JĘZYK

piątek, 23 stycznia 2015

Na forach dyskusyjnych, oprócz właściwych głosów dyskusyjnych znajduje się mnóstwo wypowiedzi zarzucających interlokutorom błędy językowe: ortograficzne, gramatyczne, leksykalne i inne. Rzecz znamienna, nie wszystkie te wypowiedzi są prawidłowe. Nierzadko zdarzają się i takie, które krytykują formę prawidłową, a promują błędną. Kilka przykładów takich kuriozów, wraz z namiarami przytoczę poniżej.

 

Falcon Heene odnaleziony. 6-latka nie było w ba...

   vomitorium1 16.10.09, 01:13 Odpowiedz

a tak w ramach "pracy od podstaw"
to balonem sie nie lata (czy leci)
tylko "jedzie"



 

panie 'tan'

   kaworu_nagisa 28.10.09, 08:52 Odpowiedz

karoushi, karōshi a nie karoszi



 

Wpadka "Polityki", czyli studenci podpisali por...

   njap 24.10.09, 23:00 Odpowiedz

Hmmm... rzeczywiście - mało prawdopodobne, żeby ktoś, kto nie siedzi w temacie
to wychwycił. Chociaż autor wydaje się mało wiarygodny, bo jak traktować
kogoś, kto nie potrafi poprawnie po polsku napisać i odmienić nazwy stolicy
kraju europejskiego?
Stolicą Armenii jest Erewań. W tym Erewaniu. Tak mnie
przynajmniej uczono, jeśli się mylę - proszę pisać.
Może chodziło o oryginalną wersję, ale forma "wobec Erewanu" po prostu
zgrzyta... Równie dobrze można by napisać - jadę do Londona...



 

Re: Zgadzam się z przdmówcą i dodam...

Autor: Gość: billy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl   24.09.09, 07:55

Dodaj do ulubionych Skasujcie

Odpowiedz

ludkowie z flamandii to FLAMANOWIE.
więc o tej kobitce można pisac FLAMANKA.



 

Naprawdę nie wiem, co pcha do udzielania rad, ludzi o tak małej wiedzy. Nie ma oczywiście czegoś takiego jak Flamandia. Mieszkańcy Flandrii zaś, bo tak się ta kraina nazywa naprawdę to oczywiście Flamandowie. Prawidłowa polska nazwa stolicy Armenii to Erywań. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że w języku polskim balonem się lata/leci, a nie jedzie/jeździ. Karoszi zaś to jak najbardziej prawidłowa polonizacja japońskiego słowa.



 

Jakie więc są przyczyny pojawiania się takich błędnych rad? Najczęściej są to kalki językowe. Karoushi i jeżdżenie balonem to kalki z angielskiego, Erewań z rosyjskiego, a Flamanowie prawdopodobnie z niemieckiego. Flamandia to zapewne wymysł niedouczonego autora wpisu. Dodać należy, że krytykowana przez jednego z wymienionych komentatorów wersja Erewan również jest błędna i jest kalką z angielskiego, francuskiego i hiszpańskiego.



 



 

Nie jestem wrogiem zapożyczeń, natomiast zawsze będę się sprzeciwiał kalkom. Szczególnie drażni mnie bardzo rozpowszechniona maniera zapisywania nazw własnych i słów zapożyczonych z języków nie używających alfabetu łacińskiego za pomocą transkrypcji za pośrednictwem języka angielskiego. Słowa takie należy bezwzględnie transkrybować bezpośrednio na polski. W przypadku języków ormiańskiego i gruzińskiego można ewentualnie, ze względów historycznych, dopuścić pośrednictwo rosyjskiego.

22:39, svetomir , JĘZYK
Link Komentarze (5) »
niedziela, 20 marca 2011

comenia script

Chyba każdy z nas zauważa, że jednym z najszybciej zmieniających się aspektów ludzkiego życia jest pisanie. Coraz rzadziej piszemy piórem, ołówkiem, czy nawet długopisem, coraz częściej zaś za pomocą różnego rodzaju klawiatur, oczywiście najczęściej komputerowych, ale także telefonicznych. Jest oczywiste, że te zmiany nie są zjawiskiem izolowanym. Procesom o charakterze ilościowym towarzyszą także jakościowe. Pismo odręczne nie tylko traci na znaczeniu, ale również ulega daleko idącym przekształceniom.

 

Z dosyć spektakularnym przykładem takiego przekształcenia mamy do czynienia obecnie w Czechach. Tradycyjne czeskie pismo odręczne jest dosyć skomplikowane, a dla cudzoziemców często wręcz trudne do odczytania, z racji całkowicie odmiennego niż w innych językach sposobu pisania kilku liter: wielkich Q, S, Z, małych r, z. Dlatego w sumie nie ma nic dziwnego, że to właśnie w tym kraju podjęto próbę reformy tego pisma, trzeba przyznać, że dosyć radykalnej. Grupa pedagogów związanych z Uniwersytetem Karola w Pradze: Radana Lencová, Tomasz Brousil i Franciszek Štorm stworzyła nowy wzór pisma odręcznego, nazwany Comenia Script na cześć siedemnastowiecznego lidera czeskich protestantów Jana Amosa Komenskiego, będącego zarazem twórcą czeskiej pedagogiki naukowej. Pismo Comenia Script jest wzorowane na piśmie drukowanym, w wersji podstawowej zakłada rozdzielne pisanie poszczególnych liter. Pismo ma dwa warianty – prosty i ukośny. Projekt jest do pewnego stopnia otwarty na indywidualizację – dopuszcza fakultatywne łączenie liter, a część znaków ma różne warianty do wyboru. Obecnie nowe pismo jest testowane. Naucza się go w czterdziestu wybranych szkołach podstawowych na terenie całego kraju. Faza testowa ma trwać dwa lata, do jesieni 2012 roku. Po tym okresie projekt ma być albo rozszerzony, albo zaniechany. Propozycja, choć niewątpliwie daleko idąca, nie jest niczym zaskakującym, jeśli się weźmie pod uwagę opisaną na wstępie sytuację aktualną.

