na niedzielę". Utrzymane są w duchu zdecydowanie tradycyjnym, ale bez ekstremizmów. Myślę, że w ofercie internetowego kaznodziejstwa każdy katolik może znaleźć coś dla siebie. A bez wątpienia oferta ta nie byłaby tak bogata, gdyby nie popularność księdza Natanka. Od niego to wszystko się zaczęło.

poniedziałek, 07 maja 2012

 

Wbrew pozorom i wbrew tytułowi projekt "Głupie Maile", którego istotnymi częściami składowymi są dwa blogi pod tym samym tytułem nie jest, a przynajmniej nie ma być, projektem głupim. Paradoksalnie jest to projekt naukowy, poświęcony badaniu i analizowaniu tytułowych głupich maili. Mam zamiar zwieńczyć go za kilka lat publikacją książkową. Badania nad głupimi mailami, które podjąłem mają bardzo niewielki zasięg, ograniczają się bowiem do wiadomości otrzymanych przeze mnie za pośrednictwem poczty elektronicznej. Większość z nich to korespondencja niechciana i niezamawiana, czyli tak zwany spam, bywają jednak wśród nich także maile przychodzące do mnie w ramach zaprenumerowanych przeze mnie newsletterów. Nie ma natomiast tu żadnych maili, które bym zaprenumerował, czy w inny sposób zamówił dla ich głupiego charakteru. Projekt ma więc charakter klasycznego badania metodą analizy źródeł zastanych, nie zaś eksperymentu.

 

Głupie maile badam uznawszy je za specyficzną formę kuriozum literackiego. Kurioza literackie uważam zaś za jeden z najważniejszych przedmiotów badań z zakresu antropologii literatury. Są one bowiem skarbcem wiedzy o kulturze jako takiej. Śmiem twierdzić, że "Liber Chamorum", "Nowe Ateny" i "Polski Kodeks Honorowy" więcej nam mówią o polskiej kulturze szlacheckiej, aniżeli "Pan Tadeusz" i Trylogia. Projekt "Głupie Maile" jest więc uzupełnieniem i kontynuacją projektu "Napisy drobne" poświęconego krótkim, z różnych powodów zaskakującym, tekstów na które natknąłem się w ostatnim czasie, zarówno w moim bezpośrednim otoczeniu, jak też we wszelkiego rodzaju mediach, tak elektronicznych, jak i drukowanych. Chociaż między obydwoma projektami zachodzi szereg podobieństw wynikających przedewszystkiem z faktu, że obydwa penetrują dalekie obrzeża literatury, to występują między nimi także fundamentalne różnice, przedewszystkim w długości omówień. W projekcie "Napisy drobne", już na etapie blogowym opierają się na zestawieniu krótkiego tekstu źródłowego i dosyć długiej jego analizy, która zresztą w planowanej na dalszą przyszłość wersji książkowej będą jeszcze znacznie dłuższe. Zupełnie inaczej jest z "Głupimi Mailami". Tu tekst, źródłowy jest zazwyczaj znacznie dłuższy niż tam, a komentarz jest zdawkowy, lub zgoła nieobecny. Dłuższy pojawi się najprawdopodobniej w wersji książkowej, o ile takowa w ogóle kiedykolwiek powstanie, co do czego oczywiście brak jest jakiejkolwiek pewności. Nawet i wtedy jednak zamierzam te teksty analizować grupami, nie zaś każdy z osobna.

 

Różnice są więc niemałe, ale chyba mimo wszystko podobieństw jest więcej. Należy do nich i to, że obydwa projekty nawiązują wyraźnie do prac ojca polskiej antropologii literatury, czyli Jana Stanisława Bystronia. Rozważania na podobne tematy zawarł on w swej arcyciekawej i pod pewnymi względami fundamentalnej książce "Tematy, które mi odradzano". Badania nad napisami drobnymi nawiązują do jej rozdziału o napisach, a nad głupimi mailami do rozdziału o "łańcuszkach szczęścia". Zaliczenie obydwu tematów do antropologii literatury nie powinno wzbudzać większych wątpliwości. Dyscyplina ta bowiem, aby naprawdę mieć konkretny, rzeczywisty wkład w zbadanie i opisanie kultury, musi zajmować się nie tylko głównym nurtem literatury, ale także jej obrzeżami.

