MIEJSCA

czwartek, 26 listopada 2015

Czechy

Aktywni ostatnio rodzimi antyklerykałowie w swojej walce z Kościołem katolickim i obecnością religii w przestrzeni publicznej używają różnych, często kuriozalnych argumentów. Jednym z nich jest powoływanie się na przykład Czech, które wydają się im ateistycznym rajem. Oto typowy przykład, zaczerpnięty z forum dyskusyjnego gazeta.pl: „Wiele krajów poradziło sobie z tymi zabobonami (przykład Czechy, które nawet korony nie przeznaczają na gusła).” Czy naprawdę Czechy są takie, jak je widzą w swoich marzeniach przypaleni palikociarze? Czy faktycznie w społeczeństwie czeskim dominują ateiści, a religia nie jest obecna w życiu publicznym, a przynajmniej państwowym? Przyjrzyjmy się temu zagadnieniu bliżej.

 

 

Najpierw spójrzmy na listę dni wolnych od pracy w Republice Czeskiej. Naszych antyklerykałów bowiem bardzo boli to, że w Polsce dniami wolnymi są święta Bożego Ciała, czy Trzech Króli. Jak to jest w Czechach? Oto lista dni wolnych w Republice Czeskiej, za czeską wikipedią:

-1 stycznia – Dzień odnowienia samodzielnego państwa czeskiego (Den obnovy samostatného českého státu) – na pamiątkę utworzenia samodzielnej Republiki Czeskiej w 1993, Nowy rok

-Poniedziałek wielkanocny (Velikonoční pondělí)

-1 maja – Święto pracy (Svátek práce)

- 8 maja – Dzień zwycięstwa (Den vítězství) (zakończenie II wojny światowwej w Europie)

-5 lipca – Dzień apostołów Słowian Cyryla i Metodego (Den slovanských věrozvěstů Cyrila a Metoděje) – na pamiątkę zapoczątkowania chrześcijaństwa w Państwie Wielkomorawskim w 863

- 6 lipca – Dzień spalenia Jana Husa (Den upálení mistra Jana Husa) - na pamiątkę tego wydarzenia w 1415 roku

- 28 września – Dzień czeskiej państwowości (Den české státnosti) - na pamiątkę zamordowania Świętego Wacława

- 28 października – Dzień powstania niepodległej Czechosłowacji (Den vzniku samostatného československého státu) – na pamiątkę powstania państwa czeskosłowackiego w 1918

-17 listopada – Dzień walki o wolność i demokrację (Den boje za svobodu a demokracii) – na pamiątkę dwóch wydarzeń- zamknięcia czeskich uczelni wyższych przez Niemców w 1939 i studenckich protestów z 1989, które zapoczątkowały aksamitną rewolucję.

-24 grudnia – Wigilia Bożego Narodzenia (Štědrý den)

-25 grudnia – Pierwsze Święto Bożego Narodzenia (1. svátek vánoční)

-26 grudnia – Drugie Święto Bożego Narodzenia (2. svátek vánoční)

Mamy więc dwanaście dni wolnych od pracy, innych niż soboty, czy niedziele. Spośród tych dwunastu świąt, siedem ma podłoże ewidentnie osadzone w różnych nurtach religii chrześcijańskiej, a dwóm następnym (1 maja, i 1 stycznia) można by od biedy przypisać ślady charakteru chrześcijańskiego. Oczywiście, w odróżnieniu od Polski, w Czechach statusu dni wolnych nie mają święta jednoznacznie katolickie, takie jak np. Boże Ciało, Wszystkich Świętych, czy Wniebowzięcia NMP. Wszystkie święta chrześcijańskie, będące w Republice Czeskiej dniami wolnymi od pracy są ważne dla większości czeskich wyznań chrześcijańskich. Św. Św. Cyryl, Metody i Wacław są znaczącymi postaciami nie tylko dla katolików zachodnich i wschodnich, ale również dla starokatolików, prawosławnych, husytów, braci czeskich, a w pewnym sensie także dla czeskich luteranów. Tak, czy inaczej powyższe zestawienie nie dowodzi raczej ateistycznego charakteru czeskiej państwowości. Czeska tożsamość patriotyczna jest zbudowana na podstawach chrześcijańskich, choć oczywiście nie ma tu dominacji jednego wyznania. Można je nazwać ekumenicznymi.

 

Do ciekawych wniosków może też doprowadzić analiza czeskich środków płatniczych. Najciekawsza jest moneta dwudziestokoronowa, która ma na awersie wizerunek Św. Wacława oparty na jego pomniku z placu jego imienia w Pradze i napis z tego pomnika: „Svatý Václave, vévodo české země, kníže náš, nedej zahynouti nám i budoucím“ (Święty Wacławie nie daj zginąć nam i przyszłym). Portret świętego i modlitwa na monecie byłyby raczej nie do przełknięcia dla wyznawców filozofa z Biłgoraja, gdyby ktoś u nas chciał taki pomysł zrealizować. Widocznie jednak Czesi nie są aż tak antyklerykalni, skoro im to nie przeszkadza. Do niedawna był też w użyciu piędziesięciokoronowy banknot z portretem Świętej Agnieszki Czeskiej. Wielkie godło republiki, na które składają się herby Czech, Moraw i Śląska, zawiera w sobie krzyż na piersiach śląskiego orła. Nota bene to Polska jest jedynym krajem Grupy Wyszehradzkiej nieposiadającym krzyża w godle. Również motto Czeskiej Republiki Pravda vítězí (Prawda zwycięży) ma religijne konotacje. Jest to cytat z listu Jana Husa, który z kolei cytował apokryficzną Trzecią Księgę Ezdrasza. Motto to jest uwidocznione nie tylko na symbolach i monumentach państwowych, ale też na husyckich kościołach. Hymnem republiki jest pierwsza zwrotka na swój sposób religijnej pieśni Kde domov můj. Tak więc cała symbolika czeskiej państwowości jest silnie przesycona elementami religijnymi.

 

Podczas, gdy u nas długo trwał spór o obecność TV Trwam na multipleksie cyfrowym, na czeskim jego odpowiedniku od samego początku i bez żadnych kontrowersyj jest obecna katolicka TV Noe. W państwie ateistycznym byłoby to raczej nie do pomyślenia. Nie jest też oczywiście prawdą, że państwo czeskie nie wydaje na wspólnoty religijne „ani korony”. Czesi mają swój fundusz kościelny, dużo obfitszy niż jego polski odpowiednik. Z tego funduszu wypłaca się pensje duchownym różnych wyznań. Nauczanie religii jest obecne w szkołach publicznych i finansowane przez państwo. Obecnie trwa też szeroko zakrojona akcja zwrotu majątku wspólnotom wyznaniowym, głównie Kościołowi katolickiemu, który miał go nieporównywalnie więcej niż wszystkie inne wspólnoty. Komu wiele zabrano, temu wiele się zwraca.

