TEATR

wtorek, 12 czerwca 2018

wariacje

Telewizja publiczna leci na pysk, to wiadomo. Wiadomości już się oglądać nie da, bo ociekają propagandą gorzej niż komunistyczny "Dziennik", a "Teleekspres" też nie lepszy. Nie jest jednak bynajmniej tak, że wszystko w kurskiej tv jest totalnie złe, lub przynajmniej gorsze niż u poprzedników. 

Nie najgorzej jest w dziedzinie kultury wysokiej i niszowej (bo popkultura w TVP leży i kwiczy, vide ostatnie straszliwie żałosne Opole). Tu można wspomnieć o "Dzikiej Muzyce" i o Teatrze Telewizji. Ten ostatni jest co prawda nadal zdominowany przez historyczne gnioty oparte na archiwach IPN, niewiele mające wspólnego z teatrem, od czasu do czasu zdarzają się jednak wartościowe spektakle. 

Należy do nich inscenizacja "Wariacje Tischnerowskie" oparta na "Historii filozofii po góralsku" Józefa Tischnera oraz"Wieści ze słuchanicy" Józefa Tischnera i Wandy Czubernatowej. Przedstawienie dostarcza dużą dawkę mądrości, humoru i folkloru. Świetnie się tego słucha. I może w tym jest problem. Inscenizacja jest zbyt statyczna wizualnie. Aktorzy,  w większości bardzo dobrzy, nie mieli możliwości większego wykazania się. Równie dobrze to przedstawienie mogło pójść w teatrze radiowym, a odbiorca niczego by nie stracił. Nie jest to zarzut, bo spektakl oceniam dobrze, ale uwaga.

08:32, svetomir , TEATR
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 kwietnia 2018

JCS

Faceebook mi przypomniał, że dwa lata temu grupa jakichś narwańców oprotestowalała wystawienie rockopery "Jesus Christ Superstar" w ramach obchodów 1050 lecia chrztu Polski. W związku z tym pozwalam sobie przypomnieć, co wtedy napisałem.

Za głupotę uważam walkę chrześcijan z kulturowym chrześcijaństwem. Musical o Chrystusie, nawet, gdy nie do końca odzwierciedla dogmaty wiary oceniam pozytywnie i pochwalam jego rozpowszechnianie. Nie wiem, jakie intencje mieli autorzy tego dzieła. Może faktycznie widzieli w Chrystusie tylko człowieka, swoistego hippisowskiego guru. A jednak to dzieło raczej buduje wiarę w Chrystusa niż ja burzy, przyciąga do Niego, a nie oddala. Dzieje się tak, gdyż Duch wieje kędy chce. Nie pierwszy to taki przypadek w historii. W XIX wieku Ernest Renan napisał z pozycji antychrześcijańskich "Żywot Jezusa". A jednak lektura tego dzieła była dla wielu intelektualistów XIX i XX wieku elementem, często nawet początkiem drogi nawrócenia do Chrystusa. I tak właśnie jest i z tym musicalem. Ci co do Kościoła nie chodzą i literatury religijnej nie czytają, mogą dzięki jego obejrzeniu poczuć jakąś nic więzi z Chrystusem. Może ona będzie i wątła, ale nawet wątła nić nie pozostanie bez pożytku.

Do napisania tych słów zainspirował mnie ówczesny wpis Krusejdera i dyskusja wokół niego.

10:16, svetomir , TEATR
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 września 2011
wtorek, 19 lipca 2011

kopciuszek

 

W dniu 1 czerwca bieżącego roku w Rybnickim Centrum Kultury został wystawiony spektakl muzyczny pod tytułem "Kopciuszek" w wykonaniu znanego rybnicko-żorskiego zespołu Carrantuohill z  nową wokalistką Katarzyną Sobek i dziecięco-młodzieżowego zespołu tańca irlandzkiego Salake. Nie była to premiera tego spektaklu, bo ta odbyła się w tym samym miejscu pod koniec lutego. Przedstawienie stało na wysokim poziomie artystycznym i wzbudzało wyraźne zainteresowanie tak widzów dorosłych, jak i dzieci.

