SZTUKA

niedziela, 01 stycznia 2017

Transakcja zakupu kolekcji Fundacji Czartoryskich przez Skarb Państwa budzi we mnie raczej negatywne uczucia. Z kilku powodów. Argument, że wydano jedną siódmą rocznego budżetu Ministerstwa Kultury w sytuacji, w której notorycznie brakuje pieniędzy na ochronę zabytków, z których przerażająca część niszczeje i wkrótce będzie nie do uratowania, ma duże znaczenie, ale dla mnie nie jest w tej chwili kluczowy. Dużo ważniejsze są dwie inne kwestie. Po pierwsze, wraz z tą transakcją znika najważniejsza w Polsce prywatna instytucja zajmująca się kulturą. Państwo w dziedzinie opieki nad dziełami sztuki stanie się praktycznym monopolistą, a poszerzanie się listy dziedzin objętych państwowym monopolem jest wielce niekorzystne. Po drugie, ta transakcja praktycznie zrywa więź księcia Adama z Polską. Oznacza ostateczną rezygnację Czartoryskich ze starań o polski tron. A to znaczy, że szanse na restytucję tegoż tronu gwałtownie maleją. Dla monarchisty to smutna wiadomość.

10:29, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (2) »
środa, 03 kwietnia 2013
piątek, 27 maja 2011

  laurka

Na wstępie chciałbym, jak zwykle przeprosić, tym z Was, którzy nie życzą sobie moich listów. Następnie chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy głosowali na moją książkę w konkursie "Historia zebrana". Tym razem było bardzo blisko sukcesu, ale niestety znów się nie udało. Mam też kolejną prośbę, związaną z kolejnym konkursem internetowym. Tym razem jednak to nie ja jestem jego uczestnikiem, a mój syn Pawełek. Jest to organizowany przez telewizję Minimini konkurs na laurkę dla mamy. Pracę Pawełka można zobaczyć i zagłosować na nią pod tym adresem: http://www.minimini.pl//kolorowanki/pokaz.php?1095Głosować można do końca maja. Będę bardzo wdzięczny za każdy głos.

13:11, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 stycznia 2010

jarmark1

W zasadzie o Świętach Bożego Narodzenia piszę w tym roku tylko na blogu Prawdziwe Boże Narodzenie, ale dla tego tekstu muszę uczynić wyjątek. Tamten blog poświęcony jest bowiem duchowemu, religijnemu i kulturowemu, ale nie komercyjnemu wymiarowi świąt. Dziś zaś pragnę napisać o imprezie zdecydowanie komercyjnej, choć niewątpliwie interesującej. Od szóstego do dwudziestego grudnia na rybnickim Rynku odbywał się przedświąteczny jarmark. Prezentuję kilka zdjęć z tej imprezy.

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

 

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

 

19:45, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (1) »
środa, 18 listopada 2009

mikrus

Parę dni temu mój czteroletni syneczek chciał ze mną poszukać w internecie zdjęć małych samochodzików. Tośmy se we dwóch poguglali. Znaleźliśmy parę fajnych rzeczy, choć moze nie wszystkie są interesujace akurat dla czterolatka...

small car

small car

small car

22:08, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 listopada 2009

Karl Rumpel Para

O Karlu Rumplu pisałem już dwa lata temu i rok temu, w obydwu przypadkach w listopadzie. Jako że obecnie znów mamy listopad, warto więc po raz kolejny coś o nim skrobnąć. Nie posiadam żadnych nowych informacyj na jego temat. Nadal nie ma o nim notki na żadnej wikipedii, nawet na niemieckiej, nie pojawiły się też żadne nowe strony o nim traktujące. Co więc mam, aby wystarczyło na nowy wpis? Mam kilka nowych fotokopij jego dzieł, oczywiście z pocztówek. I to musi wystarczyć.

Karl Rumpel - Kobieta z łabędziami

Karl rumpel - Rybak

20:57, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2009

Jasnowice

Niespełniające już swej dawnej funkcji posterunki na przejściach granicznych są na różne sposoby wykorzystywane przez społeczności lokalne. Na przykład w Gołkowicach jest tam posterunek policji i podobno mają tez być mieszkania. A w Jasnowicach, w gminie Istebna, w powiecie cieszyńskim w dawnym posterunku granicznym powstał Salon Sztuki na Granicy bez Granic. Nie ma w tym nic dziwnego, bo w tej gminie prawie w co drugiej chałupie jest galeria lub prawie muzeum. Nowa placówka wpisuje się w tę tradycję.

Jasnowice

Jasnowice

Jasnowice

Jasnowice

22:52, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 marca 2009

kamesznica

Wielokrotnie, w różnych tekstach i w różnych miejscach wygłaszałem pogląd, że kultura tradycyjna nie jest i nie może być systemem całkowicie statycznym i absolutnie niezmiennym, lecz podlega ciągłym, choć powolnym transformacjom. Kultura bez transformacyj po prostu nie istnieje. Kultura bowiem to nie tylko literatura, sztuki piękne, muzyka i stroje, ale także praca zarobkowa, kuchnia, mieszkalnictwo, transport, komunikacja etc. etc. etc., czyli innymi słowy nie tylko kultura duchowa, ale także kultura materialna. Nie ma na świecie społeczności tak izolowanej, żeby w niej na drodze dyfuzji nie zachodziły zmiany w kulturze materialnej. A jeśliby nawet taka izolowana społeczność, to i w niej zachodziłyby takowe transformacje, a to mianowicie na drodze inwencji (nie podzielam w tej materii przekonania dyfuzjonistów o jednorazowości wynalazków). A zmiany w kulturze materialnej wywołują zmiany w kulturze duchowej.


Od ogólników przejdźmy do konkretów. Kultura materialna górali beskidzkich przeszła w ciągu ostatnich stu lat ogromną transformację. Przede wszystkim zmieniły się ekonomiczne podstawy funkcjonowania miejscowej społeczności. Przez wieki dominowały tutaj pasterstwo i leśnictwo. W czasach najnowszych to pierwsze zostało wyparte przez rolnictwo, przemysł, a przedewszystkiem turystykę. Rola leśnictwa w bilansie ekonomicznym regionu zmalała nieznacznie. Obecnie podstawą życia gospodarczego tej okolicy jest turystyka, a najważniejszym filarem beskidzkiej turystyki jest narciarstwo. Te zmiany w kulturze materialnej wywarły niemały wpływ na kulturę duchową, z tym, że bardziej na jej formę, aniżeli na treść. Zarówno góralski folklor, jak i góralska sztuka ludowa nieraz bywają tworzone przy pomocy nowoczesnych środków, czego dobrym przykładem jest opisany przeze mnie w zeszłym roku plener Husqvarny w Milówce, na którym ludowe w charakterze rzeźby drewniane były wykonywane za pomocą pił mechanicznych. Jednak i w takich przypadkach tematyka dzieł zasadniczo pozostaje tradycyjna.