 

Również tezy o ateizmie czeskiego społeczeństwa są mocno przesadzone. Owszem 65% ludności Republiki Czeskiej to bezwyznazniowcy i liczba ta stale rośnie, przesadą byłoby jednak uznawanie wszystkich tych ludzi za ateistów, nawet jeżeli niekiedy tak się deklarują. Ciekawie wyglądała sprawa czeskiego ateizmu w czasie odbywających się u nas w 2012 roku mistrzostw Europy w piłce nożnej. Polski Kościół przygotował wtedy akcję ewangelizacyjną nastawioną na nawracanie „czeskich ateistów”. Skrytykował ten pomysł czeski proboszcz, Polak, ks. Zbigniew Czendlik: „Przede wszystkim pokazują, że nie znają swoich sąsiadów. To, że Czesi nie identyfikują się ściśle z żadną konkretną religią, nie oznacza, że nie są wierzący. Wierzą w Boga, a nie w instytucję, jaką jest Kościół. Plakaty i transparenty, o których pani mówi, będą natomiast sugerować, że Czesi to ateiści, których trzeba przy każdej okazji nawracać. A to krzywdząca, niesprawiedliwa opinia. Ktoś może się nawet obrazić. W moim odczuciu Czesi są bardziej uduchowieni niż Polacy, głębiej przeżywają swoją wiarę.” (za gazeta.pl)

Może w słowach tego księdza jest trochę przesady, ale o wiele więcej jest w nich racji. Zarówno państwowość, jak i społeczeństwo są przesiąknięte duchem chrześcijaństwa, tyle że nie wyznaniowego, a kulturowego. Wskazują na to wszystkie przesłanki wymienione powyżej. A chrześcijaństwo kulturowe nie jest ateizmem, choć czasami jest do niego pod wieloma względami podobne.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015
niedziela, 28 września 2014

grzyb Rudy

 

Wczoraj byłem na grzybobraniu w Rudach. Żadnych grzybów ewidentnie jadalnych znaleźć mi się nie udało. Najwidoczniej przede mną inni grzybiarze byli tam czynni. Nie mogę jednak uznać grzybobrania za nieudane, a to z dwóch powodów. Primo, zażyłem spaceru na świeżym powietrzu, a to zawsze jest jakaś wartość. Secundo zaś, znalazłem pewną liczbę grzybów, które co prawda nie były jadalne, niewątpliwie jednak były piękne. Niniejszym prezentuję ich fotografie.

grzyb Rudygrzyb Rudygrzyb Rudygrzyb rudygrzyby Rudygrzyby Rudygrzyb Rudygrzyby Rudy

22:05, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (9) »
sobota, 27 września 2014

Tym wpisem chciałbym zapoczątkować krótki cykl, powstały w wyniku podróży do Chorwacji

10:39, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 sierpnia 2013

hobbycafe

W lipcu bieżącego roku w starodawnym i przesławnym mieście Wodzisławiu Śląskim otworzyła swoje podwoje z dawna zapowiadana i oczekiwana dosyć nietypowa, a przy tem wielce interesująca kawiarnia, a mianowicie Hobbycafe Krzyżówka. Mieści się ona w piwnicy przy ulicy Księżnej Konstancji 4. Można tam się napić różnorodnych ( w tym niszowych) piw, kaw, herbat i soków, zjeść coś na słodko lub na słono, zagrać w grę planszową, poczytać gazetę (lub czasopismo), posłuchać muzyki, podyskutować o czymkolwiek, a także wziąć udział w różnego rodzaju wydarzeniach kulturalnych. Jest to niewątpliwie ważne miejsce na kulturalnej i gastronomicznej mapie miasta. Dzięki takim miejscom Wodzisław Śląski powoli wychodzi z zapaści, w którą wpędziły go kolejne urzędnicze ekipy. Miejmy nadzieję, że miejsc takich będzie przybywać i miasto w końcu wyjdzie z długotrwałego kryzysu a następnie zacznie doganiać uciekających sąsiadów. Życzę więc i nowej kawiarni i miastu wszystkiego dobrego. 

22:55, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 sierpnia 2013

Gorzyce

Rok temu pisałem o placu zabaw w Gorzycach w powiecie wodzisławskim, a właściwie o braku takowego i pilnej konieczności jego zbudowania. Sugerowałem również jego lokalizację między basenem a orlikiem i siłownią na wolnym powietrzu. Po roku mogę z satysfakcją poinformować, że właśnie w tym miejscu zbudowano ciekawy i bogaty plac zabaw. Nie twierdzę, że mam zdolności prorockie i to przewidziałem, ani też że mój blog jest na tyle opiniotwórczy, by wpływać na decyzje władz gminy. Po prostu ktoś w tychże władzach gminy, niezależnie ode mnie doszedł najwyraźniej do wniosku, że taka lokalizacja będzie optymalna. Cieszę się że plac powstał i to bardzo porządny, ale to jeszcze nie koniec. Między placem zabaw, a siłownią jest spora luka i jeśli tam pozostanie, będzie straszyć. Myślę, że w tej luce najlepiej by było umieścić zalążek parku z ławkami, drzewkami, fontanną i pomnikiem Jerzego Wilhelma Aleksandra hrabiego von Arco, pochodzącego z Gorzyc wielkiego wynalazcy. Należy mu się to, bo jak dotąd nie jest on w Gorzycach w żaden sposób uczczony. Nie ma ulicy, pomnika, ani zwykłej tablicy, nie patronuje też żadnej instytucji, kompletnie nic. Kolejne ekipy rządzące gminą nie chcą o nim pamiętać, bo był Niemcem. Mam nadzieję, że się to w końcu zmieni.