czeskie pismo 

Zaskakująca jest natomiast reakcja Czechów. Nie jest to naród jakoś szczególnie znany ze swego konserwatyzmu. Wręcz przeciwnie, w dość konserwatywnej Europie Środkowej uchodzą oni za względnych postępowców. Nowinki obyczajowe i kulturowe przyjmują się u nich znacznie szybciej, aniżeli w Polsce, czy na Słowacji. A jednak propozycja zmiany nauczanego w szkołach wzoru pisma odręcznego na inny wywołała falę krytyki. Przeciwni są niektórzy grafologowie, obawiający się, że reforma spowoduje ograniczenie zindywidualizowania pisma, co znacznie utrudniłoby ich pracę. Ich protest jest więc jak najbardziej zrozumiały – bronią swoich konkretnych interesów. Protestują jednak również rodzice, a nawet młodzież. Podnoszony jest często argument, że reforma jest zamachem na tradycyjną czeską kulturę. Jest to nieco dziwne, zważywszy że wzór pisma, który ma być zastąpiony przez Comenia Script, nie jest wcale taki stary i dostojny, powstał bowiem po pierwszej wojnie światowej. Można jednak Czechów zrozumieć, gdyż był to okres intensywnego kształtowania się czeskiej tożsamości narodowej, toteż wszystko, co w nim powstało, cieszy się ich szczególnym sentymentem. W taki sposób, między innymi , przejawia się czeski patriotyzm. Dlatego też sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak się na pierwszy rzut oka wydaje.

 

Jako konserwatysta jestem przeciwny zmianom złym, głupim i niepotrzebnym. Nie jestem jednak przeciwny zmianom dobrym, mądrym i potrzebnym, a to, że przydarzają się one po wielekroć rzadziej, niż te pierwsze, to już zupełnie inna sprawa. Zmiana niepraktycznego, skomplikowanego, a dla obcokrajowców praktycznie nieczytelnego, międzywojennego kroju pisma na prostszy i bardziej uniwersalny, wydaje się należeć do tej drugiej kategorii. Należałoby jednak uszanować historycznie uwarunkowane uczucia Czechów i mając je na względzie,  nowe pismo wprowadzać na zasadzie całkowitej dobrowolności.

 

21:13, svetomir , JĘZYK
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 grudnia 2010

Lubię pisać notki blogowe zainspirowane komentarzami, często krytycznymi, umieszczonymi pod poprzednimi moimi wpisami. Sam nie wiem, dlaczego tak jest. Być może dlatego, że lubię dyskutować, a wpisy tego rodzaju wnoszą do mojego blogowania elementy swego rodzaju dyskusji. Ostatnimi czasy na moim blogu na salonie24, pod wpisem "Pośpiech, czy opieszałość?" pojawił się komentarz niejakiego Wani o treści następującej: "Pospiech, pospieszny, pospieszyć. Polska języka, trudna języka." Istotnie, trudna. Dla Wani za trudna.

 

Zajrzyjmy do Słownika Języka Polskiego PWN,  który jest w tej materii źródłem najbardziej miarodajnym. Dla Wani za trudna. Słowo "pospiech" w języku polskim nie istnieje. Jedyną dopuszczalną formą jest użyty przeze mnie "pośpiech". Bardziej skomplikowana sprawa jest z "pospiesznym" i "pospieszyć". W tym przypadku prawidłowe są zarówno te formy, jak też alternatywne "pośpieszny" i "pośpieszyć".

 

 

Czy jednak to, że obydwie są prawidłówe, znaczy automatycznie, że obydwie są równie dobre? A co to w ogóle  znaczy, że słowo jest dobre, albo złe? Podstawowym kryterium jest funkcjonalność. Dobre słowo to użyteczne słowo. Co decyduje o użyteczności słów. Moim zdaniem jednym z jej najważniejszych aspektów jest jednoznaczność. Oczywiście są sytuacje, gdy to wieloznaczność jest pożądana, dla przykładu w poezji, gdyby była zupełnie nieprzydatna, to by się nie wykształciła, ale w mowie codziennej to jednoznaczność ma o wiele więcej zalet. Spróbujmy więc przyjrzeć się obydwu formom pod kątem jednoznaczności. Najlepiej to uczynić analizując podstawowe czasowniki od których pochodzą te wszystkie słowa, a więc odpowiednio "spieszyć" i "śpieszyć". Sięgnijmy w tym celu do wspomnianego już Słownika Języka Polskiego PWN. Słowo "spieszyć" ma dwa znaczenia: "1.szybko iść lub jechać dokądś. 2. zrobić coś tak szybko, jak to jest możliwe" i "uczynić kogoś pieszym, każąc mu zsiąść z konia lub wysiąść z pojazdu mechanicznego ", słowo "śpieszyć" zaś tylko jedno - " 1.szybko iść lub jechać dokądś. 2. zrobić coś tak szybko, jak to jest możliwe". Analogicznie dla strony zwrotnej, "spieszyć się" ma dwa znaczenia: "1.szybko coś robić 2.mieć mało czasu na coś 3.o zegarze: wskazywać godzinę późniejszą, niż jest w rzeczywistości " i "o żołnierzu: zsiąść z konia lub wysiąść z pojazdu mechanicznego", zaś "śpieszyć się" tylko jedno - " 1.szybko coś robić 2.mieć mało czasu na coś 3.o zegarze: wskazywać godzinę późniejszą, niż jest w rzeczywistości". Formy zaczynające się od litery "ś" są więc bardziej jednoznaczne, a w konsekwencji pod tym względem lepsze.

08:42, svetomir , JĘZYK
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 czerwca 2010

Katastrofa smoleńska swoim porażającym ogromem wywarła niezatarte piętno nie tylko na polskim życiu politycznym, ale także na wszystkich aspektach polskiej kultury, w tym i na języku. Wpływ ten jest niewątpliwie wielokierunkowy, ja jednak chciałbym się w tym tekście skupić tylko na jednym szczególnym elemencie. W takich momentach historii często się okazuje, że język nasz jest zbyt ubogi i brakuje mu słów na określenie wszystkich aspektów rzeczywistości. W tym konkretnym przypadku w języku polskim brakuje człowieka, który zginął. Ten, który zmarł, to zmarły; ten, który umarły; ten, który poległ, to poległy; ten, który zaginął, to zaginiony, a ten, który zginął nie ma swojego określenia. W takim przypadku najczęściej używamy określenia "tragicznie zmarły", jednak wyraźnie czujemy, że pozostawia ono znaczący niedosyt w zakresie precyzji. W końcu pojęcie "tragicznie zmarł" jest znacznie szersze niż "zginął". Przecież tragicznie zmarł ( w szerokim sensie) każdy, kogo śmierć była dla kogoś innego tragedią.

