SZTUKA

piątek, 22 lutego 2019

rowy

Najbardziej charakterystyczną cechą krajobrazu kulturowego Rowów są liczne rzeźby drewniane rozsiane po całej miejscowości. Te o charakterze religijnym pokazałem we wpisie o kapliczkach, teraz przyszedł czas na świeckie. 

rowy

Tematyka tych rzeźb jest zasadniczo marynistyczna - trochę rybacka, częściej piracka, pojawiają się też nawiązania do pomorskich legend i jakubowego szlaku pielgrzymkowego, bardzo na Pomorzu eksponowanego.

 rowy

Trochę mnie martwi nadreprezentacja tematyki pirackiej. Kojarzy mi się z niezdrowym karpackim kultem zbójników.

rowy

 

rowy

 

rowy

 

rowy

 

rowy

 

rowy

 

rowy

 

rowy

 

 

rowy

 

rowy

 

rowy

08:23, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 grudnia 2018

 

Wiele lat temu, zazwyczaj w listopadzie zamieszczałem na blogu notki o Karlu Rumplu, niemieckim malarzu, z którym łączą mnie dwie rzeczy: nazwisko i będąca w moim posiadaniu kolekcja pocztówek z reprodukcjami jego prac. O samym malarzu wiedziałem i pisałem niewiele, gdyż nie miał on swojego biogramu nigdzie w internecie, nawet na niemieckiej wikipedii. Teraz już tam swoją notkę ma, toteż poniżej zamieszczam jej tłumaczenie, a powyżej prezentację mojej kolekcji. 

Karl Ernst Friedrich Rumpel urodził się 21 czerwca 1867 w Poczdamie, zmarł w roku 1939 w Demminie (Dymin) na Pomorzu, był niemieckim ilustratorem i malarzem, człokiem Pruskiej Akademii Sztuki w Berlinie, Narodowego Stowarzyszenia Artystów Plastyków Niemiec, Pomorskiego Stowarzyszenia Artystów i Stowarzyszenia Wystawa Pomorskich Artystów w Szczecinie ,
Studiował w instytucie dydaktycznym w Kunstgewerbemuseum w Berlinie u Maxa Kocha. Kontynuował naukę u Fredericka Heysera w Dreźnie i był uczniem Weimarskiej Szkoły Artystycznej u Maxa Thedego. Przez pewien czas mieszkał w Goslarze i w Berlinie-Friedenau. Jego stałe miejsce zamieszkania, Demmin (Dymin), było także centrum jego pracy. Wykonał wiele zleceń w sektorze publicznym,  stworzył na przykład obrazy do ratusza w Demminie, Kolbergu (Kołobrzeg) i Greifenberg (Gryfice) na Pomorzu. Na stulecie szkoły stworzył w 924 wraz z drzeworytkiem Maxem Ueckerem dekoracje auli Gimnazjum dla dziewcząt w Treptowie przekształconej w Kaplicę Ducha Świętego. Z jego fresków zachowała się tylko panorama miasta w stanie sprzed I wojny światowej w powiatowej sali balowej w Demminie. Namalowane w 1937 piękne freski w kaplicy cmentarnej w Demminie zostały zniszczone w 1945 przez Sowietów. 

Tekst miał się pojawić w listopadzie, jak zwykle, ale miałem podówczas kryzys twórczy, dlatego pojawia się teraz.

07:24, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lipca 2018

mural

Dwa tygodnie temu pisałem o rybnickich muralach. Niestety części tych dzieł już nie. Zastąpione zostały w większosci przez brzydkie bohomazy. Tylko dwa z nowych murali warte są uwagi, Te niniejszym prezentuję.

mural

18:05, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2018

mural

W sobotę 14 lipca na Marszu Autonomii ma być zaprezentowana nowa propozycja Hymnu Śląska. Z tej okazji w tym tygodniu zaprezentuję cykl wpisów o Górnym Śląsku, zaś w piątek przedstawię własną propozycję hymnu.

mural

Rybnickie murale to w większości paraliteralne bohomazy zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych. Tej grupy malowideł nie będę ani publikował, ani oceniał, bo nie mam do tego kompetencji. W niniejszym wpisie umieszczę kilka prawdziwych dzieł ulicznej sztuki. 

mural

Największe skupiska artystycznych murali w centralnych dzielnicach miasta znajdują się w trzech miejscach: w Śródmieściu na bulwarach, w Smolnej w okolicach ulicy Dworek i na Nowinach między ulicami Kominka a Orzepowicką

mural

Tu publikuję okazy z pierwszych dwóch miejsc. 

mural

 

mural

 

mural

s

mural

22:19, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 czerwca 2018

anioły 

Rzeźbiarz Michał Batkiewicz jest w Rybniku kojarzony głównie z sąsiednimi Żorami, w którym to mieście regularnie wystawia swoje prace, między innymi na Rynku. Teraz i nasze miasto doczekało się małej prezentacji rzeźb tego artysty. Z okazji Youth Camp Rybnik- katolickiej imprezy dla młodzieży przed bazyliką na miesiąc (28 czerwca do 27 lipca) stanęła grupa rzeźb "Anioły". Cieszy mnie impreza, cieszą mnie rzeźby, choć żadna z tych rzeczy nie jest mi osobiście do niczego potrzebna. Sprawiają jednak, że nasze miasto staje się jeszcze ciekawsze. 

anioły

 

anioły

 

anioły

07:29, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 maja 2018

sowada

Moja powolność ma czasami złe skutki. Tak długo zabierałem się do opisania wystawy I NAWET NIE WIEM CZY ISTNIEJESZ… w Muzeum w Rybniku, że już się w międzyczasie skończyła. A byłem na wernisażu...