Gorzyce

22:42, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 października 2012

Gorzyce

Jeśli chodzi o ogólnodostępne place zabaw dla dzieci, Gmina Gorzyce jest bardzo dziwna. Takowe obiekty znajdują się bowiem we wszystkich należących do niej wioskach, nawet tych najmniejszych, za wyjątkiem jednak samych Gorzyc. Jest to sytuacja absurdalna. Nie znam ani jednej innej gminy, której siedziba byłaby w tak ważnej kwestii tak bardzo w tyle za wszystkimi swoimi sołectwami. Władze gminne i sołeckie od lat zapewniają, że problem znają i pragną rozwiązać, ale lata mijają a rozwiązania nie widać. Przeszkodą ma być między innymi brak odpowiedniego miejsca. Prawda jest jednak taka, że gdy się coś chce zrobić to się szuka sposobu, a gdy się nie chce, to się szuka wymówki. Istnieje bowiem w Gorzycach idealne miejsce na spory plac zabaw z zalążkiem parku- pomiędzy basenem, a nowopowstałą siłownią na wolnym powietrzu. Taki plac tworzyłby z tą siłownią jedną spójną całość. Inspirację gorzyccy włodarze powinni czerpać z opisywanego przeze mnie w ubiegłym roku parku gminnego w Milówce. Nie ma potrzeby porywać się zaraz na obiekty typu rydułtowskiej RaFy, czy marklowickiej Tropikalnej Wyspy. Nie od razu bowiem Novigrad zbudowano, co nagle to po diable i jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy.

 

Więcej zdjęć

wtorek, 16 sierpnia 2011


Skanseny bywają różne, kwadratowe lub podłużne. Mówiąc o tym zróżnicowaniu nie mam wcale na myśli szwedzkiej wyspy Skansen, od której owe plenerowe muzea wzięły swoją nazwę, ani też kotki Skansen, która z kolei została nazwana na cześć jednego z owych muzeów. Różnorodne są same parki etnograficzne, popularnie zwane skansenami. Niektóre, jak na przykład skansen w Nowym Sączu, mieszczą w sobie kilka zrekonstruowanych wiosek z wszystkimi typami zabudowań, jakie się niegdyś w owych wioskach mieściły, a więc nie tylko chatami i oborami, ale także karczmami, kościołami, młynami, spichrzami, warsztatami etc., etc., etc. Wspomniany skansen w Nowym Sączu nie tylko jest rozległy terytorialnie i bogaty w budynki, ale też i tym jeszcze się wyróżnia, że gromadzi eksponaty reprezentujące różne grupy etniczne i regionalne zamieszkujące tamtejszą okolicę, a więc Górali, Lachów, Łemków, Cyganów i Niemców. Na terenie skansenu są na przykład aż trzy kościoły, trzech różnych wyznań. Niestety nie wszystkie skanseny są tak bogate. Na skansen w Pszczynie na przykład składają się bodaj dwie chaty, kilka budynków gospodarczych, mały wiatrak, studnia bez wody, grupa rzeźb oraz stadko kóz i owiec. Co ciekawe bilety do skansenu w Pszczynie są droższe niż do tego w Nowym Sączu. Istnieją oczywiście jeszcze mniejsze obiekty tego rodzaju, ale tych nikt skansenami nie nazywa. Do takich miniskansenów należy muzeum wiejskie Stara Chałupa w Milówce. Nazwa jest trochę myląca, bo aktualnie na obiekt ten składają się dwie chałupy. No ale kiedyś była jedna, a nazwa pozostała. W lipcu bieżącego roku obiekt otwarto po remoncie. Otwarciu towarzyszyły  imprezy artystyczne i naukowe. Skoro rzecz opito (co widziałem) i ośpiewano (co słyszałem) to pewnikiem się nie rozleci. A skoro istnieją nie tylko wielkie skanseny, ale też i małe mikroskanseniki, to znaczy, że jedne i drugie są potrzebne. Duże są placówkami nie tylko wystawienniczymi, ale i naukowymi. Przyczyniają się nie tylko do popularyzacji tradycyjnej kultury ludowej, ale też do jej lepszego zbadania i wykształcenia nowej kadry jej badaczy. Placówki małe i bardzo małe nie mają charakteru naukowego, a jedynie wystawienniczy. Niczego nie badają i nikogo nie kształcą, ale są nie mniej przydatne od tamtych, bo docierają do mieszkańców swoich okolic, których większość nigdy w życiu nie trafi do odległych dużych skansenów.

13:07, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 sierpnia 2011

 

 

Gdy pisałem ostatnio o Leśnym Grodzie w Milówce, napomknąłem półsłówkiem o najnowszej atrakcji tego miejsca, a mianowicie o pokazach hiszpańskich byków, które to widowisko jest przez organizatorów pompatycznie nazywane bezkrwawą corridą. Nie pisałem na ten temat szerzej, bo podczas mojego poprzedniego pobytu w tym miejscu, pomysł znajdował się jeszcze w sferze planów. A że teraz, gdy jest  już on realizowany, byłem tam po raz kolejny, mogę dziś o tym napisać nieco szerzej.

 

W rzeczywistości widowisko wygląda nieco inaczej niż w zapowiedziach. Zapowiadano na przykład przybycie czterech byków, a przybył jeden byk i trzy krowy. Nie możemy więc we dwóch z moim pięcioletnim synkiem zaśpiewać z widowni przed lub po "spektaklu" ułożonej przezeń piosenki: "Cztery byki, cztery byki, jak się macie, jak się macie, wszystkich was lubimy, wszystkich was lubimy, bim bam bom". Poza tem jednak wszystko się raczej zgadza. Widowisko trwa około kwadransa. Bydlęta wychodzą na ogrodzony plac, trochę po nim spacerują, ale głównie stoją. W tym samym czasie ich opiekun trochę ukazywał zachowanie, ale głównie gadał. Na jego przemówienie składały się naiwne legendy, pobożne życzenia, wewnętrzne sprzeczności i pożyteczne informacje, mniej więcej w równych proporcjach. Streszczać tego przemówienia nie będę, bo kto ciekaw może go sobie posłuchać na załączonym filmie. Pokazy odbywają się dwa razy dziennie, o jedenastej i piętnastej, o ile tylko zbierze się grupa przynajmniej kilkunastu widzów. Na razie nie ma za udział w przedstawieniu dodatkowych opłat, wystarczy mieć bilet do parku. Bilety zaś, jak już pisałem poprzednio, są tańsze niż w ubiegłych latach. Być może jest to związane z tym, że od niedawna Leśny Gród ma konkurencję.