 

Zawsze byłem zwolennikiem maksymalnej precyzji w wyrażaniu się. W imię tej maksymalizacji postuluję niniejszym ustalenie brzmienia imiesłowu czasownikowego biernego dla czasownika zginąć. Użyłem sformułowania ustalenie, nie zaś utworzenie, gdyż nie można wykluczyć możliwości, że taki imiesłów istnieje od dawna, tyle że wyszedł już z powszechnego użycia, albo też nigdy nie zdołał się upowszechnić. Pozostawmy na razie tę kwestię na boku i zabierzmy się do sprawy tak, jakby trzeba było ów imiesłów stworzyć ex nihilo. W takim przypadku trzeba się do sprawy zabrać per analogiam, czyli przyjrzeć się imiesłowom biernym czasowników zbliżonych konstrukcyjnie do "zginąć". Jest takich mnóstwo, ale tylko dwa spośród tych, które przychodzą mi do głowy, mają tę samą szczególną właściwość, co zginąć, a mianowicie, będąc strony czynnej wykazują składniowe cechy strony zwrotnej. Są to zniknąć i zaginąć. Co do tego drugiego, to sprawa jest prosta i nie budząca najmniejszych wątpliwości - posiada on imiesłów przymiotnikowy bierny, który brzmi zaginiony. Z pierwszym jest natomiast dużo więcej komplikacyj. Jego imiesłów bierny po pierwsze jest dosyć rzadko używany, po drugie zaś przybiera dwie odmienne formy: zniknięty i znikniony. Pierwsza jest powszechniejsza we współczesnej polszczyźnie potocznej, zaś druga w tekstach staropolskich i poetyckich. Oto kilka przykładów:

 

Wtem wszystko przepada... i widzi, o dziwy -

Świat jasnych urojeń znikniony!

I siebie zmienioną w krzak brzydkiej pokrzywy,

A młodzian stał w oset zmieniony.

Adam Asnyk

 

"Że twój but prawy powieszą w Sybilli,

A o znikniony lewy będą skargi". -

Nie mówię więcéj, bo mój rym już kwili

I łzami się już zalewają wargi!

Juliusz Słowacki

 

lecz chmur błysk zjawi się i już znikniony,

tenci nie znikał zaś, lecz rósł w pożogę,

więc w duszy: - Co to? - pytam się zdumiony.

Dante Alighieri w przekładzie Anny Świderskiej

 

Mnie osobiście druga forma wydaje się bardziej dostojna i elegancka, co łatwo można obronić, podpierając się autorytetem cytowanych wyżej twórców. Z analizy tych dwóch czasowników wynika więc dosyć jednoznacznie, że imiesłowem przymiotnikowym biernym dla czasownika zginąć jest zginiony. Co ciekawe, słowo takie występuje w dosyć licznych tekstach staropolskich, literackich i gwarowych. Oto przygarść cytatów:

 

Czym się za młodu skorupka nawarzy,

Już z ni na starość tego nie wyparzy.

Także i młody we złe zaprawiony,

Już jest zginiony.

Anonim gdański z 1643 roku

 

Juześ zginiony, jus potampsiony. Nie ufaj Bogu, stois na psiekielnam progu. Dekret na ciebzie, ześ Boga straciuł, kto ci za to zapłaciuł?

Ludowe jasełka kurpiowskie

 

Jestem zginiony — odpowiedział Tadeusz — daj mi pokój, cóż komu do tego, kiedym szczęśliwy!

Józef Ignacy Kraszewski

 

By w chęć nieprzyjacielską, dawnom ja zginiony;

Będzież (mówią) ten kiedy dzień błogosławiony,

Że go leżąc na marach ostatnich ujrzemy,

A tym wdziadłem oczy napasiemy?

Jan Kochanowski

 

Jak wyraźnie widać, we wszystkich przytoczonych przykładach, słowo zginiony pełni, bez najmniejszej wątpliwości, rolę imiesłowu przymiotnikowego biernego czasownika zginąć. Nie można więc mieć wątpliwości co do tego, że jest to prawidłowa forma tego imiesłowu. Język jest  zasadniczo systemem spójnym i logicznym. Dlatego drogą analogii można by ustalić brzmienie dawno zapomnianego imiesłowu, nawet w przypadku, gdyby nie było świadectw w tej kwestii.

13:31, svetomir , JĘZYK
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 czerwca 2010

klon

Gruszki na wierzbie są przysłowiowym określeniem obietnicy niemożliwej do spełnienia, synonimem czegoś niemożliwego, czegoś co żadną miarą w świecie rzeczywistym zaistnieć nie może. Szczególnie często używa się go w odniesieniu do mało realnych obietnic, składanych przez polityków w okresach przedwyborczych. W wyrażeniu tym słychać echo ewangelicznego zdania "Czyż zbierają z ciernia jagody winne, albo z ostu figi?" (Mt. 7.20).

 

 

Dziś jednak chciałbym się przyjrzeć temu powiedzeniu nie z kulturowego, a z przyrodniczego punktu widzenia. Chciałbym się zastanowić nad tym, czy jest fizycznie możliwe, aby gruszki wyrosły na wierzbie? Na pierwszy rzut oka jnie ma takiej możliwości, albowiem gruszki rosną na gruszach (łac. Pyrus), nie zaś na wierzbach (Salix).  Teoretycznie jest co prawda możliwe zaszczepienie gałązek gruszy na drzewach najbliżej z nią spokrewnionych gatunków. Nie jest to jednak wykonalne już nawet w odniesieniu do całej rodziny Różowatych (Rosaceae), tym bardziej więc nie da się tego uczynić w przypadku odległej taksonomicznie wierzby. To że gruszki mogą rosnąć tylko na gruszy i drzewach blisko z nią spokrewnionych nie wyklucza jednak możliwości jednoczesnego wyrastania także i na wierzbach. Tak się bowiem składa, że drzewa nie zawsze rosną bezpośrednio w ziemi. Zapewne każdy z nas widział nieraz drzewa wyrastające z dachów i murów zaniedbanych budynków.