 

Od samego początku spektaklu zadawałem sobie jednak pytanie, a myślę, że nie byłem w tych rozterkach osamotniony, czy w tym widowisku jest więcej Kopciuszka, czy też może Irlandii? Towarzyszyło mu drugie, mianowicie, czy to naprawdę jest spektakl, czy może jednak koncert? Gdy czytałem zapowiedzi przedstawienia, biorąc pod uwagę fakt, że na owych afiszach zawsze wyszczególnione było nazwisko Katarzyny Sobek, spodziewałem się, że ważnym elementem prowadzącym fabułę będą piosenki w jej wykonaniu. Tymczasem w rzeczywistości piosenki te, bardzo zresztą nieliczne, wszystkie w języku angielskim, nie mają żadnego związku z fabułą i pełnią funkcję elementów oddzielających od siebie poszczególne swego rodzaju akty spektaklu. Były to utwory raczej typowe dla Carrantuohill. Również muzyka grana przez zespół podczas całego przedstawienia pochodziła z jego standardowego repertuaru. Gdyby więc z owego spektaklu usunąć taniec, nie byłby to już żaden spektakl, ale zwykły, przeciętny koncert zespołu Carrantuohill, niemający nic wspólnego z tytułową bajką. Tak więc wkład zespołu w widowisko zawiera 100% Irlandii i 0% Kopciuszka. Fabułę spektaklu w całości konstytuuje taniec, zaś muzyka pełni funkcję podkładu, niewątpliwie niezwykle ważną, ale jednak nie pierwszoplanową. Taki podział ról między tańcem i muzyką czyni  z owego widowiska swego rodzaju balet. Jako ciekawostkę warto wspomnieć fakt, że zespół Salake ma swój wkład także w muzyczną warstwę spektaklu. W części utworów podeszwy butów tancerek zostały wykorzystane w charakterze instrumentu muzycznego, a w jednym z nich stanowiły nawet instrument jedyny. Był to zresztą utwór niezwykły, przesycony specyficznym humorem. Opowiadał o kotach, ale opowiadał przewrotnie, gdyż przebrane za nie tancerki, w przeciwieństwie do prawdziwych zwierząt tego gatunku, przez cały czas jego trwania ustawicznie i donośnie tupały. Drewniane podeszwy butów tancerek i same tancerki za koty poprzebierane, prowadzą nas wprost do kolejnej ciekawostki. Znamy z historii kultury teatry, w których występowali sami tylko mężczyźni. Tak było między innymi w starożytnej Grecji, czy dawnej Japonii. Role kobiet także grali mężczyźni. Tutaj mamy do czynienia z sytuacją właściwie odwrotną. Występują tu prawie wyłącznie dziewczęta. Grają one także role zasadniczo męskie. Jedynie w roli księcia obsadzony jest chłopak. Ot taka nowa, świecka tradycja. Dzięki tym i jeszcze innym ciekawostkom, albo, jak kto woli smaczkom, spektakl może zainteresować nie tylko dzieci, ale także dorosłych

 

Przejdźmy jednak do tego, co w "Kopciuszku" najważniejsze, czyli do fabuły opowiedzianej w tym spektaklu, jak już zaznaczono wyżej, za pomocą tańca. Łatwo opowiada się jakąś historię słowami, dużo trudniej jest uczynić to tańcem. Twórcy spektaklu sprostali jednak temu niełatwemu zadaniu. Fabuła została przedstawiona w sposób klarowny i zrozumiały, co uczyniło spektakl przystępnym nawet dla małych dzieci. Nie uniknięto jednak niepotrzebnych dłużyzn w jednych miejscach i nadmiernych skrótów w innych. Zbyt długi jest stanowczo okres między metamorfozą Kopciuszka, a jej pojawieniem się na balu, stanowczo za krótki zaś jej pobyt na tej imprezie. To powinny być przynajmniej trzy pełne tańce z królewiczem, a nie jeden krótki utwór. Nie do końca też zrozumiała jest rola sceny ze szczudlarzami, mająca miejsce po ucieczce Kopciuszka z balu. Być może jest to jakaś alegoria odnosząca się do rodziców dziewczynki: zmarłej matki i nieobecnego de facto w bajce ojca. Tak, czy inaczej jest to niejasne. Ogólnie rzec biorąc spektakl jest bardzo dobry, jednak jak na mój gust, w tym "Kopciuszku" jest za mało Kopciuszka. Na przykład kilka piosenek odnoszących się do fabuły bajki na pewno by nie zaszkodziło.

 

Więcej zdjęć

08:30, svetomir , TEATR
Link Dodaj komentarz »