 

 

Na początku wakacji otwarto w Milówce park gminny, z dobrze wyposażonym placem zabaw, ścieżką zdrowia obejmującą kilkanaście urządzeń gimnastycznych, parkiem linowym, miejscem do grilowania i boiskiem do siatkówki, sąsiadujący z szeroką, kamienistą plażą nad Sołą. Nie jest to oczywiście miejsce aż tak atrakcyjne jak Leśny Gród i nikt nie będzie specjalnie przyjeżdżał do Milówki celem odwiedzenia tego miejsca. Jednak turyści przepywający w tej miejscowości dłużej zapewne więcej czasu spędzać będą  parku gminnym, aniżeli  w Leśnym Grodzie, a to z tej racji, że wstęp do tego pierwszego jest wolny. Dotyczy to przedewszystkiem turystów z dziećmi oraz zorganizowanych grup dziecięco-młodzieżowych, takich jak kolonie, czy obozy. Oczywiścia ta dysproporcja może być do pewnego stopnia zniwenilowana, dzięki obniżce cen leśnogrodzkich biletów. Zresztą w Milówce jest spokojnie dosyć miejsca dla obydwu obiektów. Potrzeby są duże, należy się cieszyć z każdego nowego miejsca aktywnego wypoczynku, bo jak dotąd miejsc takich nie ma w Milówce zbyt wiele. Otwarcie parku gminnego zaspokaja przynajmniej częściowo palące zapotrzebowanie na ogólnodostępny plac zabaw dla dzieci, dotąd bowiem takiego we wsi nie było. Jeden to zresztą nadal za mało. Ze trzy by się zdały po różnych przysiółkach rozmieszczone.


poniedziałek, 20 czerwca 2011

Milówka

 

O Leśnym Grodzie w Milówce pisałem już parę lat temu, jako o miejscu atrakcyjnym, ale nieco niedopracowanym i zaniedbanym. Narzekałem też na zbyt wysokie ceny biletów. Myślę, że obecnie jest dobry czas na to, aby napisać o tym miejscu ponownie. Niektóre niedoróbki zostały usunięte, dużo dziś trudniej natknąć się tam na przepełniony kosz na śmieci, inne zaś wtopiły się w specyficzny klimat, który się tu wytworzył i już tak nie rażą, jak raziły, gdy wszystko było nowe. Wytworzenie się owego klimatu polega na tym, że to miejsce w pewnym sensie zdziczało. Niektóre ścieżki zarosły, niektóre rzeźby z ledwością wystają spomiędzy gałęzi, innych zaczyna dotykać proces rozpadu. I paradoksalnie, w tym procesie swoistej degeneracji dzieła ludzkich rąk zaczyna kiełkować piękno. Leśny Gród staje się prawdziwie leśnym grodem, eklektyczną ponowoczesną puszczą. Oprócz szlachetnego i wartościowego dziczenia, w Leśnym Grodzie mamy też do czynienia z rozwojem zamierzonym, zaplanowanym i kontrolowanym. Pojawiła się bowiem w parku nowość w postaci widowisk z bykami, już oprotestowanych przez ekooszołomów, których na Podbeskidziu jest w bród. Jako że widowisko ma ponoć charakter wybitnie łagodny (za wiele na ten temat powiedzieć nie potrafię, gdyż byłem tam jeszcze przed inauguracją tych pokazów), arbuzy nic nie zdziałają, bo nie ma się do  czego przyczepić, tylko zrobią mu darmową reklamę. Krokiem w dobrą stronę jest obniżka cen biletów rodzinnych z 30 do 20 złotych, co jest ceną dosyć atrakcyjną. Mam nadzieję, że utrzyma się ona na stałe.

Więcej zdjęć tutaj.

wtorek, 14 czerwca 2011

 Rybnik

O rybnickim Dinoparku pisałem dwukrotnie w roku 2009, zaś o bajkowej Krainie bezpośrednio po jej otwarciu, czyli w roku następnym. Teraz jednak, gdy obydwa obiekty zmieniły lokalizację, przeniósłszy się do Kamienia i połączyły się w jedną całość pod nazwą "Rodzinny Park Atrakcji", warto coś napisać o tym nowym tworze. Ze zmiany lokalizacji wypływają dwa podstawowe pożytki. Po pierwsze, zaniedbany od lat ośrodek w Kamieniu dzięki temu przynajmniej trochę ożyje. Po drugie dinopark i park bajek w takich mikroskopijnych postaciach, w jakich funkcjonowały nad zalewem, miały niewielkie szanse na rozwój, a i konieczność kupowania dwóch drogich biletów, aby zwiedzić obydwa obiekty, odstraszała wielu klientów. Ogólnie jest teraz nieco lepiej. Bilety nie są już tak koszmarnie drogie, w porównaniu do ilości zapewnianych za nie atrakcyj. 19 zł za dorosłego i 15 za dziecko, to już można przełknąć, zwłaszcza w porównaniu z 27 zł w ubiegłym roku. Co prawda dzieci miały w tej cenie dwa przejazdy karuzelą, za którą obecnie muszą płacić osobno, nie zmienia to jednak faktu, że ceny nawet dla nich minimalnie spadły, a dla dorosłych dość znacznie. Powinny jednak spaść jeszcze bardziej, bo obiektywnie rzecz biorąc park nadal jest bardzo drogi, droższy na przykład od znacznie odeń atrakcyjniejszego Leśnego Parku Niespodzianek w Ustroniu. Może jednak to ta stosunkowo mała, rzecz jasna w porównaniu z dwoma lub trzema najlepszymi parkami województwa, atrakcyjność RPA jest paradoksalnie jego siłą, gdyż pozwala na dalszy swobodny i dynamiczny rozwój. Ten zresztą już się rozpoczął. RPA to nie tylko park jurajski + kraina bajek, ale także boiska do minihokeja, wielkie plansze do szachów i chińczyka, minigolf, kręgle, dmuchane zabawki etc., a do tego dwa żywe zwierzęta, jako zaczątek mini zoo. Zmiany oceniam więc jednoznacznie pozytywnie. Raduje mnie również to, że obecnie punkt gastronomiczny i toalety znajdują się na terenie obiektu. Nadal jednak brakuje hotspotu, a w dzisiejszych czasach jest on niezbędny dla sprawnego funkcjonowania ośrodka. Dopóki go nie będzie, dopóty nie ma co liczyć na dużą frekwencję w dni robocze. Ponadto wielkim plusem jest to, że park ma znacznie większą powierzchnię niż obydwa obiekty razem wzięte i że jest to powierzchnia zadrzewiona. Park więc rozwija się w dobrym kierunku, oby się tylko w tym rozwoju nie zatrzymał. Cieszy również to, że i inne części ośrodka w Kamieniu wychodzą z niedawnej zapaści. Dzięki temu już w tym roku cały kompleks będzie cennym miejscem rekreacji dla rybniczan i mieszkańców miast okolicznych.