Wystawa poświęcona była dorobkowi Józefa Sowady (1956-1997) przedwcześnie zmarłego artysty związanego z Rybnikiem i okolicami, a przedewszystkiem z Gorzycami w powiecie wodzisławskim, w której to wsi spędziłem większość swojego dotychczasowego życia i nawet miałem okazję znać Artystę, który był naszym sąsiadem.

Jego mistyczne obrazy naprawdę warte są obejrzenia. Na szczęście okazja jeszcze będzie, bo wystawa będzie powtórzona w Galerii Na Uciechę w Zawoi, a być może także gdzieś w Gminie Gorzyce. O terminach powtórek wystawy poinformuję w komentarzach.

Powyżej obraz, którym, zdaniem rodziny i znajomych, Mistrz prezewidział swoją śmierć. W dole obrazu jest szereg dat rocznych od 1956 do 1997 choć było jeszcze miejsce na dalsze. Obraz powstał w 1995 roku.

10:17, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 kwietnia 2018

pranie

A w Gorzycach sztuka współczesna jakiej by się Warszawa nie powstydziła. Na sznurze bielizna w stylu epok dawnych. Zapewne jakaś forma reklamy sąsiedniej restauracji Barbarossa.

07:11, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 lipca 2017

wystawa

Ciekawa wystawa na Ignacym w Rybniku-Niewiadomiu. Jeszcze do piątku będzie czynna. Zdjęcia tutaj:

http://fotoforum.gazeta.pl/a/80021.html?utm_sourc=e-mail&utm_medium=poleć_znajomemu


09:03, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 stycznia 2017

Transakcja zakupu kolekcji Fundacji Czartoryskich przez Skarb Państwa budzi we mnie raczej negatywne uczucia. Z kilku powodów. Argument, że wydano jedną siódmą rocznego budżetu Ministerstwa Kultury w sytuacji, w której notorycznie brakuje pieniędzy na ochronę zabytków, z których przerażająca część niszczeje i wkrótce będzie nie do uratowania, ma duże znaczenie, ale dla mnie nie jest w tej chwili kluczowy. Dużo ważniejsze są dwie inne kwestie. Po pierwsze, wraz z tą transakcją znika najważniejsza w Polsce prywatna instytucja zajmująca się kulturą. Państwo w dziedzinie opieki nad dziełami sztuki stanie się praktycznym monopolistą, a poszerzanie się listy dziedzin objętych państwowym monopolem jest wielce niekorzystne. Po drugie, ta transakcja praktycznie zrywa więź księcia Adama z Polską. Oznacza ostateczną rezygnację Czartoryskich ze starań o polski tron. A to znaczy, że szanse na restytucję tegoż tronu gwałtownie maleją. Dla monarchisty to smutna wiadomość.

10:29, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (2) »
środa, 03 kwietnia 2013
piątek, 27 maja 2011

  laurka

Na wstępie chciałbym, jak zwykle przeprosić, tym z Was, którzy nie życzą sobie moich listów. Następnie chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy głosowali na moją książkę w konkursie "Historia zebrana". Tym razem było bardzo blisko sukcesu, ale niestety znów się nie udało. Mam też kolejną prośbę, związaną z kolejnym konkursem internetowym. Tym razem jednak to nie ja jestem jego uczestnikiem, a mój syn Pawełek. Jest to organizowany przez telewizję Minimini konkurs na laurkę dla mamy. Pracę Pawełka można zobaczyć i zagłosować na nią pod tym adresem: http://www.minimini.pl//kolorowanki/pokaz.php?1095Głosować można do końca maja. Będę bardzo wdzięczny za każdy głos.

13:11, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 stycznia 2010

jarmark1

W zasadzie o Świętach Bożego Narodzenia piszę w tym roku tylko na blogu Prawdziwe Boże Narodzenie, ale dla tego tekstu muszę uczynić wyjątek. Tamten blog poświęcony jest bowiem duchowemu, religijnemu i kulturowemu, ale nie komercyjnemu wymiarowi świąt. Dziś zaś pragnę napisać o imprezie zdecydowanie komercyjnej, choć niewątpliwie interesującej. Od szóstego do dwudziestego grudnia na rybnickim Rynku odbywał się przedświąteczny jarmark. Prezentuję kilka zdjęć z tej imprezy.

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

 

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

 

19:45, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (1) »
środa, 18 listopada 2009

mikrus

Parę dni temu mój czteroletni syneczek chciał ze mną poszukać w internecie zdjęć małych samochodzików. Tośmy se we dwóch poguglali. Znaleźliśmy parę fajnych rzeczy, choć moze nie wszystkie są interesujace akurat dla czterolatka...

small car

small car

small car

22:08, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 listopada 2009

Karl Rumpel Para

O Karlu Rumplu pisałem już dwa lata temu i rok temu, w obydwu przypadkach w listopadzie. Jako że obecnie znów mamy listopad, warto więc po raz kolejny coś o nim skrobnąć. Nie posiadam żadnych nowych informacyj na jego temat. Nadal nie ma o nim notki na żadnej wikipedii, nawet na niemieckiej, nie pojawiły się też żadne nowe strony o nim traktujące. Co więc mam, aby wystarczyło na nowy wpis? Mam kilka nowych fotokopij jego dzieł, oczywiście z pocztówek. I to musi wystarczyć.