 

 

Czasami zdarza się też, że drzewa wyrastają na spróchniałych fragmentach koron innych drzew, jak to ma miejsce w przypadku maleńkiego okazu Klonu zwyczajnego (Acer platanoides) wyrastającego w pośrodku korony Robinii akacjowej (Robinia pseudoacacia), co zostało uwiecznione na załączonej fotografii. A tak się składa, że właśnie niektóre wierzby należą do gatunków szczególnie podatnych na owo próchnienie, a co za tym idzie na wyrastanie innych drzew w swojej koronie. Jakieś dziesięć lat temu zdarzyło mi się, że szedłem podwieczorną porą z opactwa cystersów w Szczyrzycu przez szczytu góry Ciecień na stację kolejową w Kasinie Wielkiej. Po drodze, w miejscowości nomen omen Wierzbanowa, ujrzałem sporej wielkości Wierzbę białą (Salix alba), z której korony wyrastała całkiem pokaźna Brzoza brodawkowata (Betula pendula). Co prawda sfotografowałem wtedy to osobliwe zjawisko, ale z racji nałożenia się trzech niekorzystnych okoliczności, a mianowicie słabych warunków oświetleniowych, niskiej jakości aparatu fotograficznego i moich bardzo małych umiejętności w tej dziedzinie, zdjęcie wyszło bardzo słabe i niewyraźne. Do tego, w ciągu lat, które minęły od czasu tego wydarzenia, zarówno klisza, jak i odbitka gdzieś mi zaginęły, nie mogę więc do niniejszego opisu dołączyć adekwatnej fotografii. Nie zmienia to jednak faktu, że spora brzoza na wierzbie wyrosnąć może. A skoro może brzoza, to może i grusza.

 

Wyrośnięcie gruszek na wierzbie nie jest więc całkowicie niemożliwe, chociaż bez najmniejszej wątpliwości jest to zjawisko  niezwykle rzadkie. Tak też należy chyba traktować  również te przysłowiowe "gruszki na wierzbie", nie jako niemożliwe, ale jako bardzo mało prawdopodobne. Nie ma bowiem na świecie rzeczy niemożliwych, są jednak takie, których prawdopodobieństwo zaistnienia jest bardzo znikome.

20:57, svetomir , JĘZYK
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 grudnia 2009

Uchylsko

Myślę, że wszyscy uważni czytelnicy mojego bloga wiedzą doskonale o tym, iż jestem zwolennikiem poglądu, zgodnie z którym w języku polskim zarówno nazwiska, jak i nazwy miejscowe, w tym także obce, należy odmieniać przez przypadki zawsze, kiedy tylko jest taka możliwość. Pisałem już w tym kontekście o Ałmatym i Dauże, oczywiście gorąco zachęcając do odmieniania nazw tych dwóch miast. Jestem przekonany, że odstępowanie od odmiany nazwisk i nazw miejscowych obcych i w odmianie kłopotliwych prowadzi do stopniowego zaniku fleksyjnego charakteru naszego języka, który w ten sposób przestaje być językiem polskim, a staje się kalką angielskiego. O tym że nie są to obawy bezpodstawne, świadczy powyższe zdjęcie. Dowodzi ono, że niektórzy nie odmieniają już nie tylko nazw obcych i w odmianie trudnych, ale także polskich i łatwych do odmieniania. Nazwa miejscowości Uchylsko odmienia się łatwo i w sposób oczywisty, analogicznie jak Kłodzko, Busko, czy Brzesko. Powinno więc być napisane "objazd do Uchylska", a nie "objazd do Uchylsko", jak napisali mądrzy inaczej drogowcy. Najwidoczniej jednak od pracowników zarządu dróg umiejętność odmiany przez przypadki nie jest wymagana.

16:55, svetomir , JĘZYK
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 listopada 2009

Świety Pius Forgione

W ostatnich latach często się spotykamy z nieprawidłową, nietradycyjną nomenklaturą odnoszącą się do niektórych świętych i błogosławionych Kościoła Rzymskokatolickiego, zwłaszcza tych co nowszych. Najczęstszym błędem jest umieszczanie przed imieniem tytułów duchownych lub zakonnych. I tak na przykład, powszechnie, chociaż błędnie mówi się i pisze: Św. Siostra Faustyna, Św. Ojciec Pio, Św. Brat Albert, Bł. Matka Teresa z Kalkuty, gdy tymczasem prawidłowo powinno się mówić i pisać Św. Pius z Pietrelciny, kapłan i zakonnik, Św. Albert Chmielowski, zakonnik, Św. Faustyna zakonnica, Bł. Teresa z Kalkuty zakonnica. Jedynym wyjątkiem, kiedy to można użyć tytułu "ojciec" czy "matka" przed imieniem świętego lub świętej, są formuły modlitewne i liturgiczne odnoszące się do zakonodawców i zakonodawczyń. I tak dla przykładu franciszkanin może w modlitwie czy liturgii użyć formuły "ze świętym Ojcem naszym Franciszkiem", a benedyktyn "ze świętym Ojcem naszym Benedyktem". Jeśli ktoś nie jest jeszcze przekonany, to jako ostatni w tej kwestii argument, wspomnę, że mówimy przecież i piszemy „święty Kzimierz królewicz”, a nie „święty królewicz Kazimierz i nikt tego nie kwestionuje, mimo że za zycia mówiono o nim „królewicz Kazimierz”, tak tez jest nadal tytułony w pracach historycznych pozbawionych hagiograficznego charakteru.

 

Na przykładzie świętego Piusa z Pietrelciny widoczny jest również drugi z pospolitych błędów. Chodzi o zachowanie włoskiej formy jego imienia, mianowicie Pio. Jest to forma ewidentnie błędna. Co prawda żywy język polski odszedł już niestety od generalnej zasady tłumaczenia imion, zachował ją jednak dla kilku grup osób, między innymi dla monarchów i właśnie świętych. Dlatego ów kapucyński święty zawsze powinien być nazywany Piusem, nigdy zaś Piem. Podobna sytuacja dotyczy świętego Józefa Marii Escrivá de Balaguera y Albas, pospolicie u nas zwanego Josemarią, założyciela Opus Dei. Josemarią to on jest w Hiszpanii i innych krajach hiszpańskojęzycznych, u nas zaś jedynie Józefem Marią.

 

Trzeci pospolity błąd w nazewnictwie współczesnych świętych, to nazywanie zakonników i zakonnic ich świeckimi imionami, zamiast zakonnych (to samo dotyczy także papieży i ich imion). Najjaskrawszym przykładem tego rodzaju błędu jest mówienie o Św. Edycie Stein, które niestety przenika nawet do liturgii. Nie dalej jak tydzień temu słyszałem celebransa, który wymieniając imiona świętych w Drugiej Modlitwie Eucharystycznej wspomniał między innymi "świętą Edytę Stein". Tymczasem w rzeczywistości została ona kanonizowana jako święta Teresa Benedykta od Krzyża (co wynika z karmelitańskiej tradycji, zgodnie z którą członków i członkinie tej rodziny zakonnej tytułuje się nie tylko imieniem zakonnym, zastępującym imię świeckie, ale także towarzyszącym mu zakonnym predykatem, zastępującym nazwisko) i wyłącznie w ten, a nie żaden inny sposób należy ją tytułować w modlitwie i liturgii. W tekstach katechetycznych, publicystycznych i innych można użyć sformułowania „ święta Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein)” lub w ostateczności „ święta Teresa Benedykta Stein”. Ta ostatnia forma nie jest do końca zgodna ze wspomnianą wyżej karmelitańską tradycją, można ją jednak uzasadnić wieloma i to dawnymi precedensami. I tak świętą Teresę od Jezusa nazywa się nieraz świętą Teresą z Ávili, świętą Teresę od Dzieciątka Jezus świętą Teresą z Lisieux, a świętego Rafała od Świętego Józefa świętym Rafałem Kalinowskim. Określenia „Edyta Stein” można moim zdaniem używać jedynie w tekstach biograficznych, w odniesieniu do okresu jej życia przed wstąpieniem do Karmelu. Powinno to być chyba oczywiste. Nikt przecież nie nazywa świętego Piusa z Pietrelciny świętym Franciszkiem Forgione, a świętego Piusa X świętym Józefem Sarto.