Więcej zdjęć

poniedziałek, 13 czerwca 2011

  Rybnik

Odpust w rybnickiej parafii Św. Józefa Robotnika zawsze, a przynajmniej od wielu lat był malutki w porównaniu z szumnymi jarmarkami odpustowymi organizowanymi w okolicznych wsiach i miasteczkach. Dokładniejszy opis jego typowego przebiegu zamieściłem na swoim blogu w ubiegłym roku, teraz więc skupię się na odpuście tegorocznym, którego przebieg daleki był od typowego. Jak już pisałem, jarmark w tej parafii zawsze jest niewielki, ale w tym roku był jeszcze dwakroć mniejszy, niż zazwyczaj.  Złożyły się na to, jak mniemam dwa czynniki. Po pierwsze, uroczystość odpustowa została w tym roku, z racji Oktawy Wielkanocnej i beatyfikacji Jana Pawła PP II, przeniesiona z pierwszego na trzeci maja. Zapewne część handlarzy odpustowych o zmianie nie wiedziała, wskutek czego na właściwy termin przybyć nie zdołała. Po drugie, pogoda trzeciego maja była tak fatalna, że niektórych sprzedawców skłoniła do rezygnacji z przyjazdu, innych zaś do wcześniejszego niż planowane opuszczenia imprezy. Zazwyczaj odpust trwa do zmierzchu, w tym zaś roku zwinął się już w godzinach wczesnopopołudniowych. To wszystko jednak nie byłoby warte opisywania, gdyby nie pewien dosyć istotny szczegół.  W zeszłorocznym wpisie dosyć dokładnie opisywałem asortyment produktów dostępnych zwykle na omawianym jarmarku, nie będę się więc powtarzał, skupię się zaś na tegorocznej odmienności. W tym roku na asortyment odpustowy składały się prawie wyłącznie zabawki i słodycze, a więc te towary, których odbiorcami są głównie dzieci. W porównaniu z innymi laty, praktycznie nieobecne były w tym roku stoiska z galanterią skórzaną, odzieżą, biżuterią, rzemiosłem artystycznym, sztuką użytkową, śmiesznymi gadżetami etc., etc., etc. W pojedynczych przypadkach artykuły te pojawiały się w charakterze asortymentu uzupełniającego na stoiskach z zabawkami. W pojedynczych przypadkach artykuły te pojawiały się w charakterze asortymentu uzupełniającego na stoiskach z zabawkami. Generalnie jednak oprócz zmiany ilościowej, polegającej na zmniejszeniu ich liczby i skróceniu czasu ekspozycji, mamy tu do czynienia również z jakościową, polegającą na drastycznym zawężeniu asortymentu. Ilościowa wyjaśnia się właściwie sama, jakościowa jednak wymaga pewnej refleksji. Przyczyny ograniczenia w warunkach fatalnej pogody asortymentu odpustowego do dziecięcego wydają się być dwie. Po pierwsze handlowcy najwyraźniej uznali, że zła pogoda w znacznie mniejszym stopniu zniechęci do odpustowych zakupów kierujące się emocjami dzieci, aniżeli racjonalnych dorosłych, toteż w handlu artykułami dziecięcych jest większa szansa na to, że zyski ze sprzedaży przewyższą trudy pracy w deszczu, aniżeli przy obrocie asortymentem "dorosłym". Po drugie zaś plastikowe zabawki w plastikowych pudełkach są odporniejsze na zniszczenie przez deszcz, niż skórzane torebki i bawełniane koszulki.

Więcej zdjęć

sobota, 28 maja 2011
poniedziałek, 25 października 2010

Park rekreacji Rydułtowy

Niewątpliwie istnieje duże zapotrzebowanie nie tylko na wielkie i rozbudowane parki atrakcyj, takie jak Leśny Park Niespodzianek w Ustroniu, omówiony w moim poprzednim wpisie, ale również na mniejsze, takie jak opisana przeze mnie swego czasu Tropikalna Wyspa w Marklowicach, będące w rzeczy samej rozbudowanymi placami zabaw.

 Park rekreacji Rydułtowy

Dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić nowemu obiektowi tego rodzaju, a mianowicie Parkowi Rekreacji w Rydułtowach. W zasadzie najlepiej opisać ów nieukończony jeszcze, ale już czynny park, przez porównanie z Tropikakną Wyspą właśnie. Obydwa parki mają podobną powierzchnię i stylistykę.

 Park rekreacji Rydułtowy

Podstawowa różnica jest taka, że rydułtowski park zorientowany jest jednoznacznie na rekreację sportową, podczas gdy marklowicki pełni także funkcje kulturalne i artystyczne. Nie ma tedy w Rydułtowach amfiteatru, fontann i cieków wodnych. Jest za to o wiele więcej urządzeń zabawowych dla dzieci, w tym aż trzy piaskownice, kilka huśtawek i zjeżdżalń.

 Park rekreacji Rydułtowy

Również dla młodzieży i dorosłych jest tu atrakcyj niemało: wielofunkcyjny tor rolkarski, tor przeszkód dla rowerów BMX, pole do minigolfa, park linowy i dosyć ekstremalna zjeżdżalnia talerzykowa. Są też ławeczki w ciekawych altankach, dla potrzebujących odpoczynku, stoliki dla szachistów, będzie bar (identyczny jak w Marklowicach), którego budynek już stoi. Estetyki dodają kolorowe latarnie oraz liczne drzewa i krzewy. Te ostatnie są, podobnie jak w Marklowicach, profesjonalnie opisane, co ma niewątpliwy walor edukacyjny.

 Park rekreacji Rydułtowy

Rydułtowski park nie może narzekać na frekwencję. W sobotnie popołudnie, mimo chłodu, było tam mnóstwo ludzi, zwłaszcza zaś młodzieży. Byłoby wspaniale, gdyby w każdym mieście był taki park. Myślę, że byłby z nich większy pożytek, niż ze słynnych orlików.