Karl Rumpel - Kobieta z łabędziami

Karl rumpel - Rybak

20:57, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2009

Jasnowice

Niespełniające już swej dawnej funkcji posterunki na przejściach granicznych są na różne sposoby wykorzystywane przez społeczności lokalne. Na przykład w Gołkowicach jest tam posterunek policji i podobno mają tez być mieszkania. A w Jasnowicach, w gminie Istebna, w powiecie cieszyńskim w dawnym posterunku granicznym powstał Salon Sztuki na Granicy bez Granic. Nie ma w tym nic dziwnego, bo w tej gminie prawie w co drugiej chałupie jest galeria lub prawie muzeum. Nowa placówka wpisuje się w tę tradycję.

Jasnowice

Jasnowice

Jasnowice

Jasnowice

22:52, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 marca 2009

kamesznica

Wielokrotnie, w różnych tekstach i w różnych miejscach wygłaszałem pogląd, że kultura tradycyjna nie jest i nie może być systemem całkowicie statycznym i absolutnie niezmiennym, lecz podlega ciągłym, choć powolnym transformacjom. Kultura bez transformacyj po prostu nie istnieje. Kultura bowiem to nie tylko literatura, sztuki piękne, muzyka i stroje, ale także praca zarobkowa, kuchnia, mieszkalnictwo, transport, komunikacja etc. etc. etc., czyli innymi słowy nie tylko kultura duchowa, ale także kultura materialna. Nie ma na świecie społeczności tak izolowanej, żeby w niej na drodze dyfuzji nie zachodziły zmiany w kulturze materialnej. A jeśliby nawet taka izolowana społeczność, to i w niej zachodziłyby takowe transformacje, a to mianowicie na drodze inwencji (nie podzielam w tej materii przekonania dyfuzjonistów o jednorazowości wynalazków). A zmiany w kulturze materialnej wywołują zmiany w kulturze duchowej.


Od ogólników przejdźmy do konkretów. Kultura materialna górali beskidzkich przeszła w ciągu ostatnich stu lat ogromną transformację. Przede wszystkim zmieniły się ekonomiczne podstawy funkcjonowania miejscowej społeczności. Przez wieki dominowały tutaj pasterstwo i leśnictwo. W czasach najnowszych to pierwsze zostało wyparte przez rolnictwo, przemysł, a przedewszystkiem turystykę. Rola leśnictwa w bilansie ekonomicznym regionu zmalała nieznacznie. Obecnie podstawą życia gospodarczego tej okolicy jest turystyka, a najważniejszym filarem beskidzkiej turystyki jest narciarstwo. Te zmiany w kulturze materialnej wywarły niemały wpływ na kulturę duchową, z tym, że bardziej na jej formę, aniżeli na treść. Zarówno góralski folklor, jak i góralska sztuka ludowa nieraz bywają tworzone przy pomocy nowoczesnych środków, czego dobrym przykładem jest opisany przeze mnie w zeszłym roku plener Husqvarny w Milówce, na którym ludowe w charakterze rzeźby drewniane były wykonywane za pomocą pił mechanicznych. Jednak i w takich przypadkach tematyka dzieł zasadniczo pozostaje tradycyjna.


Jedynie w wyjątkowych przypadkach pojawiają się odstępstwa od tej reguły. Takim wyjątkiem jest płot przedstawiony na zdjęciu powyżej. Ktoś mógłby mi zarzucić, że płot nie jest dziełem sztuki. Ja na taki zarzut odpowiem, że owszem nie zawsze jest, co więcej zazwyczaj nie jest, ale niekiedy bywa - dziełem sztuki użytkowej owszem, ale jak najbardziej sztuki. Płot na zdjęciu powyżej jest niewątpliwie dziełem ludowej sztuki użytkowej. W odróżnieniu od większości dzieł sztuki góralskiej płot ten porusza tematykę narciarską, nie zaś pasterską, a więc nawiązuje do aktualnych, nie zaś historycznych, źródeł utrzymania miejscowej ludności. Jest tedy ów płot dowodem, że sztuka ludowa górali beskidzkich nie popadła w skostnienie, ale rozwija się w duchu żywej tradycji.

15:27, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 listopada 2008

order

W połowie września polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nabyło na internetowej aukcji w serwisie eBay osiemnastowieczny krzyż Orderu Orła Białego. Według pochodzącego z Kalifornii sprzedawcy, order ten miał pochodzić z kolekcji wybitnego pianisty, a zarazem premiera II RP Ignacego Jana Paderewskiego. Transakcja została sfinalizowana za sumę 6999 dolarów amerykańskich. Za osiemnastowieczny order jest to bardzo mało, zwłaszcza, że wiele wskazywało na to, ze krzyż pochodzi z czasów saskich, a takich zabytków zachowało sie bardzo niewiele. Zakup ten zapoczątkowuje nową inicjatywe ministerstwa - budowę kolekcji poloników związanych z działalnością dyplomatyczną naszego kraju. Między innymi z Meksyku ma być sprowadzony mundur przedwojennego polskiego ambasadora.