 

Powyższe rozważania w mniejszym stopniu mają charakter religijny w większym zaś językowy. Używanie wymienionych wyżej błędnych form nie jest heretyckie, jest natomiast nieeleganckie. Język jest systemem uporządkowanym i nie należy wymyślać nowych form, tam, gdzie w analogicznych przypadkach z powodzeniem funkcjonują stare.

19:43, svetomir , JĘZYK
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 maja 2009

 

Co jakiś czas coś ważnegoo dzieje się w Bombaju, a jeszcze częściej w Pekinie. Zawsze przy takich okazjach na internetowych forach dyskusyjnych pojawiają się wpisy entuzjastów językowych kalek z angielskiego. Owi foraliści pouczają pozostałych, że rzekomo powinno się mówić i pisać Mumbaj i Bejing, a nie Bombaj i Pekin. Oczywiście nie mają oni racji. Uzasadniają oni swój pogląd tym, że władze Indyj i Chin zmieniły angielskie nazwy tych miast. Owszem, angielskie nazwy zostały zmienione, ale polskie nie. Te ostatnie są określone w Wytycznych. A te ostatnie stanowią jednoznacznie - polskimi nazwami omawianych miast są Bombaj i Pekin. Mówiąc i pisząc po polsku powinniśmy używać polskiego nazewnictwa geograficznego. Dotyczy to nie tylko Bombaju i Pekinu. Mówimy więc i piszemy Monachium, a nie München, Leodium, a nie Liege i Florencja, a nie Firenze.Co jakiś czas coś ważnegoo dzieje się w Bombaju, a jeszcze częściej w Pekinie. Zawsze przy takich okazjach na internetowych forach dyskusyjnych pojawiają się wpisy entuzjastów językowych kalek z angielskiego. Owi foraliści pouczają pozostałych, że rzekomo powinno się mówić i pisać Mumbaj i Bejing, a nie Bombaj i Pekin. Oczywiście nie mają oni racji. Uzasadniają oni swój pogląd tym, że władze Indyj i Chin zmieniły angielskie nazwy tych miast. Owszem, angielskie nazwy zostały zmienione, ale polskie nie. Te ostatnie są określone w wytycznych Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych poza granicami Polski. A te ostatnie stanowią jednoznacznie - polskimi nazwami omawianych miast są Bombaj i Pekin. Mówiąc i pisząc po polsku powinniśmy używać polskiego nazewnictwa geograficznego. Dotyczy to nie tylko Bombaju i Pekinu. Mówimy więc i piszemy Monachium, a nie München, Leodium, a nie Liege i Florencja, a nie Firenze.

22:40, svetomir , JĘZYK
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 maja 2009

dauha

Dauha, stolica Kataru, niewielkiego emiratu arabskiego, pojawia się w naszych mediach najczęściej z okazji odbywających się w niej imprez sportowych, przedewszystkiem zaś turniejów tenisa ziemnego. I za każdym razem pojawiają się problemy z jej nazwą, a konkretnie z tejże nazwy zapisem, wymową i odmianą przez przypadki. Jeśli chodzi o zapis nazwy, to w piśmiennictwie polskim utrwaliła się forma Dauha, co może nie jest najszczęśliwsze, zważywszy, że oryginalnemu brzmieniu arabskiemu znacznie bardziej odpowiadałby zapis Doha, jednak z racji owego utrwalenia, należy uznać formę Dauha za normatywną, a Doha za oboczną. Co do wymowy, to mówimy, jak piszemy: Dauha wymawiamy da-u-ha, Doha jako do-ha. Wymawianie Dauha jako do-ha nie jest błędem, ale jest dziwaczne. Jest natomiast błędem wymawianie tej nazwy jako dał-ha. Najwięcej problemów stwarza odmiana. Najbardziej elegancką i zgodną z ogólnymi normami językowymi jest odmiana, zarówno formy Dauha, jak i Doha, analogiczna, jak nazwiska Sapieha, a więc:

M. Dauha, Doha

D. Dauhy, Dohy,

C. Dauże, Doże

B. Dauhę, Dohę

N. Dauhą, Dohą

Ms. Dauże, Doże

W. Dauho, Doho.

Z racji rozpowszechnienia jest też dopuszczalna mniej elegancka i niezgodna z ogólnymi normami forma:

M. Dauha

D. Dauhy,

C. Dausze

B. Dauhę

N. Dauhą

Ms. Dausze

W. Dauho.

Absolutnie niedopuszczalne i całkowicie błędne jest natomiast nieodmienianie tej nazwy i pisanie np. "turniej w Doha". Jest to gwałt na języku polskim, który jest z natury fleksyjny.

 

16:38, svetomir , JĘZYK
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 listopada 2008

drzewo genealogiczne 

Ten artykuł to przedruk. Autorem jest Grzegorz Jagodziński. Oryginalna lokalizacja. Rzadko decyduję sie na przedruki, ale to jest temat niezwykle ważny i ciekwawy. Warto wrócic do bogactwa języka w tym zakresie.