Park rekreacji Rydułtowy

08:26, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (1) »
środa, 20 października 2010

Ustroń

W ramach częstych rodzinnych wyjazdów w Beskidy, zahaczyliśmy ostatnio o Ustroń, żeby odwiedzić Leśny Park Niespodzianek. I chociaż bilety były drogie, bo zapłaciliśmy za naszą czwórkę 50 złotych (z czego mała wchodziła za darmo), to wszyscy zgodnie uznaliśmy, że warto było. Park ma tyle atrakcyj, że stosunek ceny do jakości należy uznać za niezwykle korzystny.

 ustroń

Atrakcje parku można podzielić na trzy grupy. Pierwszą i najważniejszą z nich jest mini zoo. Choć w zasadzie, biorąc pod uwagę, co zazwyczaj kryje się pod tą nazwą, to ustrońskie należałoby raczej określić jako midi zoo. Na dość dużym, lesistym i górzystym terenie rozlokowanych jest kilkadziesiąt, a nie wykluczam, że i ponad setka gatunków zwierząt, zasadniczo ptaków i ssaków, w większości przypadków przebywających w warunkach zbliżonych do naturalnych. Są tu zwierzęta rodzime i egzotyczne, wszystkie jednak pochodzą ze zbliżonych do naszych szerokości geograficznych, co czyni kolekcję spójną i łatwą w prowadzeniu. Dodatkowymi atrakcjami zoologicznymi są pokazy lotów ptaków drapieżnych i możliwość bezpośredniego kontaktu z tymi zwierzętami, których terytoria nie są ogrodzone.

 ustroń

Druga grupa atrakcyj parku ma charakter bajkowy. Jej osią jest bajkowa aleja składająca się z kilkunastu kiosków wyświetlających automatyczne minispektakle bajkowe za naciśnięciem elektrycznego guzika. Grupę tę uzupełnia odgrywany co pół godziny mechaniczny spektakl "Ptasie wesele" i gadający trol u wejścia do parku. Trzecią grupą są liczne, po większości wliczone w cenę biletu wstępu urządzenia zabawowe na sporym placu zabaw. Całość jest bardzo atrakcyjna, zwłaszcza dla dzieci.

 ustroń

Ma jednak ów park dwie może niewielkie, ale istotne i wymagające pilnego usunięcia wady. Pierwszą jest brak zaplecza gastronomicznego z prawdziwego zdarzenia. Maleńki bar z zapiekankami i pieczoną kiełbasą jest takowego zaledwie lichą namiastką. Tu są potrzebne dwie lub trzy porządne restauracje. Drugim problemem jest stanowczo za mały, jak na popularność parku, parking. Gdy wady te zostaną usunięte, Leśny Park Niespodzianek będzie jednym z dwóch, lub trzech najlepszych parków atrakcyj w południowej Polsce.

ustroń

czwartek, 09 września 2010

Jerzy Darłowo

Jest w zasadzie regułą, że polskie miasta, które w późnym średniowieczu były przez okres dłuższy aniżeli jedno pokolenie stolicami mniejszych lub większych księstw, obfitują w zabytki architektury gotyckiej. Tak jest w stolicy mojego rodzinnego księstwa - Raciborzu, tak jest w moim ukochanym Cieszynie, tak też jest w nadmorskim Darłowie u ujścia rzeki Wieprzy, w którym spędziłem ze swoją rodziną dwa sierpniowe tygodnie. Oprócz omówionego już w odrębnym tekście Zamku Książąt Pomorskich i fragmentu murów miejskich z Bramą Kamienną znaną również jako Wysoka, są to zabytki architektury sakralnej: Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zwany także mariackim, kościół Świętego Jerzego, leżący za Wieprzą i przycmentarny kościół Świętej Gertrudy. Szczególnie interesujący jest ten ostatni, przynależy bowiem do niezwykle w Polsce rzadkiej skandynawskiej odmiany gotyku. Zbudowany pod koniec XV wieku, przez kilka wieków służył luteranom, następnie przez dziesięciolecia stał pusty, by w końcu, u schyłku XX stulecia, powrócić do kultu katolickiego. Jednonawowy, nie większy od poprzedniego, kościół pod wezwaniem Świętego Jerzego, zbudowano w XV poza murami miasta i początkowo służył on szpitalowi zakaźnemu. Jest to sytuacja analogiczna z Cieszynem, gdzie również istnieje niewielki kościół gotycki pod wezwaniem Świętego Jerzego, zbudowany w XV poza murami miasta, który początkowo służył  szpitalowi zakaźnemu. Najbardziej okazałą świątynią gotycką w Darłowie jest Kościół Mariacki , zbudowany w XIV stuleciu. Na szczególną uwagę w tej świątyni o konstrukcji trójnawowej bazyliki zasługują grób króla Eryka i barokowa, pięknie rzeźbiona ambona drewniana z I połowy XVII wieku. Darłowskie kościoły gotyckie pięknie ukazują wewnętrzne zróżnicowanie tego stylu w architekturze.

Gertruda Darłowo

Mariacki Darłowo

piątek, 27 sierpnia 2010

zamek

Zamek Książąt Pomorskich w Darłowie jest bez wątpienia bardzo interesującym obiektem muzealnym. Sprawia to już jego historia. Rzadko się bowiem zdarza zamek leżący w jednym kraju, na którym żywota dokonał władca innego kraju, a tak jest w tym przypadku. W XV wieku Darłowo było stolicą jednego z księstw pomorskich, luźno związanych z Niemcami, a w połowie tegoż stulecia mieszkał przez dziesięć lat na darłowskim zamku Eryk Pomorski, były król Danii (jako Eryk VII), Szwecji (jako Eryk  XIII) i Norwegii (jako Eryk III).

 

Tak więc historia tego zamku jest fascynująca i już ona sama wystarcza do tego, aby był on wart odwiedzenia. Dodatkowym powodem po temu jest współczesna działalność muzealna prowadzona w tym obiekcie, która również jest bardzo interesująca. Jej fundamentem jest wystawa stała o charakterze historyczno-etnograficznym, poświęcona Darłowu i ziemi darłowskiej.  Najcenniejszym na niej eksponatem jest srebrny ołtarz darłowski, zbudowany w XVII stuleciu na zlecenie księcia Bogusława XIV, a do dziś zachowanego w formie szczątkowej, gdyż większość elementów srebrnych zrabowali Sowieci. Co ciekawe ołtarz przeznaczony był do kaplicy luterańskiej, a praktycznie nie różni się zasadniczo od współczesnych sobie ołtarzy katolickich, składają się bowiem nań liczne wizerunki w tym Matki Bożej i świętych.  Dowodzi to fałszywości obiegowej opinii o ikonoklastycznym charakterze luteranizmu. Bardzo interesujące są też, stosunkowo liczne, jak na lokalne muzeum, wystawy czasowe: "Secesja i Art Deco", "Malarstwo Franciszka Starowieyskiego" i "Średniowieczne narzędzia tortur", każda z nich jest niestety dodatkowo płatna. Wyjątkiem jest szeroko reklamowana wystawa dawnych zabawek dziecięcych, na którą wstęp jest wolny.  Nic w tym dziwnego, bo wystawa jest dosyć skromna, mieści się w jednej niedużej sali, a większość zgromadzonych zabawek, to drobne przedmioty, wyeksponowane w przeszklonych gablotach. Trochę mnie ta wystawa zawiodła, liczyłem bowiem na większy rozmach. Eksponaty pochodzą ze zbiorów następujących polskich muzeów: Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu, Muzeum Archeologicznego w Poznaniu, Muzeum Stargardzie,  Instytutu Prahistorii UAM oraz osób prywatnych. Szkoda, że nie sięgnięto do zasobów Muzeum Etnograficznego w Krakowie, które posiada ogromną kolekcję starych zabawek. Gdyby tak uczyniono, wystawa nie byłaby taka kameralna.