 

Wkrótce odezwały się jednak głosy, że order może nie być autentyczny. Tak kolekcjonerzy, jak i muzealnicy z całego kraju wskazywali na wiele szczegółów, świadczących o tym, że prawdopodobnie jest to kopia. Głównym zarzutem jest brak dewizy "Pro Fide Rege et Lege", umieszczanej w czasach Augustów II i III na rewersie krzyża. Również monogram królewski odbiegał od prawidłowego. Na zakupionym krzyżu widać tylko literę R (Rex) zamiast zlanych ze sobą liter AR (Augustus Rex), które były umieszczane na autentycznych orderach z czasów saskich.

 

Żeby nabrać właściwego rozeznania w tej sprawie trzeba zapoznać się z wczesna historią Orderu Orła Białego, a przynajmniej jego znaku orderowego. Odznaczenie zostało powołane do życia przez króla Augusta II, prawdopodobnie 1 listopada 1705 roku. Pierwotnie miało kształt owalnego medalu z białym orłem na awersie i inicjałami królewskimi na rewersie. Od 1709 roku przybrało postać krzyża wzorowwanego na francuskim Orderze Św. Ducha. Na awersie znajdował się biały orzeł w koronie, zaś na rewersie krzyż zwieńczony koroną, skrzyżowane saskie miecze herbowe, inicjały króla i sentencja "Pro Fide Rege et Lege". Ramiona krzyża były wysadzane diamentami. Krzyż noszono na wstędze. W 1713 roku do odznaki orderowej dodano haftowana gwiazdę, zprzeznaczoną do noszenia na lewej piersi. Ordery nie były wykonywane według jednego wzoru. Liczba i wartość zdobień zależały od pozycji odznaczonego. W czasach saskich obowiązywała zasada, że po śmierci kawalera, jego rodzina zwracała odznakę do kancelarii królewskiej. Dlatego właśnie orderów z tego okresu zachowało się bardzo mało. Wręczono ich zaś za Augusta II 40, a za Augusta III 330.

 

Panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego przyniosło zmiany w wyglądzie orderu. Całkowicie zmienił się jego rewers. Po zmianach zawierał on wyłącznie monogram imienia Maryi. Zniknęła więc sentencja, a także miecze, inicjały króla, krzyż i korona. Pozbawiono także krzyż wiekszości zdobień, przede wszystkim diamentów. W związku z tym, co bogatsi odznaczeni, nosili nie otrzymane od króla skromne odznaki, a wykonane na własny koszt wystawne kopie, wzorowane na bogato zdobionych odznakach z czasów saskich.

 

Prawdopodobnie więc z taką własnie kopią mamy do czynienia w tym przypadku. Jest to więc na pewno przedmiot wart owych siedmiu tysięcy dolarów, choć niewątpliwie znacznie mniej cenny, niż order autentyczny. Jego wartość znacznie by wzrosła, gdyby udało sie ustalić, do kogo należał. Nie wydaje się to całkiem niemożliwe. Za czasów ostatniego króla elekcyjnego odznaczono 550 osób, z czego większość w ostanich latach. Rewers zakupionego orderu zdradza poważne ślady zużycia, co sugeruje, że był noszony bardzo długo. Czyli otrzymany był dość wcześnie, zważywszy, że zaborcy noszenia polskich orderów zakazywali. Należałoby więc wśród kawalerów orderu z pierwszej połowy panowania Stanisława Augusta wytypować młodych (bo order był noszony długo) i bogatych (bo została wykonana ozdobna kopia). Nie powinno to być wiecej niz kilka osób. Potem mozna szukać dalszych losów ich odznak w pamiętnikach i dokumentach pozostawionych przez nich i ich rodziny. Jest to więc wdzięczne zadanie dla historyków. Może temat na czyjś doktorat?

 

Tak czy inaczej akcja ministerstwa jest godna pochwały. Zarówno jeśli chodzi o ten pojedynczy zaku, jak i cała kampanię. Zaś ta odznaka, jeśli nawet jest kopią (a zapewne jest), to na pewno nie moze być nazwana falsyfikatem.

14:10, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 listopada 2008

KR

O Karlu Rumplu po raz pierwszy napisałem rok temu. Teraz postanowiłem wrócić do tego tematu. Nie mam żadnych nowych informacyj o nim, mam natomiast nowe ilustracje, pochodzące ze strony internetowej, która w międzyczasie się pojawiła.

KR

KR

KR

09:43, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 września 2008
czwartek, 18 września 2008
 

 plener Husqvarny w Milówce

Zawsze stałem na stanowisku, że martwa tradycja to nie tradycja, a skostnienie. Kultura tradycyjna nie może być kulturą niezmienną, bo w takim przypadku traci ona łączność z codziennym życiem i przestaje być kompletną kulturą, a staje się sztucznym spektaklem. Zespołom ludowym, które chlubią się: "My gramy tak, jak grali nasi ojcowie", odpowiadam: "Skoro nie żyjecie tak jak wasi ojcowie żyli, to dlaczego chcecie grać tak, jak wasi ojcowie grali?"


Pokutuje w niektórych środowiskach, niestety nawet wśród części naukowców mit, jakoby kultura ludowa pozostawała niezmienna od późnego średniowiecza do początków XX wieku. Jest on oczywiście błędny. To prawda, że kultura ludowa zmieniała się bardzo powoli, ale jednak zmieniała się. Obecnie możemy w niej obserwować relikty zmian, jakie zaszły w XVII, XVIII, czy XIX wieku.