Na koniec jeszcze słówko o wspomnianych dwu blogach, noszących identyczny tytuł "Głupie Maile". Blog w serwisie blox.pl ma charakter zestawienia materiałów źródłowych. Znajdują się tam kompletne teksty wszystkich maili wybranych przeze mnie do projektu i tylko tych. Nie ma tam żadnych pochodzących ode mnie komentarzy, czy analiz, a jeśli jakieś krótkie wyjaśnienie uznaję za absolutnie konieczne, umieszczam je wyłącznie w tytule wpisu. Z kolei blog w serwisie deser.pl kierować się będzie znacznie swobodniejszymi zasadami. Trafiają tutaj tylko niektóre teksty z projektu badawczego, te mianowicie, które mają szansę zainteresować ewentualnych czytelników. Czasami trafią tu też maile, które do tegoż projektu się nie kwalifikują, np. różnego rodzaju dowcipy. Wszystkie są opatrzone krótkimi komentarzami wprowadzającymi. Blog na bloksie prawdopodobnie będzie funkcjonował kilka lat, ten na deserze może zniknąć za kilka tygodni, jeśli nie znajdzie uznania u czytelników.

poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Wielki Post się kończy, a wraz z nim kończy się trzeci sezon mojego bloga Prawdziwy Wielki Post. W tym roku udało mi się go uzupełniać dosyć regularnie, umieściłem na nim kilkadziesiąt wpisów, przedewszystkiem dlatego, że udało mi się znaleźć w sieci dużą ilość interesujących materiałów. Szczególnie obfitym źródłem inspiracyj stał się dla mnie Serwis Wielkopostny Dzieła Świętej Jadwigi Królowej. Polecam go wszystkim moim czytelnikom. Można tam znaleźć mnóstwo tradycyjnych modlitw, pieśni i nabożeństw. W przyszłym roku zapewne nowych tekstów na tym blogu będzie mniej. A teraz nadszedł czas na otwarcie trzeciego sezonu na moim blogu wielkanocnym Prawdziwa Wielka Noc. Planuję w tym roku około dwudziestu wpisów, poświęconych przedewszystkiem polskim pieśniom wielkanocnym. Podobnie jak w blogu wielkopostnym będzie też co najmniej kilka wpisów poświęconych innym niż rzymskokatolicki nurtom chrześcijaństwa sakramentalnego.

środa, 21 marca 2012

 

Skoro zaczął się Wielki Post, to nadszedł czas na kolejny tekst organizacyjny. Odnoszę wrażenie, że teksty te są coraz mniej potrzebne, gdyż moje blogowanie coraz bardziej zmierza do pewnego stanu ustalonego i coraz mniej się w nim zmienia. Jednak będę tę tradycję kontynuował, głównie po to, aby zaprezentować wszystkie moje blogi tym czytelnikom, którzy znają tylko jeden z nich. Dlatego w odróżnieniu od kilku poprzednich razów, na końcu tego wpisu umieszczę w miarę kompletny spis owych blogów. Głównym moim blogiem jest nadal i pewnie zawsze będzie "Kultura Okiem Svetomira". Jest jedynym moim blogiem uzupełnianym w miarę regularnie - przynajmniej dwa razy w tygodniu. Pozostałe blogi są tworzone falami, przy czem w przypadku blogów okresowych (bożonarodzeniowego, wielkopostnego i wielkanocnego) fale te są przewidywalne, a w pozostałych przypadkach nieprzewidywalne. Co się zaś tyczy mojej aktywności pozablogowej, to śpieszę poinformować, że w styczniu ukazała się moja druga książka, pod tytułem "Ludzie i religie w Polsce". Przypominam też, że nadal poszukuję wydawcy dla zbiorków nowel fantasy i bajek dla dzieci. Zainteresowanych proszę o maila: svetomir@gazeta.pl

 

Blogi pierwotne:

 