Uważam, że muzeum na zamku w Darłowie jest największą atrakcją tego miasta i wczasowicze, którzy spędzają swój urlop w jego nadmorskiej części, czyli Darłówku, a nie odwiedzają zamku, powinni uważać swój pobyt za rażąco niepełny. Muzeum to jednak ma, przy wszystkich swoich niewątpliwych zaletach, również jedną poważną wadę.  Mianowicie nadal pobiera się w nim, nielegalne w świetle najnowszych orzeczeń sądowych, opłaty za fotografowanie i filmowanie. Jako że zasadniczo unikam płacenia nielegalnych haraczy, opłaty owej również nie uiściłem, wskutek czego tekstu niniejszego nie wzbogaciły żadne fotografie wnętrz zamkowych. Na koniec dodam, ze darłowski zamek został zbudowany jako gotycki i zachował ten styl do dnia dzisiejszego.

wystawa

niedziela, 15 sierpnia 2010
piątek, 28 sierpnia 2009

Rybnik 

Mój poprzedni tekst poświęcony rybnickiemu parkowi dinozaurów doczekał się licznych komentarzy. Znaczna część komentatorów zdecydowanie krytykuje rybnicki obiekt, wychwalając przy tem inne, najczęściej zatorski. Do Zatora raczej się nie wybiorę w przewidywalnym czasie, nie wykluczam za to udania się jeszcze w tym roku do Dąbrowy (Doubravy) koło Ostrawy, gdzie również jest nowopowstały Dinopark, gorąco polecany przez jednego z moich czytelników. Dąbrowa jest miejscowością, która mnie w pewnym sensie fascynuje, dałem już tej fascynacji wyraz. Kiedyś, kiedy czas pozwoli, chciałbym przeprowadzić badania etnograficzne na tamtejszym cmentarzu, na którym stykają się trzy narody i dwa wyznania, a efekty tego zetknięcia są bardzo interesujące. Na pewno z każdej wyprawy w tamte strony zdam relację na blogu. Wróćmy do Rybnika. Park, chociaż nadal maleńki, ciągle się rozwija. Dla przykładu w pierwszej połowie sierpnia pojawiło się kilka nowych okazów, których montaż i uruchomienie ukazują zdjęcia. Jest też postulowany przeze mnie bufet, a sprawę toalet rozwiązano umożliwiając wielokrotne wchodzenie i wychodzenie na jednym bilecie. Nadal brakuje hotspotu, ale z tym chyba nie ma się co spieszyć, zważywszy, że w przyszłym roku park ma się przenieść do obszerniejszej lokalizacji. Nie cieszą mnie te przenosiny, bo chociaż wielu krytykuje jego małe rozmiary, ja sobie bardzo cenię jego kameralność i lokalizację wśród drzew nad jeziorem.

Rybnik

Rybnik

Rybnik

Rybnik

Rybnik

Rybnik

Rybnik

Rybnik

Rybnik

piątek, 14 sierpnia 2009

Wodzisław Śląski to senne miasteczko na południu województwa śląskiego, w górnej części doliny rzeki Olzy, u wylotu Bramy Morawskiej. Nie ma w Wodzisławiu Śląskim filharmonii, teatru, ani nawet codziennie działającego kina, są za to szkoły, sklepy kościoły i apteki

Wodzisław Śląski nie jest więc „pełnozakresowym” miastem, ale właśnie solidnym miasteczkiem zaspokajającym podstawowe potrzeby ogółu mieszkańców. Nie każdemu wszak potrzebne jest kino, każdemu jednak od czasu do czasu jest potrzebna apteka

Wodzisław Śląski apteki posiada i to całkiem liczne. Jedną z nich jest kierowana przeze mnie Apteka z Plusem, mieszcząca się w hipermarkecie Kaufland, do której to apteki serdecznie wszystkich czytelników zapraszam

środa, 15 lipca 2009

Kamesznica

Jako, że w Beskidach zawsze jest wiele rzeczy, które mnie zaskakuja, zachwycaja i zadziwiają, oto druga porcja luźnych impresyj z Kamesznicy. Myślę, że w przyszłości i z innych wiosek takie będą.

Kamesznica

Kamesznica

Kamesznica

Kamesznica

wtorek, 09 czerwca 2009

 

podróżna

O Kamesznicy juz pisałem i jeszcze bedę pisał. Dzis przygarść zdjęć stamtąd z maja tego roku.

Kapliczka

Podwórko

strzelnica

piątek, 22 maja 2009

 

Inwałd miniatury

 

Nie tak popularne jak omawiane w poprzednim wpisie parki jurajskie, ale również coraz powszechniejsze, tak w naszym kraju, jak też poza jego granicami są parki miniatur. Parki miniatur cechują się bardzo złożoną funkcjonalnością kulturową. W pierwszym rzędzie są one oczywiście klasycznymi przedsięwzięciami rozrywkowymi, ale na tym ich rola się nie kończy. Są też zastępczymi atrakcjami turystycznymi, zwłaszcza w tych miejscowościach, które właściwych atrakcyj turystycznych mają niewiele. I to jednak nie wyczerpuje ich funkcyj. Najciekawsza, którą pragnę bliżej omówić, również jest ściśle powiązana z turystyką.