Dlatego z radością przyjmuję przejawy takich przemian kultury ludowej, które nie niszcząc jej istoty, dowodzą jej życia. Do takich należał lipcowy plener Husqvarny w Milówce. Był to właściwie zwyczajny plener ludowej rzeźby w drewnie. Jedyna różnica polegała na odmiennych od standardowych narzędziach pracy. Artyści tworzyli swe dzieła nie młotami i dłutami, a piłami mechanicznymi. Efekty są dosyć ciekawe. Poniżej prezentuję kilka zdjęć z wystawy poplenerowej.

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

Milówka

 

07:43, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 sierpnia 2008

Swiętowit z Milówki 

Spośród historycznych posągów Świętowita najbardziej znany jest Świętowit ze Zbrucza, a spośród współczesnych Świętowit z Milówki. Pierwszy milówkowski Świętowit, mający 14 metrów wysokości powstał w ubiegłym roku na terenie słynnego Leśnego Grodu. Drugi, sześciometrowy, stanął w tym roku najpierw przy dworcu kolejowym, a ostatecznie na placu przed biblioteką. I o tym właśnie posągu chcę dzisiaj pisać.

Jest to posąg co najmniej dziwaczny. Z jednej bowiem strony przedstawia on pogańskie bóstwo, a z drugiej jest nasycony treściami chrześcijańskimi. Cztery strony rzeźby odnoszą się do czterech okolicznych miejscowości: Milówki, Rajczy, Węgierskiej Górki i Kamesznicy.. Na stronie kamesznickiej widnieje portret tamtejszego proboszcza, który zasłynął dzięki swojej wojnie z alkoholem. Na rajczańskiej jest natomiast przedstawienie znajdującego się tam sanktuarium maryjnego. Takie pomieszanie chrześcijaństwa z pogaństwem wielu ludzi gorszy. Jest on nie do zaakceptowania nie tylko dla znacznej liczby chrześcijan, ale także dla znakomitej większości rodzimowierców. Jedni i drudzy, jeżeli poważnie traktują swoją wiarę, nie akceptują synkretyzmu religijnego. Dla chrześcijan niedopuszczalne jest mieszanie religii prawdziwej z fałszywą, a dla rodzimowierców rodzimej z obcą.

Co jednak jest niedopuszczalne na płaszczyźnie religijnej, jest tolerowane na płaszczyźnie artystycznej. W literaturze taki synkretyzm jest rzeczą absolutnie normalną. Dobrym tego przykładem jest twórczość Adama Mickiewicza, w której można znaleźć elementy nie tylko chrześcijaństwa i pogaństwa, ale także judaizmu. Oczywiście są autorzy, którzy czynią z tego tytułu wieszczowi zarzuty, ale stanowią oni raczej margines środowiska badaczy literatury. Również w sztuce w tym także i ludowej, taki synkretyzm uznaje się powszechnie za dopuszczalny. Jednak z drugiej strony równie powszechnie uznaje się, że dzieła kontrowersyjne, a synkretyczny Świętowit bez wątpienia się do tej kategorii zalicza, nie powinny być prezentowane w przestrzeni publicznej. A więc w prywatnym parku, do którego wchodzi się za biletami jak najbardziej, na Rynku natomiast niekoniecznie. Nie twierdzę, że Świętowit powinien zniknąć z centrum Milówki, mnie bowiem on nie przeszkadza, tak jak nie przeszkadzają mi synkretyczne dzieła Mickiewicza. Potrafię jednak zrozumieć tych, którym przeszkadza, myślę więc,że byłoby lepiej, gdyby artysta rozważniej lokował swoje dzieła. Poniżej kilka zdjęć Świętowita z Milówki mniejszego.

Milówka

Rajcza

Węgierska Górka

Kamesznica

10:34, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 maja 2008

 

Nad tematem, który dzisiaj chcę poruszyć zacząłem się po raz pierwszy zastanawiać  pięć lat temu, po tygodniowym pobycie w słonecznej Italii. Wróciłem zaś do tych rozważać całkiem niedawno, po zrobieniu zakupów na stacji benzynowej jednej z wiodących ogólnokrajowych sieci, należącej nota bene do międzynarodowej korporacji.

 

Otóż na stacji tej, oprócz paliwa, akcesoriów samochodowych, napojów alkoholowych i bezalkoholowych, słodyczy, hot-dogów, prasy, płyt z muzyką, prezerwatyw i filmów pornograficznych, można kupić breloczki z wizerunkiem nie kogo innego, ale znanego komunistycznego ludobójcy i lewackiego bożka Ernesto „Che” Guevary. Jest to dla mnie zaiste ogromny paradoks, że promowaniem wizerunku tego potwora w ludzkiej skórze, zajmuje się jedna z międzynarodowych korporacji, które są ulubionym celem werbalnych i innych ataków ze strony wyznawców tego idola.