Jedynie w wyjątkowych przypadkach pojawiają się odstępstwa od tej reguły. Takim wyjątkiem jest płot przedstawiony na zdjęciu powyżej. Ktoś mógłby mi zarzucić, że płot nie jest dziełem sztuki. Ja na taki zarzut odpowiem, że owszem nie zawsze jest, co więcej zazwyczaj nie jest, ale niekiedy bywa - dziełem sztuki użytkowej owszem, ale jak najbardziej sztuki. Płot na zdjęciu powyżej jest niewątpliwie dziełem ludowej sztuki użytkowej. W odróżnieniu od większości dzieł sztuki góralskiej płot ten porusza tematykę narciarską, nie zaś pasterską, a więc nawiązuje do aktualnych, nie zaś historycznych, źródeł utrzymania miejscowej ludności. Jest tedy ów płot dowodem, że sztuka ludowa górali beskidzkich nie popadła w skostnienie, ale rozwija się w duchu żywej tradycji.

15:27, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 listopada 2008

order

W połowie września polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nabyło na internetowej aukcji w serwisie eBay osiemnastowieczny krzyż Orderu Orła Białego. Według pochodzącego z Kalifornii sprzedawcy, order ten miał pochodzić z kolekcji wybitnego pianisty, a zarazem premiera II RP Ignacego Jana Paderewskiego. Transakcja została sfinalizowana za sumę 6999 dolarów amerykańskich. Za osiemnastowieczny order jest to bardzo mało, zwłaszcza, że wiele wskazywało na to, ze krzyż pochodzi z czasów saskich, a takich zabytków zachowało sie bardzo niewiele. Zakup ten zapoczątkowuje nową inicjatywe ministerstwa - budowę kolekcji poloników związanych z działalnością dyplomatyczną naszego kraju. Między innymi z Meksyku ma być sprowadzony mundur przedwojennego polskiego ambasadora.

 

Wkrótce odezwały się jednak głosy, że order może nie być autentyczny. Tak kolekcjonerzy, jak i muzealnicy z całego kraju wskazywali na wiele szczegółów, świadczących o tym, że prawdopodobnie jest to kopia. Głównym zarzutem jest brak dewizy "Pro Fide Rege et Lege", umieszczanej w czasach Augustów II i III na rewersie krzyża. Również monogram królewski odbiegał od prawidłowego. Na zakupionym krzyżu widać tylko literę R (Rex) zamiast zlanych ze sobą liter AR (Augustus Rex), które były umieszczane na autentycznych orderach z czasów saskich.

 

Żeby nabrać właściwego rozeznania w tej sprawie trzeba zapoznać się z wczesna historią Orderu Orła Białego, a przynajmniej jego znaku orderowego. Odznaczenie zostało powołane do życia przez króla Augusta II, prawdopodobnie 1 listopada 1705 roku. Pierwotnie miało kształt owalnego medalu z białym orłem na awersie i inicjałami królewskimi na rewersie. Od 1709 roku przybrało postać krzyża wzorowwanego na francuskim Orderze Św. Ducha. Na awersie znajdował się biały orzeł w koronie, zaś na rewersie krzyż zwieńczony koroną, skrzyżowane saskie miecze herbowe, inicjały króla i sentencja "Pro Fide Rege et Lege". Ramiona krzyża były wysadzane diamentami. Krzyż noszono na wstędze. W 1713 roku do odznaki orderowej dodano haftowana gwiazdę, zprzeznaczoną do noszenia na lewej piersi. Ordery nie były wykonywane według jednego wzoru. Liczba i wartość zdobień zależały od pozycji odznaczonego. W czasach saskich obowiązywała zasada, że po śmierci kawalera, jego rodzina zwracała odznakę do kancelarii królewskiej. Dlatego właśnie orderów z tego okresu zachowało się bardzo mało. Wręczono ich zaś za Augusta II 40, a za Augusta III 330.

 

Panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego przyniosło zmiany w wyglądzie orderu. Całkowicie zmienił się jego rewers. Po zmianach zawierał on wyłącznie monogram imienia Maryi. Zniknęła więc sentencja, a także miecze, inicjały króla, krzyż i korona. Pozbawiono także krzyż wiekszości zdobień, przede wszystkim diamentów. W związku z tym, co bogatsi odznaczeni, nosili nie otrzymane od króla skromne odznaki, a wykonane na własny koszt wystawne kopie, wzorowane na bogato zdobionych odznakach z czasów saskich.

 

Prawdopodobnie więc z taką własnie kopią mamy do czynienia w tym przypadku. Jest to więc na pewno przedmiot wart owych siedmiu tysięcy dolarów, choć niewątpliwie znacznie mniej cenny, niż order autentyczny. Jego wartość znacznie by wzrosła, gdyby udało sie ustalić, do kogo należał. Nie wydaje się to całkiem niemożliwe. Za czasów ostatniego króla elekcyjnego odznaczono 550 osób, z czego większość w ostanich latach. Rewers zakupionego orderu zdradza poważne ślady zużycia, co sugeruje, że był noszony bardzo długo. Czyli otrzymany był dość wcześnie, zważywszy, że zaborcy noszenia polskich orderów zakazywali. Należałoby więc wśród kawalerów orderu z pierwszej połowy panowania Stanisława Augusta wytypować młodych (bo order był noszony długo) i bogatych (bo została wykonana ozdobna kopia). Nie powinno to być wiecej niz kilka osób. Potem mozna szukać dalszych losów ich odznak w pamiętnikach i dokumentach pozostawionych przez nich i ich rodziny. Jest to więc wdzięczne zadanie dla historyków. Może temat na czyjś doktorat?

 

Tak czy inaczej akcja ministerstwa jest godna pochwały. Zarówno jeśli chodzi o ten pojedynczy zaku, jak i cała kampanię. Zaś ta odznaka, jeśli nawet jest kopią (a zapewne jest), to na pewno nie moze być nazwana falsyfikatem.

14:10, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 listopada 2008

KR

O Karlu Rumplu po raz pierwszy napisałem rok temu. Teraz postanowiłem wrócić do tego tematu. Nie mam żadnych nowych informacyj o nim, mam natomiast nowe ilustracje, pochodzące ze strony internetowej, która w międzyczasie się pojawiła.

KR

KR

KR

09:43, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 września 2008
czwartek, 18 września 2008
 

 plener Husqvarny w Milówce

Zawsze stałem na stanowisku, że martwa tradycja to nie tradycja, a skostnienie. Kultura tradycyjna nie może być kulturą niezmienną, bo w takim przypadku traci ona łączność z codziennym życiem i przestaje być kompletną kulturą, a staje się sztucznym spektaklem. Zespołom ludowym, które chlubią się: "My gramy tak, jak grali nasi ojcowie", odpowiadam: "Skoro nie żyjecie tak jak wasi ojcowie żyli, to dlaczego chcecie grać tak, jak wasi ojcowie grali?"


Pokutuje w niektórych środowiskach, niestety nawet wśród części naukowców mit, jakoby kultura ludowa pozostawała niezmienna od późnego średniowiecza do początków XX wieku. Jest on oczywiście błędny. To prawda, że kultura ludowa zmieniała się bardzo powoli, ale jednak zmieniała się. Obecnie możemy w niej obserwować relikty zmian, jakie zaszły w XVII, XVIII, czy XIX wieku.