Prawdziwy Wielki Post – blog wielkopostny

Kultura Okiem Svetomira – blog o szeroko pojętej kulturze

Polityka Okiem Svetomira – blog polityczny

TFUrczość Svetomira – blog z moimi mizernymi próbami literackimi

Polski Turbofolk – blog z tekstami lekkich piosenek, przełożonymi z różnych języków oraz pisanymi przeze mnie

Okiem Pawełka – blog mojego syna

Rybnik i okolice w obiektywie komórki – mizerny fotoblog z Rybnika i okolic

Zdrowie Okiem Svetomira – jako farmaceuta powinienem pisać też coś o zdrowiu, chorobach i lekach, a więc piszę

Piwo Okiem Svetomira – blog o piwie

Tytoń nie gryzie – blog o produktach tytoniowych i innych z nikotyną

Prawdziwe Boże Narodzenie – blog bożonarodzeniowy

Moje Ulubione Produkty – blog zakupowy

Wspomnienia o ludziach kultury – blog biograficzny, uzupełniany głównie w listopadzie, o ludziach kultury zmarłych w ostatnim roku

Głupie Maile – każdy z nas dostaje masę spamu. Tu prezentuję najciekawsze spamy, które dostałem

Prawdziwa Wielka Noc – blog wielkanocny

 

Blogi wtórne, w których publikuje wybór tekstów z blogów pierwotnych:

 

Okiem Svetomira na Frondzie

Okiem Svetomira na Salonie24

środa, 22 lutego 2012

Wzorem lat ubiegłych od Środy Popielcowej, to jest od dnia dzisiejszego zaczynam prowadzenie kolejnej, trzeciej już edycji mojego blogu wielkopostnego Prawdziwy Wielki Post. Podobnie jak w latach poprzednich, będę pisał przedewszystkiem o wielkopostnych modlitwach i nabożeństwach. Nie ograniczę się do tradycji łacińskiej, lecz sięgnę też do bizantyjskiej i anglikańskiej a sporadycznie także do innych.

czwartek, 22 grudnia 2011

wp

Pisałem już na łamach swoich blogów o dwóch debiutach prasowych Anno Domini MMXI. Były to debiuty całkiem nowego Uważam Rze i odrodzonego jako Fenyx jaki z popiołów swoich Maxima. Moim zdaniem obydwa były całkiem udane, a pisma owe są na rynku niezwykle potrzebne. Dziś chcę napisać o nieudanych debiutach dwóch innych pism, będących w rzeczy samej konkurentami tamtych dwóch. Mowa o tygodniku Wręcz Przeciwnie i magazynie dla mężczyzn Prime. Obydwa zniknęły z rynku ledwo się na nim pojawiły, tygodnik po trzech a magazyn (nieco zderegulowany
dwumiesięcznik) po dwóch numerach. Oczywiście każdemu nowemu pismu jest niezwykle  trudno utrzymać się na zatłoczonym rynku prasowym i każde, nawet najlepsze może rychło upaść, ale w tym przypadku do klapy przyczyniły się w dużym stopniu ewidentne błędy wydawców i redakcyj. Warto niniejszym części owych błędów przyjrzeć się bliżej.