 

A co takiego widziałem pięć lat temu we Włoszech, że mi się z dzisiejszym benzynowych kultem czerwonego mordercy skojarzyło? Otóż w naprawdę licznych sklepach, zarówno specjalistycznych enotekach, jak i zwykłych spożywczakach widziałem serię prostych (odmian merlot i cabernet sauvignon) win pod wspólną nazwą :"Vino della storia" ( o ile nie zrobiłem błędu w pisowni, bo piszę z pamięci, a włoskiego nie znam). Na etykietach widnieli tacy panowie jak: Duce, Hitler, Stalin, Lenin, Fidel, Che i nie wiadomo z jakiej paki ... Bob Marley. Wina te zresztą są we Włoszech popularne do tej pory, produkują je najczęściej małe, rodzinne wytwórnie z północnych części kraju. W zeszłym roku przez włoskie sądy i łamy prasy przetoczył się spór na ten temat, sprzedaż tych win była chwilowo wstrzymana, ale po krótkim czasie została przywrócona.

 

Tego samego roku, może dwa miesiące później odwiedziłem krakowskie Sukiennice. Wśród różnych wytworów sztuki ludowej, paraludowej i pseudoludowej, można też było znaleźć matrioszki, na których, w miejsce rosyjskich bab widnieli: Lenin, Stalin i Saddam Husajn. Ten ostatni zapewne dzięki temu, że były to pierwsze miesiące ostatniej wojny w Zatoce Perskiej, Saddam już się ukrywał, krążyły o nim legendy, był postacią jak najbardziej poruszającą wyobraźnię.

 

Co łączy breloczek z Guevarą i flaszkę z Hitlerem? Obydwa te dziwaczne artefakty są przejawami specyficznego, można powiedzieć patologicznego popkulturowego kultu ludobójców. Choć w zasadzie można mówić nie tyle o kulcie, co o pewnej niezdrowej fascynacji. Wszystkie podane wyżej przykłady tejże fascynacji należą do zakresu zjawisk, który moglibyśmy określić jako sztukę bazarową. Jest ona zjawiskiem niejako równoległym do literatury bazarowej, która święciła triumfy głównie w dwudziestoleciu międzywojennym. Literatura ta wyraźnie odróżniała się od tej nazwijmy ją księgarnianej, nasyceniem tematyką skandaliczno-sensacyjną i między innymi właśnie swoistą fascynacją zbrodnią i zbrodniarzami. Tę tradycję w naszym swojskim wydaniu kontynuują magazyny „detektywistyczne” ze szczegółami opisujące zbrodnie i występki w wykonaniu łotrów krajowych i zagranicznych. Zasadniczo do tego samego nurtu, aczkolwiek w wersji importowanej, która ewoluowała głównie na Wyspach Brytyjskich, należą tabloidy i znaczna część kolorowych tygodników.

 

Współczesna wersja europejskiej cywilizacji, podobnie zresztą jak na przykład średniowieczna, po części tylko opiera się na mówionym, czy pisanym słowie (w odróżnieniu na przykład od cywilizacji żydowskiej), w znacznie większym zaś stopniu na obrazie. Oczywiście, brukowa prasa też na tym bazuje, obrazu tam znacznie więcej niż tekstu, niektórym pismom zdarzało się nawet uciąć artykuł w połowie, byle zdjęcie zmieściło się całe. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by do odbiorców docierał również przekaz czysto obrazkowy. Tu prym wiedzie telewizja, ale swoje trzy grosze ma do powiedzenia również sztuka. Nie mam tu zasadniczo na myśli sztuki w węższym znaczeniu, czyli na przykład malarstwa i rzeźby, ogólnie rzecz biorąc tego wszystkiego co się wystawia w galeriach. Oczywiście w tak rozumianej sztuce również Skandal w dużej mierze wyparł Piękno. Artyści tworzą dzieła skandalizujące licząc na większy rozgłos, a co za tym idzie większą sprzedaż swoich tworów.

 

Ja jednak mam na myśli głównie dział sztuki użytkowej zwany designem. Używa się też czasami polskiej nazwy tej dyscypliny, mianowicie „wzornictwo”, jednak sami designerzy uważają, że jest ona nieadekwatna. Tak, czy inaczej, chodzi o sztukę użytkową, w której mieszczą się nasze breloczki, matrioszki i etykietki od wina. Oczywiście, nie cała sztuka designerska jest skandalizująca. Wręcz przeciwnie, większość jej wytworów mieści się w tradycyjnych kanonach estetycznych.

 

Skandalizująca tematyka dominuje w nurcie bazarowym. Wywołanie skandalu ma poprawić sprzedaż miernego zazwyczaj produktu. Kiedyś, żeby taki efekt osiągnąć, wystarczyło na breloczku, czy długopisie gołą babę umieścić. Dziś, gdy erotyka wróciła na swoje miejsce w głównym nurcie kultury, żadnego skandalu już by to nie wywołało. Dużo lepszy efekt dają ludobójcy. W Polsce nie da się na produkcie umieścić Hitlera, bo konsekwencje ze strony aparatu represji byłyby dużo surowsze niż w słonecznej Italii. Ale taki Stalin, Lenin, czy Guevara, a nawet Husajn nadają się akuratnie. Ani policja ani prokuratura nie traktują propagowania komunizmu równie poważnie jak nazizmu, mimo, ze artykuł 256 Kodeksu Karnego za propagowanie jakiegokolwiek ustroju totalitarnego przewiduje karę do dwóch lat pozbawienia wolności. A niektóre z tych postaci są wręcz modne, zwłaszcza wśród lewicującej części młodzieży.