Pokrewieństwa i powinowactwa, czyli nazwy z dawna zapomniane


KREWNI WSTĘPNI (-3)

* pradziad (dla prawnuka, prawnuki)
* prababa (dla prawnuka, prawnuki)

KREWNI WSTĘPNI (-2), AGNACI - OJCZYŚCI i KOGNACI - MACIERZYŚCI

* dziad ojczysty / macierzysty (dla wnuka, wnuki)
* baba ojczysta / macierzysta (dla wnuka, wnuki)

KREWNI BOCZNI (-2), AGNACI - OJCZYŚCI i KOGNACI - MACIERZYŚCI

* prastryj (przestryj, dziad stryjeczny) = brat dziada
* prawuj* (przedwieć, dziad wujeczny) = brat baby
* praciota* (przeciota*, baba cioteczna) = siostra dziada / baby

POWINOWACI (-2)

* prastryjna* (baba stryjeczna) = żona brata dziada
* prawujna* (baba wujeczna) = żona brata baby
* prapociot* (dziad cioteczny) = mąż siostry dziada / baby
* praświekier* = dziad męża (dla prasnechy)
* praświekra* = baba męża (dla prasnechy)
* prateść* = dziad żony (dla prazięcia)
* prateścia* = baba żony (dla prazięcia)

KREWNI WSTĘPNI (-1), AGNACI

* ojciec (dla syna, córki)

KREWNI BOCZNI (-1), AGNACI

* stryj (rodzony) = brat ojca (dla synowca, synowicy)
* ciota (ojczysta) = siostra ojca (dla bratańca, bratanicy)
* stryj stryjeczny = syn brata dziada ojczystego (dla niecia, nieściory)
* ciota stryjeczna = córka brata dziada ojczystego (dla niecia, nieściory)
* stryj wujeczny = syn brata baby ojczystej (dla niecia, nieściory)
* ciota wujeczna = córka brata baby ojczystej (dla niecia, nieściory)
* stryj cioteczny = syn siostry dziada ojczystego lub baby ojczystej (dla niecia, nieściory)
* ciota cioteczna = córka siostry dziada ojczystego lub baby ojczystej (dla niecia, nieściory)

KREWNI WSTĘPNI (-1), KOGNACI

* matka (dla syna, córki)

KREWNI BOCZNI (-1), KOGNACI

* wuj (rodzony) = brat matki (dla siostrzeńca, siostrzenicy)
* ciota (macierzysta) = siostra matki (dla siostrzeńca, siostrzenicy)
* wuj stryjeczny = syn brata dziada macierzystego (dla niecia, nieściory)
* ciota stryjeczna = córka brata dziada macierzystego (dla niecia, nieściory)
* wuj wujeczny = syn brata baby macierzystej (dla niecia, nieściory)
* ciota wujeczna = córka brata baby macierzystej (dla niecia, nieściory)
* wuj cioteczny = syn siostry dziada macierzystego lub baby macierzystej (dla niecia, nieściory)
* ciota cioteczna = córka siostry dziada macierzystego lub baby macierzystej (dla niecia, nieściory)

POWINOWACI (-1)

* stryjna = żona brata ojca (dla pociotka, pociotki)
* wujna = żona brata matki (dla pociotka, pociotki)
* pociot = mąż siostry ojca, mąż siostry matki (dla pociotka, pociotki)
* świekier = ojciec męża (dla snechy)
* świekra (świekrew) = matka męża (dla snechy)
* teść (cieść) = ojciec żony (dla zięcia)
* teścia (ćcia) = matka żony (dla zięcia)
* ojczym (dla pasierba, pasierbicy)
* macocha (dla pasierba, pasierbicy)
* ojciec chrzestny (dla chrześniaka, chrześnicy)
* matka chrzestna (dla chrześniaka, chrześnicy)

KREWNI BOCZNI (0)

* brat (dla brata, siostry)
* siostra (dla brata, siostry

* półbrat = syn jednego z rodziców z poprzedniego związku (dla półbrata, półsiostry)
* półsiostra = córka jednego z rodziców z poprzedniego związku (dla półbrata, półsiostry)



* brat stryjeczny = syn brata ojca (dla brata stryjecznego, siostry stryjecznej)
* siostra stryjeczna = córka brata ojca (dla brata stryjecznego, siostry stryjecznej)
* brat wujeczny = syn brata matki (dla brata ciotecznego, siostry ciotecznej)
* siostra wujeczna = córka brata matki (dla brata ciotecznego, siostry ciotecznej)
* brat cioteczny = syn siostry ojca / matki (dla brata wujecznego / ciotecznego, siostry wujecznej / ciotecznej)
* siostra cioteczna = córka siostry ojca / matki (dla brata wujecznego / ciotecznego, siostry wujecznej / ciotecznej)



* brat prastryjeczny = wnuk brata dziada (dla brata prastryjecznego, siostry prastryjecznej)
* siostra prastryjeczna = wnuka brata dziada (dla brata prastryjecznego, siostry prastryjecznej)
* brat prawujeczny = wnuk brata baby (dla brata praciotecznego, siostry praciotecznej)
* siostra prawujeczna = wnuka brata baby (dla brata praciotecznego, siostry praciotecznej)
* brat pracioteczny = wnuk siostry dziada / baby (dla brata prawujecznego / praciotecznego, siostry prawujecznej /
praciotecznej)
* siostra pracioteczna = wnuk siostry dziada / baby (dla brata prawujecznego / praciotecznego, siostry prawujecznej /
praciotecznej)

POWINOWACI (0)

* mąż (dla żony)
* żona (dla męża)



* dziewierz = brat męża (dla bratowej)
* jątrew = żona brata męża (dla jątrwi)
* zełwa = siostra męża (dla bratowej)
* zełwin* = mąż siostry męża (dla szurzyny)
* szurzy = brat żony (dla swaka)
* szurzyna* = żona brata żony (dla zełwina)
* świeść = siostra żony (dla swaka)
* paszenog = mąż siostry żony (dla paszenoga)



* swak = mąż siostry (dla szurzego, dla świeści)
* bratowa = żona brata (dla dziewierza, dla zełwy)



* brat przyrodni (dla brata przyrodniego, siostry przyrodniej; nie mają wspólnego rodzica)
* siostra przyrodnia (dla brata przyrodniego, siostry przyrodniej; nie mają wspólnego rodzica)



* swat, współświekier* = ojciec męża córki
* swatew*, współświekra* = matka męża córki
* współteść* = ojciec żony syna
* współteścia* = matka żony syna
* kum (kmoter) = ojciec chrześniaka / chrześnicy, ojciec chrzestny syna / córki / chrześniaka / chrześnicy (dla kuma, kumy)
* kuma (kmotra) = matka chrześniaka / chrześnicy, matka chrzestna syna / córki / chrześniaka / chrześnicy (dla kuma, kumy)

KREWNI ZSTĘPNI (+1)

* syn (dla ojca, matki)
* córka (dla ojca, matki)

KREWNI BOCZNI (+1)