Tygodnik pierwotnie miał nosić tytuł Wprost Przeciwnie, nieprzypadkowo kojarzący się z tygodnikiem Wprost, niegdyś zacnym, ale obecnie przejętym przez Ciemną Stronę Mocy. Nowy tygodnik miał być tworzony przez zespół dziennikarzy usuniętych ze starego po jego lewoskręcie. Co się jednak od razu rzucało w oczy, to brak w owym zespole byłego właściciela, a zarazem założyciela i wieloletniego redaktora naczelnego pisma - Marka Króla, oraz ostatniego prawicowego redaktora naczelnego Stanisława Janeckiego. Brak tych dwóch osób niewątpliwie odbierał przedsięwzięciu sporą dozę wiarygodności. Bo czyż załoga bez kapitana i pierwszego oficera jest nadal tą samą załogą? Należało więc zrobić wszystko, aby byłych szefów wciągnąć do zespołu, choćby tylko formalnie. Ciężki cios zadał tygodnikowi Ruch, potentat dystrybucyjny dyktujący warunki na rynku. Pod pretekstem zaspokojenia pretensyj aktualnego wydawcy tygodnika Wprost, dystrybutor ów kategorycznie odmówił rozprowadzania Wprost Przeciwnie, zmuszając tym samym to pismo do zmiany tytułu na Wręcz Przeciwnie. Oczywiście zmiana ta odbiła się bardzo negatywnie na kampanii reklamowej i sprzedaży nowego tygodnika. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że twórcy pisma taką reakcję w pewnym sensie sami sprowokowali. O ile można jeszcze zrozumieć nawiązanie w tytule, o tyle skopiowanie czcionki i układu graficznego było już sporą przesadą. Wydawca Wprost miał się do czego doczepić i się doczepił. A Ruch miał pretekst do działania, którego rzeczywiste przyczyny pozostają ukryte. Trzecim strzałem w stopę była bluźniercza okładka pierwszego numeru. Spowodowała ona odejście  od pisma połowy jego autorów i połowy potencjalnych czytelników. Tych ostatnich bez wątpienia odstraszała też cena, o dwa złote wyższa niż Uważam Rze. Każdy z tych elementów osobno był niegroźny, ale w połączeniu dokonały dzieła zniszczenia. W ten oto sposób całkiem interesujący i bardzo dobrze zapowiadające się pismo upadło wskutek błędów swoich twórców.

prime

Magazyn dla mężczyzn Prime również prawdopodobnie upadł (w przypadku pism rzadko wychodzących, dopóki nie ma oficjalnego komunikatu, trudno odróżnić upadek od znacznego opóźnienia w wydaniu kolejnego numeru) i też prawdopodobnie w wyniku błędów popełnionych przez jego twórców. Jest jednak pewna znacząca różnica. O ile w przypadku WP upadek spowodowało kilka drobnych błędów i niesprzyjająca sytuacja ogólna, o tyle w przypadku Prime można mówić o jednym tylko błędzie, ale za to kardynalnym. Błędem tym było nieprawidłowe wycelowanie pisma. Skierowało się na grupę docelową, która albo jest bardzo nieliczna, albo w ogóle nie istnieje.  Prime był bowiem bardzo specyficznym pismem dla mężczyzn. Specyfika ta polegała na tym, że zamiast dominujących w innych pismach tego rozebranych, czy skąpo ubranych pań, w Prime'ie królowali kompletnie odziani panowie. Ich całostronicowe fotki zajmowały jakąś jedną czwartą objętości pisma. Oczywiście miało to służyć przedewszystkiem prezentacji modnych strojów. Również znaczna część artykułów poświęcona była modzie męskiej. Oczywiście jest sporo mężczyzn interesujących się modą. Problem jednak jest w tem, że część wspólna zbioru mężczyzn interesujących się modą i zbioru czytelników pism dla mężczyzn jest zbiorem bardzo mało licznym, lub wręcz pustym. To położyło ów magazyn, bo położyć musiało. Do tego jeszcze tytuł pisma został dobrany niezbyt fortunnie. Jest oczywiście rzeczą normalną, że magazyny dla mężczyzn mają zazwyczaj anglojęzyczne. Wynika to z faktu, iż większość z nich jest mutacjami tytułów brytyjskich lub amerykańskich. Dobrze by jednak było, by takie tytuły łatwo się odmieniały przez przypadki, zgodnie z zasadami języka polskiego. Gdy jakiś tytuł, tak jak Prime, wymaga używania do odmiany apostrofu, to w konsekwencji, jako ciało obce, źle leżące w języku polskim, gorzej się wpisuje w zbiorową pamięć i świadomość, co z kolei stanowi poważną przeszkodę na drodze do osiągnięcia rynkowego sukcesu. Moim zdaniem pismo nie było skazane na porażkę. Zachowując dokładnie tę samą zawartość mogło osiągnąć sukces, gdyby zostało odpowiednio wycelowane i zatytułowane, co zresztą do tego samego się w gruncie rzeczy sprowadza. Według mnie idealnym byłby tytuł "Modny Pan" z podtytułem "Magazyn nie tylko o modzie". No ale teraz to już chyba musztarda po obiedzie.