Dlatego z radością przyjmuję przejawy takich przemian kultury ludowej, które nie niszcząc jej istoty, dowodzą jej życia. Do takich należał lipcowy plener Husqvarny w Milówce. Był to właściwie zwyczajny plener ludowej rzeźby w drewnie. Jedyna różnica polegała na odmiennych od standardowych narzędziach pracy. Artyści tworzyli swe dzieła nie młotami i dłutami, a piłami mechanicznymi. Efekty są dosyć ciekawe. Poniżej prezentuję kilka zdjęć z wystawy poplenerowej.

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

 

07:43, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 sierpnia 2008

Swiętowit z Milówki 

Spośród historycznych posągów Świętowita najbardziej znany jest Świętowit ze Zbrucza, a spośród współczesnych Świętowit z Milówki. Pierwszy milówkowski Świętowit, mający 14 metrów wysokości powstał w ubiegłym roku na terenie słynnego Leśnego Grodu. Drugi, sześciometrowy, stanął w tym roku najpierw przy dworcu kolejowym, a ostatecznie na placu przed biblioteką. I o tym właśnie posągu chcę dzisiaj pisać.

Jest to posąg co najmniej dziwaczny. Z jednej bowiem strony przedstawia on pogańskie bóstwo, a z drugiej jest nasycony treściami chrześcijańskimi. Cztery strony rzeźby odnoszą się do czterech okolicznych miejscowości: Milówki, Rajczy, Węgierskiej Górki i Kamesznicy.. Na stronie kamesznickiej widnieje portret tamtejszego proboszcza, który zasłynął dzięki swojej wojnie z alkoholem. Na rajczańskiej jest natomiast przedstawienie znajdującego się tam sanktuarium maryjnego. Takie pomieszanie chrześcijaństwa z pogaństwem wielu ludzi gorszy. Jest on nie do zaakceptowania nie tylko dla znacznej liczby chrześcijan, ale także dla znakomitej większości rodzimowierców. Jedni i drudzy, jeżeli poważnie traktują swoją wiarę, nie akceptują synkretyzmu religijnego. Dla chrześcijan niedopuszczalne jest mieszanie religii prawdziwej z fałszywą, a dla rodzimowierców rodzimej z obcą.

Co jednak jest niedopuszczalne na płaszczyźnie religijnej, jest tolerowane na płaszczyźnie artystycznej. W literaturze taki synkretyzm jest rzeczą absolutnie normalną. Dobrym tego przykładem jest twórczość Adama Mickiewicza, w której można znaleźć elementy nie tylko chrześcijaństwa i pogaństwa, ale także judaizmu. Oczywiście są autorzy, którzy czynią z tego tytułu wieszczowi zarzuty, ale stanowią oni raczej margines środowiska badaczy literatury. Również w sztuce w tym także i ludowej, taki synkretyzm uznaje się powszechnie za dopuszczalny. Jednak z drugiej strony równie powszechnie uznaje się, że dzieła kontrowersyjne, a synkretyczny Świętowit bez wątpienia się do tej kategorii zalicza, nie powinny być prezentowane w przestrzeni publicznej. A więc w prywatnym parku, do którego wchodzi się za biletami jak najbardziej, na Rynku natomiast niekoniecznie. Nie twierdzę, że Świętowit powinien zniknąć z centrum Milówki, mnie bowiem on nie przeszkadza, tak jak nie przeszkadzają mi synkretyczne dzieła Mickiewicza. Potrafię jednak zrozumieć tych, którym przeszkadza, myślę więc,że byłoby lepiej, gdyby artysta rozważniej lokował swoje dzieła. Poniżej kilka zdjęć Świętowita z Milówki mniejszego.

Milówka

Rajcza

Węgierska Górka

Kamesznica

10:34, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 maja 2008

 

Nad tematem, który dzisiaj chcę poruszyć zacząłem się po raz pierwszy zastanawiać  pięć lat temu, po tygodniowym pobycie w słonecznej Italii. Wróciłem zaś do tych rozważać całkiem niedawno, po zrobieniu zakupów na stacji benzynowej jednej z wiodących ogólnokrajowych sieci, należącej nota bene do międzynarodowej korporacji.

 

Otóż na stacji tej, oprócz paliwa, akcesoriów samochodowych, napojów alkoholowych i bezalkoholowych, słodyczy, hot-dogów, prasy, płyt z muzyką, prezerwatyw i filmów pornograficznych, można kupić breloczki z wizerunkiem nie kogo innego, ale znanego komunistycznego ludobójcy i lewackiego bożka Ernesto „Che” Guevary. Jest to dla mnie zaiste ogromny paradoks, że promowaniem wizerunku tego potwora w ludzkiej skórze, zajmuje się jedna z międzynarodowych korporacji, które są ulubionym celem werbalnych i innych ataków ze strony wyznawców tego idola.

 

A co takiego widziałem pięć lat temu we Włoszech, że mi się z dzisiejszym benzynowych kultem czerwonego mordercy skojarzyło? Otóż w naprawdę licznych sklepach, zarówno specjalistycznych enotekach, jak i zwykłych spożywczakach widziałem serię prostych (odmian merlot i cabernet sauvignon) win pod wspólną nazwą :"Vino della storia" ( o ile nie zrobiłem błędu w pisowni, bo piszę z pamięci, a włoskiego nie znam). Na etykietach widnieli tacy panowie jak: Duce, Hitler, Stalin, Lenin, Fidel, Che i nie wiadomo z jakiej paki ... Bob Marley. Wina te zresztą są we Włoszech popularne do tej pory, produkują je najczęściej małe, rodzinne wytwórnie z północnych części kraju. W zeszłym roku przez włoskie sądy i łamy prasy przetoczył się spór na ten temat, sprzedaż tych win była chwilowo wstrzymana, ale po krótkim czasie została przywrócona.

 

Tego samego roku, może dwa miesiące później odwiedziłem krakowskie Sukiennice. Wśród różnych wytworów sztuki ludowej, paraludowej i pseudoludowej, można też było znaleźć matrioszki, na których, w miejsce rosyjskich bab widnieli: Lenin, Stalin i Saddam Husajn. Ten ostatni zapewne dzięki temu, że były to pierwsze miesiące ostatniej wojny w Zatoce Perskiej, Saddam już się ukrywał, krążyły o nim legendy, był postacią jak najbardziej poruszającą wyobraźnię.

 

Co łączy breloczek z Guevarą i flaszkę z Hitlerem? Obydwa te dziwaczne artefakty są przejawami specyficznego, można powiedzieć patologicznego popkulturowego kultu ludobójców. Choć w zasadzie można mówić nie tyle o kulcie, co o pewnej niezdrowej fascynacji. Wszystkie podane wyżej przykłady tejże fascynacji należą do zakresu zjawisk, który moglibyśmy określić jako sztukę bazarową. Jest ona zjawiskiem niejako równoległym do literatury bazarowej, która święciła triumfy głównie w dwudziestoleciu międzywojennym. Literatura ta wyraźnie odróżniała się od tej nazwijmy ją księgarnianej, nasyceniem tematyką skandaliczno-sensacyjną i między innymi właśnie swoistą fascynacją zbrodnią i zbrodniarzami. Tę tradycję w naszym swojskim wydaniu kontynuują magazyny „detektywistyczne” ze szczegółami opisujące zbrodnie i występki w wykonaniu łotrów krajowych i zagranicznych. Zasadniczo do tego samego nurtu, aczkolwiek w wersji importowanej, która ewoluowała głównie na Wyspach Brytyjskich, należą tabloidy i znaczna część kolorowych tygodników.