* synowiec = syn brata (dla stryja)
* synowica = córka brata (dla stryja)
* brataniec = syn brata (dla cioty)
* bratanica = córka brata (dla cioty)
* siostrzeniec = syn siostry (dla wuja, cioty)
* siostrzenica = córka siostry (dla wuja, cioty)



* nieć** (nieść) = wnuk stryja, wnuk wuja, wnuk cioty (dla stryja / wuja stryjecznego / wujecznego / ciotecznego, cioty
stryjecznej / wujecznej / ciotecznej)
* nieściora** = wnuka stryja, wnuka wuja, wnuka cioty (dla stryja / wuja stryjecznego / wujecznego / ciotecznego, cioty
stryjecznej / wujecznej / ciotecznej)

POWINOWACI (+1)

* zięć = mąż córki (dla teścia, teści)
* snecha = żona syna (dla świekra, świekrwi)



* pasierb (dla ojczyma, macochy)
* pasierbica (dla ojczyma, macochy)
* chrześniak (dla ojca chrzestnego, matki chrzestnej)
* chrześnica (dla ojca chrzestnego, matki chrzestnej)



* pociotek (dla stryjny, wujny, pociota)
* pociotka (dla stryjny, wujny, pociota)

KREWNI ZSTĘPNI (+2)

* wnuk (dla dziada, baby)
* wnuka (dla dziada, baby)

POWINOWACI (+2)

* prazięć* = mąż wnuki (dla prateścia, prateści)
* prasnecha* = żona wnuka (dla praświekra, praświekry)

KREWNI ZSTĘPNI (+3)

* prawnuk (dla pradziada, prababy)
* prawnuka (dla pradziada, prababy)

Uwaga: o pokrewieństwie mówimy, gdy jedna osoba jest przodkiem drugiej (np. ojciec ? syn) lub gdy obie mają wspólnego
przodka (np. brat ? siostra). O powinowactwie mówimy, gdy dane osoby nie są spokrewnione i ich relacja opiera się na
zawartym małżeństwie (np. mąż ? żona), przysposobieniu itd.

Część podanych terminów wychodzi z użycia lub już została zapomniana, niektóre kilka wieków temu. W zestawieniu pominięto
specjalne wypadki powinowactwa, jak np. mamka, brat mleczny (karmiony piersią tej samej kobiety), siostra mleczna, niańka.

* - terminy hipotetyczne, słabo zaświadczone lub niepewne (w tym kalki nazw łacińskich itd.)

** - terminy o znaczeniu niepewnym (tu podano znaczenie za Bańkowskim)



za
http://www.eioba.pl/a87623/terminologia_pokrewienstwa_i_powinowactwa

21:20, svetomir , JĘZYK
Link Komentarze (1) »
wtorek, 04 grudnia 2007

Ałmaty

Ciekawy problem językowy, a konkretnie gramatyczny pojawił sie w związku z właśnie zakończonymi eliminacjami do mistrzostw starego kontynentu w piłce nożnej. Jak wiadomo mieliśmy w grupie reprezentację Kazachstanu. Swoja droga bardzo ciekawe jest to, że azjatyckie kraje posowieckie, w tym Kazachstan pod względem piłkarskim zaliczają się do Europy. Nie będę się rozwodził nad przyczynami tego faktu, choć mam na ten temat swoja teorię. Jednak nie piszę na swoich blogach o sporcie i nie zamierzam tego zmieniać. Musi być jakaś dziedzina, o której nie piszę.

 

 

Tak sie ciekawie złożyło, ze Kazachowie większość meczów, w których byli gospodarzami rozgrywali w swojej dawnej stolicy, mieście o nazwie Ałmaty. Pewnie dlatego, ze jest to największe miasto w Kazachstanie, możliwe, że ma też najlepszy w kraju stadion. Za czasów Związku Sowieckiego miasto to w języku nazywało się, za pośrednictwem języka rosyjskiego Ałma-Ata. I przynajmniej nie było problemu z odmianą tej nazwy, bo traktowano ja jak pospolity rzeczownik liczby pojedynczej rodzaju żeńskiego.

 

Byłoby jednak pozbawione sensu, by w dobie niepodległości Kazachstanu używać jego rosyjskiej nazwy. Kontakty z tym krajem są na tyle wątłe, ze nie wytworzyła sie dla tego miasta nazwa polska, łatwa do odmiany. I stad powstają problemy. Najczęściej w mediach nazwa „Ałmaty” jest odmieniana tak, jakby był to rzeczownik liczby mnogiej rodzaju niemęskoosobowego. Tymczasem w rzeczywistości jest to rzeczownik liczby pojedynczej rodzaju nijakiego.

 

Stwarza to nie lada problem gramatyczny. Być może jest w naszym języku jakiś wyraz w tym rodzaju i liczbie kończący sie na -ty, ja takowego jednak nie znam. Toteż propozycję odmiany słowa Ałmaty, która poniżej przedstawię, przygotowałem na czuja. Zapraszam szanownych czytelników do dyskusji i wnoszenia poprawek.

M.Ałmaty

D.Ałmata (lub Ałmatego, tu mam największą wątpliwość)

C.Ałmacie

B.Ałmaty

N.Ałmatym

Ms.Ałmacie

 

Tworzenie wołacza moim zdaniem nie ma sensu, przy tego rodzaju słowach. Ałmaty to nie warszawa, nikt w Polsce inwokacji do niego pisać nie będzie. Oczywiście, pojawiające się gdzieniegdzie sugestie, aby słowa „Ałmaty” po prostu nie odmieniać, zdecydowanie odrzucam. Język polski jest fleksyjny i również nazwy własne powinno sie odmieniać, jeśli sie tylko da. A tę sie da, choć z trudem. Więc odmieniać trzeba.