 

Aby ją dokładniej omówić, potrzebuję pewnego wprowadzenia. Będzie nim cytat z książki Dawida Lodge'a Co nowego w raju. Jest to swoją drogą bardzo ciekawa książka. Jest to zasadniczo wciągająca powieść, przepleciona jednakowoż rozważaniami z zakresu socjologii religii i antropologii kultury. Te ostatnie są włożone w usta jednego z bohaterów powieści, będącego antropologiem kultury. Oto fragment jego analiz:

Można wyróżnić dwa rodzaje wczasów, w zależności od tego, czy kładą nacisk na zblizenie się do kultury (wczasy jako pielgrzymka) czy do natury (wczsy jako pobyt w raju). Odpowiednikiem tych pierwszych są wycieczki autobusowe do znanych miast, muzeuów itd. (…) Pierwszy rodzaj wczaasów ma charakter ruchomy, dynamiczny i jego celem jest poznanie jak największej liczby ciekawych miejsc w danym okresie.

Turystyka o charakterze pielgrzymki rządzi się tymi samymi prawami, co autentyczny ruch pielgrzymkowy. Jedno z owych praw można nazwać prawem zastępczego celu. W czasach, kiedy ideałem chrześcijańskiego pielgrzymowania była wyprawa do Jerozolimy, wielu chciało ją odbyć, ale nie każdy mógł to uczynić, była to bowiem droga długa, trudna i niebezpieczna. Aby zaradzić temu problemowi, w całym świecie katolickim powstawały miejsca zwane kalwariami, na przykład Kalwaria Zebrzydowska, czy Kalwaria Pacławska. Odwiedzenie kalwarii stawało się namiastką nawiedzenia Jerozolimy. Analogiczną rolę jak kalwarie dla pielgrzymstwa, pełnią parki miniatur dla turystyki. Oczywiście w obydwu przypadkach cele zastępcze są tylko bladymi namiastkami celów oryginalnych, ale w pewnym stopniu zaspokajają potrzeby, i to się liczy.


 

Świat Miniatur w Inwałdzie to obiekt z dużym rozmachem. Obok kilkudziesięciu miniatur obiektów z całego świata oferuje całą gamę urządzeń rozrywkowych i niezłą bazę gastronomiczną. Całości dopełnia zielony labirynt. Niebłahe znaczenie ma też lokalizacja parku w atrakcyjnym widokowo krajobrazie Beskidu Małego. W tym parku można miło spędzić cały dzień. Poniżej kilka zdjęć.

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

Inwałd Miniatury

poniedziałek, 18 maja 2009

Dino Park Rybnik 

Jako ojciec małych dzieci, rzadziej niż za kawalerskich czasów zaglądam do muzeów i galeryj, częściej zaś do rozmaitych parków rozrywki. Wbrew pozorom nie jest to takie złe, bo dla antropologa, za jakiego się uważam parki rozrywki są nie mniej interesujące niż muzea i galerie. Dlatego też o każdym takim parku kilka słów na swym blogu umieszczę. Pisałem już o Leśnym Grodzie w Milówce i Tropikalnej Wyspie w Marklowicach, a także o muzeum wąskotorówek w Rudach. Dziś przyszła pora na Dino Park w Rybniku.

 

Dinoparki wyrastają w naszym kraju jak grzyby po deszczu. Założenie dinoparku nie jest trudne, bo gotowe figury dinozaurów, wykonane z tworzywa sztucznego, można sprowadzić z Chin. Dinoparki nie są jedynym przejawem obecności dinozaurów w popkulturze. Wręcz przeciwnie, przejawów takich jest sporo. Każdego roku powstaje na świecie co najmiej kilka filmów animowanych, fabularnych i dokumentalnych, których głównymi bohaterami są dinozaury. W dziecięcych telewizjach emitowane są liczne seriale animowane o dinozaurach. W handlu są dostępne obecnie przynajmniej dwie serie soczków dla dzieci promowane za pomocą dołączanych do nich dinozaurowych gadżetów. Przykłady tego rodzaju można by długo mnożyć. Wielkie pradawne gady są zresztą obecne w ludzkiej kulturze od zarania dziejów. Tyle tylko, że kiedyś nazywano je smokami. Tak powszechna obecność tych stworzeń w kulturze każe się poważnie zastanowić nad głoszoną między innymi przez profesora Macieja Giertycha tezą, w myśl której dinozaury żyły przez pewien czas współcześnie z ludźmi.

 

Wróćmy jednak do rybnickiego Dino Parku. Jak każdy tego rodzaju obiekt, ma on zalety i wady. Do tych pierwszych należy lokalizacja w ośrodku wypoczynkowym "Pod żaglami" i umieszczenie w parku urządzeń zabawowych dla dzieci, takich jak chuśtawki i piaskownice, a także jego zadrzewienie. Dużą zaletą są rzetelne i wyczerpujące opisy eksponatów. Wadą jest bez wątpienia cena biletu. 15 PLN od osoby to stanowczo za dużo. Optymalna byłaby cena 10 PLN. Przy takiej cenie gości byłoby pewnie ze dwa razy więcej niż obecnie, a więc właściciel obiektu byłby do przodu. Inną poważną wadą są braki infrastrukturalne. Obiekt tego rodzaju powinien być wyposażony przynajmniej w bufet, toaletę i hotspot. W dzisiejszych czasach to absolutne minimum. Nie są natomiast wadą małe rozmiary parku. Co prawda rodzi to pewne niedogodności, ale ma też i dobre strony, łatwiej bowiem na małym obszarze, niż na dużym upilnować biegające dzieci. Nie jest też wadą duże podobieństwo do innych tego rodzaju obiektów. Nie są to przecież wielkie dzieła sztuki, żeby musiały być unikatowe. Na koniec prezentuję kilka zdjęć rybnickiego Dino Parku.

Dino Park Rybnik

Dino Park Rybnik

Dino Park Rybnik

Dino Park Rybnik

.

poniedziałek, 27 października 2008

wąskotorówka

Leżące nieopodal Rybnika i Raciborza Rudy słyną głównie z opactwa cystersów, które po sekularyzacji było pałacem książąt raciborskich z dynastii Hohenlohe, w 1945 zostało zrujnowane przez Hunów XX wieku, a obecnie jest mozolnie odbudowywane na dom rekolekcyjny diecezji gliwickiej. O tych sprawach jeszcze kiedyś napiszę. Rudy mieszczą jednak jeszcze jeden dziekawy obiekt, a mianowicie stację kolejki wąskotorowej będącą swoistym muzeum zabytków techniki.

wąskotorówka

straż

dworzec

dworzec

wagoniki

muzeum

kasa

kolejka

wagon

gablota

kolejka

lokomotywa

stacyjka

07:07, svetomir , MIEJSCA
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2