 

Współczesna wersja europejskiej cywilizacji, podobnie zresztą jak na przykład średniowieczna, po części tylko opiera się na mówionym, czy pisanym słowie (w odróżnieniu na przykład od cywilizacji żydowskiej), w znacznie większym zaś stopniu na obrazie. Oczywiście, brukowa prasa też na tym bazuje, obrazu tam znacznie więcej niż tekstu, niektórym pismom zdarzało się nawet uciąć artykuł w połowie, byle zdjęcie zmieściło się całe. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by do odbiorców docierał również przekaz czysto obrazkowy. Tu prym wiedzie telewizja, ale swoje trzy grosze ma do powiedzenia również sztuka. Nie mam tu zasadniczo na myśli sztuki w węższym znaczeniu, czyli na przykład malarstwa i rzeźby, ogólnie rzecz biorąc tego wszystkiego co się wystawia w galeriach. Oczywiście w tak rozumianej sztuce również Skandal w dużej mierze wyparł Piękno. Artyści tworzą dzieła skandalizujące licząc na większy rozgłos, a co za tym idzie większą sprzedaż swoich tworów.

 

Ja jednak mam na myśli głównie dział sztuki użytkowej zwany designem. Używa się też czasami polskiej nazwy tej dyscypliny, mianowicie „wzornictwo”, jednak sami designerzy uważają, że jest ona nieadekwatna. Tak, czy inaczej, chodzi o sztukę użytkową, w której mieszczą się nasze breloczki, matrioszki i etykietki od wina. Oczywiście, nie cała sztuka designerska jest skandalizująca. Wręcz przeciwnie, większość jej wytworów mieści się w tradycyjnych kanonach estetycznych.

 

Skandalizująca tematyka dominuje w nurcie bazarowym. Wywołanie skandalu ma poprawić sprzedaż miernego zazwyczaj produktu. Kiedyś, żeby taki efekt osiągnąć, wystarczyło na breloczku, czy długopisie gołą babę umieścić. Dziś, gdy erotyka wróciła na swoje miejsce w głównym nurcie kultury, żadnego skandalu już by to nie wywołało. Dużo lepszy efekt dają ludobójcy. W Polsce nie da się na produkcie umieścić Hitlera, bo konsekwencje ze strony aparatu represji byłyby dużo surowsze niż w słonecznej Italii. Ale taki Stalin, Lenin, czy Guevara, a nawet Husajn nadają się akuratnie. Ani policja ani prokuratura nie traktują propagowania komunizmu równie poważnie jak nazizmu, mimo, ze artykuł 256 Kodeksu Karnego za propagowanie jakiegokolwiek ustroju totalitarnego przewiduje karę do dwóch lat pozbawienia wolności. A niektóre z tych postaci są wręcz modne, zwłaszcza wśród lewicującej części młodzieży.

 

 

Nie jest więc niczym niezrozumiałym, ze niektórzy producenci promują swoje wytwory za pomocą skandalu, czy tylko pewnego podniesienia poziomu emocji, związanego z wizerunkami ludobójców. Dziwi natomiast co innego. Nie mogę pojąć jak to jest możliwe, że w promowanie wizerunków komunistycznych morderców, zaangażowała się duża, międzynarodowa korporacja. Przecież jej prezesi nie mogą nie zauważać tego, że część nabywców wisiorków z Guevarą, rzeczywiście głęboko nasiąka komunistyczną ideologią. Istnieje poważne ryzyko, że ci młodzi bolszewicy prędzej, czy później zaczną, wzorem swoich idoli, mordować kapitalistów. Po ludzi z zarządu tejże korporacji też mogą przyjść. Znów jest tak, że niektórzy, zgodnie ze słowami Lenina, sprzedają potencjalnym mordercom sznur, na którym ci chcą ich wieszać.

 

 

10:44, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 listopada 2007

Chory pies

Zastanawiam sie od pewnego czasu, czy stosunek szeroko pojętej lewicy kulturowej do sztuki awangardowej, a zwłaszcza antyestetycznej, określić jako schizofrenię, czy też hipokryzję. Schizofrenią byłby wtedy, gdyby był szczery, zaś hipokryzją w przypadku, gdyby był udawany. A tego, czy jest szczery, czy udawany, ja nie wiem. Wiem tylko, ze jest na tyle pełen sprzeczności, że może być jedynie jednym albo drugim. Piszę o lewicy kulturowej, czyli o ludziach, którzy odrzucają oparcie kultury na Tradycji. Nie jest ona tożsama z lewicą polityczną, jest od tej ostatniej znacznie szersza, dlatego też za jej wykładnię można spokojnie uznać Gazetę Wyborczą, która politycznie nie lokuje się na ścisłej lewicy, lecz między nią a centrum.


Pomny niedawnych zachwytów tejże gazety nad dziełami Krzysztofa Wodiczki, zwącego sie instalatorem, o których zresztą pisałem już w krytycznej formie (swoją drogą widać, ze ktoś czyta moje wypociny, bo w tekście tym naśmiewałem się, że Wodiczki nie ma w polskiej wikipedii, a już jest), zdziwiłem się niepomiernie, gdy ta sama gazeta innego instalatora, Guillermo Habacuca Vargasa z Kostaryki, odsądza od czci i wiary. Cóż ten człek takiego uczynił, że dla Gazety Wyborczej przestał być godnym noszenia zaszczytnego miana artysty?


Otóż dla celów swojej pseudosztuki kupił chorego psa i go zagłodził publicznie w galerii. Czynem tym chciał oddać cześć Natividadowi Candzie z Nikaragaui, złodziejowi zagryzionego przez dwa psy, pilnujące gospodarstwa do którego sie włamał. I na co sie oburzyła Gazeta? Na to, że „artysta” czyni bohaterem i ofiarą, wręcz świętym męczennikiem zwyczajnego oprycha, który dostał to, co mu sie słusznie należało?


Ależ nie, sama pewnie też płacze nad losem złodzieja, który zapewne miał trudne dzieciństwo. Lewicowy autor, podpisujący sie mar oburza się tylko i wyłącznie na to, ze pseudoartysta w okrutny sposób zabił psa i za to właśnie go potępia. Pewnie gdyby instalator sam się przywiązał na cześć tegoż złodzieja i publicznie głodził, Gazeta wychwalała by go za odważne podejście do problemów społecznych i artystycznych. Jednak zabicie psa, to w oczach kulturowych lewaków wielki grzech, znacznie większy od wychwalania włamywaczy, a nawet samego włamywania się. Takiego grzechu lewizna nie odpuszcza nawet „artystom”.


Nie byłoby Vargasa, gdyby nie było Wodiczki i podobnych. Kostarykański instalator jest nieodrodnym dzieckiem antyestetycznej awangardy plastycznej o lewackich inklinacjach. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wyczyny Vargasa są logiczną i nieuchronną konsekwencja odejścia od tradycyjnego celu sztuki, jakim jest ukazywanie piękna, jak o tym pisałem tutaj i tutaj. Gazeta zaś zawsze to odejście popierała i promowała.