11:19, svetomir , JĘZYK
Link Komentarze (5) »
sobota, 08 września 2007

 Słownik  Dziwny tytuł tego tekstu jest w dosyć specyficzny sposób powiązany z treścią. Nie traktuje bowiem moja dzisiejsza wypowiedź o postaciach idej, cokolwiek by to znaczyło, ale o postaciach z osobna i o ideach z osobna. Chcę tym tekstem bronić używania tych słów właśnie w tych formach, jakie podałem w tytule. A więc dopełniacz liczby mnogiej od słowa idea w formie idej, nie zaś idei. Mianownik zaś liczny mnogiej od słowa postać w formie postacie, nie zaś postaci. Główną przesłanką za wyborem wzmiankowanych jest kwestia jednoznaczności. Język powinien być precyzyjny i jednoznaczny na tyle, na ile jest to możliwe. Jednym zaś z kryteriów jednoznaczności jest jednoznaczność gramatyczna. Pod tym terminem rozumiem taką sytuację, w której nawet wyrwane z kontekstu słowo będziemy mogli określić gramatycznie, a więc w przypadku rzeczowników podać jego przypadek, rodzaj i liczbę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że konstrukcja naszego języka jest taka, iż biernik często jest identyczny z dopełniaczem itd. Tego uniknąć nie można. Za absolutne minimum uważam jednak rozróżnialność mianownika od przypadków zależnych i liczby pojedynczej od mnogiej. W formach przeze mnie krytykowanych tej rozróżnialności nie ma. Wyraz idei jest jednocześnie dopełniaczem liczby pojedynczej i mnogiej, a wyraz postaci jednocześnie mianownikiem liczby mnogiej oraz dopełniaczem, celownikiem i miejscownikiem liczby pojedynczej a także dopełniaczem liczby mnogiej. Dlatego jestem gorącym zwolennikiem tych form, które umieściłem w tytule. A tytuł jest taki, jaki jest, bo nie zdołałem wymyślić lepszego, który by je obie w sobie zawierał.


 

Każdemu chyba wiadomo, że język polski jak zresztą każdy język żywy, zmienia się i ewoluuje. Niektóre z tych zmian są naturalne, inne zaś zadekretowane przez uprawnione władze. Do tych ostatnich należy wielka reforma języka polskiego, a zwłaszcza ortografii polskiej przeprowadzona w latach trzydziestych XX stulecia przez tak zwana Komisję Ortograficzną. Większość przeprowadzonych wtedy zmian nie wzbudza juz obecnie kontrowersyj (chociaż w okresie wprowadzania wzbudzały prawie wszystkie). Kilka jednak dotąd jest mocno kontrowersyjnych. Chciałbym tu zwrócić uwagę szczególnie na jedną z nich, mianowicie na likwidację specyficznej końcówki dopełniacza liczby mnogiej rzeczowników rodzaju żeńskiego, pochodzących głownie z łaciny lub greki, a kończących się na -ia, -ja, czy -ea. Chodzi o takie słowa jak konstytucja, komisja, litania, czy właśnie idea. Przed reformą dopełniacz liczby pojedynczej tych słów brzmiał odpowiednio: konstytucji, komisji, litanii i idei, a liczby mnogiej: konstytucyj, litanij, komisyj i idej. Po reformie zaś dopełniacz liczby mnogiej brzmi tak samo jak pojedynczej. Skoro jednak reforma została zadekretowana, to może nie pozostaje nam nic innego, jak się do niej stosować? Okazuje się, że nie, gdyż Komisja Ortograficzna zostawiła pewna furtkę. Na szóstym i ostatnim spotkaniu, które się odbyło w dniach 20-21 kwietnia 1936 roku, na którym przyjęto „większość dotychczasowych uchwał, a dyskutowano ponownie tylko te, które poprzednio lub na ostatnim zebraniu wywołały zastrzeżenia”, rozpatrzono również pisownię końcówek dopełniacza liczby mnogiej znacznie ograniczając jej zakres występowania: „Uznając za normalne nierozróżnianie dopełniacza l. poj. i mn., jako nieistniejące w żywym języku, dopuszczono jednak formę oboczną dopełniacza l. mn. -yj, -ij w wypadkach, gdzie chodzi o usunięcie dwuznaczników czy niepewności, zwłaszcza w języku naukowym, prawniczym, administracyjnym: sesji:sesyj, racji:racyj, linii:linij... jak pisze Beata Zaluza w swojej pracy doktorskiej omawiającej między innymi tę reformę. Z powyższego wynika jasno, że dopełniacz liczby mnogiej w formie identycznej z dopełniaczem liczby pojedynczej (oczywiście w odniesieniu do omawianej grupy rzeczowników) nie jest bynajmniej obowiązkowy. Jest zalecany, nawet stanowczo zalecany, to fakt, ale stosowanie starej formy w języku pisanym jest dopuszczalne. Nie ma późniejszych aktów normatywnych w tej kwestii, nie była ona już poruszana. Nie ma więc przeszkód, aby pisać i publikować teksty z użyciem starych form tychże słów. Dodatkowym argumentem za taką praktyką jest stosowanie jej wiele lat po reformie przez tak wybitne autorytety w dziedzinie szeroko pojętej humanistyki jak Władysław Tatarkiewicz, Feliks Koneczny, Julian Krzyżanowski, czy Czesław Miłosz. Specjalnie wybrałem przedstawicieli różnych opcyj ideologicznych, aby wykazać, że stosowanie starej praktyki nie jest obciążone stygmatem wyboru o charakterze politycznym. Ostatni z wymienionych stosował tę praktykę nieco niekonsekwentnie, jak mniemam z pełną świadomością i rozmysłem. Na przykład w Zniewolonym umyśle można znaleźć następujące zdanie traktujące o Gałczyńskim: Ponieważ podobał się czytelnikom, miał wiele propozycji z redakcyj i radia. W zdaniu tym widać, że owa niekonsekwencja (w świetle powyższego jak najbardziej dopuszczalna), ma walor artystyczny. Zdanie tak skonstruowane brzmi lepiej od zdania zawierającego dwie identycznie brzmiące formy. Liberalne podejście do wytycznych komisji ma więc poza praktycznym także artystyczny walor. Zachęcam więc do tej praktyki, choć przyznaję, że i ja sam nie w każdym tekście mogę ją zastosować, niektóre bowiem redakcje życzą sobie tekstów pisanych językiem nowoczesnym.


 

Drugi problem jest znacznie prostszy. Skoro normy językowe dopuszczają obydwie formy nic nie stoi na przeszkodzie, aby konsekwentnie i w każdych cyrkumstancjach stosować lepszą. A która forma jest lepsza, postacie, czy postaci? Zdecydowanie postacie. Jak już napisałem wyżej jej wielką zaletą jest jednoznaczność. Poza tym postaci jako mianownik strasznie ranią uszy. Przynajmniej moje, a mniemam, iż nie tylko moje.


 

Mam nadzieję, ze moje wywody kogoś przekonały, a jeśli nawet nie przekonały to zaciekawiły, zastanowiły i skłoniły do przemyśleń. Ja osobiście myślę, że nie warto zawsze gnać za nowinkami. Czasem trzeba przyznać, że stare jest lepsze. Nie znaczy to, że jestem przeciwny zmianom w języku. Jestem przeciwny jedynie bezsensownym zmianom.

 

10:33, svetomir , JĘZYK
Link Komentarze (1) »