 

 

Nie jest więc niczym niezrozumiałym, ze niektórzy producenci promują swoje wytwory za pomocą skandalu, czy tylko pewnego podniesienia poziomu emocji, związanego z wizerunkami ludobójców. Dziwi natomiast co innego. Nie mogę pojąć jak to jest możliwe, że w promowanie wizerunków komunistycznych morderców, zaangażowała się duża, międzynarodowa korporacja. Przecież jej prezesi nie mogą nie zauważać tego, że część nabywców wisiorków z Guevarą, rzeczywiście głęboko nasiąka komunistyczną ideologią. Istnieje poważne ryzyko, że ci młodzi bolszewicy prędzej, czy później zaczną, wzorem swoich idoli, mordować kapitalistów. Po ludzi z zarządu tejże korporacji też mogą przyjść. Znów jest tak, że niektórzy, zgodnie ze słowami Lenina, sprzedają potencjalnym mordercom sznur, na którym ci chcą ich wieszać.

 

 

10:44, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 listopada 2007

 

Zastanawiam sie od pewnego czasu, czy stosunek szeroko pojętej lewicy kulturowej do sztuki awangardowej, a zwłaszcza antyestetycznej, określić jako schizofrenię, czy też hipokryzję. Schizofrenią byłby wtedy, gdyby był szczery, zaś hipokryzją w przypadku, gdyby był udawany. A tego, czy jest szczery, czy udawany, ja nie wiem. Wiem tylko, ze jest na tyle pełen sprzeczności, że może być jedynie jednym albo drugim. Piszę o lewicy kulturowej, czyli o ludziach, którzy odrzucają oparcie kultury na Tradycji. Nie jest ona tożsama z lewicą polityczną, jest od tej ostatniej znacznie szersza, dlatego też za jej wykładnię można spokojnie uznać Gazetę Wyborczą, która politycznie nie lokuje się na ścisłej lewicy, lecz między nią a centrum.


Pomny niedawnych zachwytów tejże gazety nad dziełami Krzysztofa Wodiczki, zwącego sie instalatorem, o których zresztą pisałem już w krytycznej formie (swoją drogą widać, ze ktoś czyta moje wypociny, bo w tekście tym naśmiewałem się, że Wodiczki nie ma w polskiej wikipedii, a już jest), zdziwiłem się niepomiernie, gdy ta sama gazeta innego instalatora, Guillermo Habacuca Vargasa z Kostaryki, odsądza od czci i wiary. Cóż ten człek takiego uczynił, że dla Gazety Wyborczej przestał być godnym noszenia zaszczytnego miana artysty?


Otóż dla celów swojej pseudosztuki kupił chorego psa i go zagłodził publicznie w galerii. Czynem tym chciał oddać cześć Natividadowi Candzie z Nikaragaui, złodziejowi zagryzionego przez dwa psy, pilnujące gospodarstwa do którego sie włamał. I na co sie oburzyła Gazeta? Na to, że „artysta” czyni bohaterem i ofiarą, wręcz świętym męczennikiem zwyczajnego oprycha, który dostał to, co mu sie słusznie należało?


Ależ nie, sama pewnie też płacze nad losem złodzieja, który zapewne miał trudne dzieciństwo. Lewicowy autor, podpisujący sie mar oburza się tylko i wyłącznie na to, ze pseudoartysta w okrutny sposób zabił psa i za to właśnie go potępia. Pewnie gdyby instalator sam się przywiązał na cześć tegoż złodzieja i publicznie głodził, Gazeta wychwalała by go za odważne podejście do problemów społecznych i artystycznych. Jednak zabicie psa, to w oczach kulturowych lewaków wielki grzech, znacznie większy od wychwalania włamywaczy, a nawet samego włamywania się. Takiego grzechu lewizna nie odpuszcza nawet „artystom”.


Nie byłoby Vargasa, gdyby nie było Wodiczki i podobnych. Kostarykański instalator jest nieodrodnym dzieckiem antyestetycznej awangardy plastycznej o lewackich inklinacjach. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wyczyny Vargasa są logiczną i nieuchronną konsekwencja odejścia od tradycyjnego celu sztuki, jakim jest ukazywanie piękna, jak o tym pisałem tutaj i tutaj. Gazeta zaś zawsze to odejście popierała i promowała.


Swoją drogą ten Vargas jest „artystą” o kilka rzędów wielkości pośledniejszym nawet od Wodiczki, bo nie ma go chyba w żadnej wikipedii. W każdym razie w polskiej, angielskiej i hiszpańskiej go nie ma. Nic więc dziwnego, ze chciał zaistnieć za pomocą skandalu. A artystą nie był, nie jest i nie będzie. Zawsze pozostanie jeno skandalistą.


Technorati Profile

07:17, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 listopada 2007

Karl Rumpel - Kobieta w kapeluszu 

Mamy listopad. W tym miesiącu szczególnie pamiętamy o zmarłych. Najczęściej o zmarłych krewnych. Człowiek, o którym dzisiaj napiszę na pewno jest zmarły, nie żyje od 1939 roku. Czy był moim krewnym, tego nie wiem, wiem, że nosił to samo nazwisko co ja.

 Karl Rumpel - Nauki Jezusa

Niewiele o nim wiem. Z jego obrazami w postaci pocztówek zetknąłem się na allegro. Kilka takich pocztówek udało mi się kupić. W niniejszym wpisie prezentuję ich reprodukcje.

Karl Rumpel - Dziecko w wodzie 

 Karl Rumpel był niemieckim malarzem modernistycznym. Urodził się w 1867 roku, zmarł, jak już pisałem w 1939. Współpracował z niemieckim rzeźbiarzem Maxem Ueckerem. To wszystko, czego udało mi sie o nim dowiedzieć.