Swoją drogą ten Vargas jest „artystą” o kilka rzędów wielkości pośledniejszym nawet od Wodiczki, bo nie ma go chyba w żadnej wikipedii. W każdym razie w polskiej, angielskiej i hiszpańskiej go nie ma. Nic więc dziwnego, ze chciał zaistnieć za pomocą skandalu. A artystą nie był, nie jest i nie będzie. Zawsze pozostanie jeno skandalistą.


Technorati Profile
07:17, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 listopada 2007

Karl Rumpel - Kobieta w kapeluszu 

Mamy listopad. W tym miesiącu szczególnie pamiętamy o zmarłych. Najczęściej o zmarłych krewnych. Człowiek, o którym dzisiaj napiszę na pewno jest zmarły, nie żyje od 1939 roku. Czy był moim krewnym, tego nie wiem, wiem, że nosił to samo nazwisko co ja.

 Karl Rumpel - Nauki Jezusa

Niewiele o nim wiem. Z jego obrazami w postaci pocztówek zetknąłem się na allegro. Kilka takich pocztówek udało mi się kupić. W niniejszym wpisie prezentuję ich reprodukcje.

Karl Rumpel - Dziecko w wodzie 

 Karl Rumpel był niemieckim malarzem modernistycznym. Urodził się w 1867 roku, zmarł, jak już pisałem w 1939. Współpracował z niemieckim rzeźbiarzem Maxem Ueckerem. To wszystko, czego udało mi sie o nim dowiedzieć.

Karl Rumpel - Skubanie kury

12:18, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 października 2007
Krzysztof Wodiczko 

 

 

Niesłychanie dużo uwagi poświęca Gazeta Wyborcza awangardowemu artyście Krzysztofowi Wodiczce. W poniedziałek 1 października ukazał się na jego temat duży artykuł, a od tego czasu wydrukowano jeszcze kilka mniejszych tekstów. Cóż takiego tworzy pan Wodiczko? Maluje może, albo rzeźbi? Nic z tych rzeczy. Krzysztof Wodiczko tworzy, cokolwiek by to nie znaczyło, instalacje. Ja człek prosty i na wsi wychowany zawsze myślałem, że instalację się robi, a nie tworzy, np. Instalację gazową, elektryczną, Co, albo wodno-kanalizacyjną. A jednak istnieje grupa artystów plastyków, którzy zamiast malować, rysować, czy rzeźbić ku uciesze gawiedzi, tworzą instalacje. Ale nawet w tym ekscentrycznym gronie Wodiczko widać do elity nie należy, skoro nawet w polskiej Wikipedii strony swojej nie ma. Ma za to w angielskiej w czym zresztą nie ma nic dziwnego, skoro od lat mieszka i tworzy w Bostonie.


O Wodiczce po raz pierwszy usłyszałem na drugim roku studiów etnologicznych. Asystentka, która prowadziła z nami ćwiczenia z wiedzy o sztuce zachwycała sie artystami awangardowymi, w tym i omawianym panem Twórcą. W reakcji na te zachwyty jako pracę semestralną dla tej pani napisałem tekst, którego pierwsza część znajduje się tutaj, a druga tutaj. Trzeba jej jednak oddać uczciwość, że pracę, napisana de facto przeciwko niej, oceniła bardzo dobrze.


Wróćmy jednak do twórczości Wodiczki. Sławę przyniosły mu projekcje slajdów i filmów wideo na fasadach budynków i pomnikach. Zasłynął również skonstruowaniem laski dla imigrantów i wozu dla bezdomnych. Owszem, ciekawe to przedmioty, jednak tego rodzaju twórczość, a raczej wytwórczość zwyczajowo zalicza sie do domeny techniki a nie sztuki. Chyba, że za dzieła sztuki ( w tym przypadku ludowej) uznamy traktory-samoroślaki, wykonane ze starych małych fiatów oraz desek, masowo występujące w Beskidach.


Wyborcza przedstawia Wodiczke jako najbardziej zaangażowanego społecznie polskiego artystę współczesnego. I tu jest pogrzebany wampir jego popularności w tym tytule. Społeczne zaangażowanie to bowiem eufemizm oznaczający nie mniej, ni więcej, tylko ordynarna lewacką propagandę. Swoje instalacje bowiem dedykuje on mitycznym „wykluczonym” - rzekomo pokrzywdzonym przez kapitalistyczny świat. Sztuka jest dla niego rodzajem manifestu.


A nie taka powinna być rola sztuki. Sztuka ma być nośnikiem piękna. Na dowód, że nie jestem w tym myśleniu odosobniony pozwolę sobie zacytować Andrzeja Skarzyńskiego: „Niewątpliwie sztuka antycznej Grecji, kontynuowana przez Rzymian, wyznawała piękno, jako cel swojego działania. Jej spełnieniem były harmonia, czystość – Piękno, osiągane wysiłkiem intelektualnym, wspaniałym warsztatem twórczym, który pozwalał zamienić myśl czy ideę w obiekt materialny. Dążenie do wyrażenia doskonałości, harmonii i piękna trwało wiele wieków, doskonaliły się środki wyrazu, przekazu, powstawały nowe możliwości techniczne, nowe dziedziny sztuki (fotografia, film). Ewoluował również ideał piękna. Początek sztuki nowoczesnej –impresjonizm – wniósł świeży powiew w trochę skostniałe i podkurzone antyczne kanony, utrzymywane jeszcze w akademiach sztuki. Malarstwo, zwolnione przez powstanie fotografii z roli wiernego przedstawiania rzeczywistości, zaczęło wyrażać wrażenia, emocje, bawić kolorem, światłem, z czasem sięgać do tematów z innych kultur, deformować, przekształcać rzeczywistość, stwarzać nowe światy, symbole”. Ale w całej tej swojej różnorodności główny nurt sztuki nowoczesnej pozostał wierny pojęciu piękna, jako naczelnej idei sztuki. Ale nie wszyscy artyści nowocześni pozostali wierni kryteriom estetycznym. Jak pisze ten sam autor, sam zresztą również będący artystą: „Obecnie działania wielu artystów idą w kierunku zadziwienia publiczności, zaszokowania, oryginalności za wszelką cenę. Stało się to celem samym w sobie. Ekscentryczność, wydumane pseudofilozofie, teorie maja usprawiedliwić ich działanie. Piękno, harmonia przestały być wartością, czy kryterium pozytywnym. Antyestetyka, obsceniczność zajęły miejsce główne w twórczości wielu współczesnych autorów nazywających siebie awangardą, czy nowa falą”.

Gdzie jest piękno w twórczości Wodiczki?