środa, 14 grudnia 2011

maxim

 

W mijającym roku na polskim rynku prasowym miało miejsce kilka ciekawych debiutów i kilka równie ciekawych powrotów. Bodaj najciekawszy debiut (Uważam Rze) omówiłem już kilka miesięcy temu, teraz przyszedł czas na następne. Dziś omówię pewien powrót. Są na świecie oraz w Polsce takie gazety lub czasopisma, które wielokrotnie upadają, ale i wielokrotnie powstają z upadku. Upadają trzy, a nawet trzydzieści trzy razy, ale też powstają z padłych siedem razy, a nawet siedemdziesiąt siedem razy. Sztandarowym przykładem takiego bytu jest Życie redaktora Wołka, które trzy razy powstawało i trzy razy padało. Upadki i powroty ogólnopolskich gazet codziennych są głośne,  bo takowych gazet jest niewiele i wszystkie są znane wszystkim zainteresowanym. Miesięczników jest wielokrotnie więcej, dlatego miesięczniki upadają i powracają wśród ciszy i milczenia.

 

To właśnie ostatnio przydarzyło się ostatnio Maximowi, pojawiającemu się na naszym rynku po raz co najmniej trzeci. O jego powrocie dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy ujrzałem jego okładkę na sklepowej półce. Wcześniej nie dotarły do mnie żadne doniesienia medialne na ten temat. Powrót Maxima na rynek ucieszył mnie, gdyż zawsze uważałem to pismo za najlepsze w segmencie magazynów dla panów. Playboy był i jest dla mnie zbyt bezpośredni, a CKM zbyt plebejski. Maxim zaś jest akurat tak w sam raz. Jest tu oczywiście sporo tematyki erotycznej, ale nie ma dosłownej golizny. Szczególnie cieszy mnie obszerne poruszanie tematyki trunkowej. Inne pisma nieco od niej stronią, a przecież napoje alkoholowe są arcyważnym substratem europejskiej cywilizacji.  Oprócz seksu i alkoholu na łamach Maxima goszczą: sport, motoryzacja, kryminalistyka, kino i muzyka.

 

 

Brak natomiast polityki, co trochę mnie dziwi, wszak należy ona do kluczowych zainteresowań przeciętnego mężczyzny. Dziwi mnie też nieco dobór felietonistów. Zazwyczaj do tej roli dobiera się doświadczonych literatów, publicystów, naukowców, oraz tych spośród polityków i szansonistów, którzy mają już za sobą szczyt długotrwałej i niekwestionowanej kariery w swoich dziedzinach. Odrodzony Maxim poszedł inną drogą. Jego felietonistami zostali popwokalistka Doda i popbloger Kominek, oboje słynący z głośnej, lecz płytkiej refleksji nad rzeczywistością. Można więc się spodziewać, że te felietony będą raczej popfelietonami. Brak polityki i płytka felietonistyka to niestety objawy możliwego obniżenia poziomu pisma w stosunku do jego poprzednich wcieleń. Być może jednak w tym segmencie nie da się jednocześnie utrzymywać wysokiego poziomu i utrzymywać się na rynku. Wszak i Playboy w ostatnich latach obniżył poziom, co celnie, choć może nieco przesadnie skwitował niejaki forumowiecgwna na łamach forum dyskusyjnego portalu gazeta.pl: Playboy stał się w pewnym momencie zakładnikiem photoshopa, plastiku i silikonu, o innych korektach nie wspominając. Normalny zdrowy facet od dobrych 5-10lat nie ma po co brać tego pisma do reki - artykuły są banalne i powierzchowne, zdjęcia lalek zainteresują chyba tylko dzieciaki. CKM z kolei co prawda poziomu nie obniżył, ale to tylko dlatego, że nie miał z czego obniżać. Zapewne nie jest łatwo prowadzić pismo tego rodzaju. Jest się bowiem wówczas atakowanym ze wszystkich stron, od wysublimowanych intelektualistów, poprzez religijnych moralistów, aż po antyreligijne feministki. Skoro się ma tylu wrogów, to przynajmniej potencjalnym klientom trzeba schlebiać i nie wymagać od nich zbyt wiele.

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5