Karl Rumpel - Skubanie kury

12:18, svetomir , SZTUKA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 października 2007
Krzysztof Wodiczko 

 

 

Niesłychanie dużo uwagi poświęca Gazeta Wyborcza awangardowemu artyście Krzysztofowi Wodiczce. W poniedziałek 1 października ukazał się na jego temat duży artykuł, a od tego czasu wydrukowano jeszcze kilka mniejszych tekstów. Cóż takiego tworzy pan Wodiczko? Maluje może, albo rzeźbi? Nic z tych rzeczy. Krzysztof Wodiczko tworzy, cokolwiek by to nie znaczyło, instalacje. Ja człek prosty i na wsi wychowany zawsze myślałem, że instalację się robi, a nie tworzy, np. Instalację gazową, elektryczną, Co, albo wodno-kanalizacyjną. A jednak istnieje grupa artystów plastyków, którzy zamiast malować, rysować, czy rzeźbić ku uciesze gawiedzi, tworzą instalacje. Ale nawet w tym ekscentrycznym gronie Wodiczko widać do elity nie należy, skoro nawet w polskiej Wikipedii strony swojej nie ma. Ma za to w angielskiej w czym zresztą nie ma nic dziwnego, skoro od lat mieszka i tworzy w Bostonie.


O Wodiczce po raz pierwszy usłyszałem na drugim roku studiów etnologicznych. Asystentka, która prowadziła z nami ćwiczenia z wiedzy o sztuce zachwycała sie artystami awangardowymi, w tym i omawianym panem Twórcą. W reakcji na te zachwyty jako pracę semestralną dla tej pani napisałem tekst, którego pierwsza część znajduje się tutaj, a druga tutaj. Trzeba jej jednak oddać uczciwość, że pracę, napisana de facto przeciwko niej, oceniła bardzo dobrze.


Wróćmy jednak do twórczości Wodiczki. Sławę przyniosły mu projekcje slajdów i filmów wideo na fasadach budynków i pomnikach. Zasłynął również skonstruowaniem laski dla imigrantów i wozu dla bezdomnych. Owszem, ciekawe to przedmioty, jednak tego rodzaju twórczość, a raczej wytwórczość zwyczajowo zalicza sie do domeny techniki a nie sztuki. Chyba, że za dzieła sztuki ( w tym przypadku ludowej) uznamy traktory-samoroślaki, wykonane ze starych małych fiatów oraz desek, masowo występujące w Beskidach.


Wyborcza przedstawia Wodiczke jako najbardziej zaangażowanego społecznie polskiego artystę współczesnego. I tu jest pogrzebany wampir jego popularności w tym tytule. Społeczne zaangażowanie to bowiem eufemizm oznaczający nie mniej, ni więcej, tylko ordynarna lewacką propagandę. Swoje instalacje bowiem dedykuje on mitycznym „wykluczonym” - rzekomo pokrzywdzonym przez kapitalistyczny świat. Sztuka jest dla niego rodzajem manifestu.


A nie taka powinna być rola sztuki. Sztuka ma być nośnikiem piękna. Na dowód, że nie jestem w tym myśleniu odosobniony pozwolę sobie zacytować Andrzeja Skarzyńskiego: „Niewątpliwie sztuka antycznej Grecji, kontynuowana przez Rzymian, wyznawała piękno, jako cel swojego działania. Jej spełnieniem były harmonia, czystość – Piękno, osiągane wysiłkiem intelektualnym, wspaniałym warsztatem twórczym, który pozwalał zamienić myśl czy ideę w obiekt materialny. Dążenie do wyrażenia doskonałości, harmonii i piękna trwało wiele wieków, doskonaliły się środki wyrazu, przekazu, powstawały nowe możliwości techniczne, nowe dziedziny sztuki (fotografia, film). Ewoluował również ideał piękna. Początek sztuki nowoczesnej –impresjonizm – wniósł świeży powiew w trochę skostniałe i podkurzone antyczne kanony, utrzymywane jeszcze w akademiach sztuki. Malarstwo, zwolnione przez powstanie fotografii z roli wiernego przedstawiania rzeczywistości, zaczęło wyrażać wrażenia, emocje, bawić kolorem, światłem, z czasem sięgać do tematów z innych kultur, deformować, przekształcać rzeczywistość, stwarzać nowe światy, symbole”. Ale w całej tej swojej różnorodności główny nurt sztuki nowoczesnej pozostał wierny pojęciu piękna, jako naczelnej idei sztuki. Ale nie wszyscy artyści nowocześni pozostali wierni kryteriom estetycznym. Jak pisze ten sam autor, sam zresztą również będący artystą: „Obecnie działania wielu artystów idą w kierunku zadziwienia publiczności, zaszokowania, oryginalności za wszelką cenę. Stało się to celem samym w sobie. Ekscentryczność, wydumane pseudofilozofie, teorie maja usprawiedliwić ich działanie. Piękno, harmonia przestały być wartością, czy kryterium pozytywnym. Antyestetyka, obsceniczność zajęły miejsce główne w twórczości wielu współczesnych autorów nazywających siebie awangardą, czy nowa falą”.

Gdzie jest piękno w twórczości Wodiczki?

07:12, svetomir , SZTUKA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2