07:12, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 września 2007
 Wystawa gier manual cc

Pisałem niedawno o opowiadaniu shybrydowanym z grą losową. Okazuje się jednak, że nie tylko dzieła literackie dają się hybrydować z grami. Jest to możliwe również w sztukach pięknych. Dowodzi tego jedno z aktualnych wydarzeń artystycznych w naszym kraju. Od 15 września bieżącego roku w galerii Kronika w Bytomiu odbywa sie wystawa Manual CC. Wystawa ta niewątpliwie jest wystawą z zakresu sztuk plastycznych, a jednak nie prezentuje sie na niej ani obrazów, a rzeżb, ani innych pokrewnych dział. Na tej wystawie znani i mniej znani artyści, tacy jak :Paweł Althamer, Mark Aerial Waller, Drumlander, Marcius Galan, Paweł Kruk, Agnieszka Kurant, Bartek Mucha, Nick Oberhaler & Julien Diehn, Parfyme, Maciej Sieńczyk, Wilhelm Sasnal, czy Rudolf Steiner przedstawiają stworzone przez siebie scenariusze gier różnego rodzaju. Artyści dostarczyli je w postaci pocztówek (jedna z nich ukazuję wyżej) na wystawie są odpowiednio powiększone. Zwiedzający otrzymują także ich kserokopie, a po zakończeniu wystawy zostaną wydane w formie książki. Na sali są również przygotowane stoliki z akcesoriami do gier, aby widzowie mogli na miejscu wykorzystać wystawiane scenariusze.


Czego dowodzi zaistnienie takiej wystawy? Po pierwsze tego, że kultura ponowoczesna bardzo lubi formy hybrydowe, nie zadowalając sie tradycyjnymi gatunkami sztuki w formie czystej. Po drugie zaś tego, że gry okazują się bardzo wdzięcznym materiałem do hybrydyzacji. Zapewne o niejednej jeszcze hybrydzie z wykorzystaniem gier usłyszymy.


Pełna lista artystów na dzień otwarcia wystawy ( może rosnąć):

Mark Aerial Waller (Wielka Brytania)

Paweł Althamer

Anatka Barczewska (Szwecja)

Kuba Bąkowski

Sarmen Beglarian

Tomek Bierkowski

Rahim Blak

Karin Bühler (Szwajcaria)

Yane Calovski (Macedonia)

Martin Conrads (Niemcy)

Holly Crawford (USA)

Agnieszka Chojnacka

Hubert Czerepok

Christoph Draeger (Szwajcaria/USA)

Stanisław Dróżdż

Drumlander/ Louis Blackburn + Angelo Vermeulen (Belgia)

Pola Dwurnik

Samuel Francois (Francja)

Marcius Galan (Brazylia)

Haimo Ganz (Szwajcaria)

Ingo Gerken (Niemcy)

Simon Goldin & Jakob Senneby (Szwecja)

Leszek Golec & Tatiana Czekalska

Ryszard Górecki (Niemcy/Polska)

Henry Grahn (Finlandia/ Szwecja)

Marek Glinkowski

Grupa Whitney Houston: Paulina Ołowska, Bartek Przybył

& Aleksander Wawrzyniak

Małgorzata Jabłońska & Piotr Szewczyk

Jesper Jargil (Dania)

Łukasz Jastrubczak

Jan Loechte (Niemcy)

Olivier Kosta -Thefaine (Francja)

Justyna Köke (Niemcy/Polska)

Elżbieta Krajewska

Anna Krenz (Polska/ Niemcy)

Wojtek Kucharczyk

Paweł Kruk

Piotr Kurka

Agnieszka Kurant

Robert Kuśmirowski

Maciej Landsberg

Sara MacKillop (Wielka Brytania)

Agnieszka Małecka

Anna Mandoki (Węgry/Niemcy)

Mirzlekid (Hansjörg Köfler)

Nuria Montiel (Meksyk)

Bartek Mucha

Jacek Niegoda

Anna Niesterowicz

Txema Novelo (Meksyk)

Nick Oberhaler & Julien Diehn (Austria/Niemcy)

Parfyme (Dania)

Ben Petersen (USA)

PGR ART

Marek Raczkowski & Agnieszka Brzeżańska

Raketa (Szwecja)

Wilhelm Sasnal

Jadwiga Sawicka

Jochen Schmith (Niemcy)

Maciej Sieńczyk

Janek Simon

Bruno Steiner (Szwajcaria)

Rudolf Steiner (Szwajcaria)

Paweł Susid

Superflex (Dania)

Karl Tuikkanen (Szwecja)

Tomssa

Adam Witkowski

Julita Wójcik

Patryk Zakrocki

Honza Zamojski

Grzegorz Zgraja (Niemcy)

17:44, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 maja 2007

futro 3 

Był czas i trwał on jeszcze do niedawnych dni, kiedy to tradycja nie była wysoko ceniona, można by rzec nie była w modzie. Powszechne było podówczas przekonanie, że tylko to, co nowoczesne i postępowe jest dobre, co zaś jest tradycyjne, zachowawcze jest automatycznie złe. Postęp był największą wartością. Zjawisko to nie ograniczało się do jednego kraju, czy regionu, ale miało charakter globalny. Uważano, że za nowoczesną technologią musi iść nowoczesny ustrój społeczny, nowoczesne obyczaje, nowoczesna sztuka, nowoczesna muzyka, a nawet nowoczesna religia. Wraz z unowocześnianiem tych wszystkich dziedzin postępowało ich wzajemne oddzielenie i oddalenie od siebie. O ile w społeczeństwie tradycyjnym technologia, ustrój, obyczaje, sztuka, muzyka, religia i inne dziedziny życia stanowiły zintegrowany system wzajemnie przenikających się elementów, o tyle w społeczeństwie nowoczesnym każda z tych dziedzin była kształtowana i funkcjonowała w oderwaniu i izolacji od pozostałych. Sztuka i muzyka straciły swoje oparcie w religii, ustrój oddzielono od obyczajów, a technologię od kultury. I o ile w wielu dziedzinach trend ten wyraźnie osłabł, o tyle w dziedzinie sztuki żyje i ma się dobrze. Liczne grupy artystów nowoczesnych prześcigają się w ucieczce nie tylko od tradycji europejskiej, nie tylko od uznanych kanonów sztuki, ale od wszelkiej inspiracji jakąkolwiek tradycją. Tendencja taka musi niepokoić wszystkim, którym droga jest tradycja i dziedzictwo tych, którzy poprzedzili nas na ścieżce życia. Ja również zaliczam się do tych zaniepokojonych. W moim osobistym przekonaniu sztuka oderwana od tradycji ulega desakralizacji i przestaje być sztuką. Bo sztuka jest świętością, jest sacrum. Od najdawniejszych dziejów ludzkości dzieła sztuki pełniły funkcję religijną. W wykopaliskach archeologicznych, jeśli znajdujemy rzeźby, czy inne dzieła sztuki, to prawie zawsze w kontekście kultowym. W średniowieczu obrazy, rzeźby i witraże zastępowały masom Biblię. W kościołach wschodnich ikona traktowana jest jak sakrament. Z kultur Azji wspomnę w tym kontekście mandale i tanki do których jeszcze nawiążę w dalszej części pracy. Powie ktoś, ze od czasu renesansu większość dzieł sztuki należy do dziedziny profanum, nie zaś sacrum, gdyż traktują one o tematach świeckich.

Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem. Czymże bowiem są te „świeckie” tematy tradycyjnej sztuki nowożytnej? Piękno przyrody i piękno ludzkiego ciała należą do najczęstszych przedstawień. Piękno, zaś wedle poglądów wywodzących się od Platona, a spopularyzowanych przez Augustyna, jest obok prawdy i dobra atrybutem Boga. Skoro więc sztuka przedstawia jeden z boskich atrybutów, to wbrew wszelkim pozorom pozostaje w sferze sacrum. I tu dochodzimy do istoty tradycji w sztuce. Otóż w dziedzinie sztuki wyznacznikiem tradycji jest piękno.

Sztuka zawsze była rozumiana jako nośnik piękna, a i teraz takie jej rozumienie uchodzi za tradycyjne. Zwolennicy zaś zerwania z tradycją w sztuce oddziela ja pojecie sztuki od pojęcia piękna, co w moim (i nie tylko w moim) przekonaniu jest oddzieleniem sztucznym. A na dowód, że nie jestem w tym myśleniu odosobniony pozwolę sobie zacytować Andrzeja Skarzyńskiego: „Niewątpliwie sztuka antycznej Grecji, kontynuowana przez Rzymian, wyznawała piękno, jako cel swojego działania. Jej spełnieniem były harmonia, czystość – Piękno, osiągane wysiłkiem intelektualnym, wspaniałym warsztatem twórczym, który pozwalał zamienić myśl czy ideę w obiekt materialny. Dążenie do wyrażenia doskonałości, harmonii i piękna trwało wiele wieków, doskonaliły się środki wyrazu, przekazu, powstawały nowe możliwości techniczne, nowe dziedziny sztuki (fotografia, film). Ewoluował również ideał piękna. Początek sztuki nowoczesnej –impresjonizm – wniósł świeży powiew w trochę skostniałe i podkurzone antyczne kanony, utrzymywane jeszcze w akademiach sztuki. Malarstwo, zwolnione przez powstanie fotografii z roli wiernego przedstawiania rzeczywistości, zaczęło wyrażać wrażenia, emocje, bawić kolorem, światłem, z czasem sięgać do tematów z innych kultur, deformować, przekształcać rzeczywistość, stwarzać nowe światy, symbole”. Ale w całej tej swojej różnorodności główny nurt sztuki nowoczesnej pozostał wierny pojęciu piękna, jako naczelnej idei sztuki. Ale nie wszyscy artyści nowocześni pozostali wierni kryteriom estetycznym. Jak pisze ten sam autor, sam zresztą również będący artystą: „Obecnie działania wielu artystów idą w kierunku zadziwienia publiczności, zaszokowania, oryginalności za wszelką cenę. Stało się to celem samym w sobie. Ekscentryczność, wydumane pseudofilozofie, teorie maja usprawiedliwić ich działanie. Piękno, harmonia przestały być wartością, czy kryterium pozytywnym. Antyestetyka, obsceniczność zajęły miejsce główne w twórczości wielu współczesnych autorów nazywających siebie awangardą, czy nowa falą”. Trzeba przyznać, ze są to ostre słowa, ale nie są one pozbawione słuszności. Tak czy inaczej mamy w sztuce nowoczesnej do czynienia z dwoma podstawowymi nurtami. Jeden nie jest wprawdzie naśladownictwem form dawniejszych, eksperymentując w najróżniejszy sposób z przekazem artystycznym, ale zachowuje najistotniejszy rdzeń tradycji sztuk plastycznych – poczucie piękna. Drugi natomiast zrywa z rozumieniem sztuki jako transmisji piękna i czyni z niej transmisję idei społecznych, filozoficznych i religijnych wedle dowolnego zamysłu twórcy. Ten pierwszy kierunek jest mi osobiście znacznie bliższy, dlatego tez chciałbym przedstawić kilka jego wątków artystycznych i ideowych na przykładzie dzieł i wypowiedzi dwojga polskich artystów współczesnych: Jerzego Nowosielskiego i Beaty Futro.

nowosielski 2

 

Jerzy Nowosielski (ur. 1923) jest malarzem, rysownikiem i scenografem. Jednym z najwybitniejszych polskich artystów współczesnych. Bogaty dorobek artystyczny Nowosielskiego obejmuje kompozycje religijne (malowidła ścienne w kościołach, ikonostasy, obrazy kultowe), studia portretowe, sceny figuralne (np. pływaczki, gimnastyczki, akty), a także pejzaże, martwe natury i obrazy abstrakcyjne. Inspiracją malarskiego sposobu organizowania wizji człowieka – jego twarzy i całego ciała – jest ikona, a w pozostałych tematach zaznacza się wpływ surrealizmu, malarstwa abstrakcyjnego i sztuki naiwnej (stąd odindywidualizowanie postaci, hieratyzm, nieruchomość, monumentalizm, uproszczenie form i operowanie dużą płaszczyzną). Pejzaże często o charakterze kontemplacyjnym, traktowane w duchu odmaterializowanej syntezy graniczącej z abstrakcją. Wyrazistej kolorystyce płócien towarzyszy oszczędna gama barw.

Beata Futro jest absolwentką dwóch wyższych uczelni w Krakowie: Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Sztuk Pięknych  W 1997/1998 przebywała na stypendium Rządu Republiki Indii w Dharmasali w Indiach, gdzie studiowała tradycyjne malarstwo tybetańskie –thangki (tanki. Pobyt w Indiach zaowocował szeregiem artykułów prasowych o kulturze Indii i Tybetu oraz tematyce podróżniczej. Beata Futro zajmuje się malarstwem, rysunkiem, grafiką warsztatową (akwaforta) oraz projektowaniem graficznym. (z katalogu wystawy „Malarskie doświadczenia z buddyzmem”)

 

 

Można zadać pytanie dlaczego wybrałem do tego tekstu akurat tę dwójkę artystów? Otóż reprezentują oni oboje wizję sztuki, która jest mi szczególnie bliska. Sztuka w tej wizji przynależy do sfery sacrum i jest zjawiskiem sui generis religijnym. Obydwoje wyrażają również w napisanych przez siebie tekstach swoje poglądy na temat sztuki, religii i życia, dzięki czemu możemy je lepiej poznać. Dlatego tez poniżej pozwolę sobie przytoczyć ich pogląd na sztukę, tradycje, kulturę i duchowość, oczywiście bardzo pobieżnie, jak na to pozwalają ramy tego tekstu.

11:13, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »

 

 

nowosiekski 3
 

 


 

Gdy się czyta jakiekolwiek teksty Jerzego Nowosielskiego, na przykład jego wywiady ze Zbigniewem Podgórcem rzuca się w oczy ciągłe przeplatanie się tematyki sztuki i tematyki religii. Potwierdza to tezę, którą już wyżej wygłosiłem, że dla tego artysty sztuka, a zwłaszcza malarstwo należy do dziedziny sacrum. „Malarstwo jest usiłowaniem wydobycia się na zewnątrz serca ludzkiego. Jako działalność należącą do sfery sacrum jest w porządku empirycznym czynnością rewolucyjną.” Warto tu wspomnieć, że całe malarstwo Nowosielskiego, nawet to zasadniczo świeckie, nawet abstrakcyjne jest w jakimś stopniu inspirowane ikoną, nie tyle zresztą jej treścią, co jej specyficzna estetyką.

nowosielski1
 


 

Przykładem na to może być obraz, którego reprodukcję zamieściłem powyżej. Jest on na poły realistyczny, na poły abstrakcyjny, ale zarówno w kolorystyce, jak i w stylu bardzo przypomina ikonę. Dowodzi to jak bardzo artysta jest przywiązany do swojej wizji sztuki jako sacrum. Centrum zarówno jego sztuki, jak i jego życia jest ikona. Zapytany o podział jego malarstwa na sakralne i świeckie, tak odpowiedział: „Broń Boże! Już sam taki podział jest nieporozumieniem. Moim zdaniem, sztuka jako tajemniczy akt ufności wypływający z wiary w rzeczywistość nie stworzoną należy sama w sobie do dziedziny sacrum i poza nią nie może w ogóle istnieć. Stąd wszystkie próby wyprowadzenia sztuki poza obszar sacrum kończyły się porażką. Przecież nie udało się jak dotąd, stworzenie sztuki materialistycznej, należącej wyłącznie do sfery profanum. Sztuka jest domeną sacrum i bez niego nie może istnieć.”

 

 

Pogląd Beaty Futro idzie jeszcze dalej: „Sztuka poprzez symbole może być obok medytacji i dzięki niej środkiem prowadzącym do doświadczenia stanu niezróżnicowanej jedności wykraczającej poza rozróżnienie podmiotu i przedmiotu oraz przestrzeni i czasu . Inaczej mówiąc uchwycenie bezpośrednio ostatecznej rzeczywistości jest możliwe dzięki samemu procesowi tworzenia i odpowiedniemu odbiorowi dzieła sztuki. Doświadczenie takiego stanu znajduje się poza zasięgiem operowania dyskursywnym myśleniem oraz językiem i w ten sposób niemożliwe do przekazania innym. Dzieło sztuki, które- chronologicznie pojawiło się znacznie wcześniej niż pismo i określone znakami pisma pojęcia – stwarza możliwość rozumienia na innym poziomie percepcji. Odwołuje się do naszej wiedzy, ale również i przede wszystkim do naszych doświadczeń na drodze do zrozumienia procesów zachodzącym w kosmosie, którym przecież podlegamy. Nasza świadomość rejestruje wszelkie zmiany, kształtuje się w zależności od kolejnych doświadczeń i przemyśleń. Sądzę, że jedynie sztuka może być drogą do rozwijania świadomości, rozumienia prawdziwej natury świata.”


 

 

Osobiście nie skłaniałbym się do poglądu, że jedynie sztuka prowadzi do duchowej realizacji. Jak mawiają Japończycy „wiele dróg prowadzi na Fujijamę”, ale rola sztuki w tym procesie jest bez wątpienia nadzwyczaj istotna. Zwłaszcza we współczesnym świecie, kiedy człowiek coraz częściej odchodzi od tradycyjnych form religijności, sztuka staja się coraz to ważniejszą forma życia duchowego dla coraz większych grup ludzi. Być może w rozpoczynającym się stuleciu będzie po muzyce pełnić najważniejszą rolę na tym polu. A dla wielu będzie pewnie tą najważniejszą drabiną do świata ducha. I tu dochodzimy do tytułowej wspólnoty ducha. Gdy się mówi o wspólnocie ducha najczęściej przychodzi na myśl wspólnota religijna, wspólnota ludzi, których łączy wiara. Ale skoro nie tylko religia należy do sfery sacrum, a wiec sfery ducha, ale także inne dziedziny kultury , zwłaszcza sztuka, muzyka i poezja, toteż partycypacja w nich kreuje wspólnotę ducha. Jeśli więc chodzi o duchowa wspólnotę uczestników (twórców i odbiorców) sztuki to trzeba powiedzieć, że jej charakter jest nieco inny niż wspólnot religijnych. Różnic jest wiele, ja wskażę kilka. Część z nich dotyczy granic obydwu wspólnot. Wspólnota sztuki jest z jednej strony szersza, a z drugiej węższa. Szersza, bo krąg wielbicieli podobnej sztuki nie ogranicza się to wyznawców takiej czy innej ideologii religijnej, społecznej, czy politycznej, czy nawet osób podzielających taki sam pogląd na jakakolwiek kwestie nie dotyczącą ściśle samej sztuki. Węższa natomiast, bo recepcja sztuki z zasady nie jest masowa i wyjątki są rzadkie, religia zaś w większości przypadków jest masowa, choć tu wyjątków jest zdecydowanie więcej. Następna różnica polega na tym, że o ile granice wspólnoty religijnej da się, choć w przybliżeniu określić, nie da się tego zasadniczo uczynić dla „wspólnoty sztuki”. I z tego wynika różnica następna. Wspólnota religijna tworzy w swoich członkach znacznie silniejsze poczucie tożsamości i przynależności. Powstaje jeszcze pytanie, czy istnieje jedna tylko wspólnota ducha dla uczestników wszystkich nurtów sztuki? Czy ci, którzy uznają miskę klozetową i stertę martwych zwierząt za sztukę i Ci, którzy jak Andrzej Skarzyński tych tworów za dzieła sztuki nie należą partycypują w tej samej wspólnocie ducha? Wydaje się to mocno wątpliwe. W moim przekonaniu tym co integruje duchową wspólnotę sztuki jest właśnie tradycja. Niewątpliwie w jednej wspólnocie ducha uczestniczą wszyscy ci, którzy rozumieją sztukę jako: po pierwsze należącą do sfery sacrum, po drugie zakorzenioną w taki, czy inny sposób w tradycji żywej i po trzecie wreszcie jako będącą zobrazowaniem piękna. Artyści których przedstawiłem w tym tekście nie powielają skostniałych schematów wyrosłych z dawnych kanonów. Sztuka każdego z nich jest jedyna i niepowtarzalna, jest odbiciem ich dusz. Jerzy Nowosielski i Beata Futro przenoszą na płótno, deskę i papier swoje własne koncepty filozoficzne, swoja własną gnozę, jak to ujmuje mistrz Jerzy. A jednocześnie ich sztuka wyrasta z tradycji jak gałęzie drzewa wyrastają z korzeni. Nie może pozostać żywym drzewo pozbawione korzeni. Korzenie i gałęzie stanowią nierozerwalna całość. I trzeba pamiętać, że to co teraz jest gałęziami drzewa sztuki, stanie się kiedyś jego korzeniami. Bo jak powiedział Tagore „Korzenie, to gałęzie rosnące w ziemi; gałęzie, to korzenie w powietrzu”. Luźne kawałki drewna nie mające więzi z korzeniami nie są gałęziami i nie staną się korzeniami.

 


 


 

WYKAZ PIŚMIENNICTWA:



1.Zbigniew Podgórzec „Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Warszawa 1985

2.Zbigniew Podgórzec „Mój Chrystus. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Białystok 1993

3.Jerzy Nowosielski „Inność Prawosławia” Warszawa 1991

4.Internetowa encyklopedia WIEM

5.Program wystawy „Beaty Futro malarskie doświadczenia z buddyzmem” Warszawa 2001

6.Program wystawy „Corrida II”, Nowy Jork 2001

7.Andrzej Skarzyński „Rozdroża Sztuki” < „ALBO albo” 1/1998 Warszawa

8.Rabindranath Tagore „Gitanjali”, Poznań 1996

9.Sergiusz Bułgakow „Prawosławie”, Białystok, Warszawa 1992

10.Ilustracje zaczerpnięto ze stron intenetowych poświęconych Jerzemu Nowosielskiemu i Beacie Futro

11:12, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »